USA to nie centrum wszechświata. Bad Bunny na Super Bowl

5 godzin temu

Obecność tradycyjnego portorykańskiego instrumentu na scenie nasuwa pytanie: co to znaczy, iż kolonia ma swój narodowy instrument? – pisze Alana Casanova-Burgess w „The Guardian”.

W dziale opinii „The Guardian” ukazał się tekst Alany Casanovy-Burgess, dziennikarki prowadzącej dwujęzyczny podcast poświęcony doświadczeniom Portorykańczyków. Pisze ona o tym, jak wizja amerykańskiej tożsamości portorykańskiej gwiazdy, Bad Bunny’ego, wykroczyła poza kolonialne stereotypy.

Casanova-Burgess przyznaje, iż jej „ulubiona część” występu piosenkarza na Super Bowl to ta „nieco ponad dziewięć minut po rozpoczęciu hołdu”. Chodzi o moment, w którym na scenie pojawia się cuatro puertorriqueño – tradycyjny portorykański instrument strunowy.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

– W zeszłym roku spędziłam miesiące, przygotowując odcinek podcastu o naszym mistrzowskim instrumencie i o tym, dlaczego budzi on taką dumę wśród Portorykańczyków. Jednak zobaczenie, jak cuatro ma swój moment podczas Super Bowl, nie było na mojej karcie bingo w tym życiu. Obecność tego instrumentu na arenie nasuwa głębsze pytania: co to znaczy, iż kolonia ma swój narodowy instrument? Czy może to oznaczać, iż Portoryko jest w rzeczywistości krajem? – pyta dziennikarka.

Zauważa, iż dla Bad Bunny’ego „odpowiedź jest bez wątpienia twierdząca” – „Portoryko jest krajem amerykańskim w najszerszym znaczeniu tego słowa”. Ten popularny artysta, „który dumnie opowiada się za niepodległością Portoryko i wywiesza jasnoniebieską flagę”, postrzega wyspę jako „część większej rodziny, która nie kręci się wokół Stanów Zjednoczonych”. – Jest oczywiste, iż Bad Bunny od pewnego czasu zastanawia się nad miejscem Portoryko w Ameryce i nad tym, co naprawdę oznacza amerykańskie obywatelstwo – czytamy.

Autorka dodaje, iż „dla wielu z nas, którzy noszą Portoryko w sercach”, są takie słowa, które nie przechodzą przez usta. – Kiedy czytamy opis Portoryko jako „terytorium” lub „wspólnoty”, wiemy, iż osoba wypowiadająca te słowa nie czuje się komfortowo z rzeczywistością, w której Portoryko jest kolonią, a Stany Zjednoczone kolonizatorem. […] Przymiotnik „amerykański” jest chyba najgorszy z nich wszystkich. Odnosi się do każdego kraju na półkuli zachodniej, a jednak jedno państwo, Stany Zjednoczone, od dawna rości sobie prawo do wyłączności na jego używanie – pisze Casanova-Burgess.

Dziennikarka przyznaje, iż „sprzeciwianie się używaniu słowa «amerykański»” wyłącznie w odniesieniu do USA może dziś „wydawać się nużące”. – Kto chciałby psuć nastrój w amerykańskiej redakcji, która przypomina wszystkim, iż Ameryka to cały kontynent? Ale w niedzielę wieczorem Bad Bunny zrobił to z radością. Zaprosił Stany Zjednoczone na imprezę, na której nie były one centrum wszechświata – i pokazał, iż to w porządku. A nawet, iż to całkiem zabawne – podsumowuje Casanova-Burgess.

KM

Idź do oryginalnego materiału