Inność nie musi oznaczać konfliktu. Dlaczego rozmowa może uzdrowić struktury

2 godzin temu

Bez rozmowy łatwo przypisać drugiej stronie intencje, których wcale nie ma. Łatwo zbudować obraz wroga tam, gdzie jest po prostu ktoś myślący inaczej.

Dwóch było w kantynie. Jeden został wzięty, a drugi zostawiony. Ten drugi, nazwijmy go Jarek, właśnie wyskoczył na chwilę do łazienki, zostawiając na stole ciastko. Jego kolega, niech będzie Marek, siedział przy kawie naprzeciwko.

Kiedy Jarek wrócił, ciastko przez cały czas tam było, zaś kubek kolegi przez cały czas stał na stole, lekko odsunięty. Tylko kolega zniknął. Jarek pomyślał, iż Marek pewnie też wyskoczył w wiadome miejsce. Ale przerwa kawowa się skończyła, a Marek nie wracał. Jarek dowiedział się później, iż kolega pozostanie nieobecny, a wszystkie sprawy, którymi się zajmował, teraz będą trafiać do Jarka.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

To było tak: szef właśnie przechodził korytarzami, zobaczył w kantynie ludzi, którzy jedli swój zasłużony lunch, spojrzał na nich i rzucił: „Pan” – wskazując na mężczyznę obok drzwi – „może pan zabrać swoje rzeczy”. Nie było żadnego uzasadnienia, żadnej dyskusji, nikt nie zakwestionował werdyktu. Zwolnienia trwały już jakiś czas i ktoś musiał odejść. Jeden został zwolniony, drugi został. To wszystko, nikt już o tym nie mówi w firmie.

Nawet Jarek milczy: przecież nic nie da się z tym zrobić. Jest wdzięczny, iż go zostawiono. Nie zależy mu, by ktoś wytłumaczył, co się stało. Szef też przecież musi jakoś wykonywać swoją pracę, muszą być zwolnienia – tak po prostu musi być. Życie zawodowe to, wiadomo, hazard. Jarek wygrał tę rundę. W następnej straci. Może to i prawda, ale nikt w firmie nie wie, co traci i czy jest to nieuniknione.

Wgląd wyrzutków

W książce „Rzeczy ukryte” Richard Rohr zastanawia się nad mądrością outsiderów i wyrzutków. Dostrzegają oni procesy w ramach struktur społecznych, które pozostają niewidoczne dla zwykłych uczestniczek i uczestników. Dopóki nie zostanie się wykluczonym z jakiegokolwiek systemu, nie jest się w stanie rozpoznać samozadowolenia, kłamstw i mrocznej strony tego systemu. Insiderzy mogą być naprawdę dobrze nastawieni i szczerzy, mogą być entuzjastyczni i dobrzy – po prostu naprawdę pewnych rzeczy nie widzą, bo nie mogą ich zauważyć, dopóki są w środku.

Istnieje „ślepota strukturalna” u osób, które są zadowolone i usatysfakcjonowane w ramach struktur. Jest to w dużej mierze system przynależności, który same dla siebie stworzyły. Osoby wykluczone mają tendencję do doświadczania tych fragmentów struktur, które zajmują się wykluczaniem. zwykle to przykre doświadczenie i trudno się z niego uczyć osobom wykluczonym, ponieważ zwykle towarzyszy temu doświadczeniu ból. Zresztą nauka ta ma dla tych osób ograniczoną przydatność. Naprawdę pożyteczna byłaby dla struktur, z których zostały wydalone, lub innych podobnych struktur – po to, by zmienić się na lepsze.

Samo spotkanie z innym światem nie gwarantuje jeszcze zrozumienia. Można wiele zobaczyć i kilka się nauczyć z takich podróży. I można być w wielu miejscach, ale nigdy ich nie poznać, zrozumieć

Monika Kostera, ks. Marta Zachraj-Mikołajczyk

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Wgląd wyrzutków w podziemny świat struktur społecznych często potencjalnie przynosi nieocenione korzyści dla uczestników – właśnie dlatego, iż jest dla nich niewidoczny. Podziemne światy często są źródłem ważnej wiedzy, która może nieść w sobie klucze zarówno do groźby przyszłej zemsty i rozpadu, jak i nadziei i odrodzenia.

Ta wiedza może stać się realna dzięki rozmowie – tego rodzaju, o jakiej pisze Karol Grabias w swoim tekście poświęconym wielokulturowości w zimowym numerze kwartalnika „Więź”. Jako alternatywę państwa jednonarodowego i modelu wielonarodowego opartego na wspólnych liberalnych strukturach autor przedstawia kulturę gościnności.

Ani asymilacja, ani integracja nie dają tego, co przynosi wymiana – różne punkty widzenia tych samych momentów historii, tych samych wydarzeń i problemów. Zamiast inności niedopuszczalnej i inności powierzchownej, pozostało dialog, trudna droga, bo wymaga czasu i pokory. Warto jednak podjąć ten trud, bo tylko dialog daje prawdziwą stabilność, przekonuje Grabias. Daje również, dodajmy, prawdziwą mądrość i to nie tylko na poziomie państw, ale wszelkich struktur – dużych i małych, w tym miejsc pracy, organizacji związkowych, wspólnot religijnych.

Rozmowa, czyli zaangażowanie

Umiejętność rozmowy to trudna sztuka. I nie chodzi w niej wyłącznie o to, by przekazać drugiej osobie informacje o sobie: co czuję, czego potrzebuję, z czym mam problem, wtedy jest to tylko płytki komunikat o nas. Rozmowa zaczyna się wcześniej i sięga głębiej.

Promocja!

Polskie ćwiczenia z wieloetniczności | Gdy episkopat zawodzi | Po co instytucje kultury?

32,30 35,90
Do koszyka
Książka – 32,30 35,90 E-book – 29,00 32,30

Jej istotą pozostaje zdolność do słuchania, a to wcale nie jest umiejętność oczywista, choć zakładamy, iż posiadamy ją naturalnie. Słuchanie nie polega tylko na tym, iż nasze uszy rejestrują dźwięki. Można mieć sprawny słuch i jednocześnie w ogóle nie słyszeć drugiego człowieka, nie skupiać się na tym, co do nas mówi i nie zastanawiać się, dlaczego to właśnie do nas kieruje wypowiedź.

Słuchanie zakłada zatrzymanie się, skoncentrowanie na rozmówcy, zastanowienie, jakie emocje budzi we mnie jego komunikat i dlaczego. Czasem to też rezygnację z natychmiastowej odpowiedzi, z potrzeby riposty, z przygotowywania w myślach własnego zdania, zanim rozmówca skończy mówić.

W prawdziwej rozmowie pozwalamy, by słowa drugiego człowieka do nas dotarły, choćby jeżeli są niewygodne, obce albo podważają nasz punkt widzenia. To wymaga odwagi, bo słuchanie oznacza zgodę na to, iż coś może nas poruszyć albo zmienić.

Rozmowa to także zainteresowanie. Pytanie nie tylko o to, co druga osoba chce mi powiedzieć, ale dlaczego właśnie to i dlaczego teraz. A z drugiej strony: dlaczego chcę coś powiedzieć właśnie tej osobie? Czy chodzi mi o zrozumienie, czy raczej o potwierdzenie własnych racji, czy szukam spotkania, czy jedynie chcę wygłosić monolog w czyjejś obecności? Te pytania rzadko zadajemy sobie wprost, a jednak od odpowiedzi na nie zależy jakość naszych relacji.

Ten Inny

Żyjemy w świecie, który często nazywa się globalną wioską. Przemieszczamy się szybciej i dalej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Lepsze drogi, szybkie pociągi, samoloty, a dokładniej tanie linie lotnicze, sprawiły, iż odległość przestała być poważną przeszkodą. Chcemy zobaczyć więcej niż własne podwórko, lokalną florę i faunę, znane krajobrazy, ciekawią nas inne kultury, historie, style życia. To naturalne i dobre.

Ale samo spotkanie z innym światem nie gwarantuje jeszcze zrozumienia. Można wiele zobaczyć i kilka się nauczyć z takich podróży. I można być w wielu miejscach, ale nigdy ich nie poznać, zrozumieć. To, czy rzeczywiście poznamy odmienność, zależy w dużej mierze od nas samych. Od naszej dociekliwości, gotowości do zadawania pytań, ale przede wszystkim od otwartości na drugiego człowieka. Bez niej podróże pozostają jedynie przemieszczaniem się w przestrzeni, a spotkania z innymi kulturami powierzchowną ciekawostką. Rozmowa jest tym momentem, w którym przestajemy być komercjalnymi turystami, a stajemy się gośćmi, którzy poznają swoich gospodarzy.

Ryszard Kapuściński w książce „Ten Inny” przypomina coś, o czym często zapominamy: patrząc na drugiego człowieka, widzę w nim obcego, ale jednocześnie sam jestem dla niego obcy. Znam swój bagaż doświadczeń, rozumiem kody kulturowe, w których zostałam wychowana, posługuję się biegle swoim językiem. To daje mi poczucie oswojenia świata. Ale dla kogoś, kogo dopiero spotykam, jestem „tą inną”, choćby jeżeli pochodzimy z tego samego regionu, mówimy tym samym językiem i wychowałyśmy się w podobnych realiach.

Rozmowa nie rozwiązuje wszystkich problemów. Nie gwarantuje zgody ani jedności. Ale bez niej nie ma choćby szansy na spotkanie, na poznanie potrzeb czy oczekiwań drugiej strony, na rozpoczęcie wspólnej drogi

Monika Kostera, ks. Marta Zachraj-Mikołajczyk

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Obcość nie znika automatycznie wraz z pierwszym „dzień dobry”. Ona domaga się decyzji. To ode mnie zależy, czy przekroczę własne granice, czy zdecyduję się wyjść poza to, co znane i bezpieczne. Rozmowa jest właśnie takim przekraczaniem granic. Nie w sensie rezygnacji z siebie, ale z pokazania, iż jestem gotowa na spotkanie. Mogę zamknąć się w przekonaniu, iż już wiem, kim jest drugi człowiek, albo mogę pozwolić mu się opowiedzieć.

Rozmowa bywa pierwszą iskrą, dzięki której dostrzegamy, iż nasz rozmówca nie jest ani rywalem, ani zagrożeniem. Że jego inność nie musi oznaczać konfliktu. W świecie pełnym napięć, uprzedzeń, uproszczeń i szybkiej powierzchownej oceny to odkrycie ma ogromne znaczenie. Bez rozmowy łatwo przypisać drugiej stronie intencje, których wcale nie ma. Łatwo zbudować obraz wroga tam, gdzie jest po prostu ktoś myślący inaczej.

Kiedy zaczyna się ekumenia

Ta dynamika jest szczególnie widoczna w przestrzeni kościelnej i religijnej. Wystarczy spojrzeć na długą drogę, jaką przeszły kobiety w Kościele luterańskim, walcząc o możliwość ordynacji na księdza. Przez lata brak rozmowy, a czasem rozmowa pozorna, prowadziły do wzajemnego niezrozumienia, strachu, dyskryminacji. Dopiero tam, gdzie pojawiła się gotowość do słuchania doświadczeń drugiej strony, do zadawania pytań i przyjmowania odpowiedzi bez natychmiastowego wartościowania, możliwa stała się zmiana.

Podobnie jest w ruchu ekumenicznym. Spotkania przedstawicieli różnych wyznań nie mają sensu, jeżeli każdy przychodzi jedynie po to, by potwierdzić własną tożsamość kosztem drugiego. Ekumenia zaczyna się wtedy, gdy rozmowa nie jest debatą o racjach, ale próbą zrozumienia drogi, jaką przeszedł drugi człowiek i jego wspólnota. To proces powolny i często niewygodny, bo zmusza do konfrontacji z własnymi lękami i uprzedzeniami.

Rozmowa nie rozwiązuje wszystkich problemów. Nie gwarantuje zgody ani jedności. Ale bez niej nie ma choćby szansy na spotkanie, na poznanie potrzeb czy oczekiwań drugiej strony, na rozpoczęcie wspólnej drogi prowadzącej do poznania czy porozumienia.

W świecie, który coraz częściej wybiera krzyk zamiast dialogu, umiejętność rozmowy staje się czymś więcej niż społeczną kompetencją. Jest postawą. Wyrazem przekonania, iż drugi człowiek, choćby jeżeli pozostanie dla mnie „innym”, zasługuje na to, by zostać wysłuchanym.

Być może właśnie od tego warto dziś zaczynać. Od prostego gestu: otwarcia uszu, ale jeszcze bardziej otwarcia siebie. Rozmowa nie jest dodatkiem do relacji. Jest jej fundamentem. I choć wymaga wysiłku, czasu i cierpliwości, to wciąż pozostaje jednym z najważniejszych sposobów, by nie zgubić się nawzajem w coraz bardziej skomplikowanym świecie.

Idź do oryginalnego materiału