Stracił wzrok, ale nie przestał dostrzegać ludzi. Grzegorz Dudziński i jego Niewidzialna Linia

1 dzień temu

Pod stołem leży Ramen, beżowy labrador. Jest spokojny, choć wokół sporo się dzieje. Mikrofony, konsoleta, realizator, prowadzący audycję. Pies ma na sobie uprząż i doskonale wie, iż jest w pracy. Nie wolno go głaskać ani rozpraszać. Jego zadaniem jest pomagać człowiekowi, który nie widzi.

Tym człowiekiem jest Grzegorz Dudziński, szef bydgoskiej Światłowni. Właśnie przyjechał do warszawskiego studia Radia Wnet, aby porozmawiać z redaktorem Wacławem Pokrzywnickim.

W pewnej chwili wyciąga telefon. Uruchamia aplikację wykorzystującą sztuczną inteligencję, która zaczyna opisywać otoczenie. Rozpoznaje sprzęt radiowy, stół, mikrofony, ludzi. Dostrzega choćby Ramena leżącego pod stołem.

Scenę tę opisuje Pokrzywnicki w recenzji najnowszej książki Dudzińskiego, zatytułowanej Niewidzialne linie Światłowni.

Nowoczesna technologia potrafi dziś zastąpić oczy w niejednej codziennej czynności. Ale w życiu człowieka, który traci wzrok, są sprawy, z którymi nie poradzi sobie żadna aplikacja.

Kiedy gaśnie światło

Grzegorz Dudziński nie zawsze był niewidomy. Pracował jako dziennikarz, był muzykiem, organizował koncerty Jacka Kaczmarskiego, a za działalność artystyczną i wykonywanie jego utworów doświadczał represji.

Potem przyszło doświadczenie utraty wzroku.

Kto nigdy nie musiał mierzyć się z podobną sytuacją, może nie zdawać sobie sprawy, jak wiele oznacza ona zmian. Nie chodzi wyłącznie o to, iż człowiek przestaje widzieć twarze bliskich, czytać książki czy samodzielnie poruszać się po mieście.

Utrata wzroku może oznaczać także utratę poczucia bezpieczeństwa. Trzeba na nowo nauczyć się najprostszych czynności, które wcześniej wykonywało się bez zastanowienia. Trzeba pogodzić się z koniecznością przyjmowania pomocy. Niekiedy pojawia się lęk przed przyszłością, a choćby przed spotkaniem z drugim człowiekiem.

Wacław Pokrzywnicki przywołuje w swojej recenzji historię Wioletty, koleżanki z dzieciństwa, która straciła wzrok wskutek cukrzycy. Dziewczyna coraz lepiej grała na skrzypcach i fortepianie, ale stopniowo wycofywała się z relacji z innymi ludźmi.

Ta historia pozwala zrozumieć, dlaczego Dudziński postanowił stworzyć Niewidzialną Linię.

Nie wystarczy bowiem nauczyć człowieka posługiwania się białą laską. Nie wystarczy wyposażyć go w urządzenia ułatwiające codzienne życie. Czasem najpilniejszą potrzebą jest po prostu możliwość porozmawiania z kimś, kto rozumie.

Niewidzialna Linia. Telefon, który łączy dwa światy

Dudziński uruchomił telefon zaufania dla osób stopniowo tracących wzrok.

To szczególny rodzaj pomocy. Człowiek, który sam przeszedł przez doświadczenie utraty widzenia, słucha ludzi znajdujących się na początku tej drogi. Zna pytania, które sobie stawiają. Wie, jak trudno czasem przyjąć własną bezradność.

Dlaczego właśnie mnie to spotkało? Jak mam teraz żyć? Czy przez cały czas będę potrzebny? Co stanie się z moimi relacjami, pracą, zainteresowaniami?

A czasem pojawia się jeszcze jedno pytanie, szczególnie bolesne dla człowieka wierzącego: dlaczego Bóg na to pozwolił?

Nie na wszystkie pytania istnieją łatwe odpowiedzi. Nie każdemu cierpieniu można przeciwstawić pocieszające zdanie. Ale można wysłuchać człowieka, który cierpi. Można pozwolić mu wypowiedzieć żal, lęk i gniew, nie wymagając, aby natychmiast odzyskał pogodę ducha.

W książce Niewidzialne linie Światłowni znalazły się historie osób korzystających z telefonu zaufania. Ich imiona oraz inne dane zostały zmienione, aby zachować prywatność bohaterów. Opowieściom towarzyszy komentarz psychologiczny Marcina Jaracza.

To właśnie te historie pokazują, iż utrata wzroku nie jest wyłącznie problemem medycznym. Dotyka całego ludzkiego życia.

Można nie widzieć. I można nie zauważać

Wacław Pokrzywnicki, który od lat zna Grzegorza Dudzińskiego, sięga w swojej recenzji do powieści José Saramago Miasto ślepców.

Portugalski pisarz przedstawił w niej świat dotknięty tajemniczą epidemią ślepoty. Ludzie, którzy przestają widzieć, bardzo gwałtownie odkrywają nie tylko swoją fizyczną bezradność, ale także kruchość więzi społecznych i zasad moralnych.

Jest jednak w tej opowieści kobieta, żona okulisty, która zachowuje wzrok. Dzięki temu może pomagać innym, podtrzymywać ich na duchu i chronić przed całkowitą utratą człowieczeństwa.

Pokrzywnicki dostrzega pewną analogię między literacką historią Saramago a działalnością Dudzińskiego.

W rzeczywistości nie trzeba przecież utracić wzroku, aby przestać dostrzegać drugiego człowieka.

Można codziennie mijać sąsiada i nie zauważyć jego samotności. Można patrzeć na osobę niepełnosprawną i widzieć wyłącznie jej ograniczenia. Można wreszcie doskonale orientować się w otaczającym świecie, a jednocześnie nie mieć pojęcia, co przeżywa ktoś najbliższy.

Niewidzialna Linia powstała właśnie po to, aby takich ludzi nie pozostawiać samych.

Lekcja z Lasek

W swojej recenzji Pokrzywnicki przywołuje również miejsce szczególne w historii polskiego Kościoła: Laski pod Warszawą.

To tam błogosławiona matka Elżbieta Róża Czacka stworzyła dzieło pomocy osobom niewidomym. Sama utraciła wzrok i dobrze wiedziała, jak wielkim wyzwaniem jest nauczenie się życia bez niego.

Nie ograniczyła się jednak do organizowania opieki. Pragnęła, aby osoby niewidome mogły zdobywać wykształcenie, pracować i uczestniczyć w życiu społecznym.

Z Laskami związany był również błogosławiony kardynał Stefan Wyszyński.

Pokrzywnicki przypomina jedno z najważniejszych przekonań Prymasa Tysiąclecia: iż jedyną rzeczą, którą naprawdę warto w życiu robić, jest miłowanie.

W tym miejscu historia Grzegorza Dudzińskiego nabiera jeszcze jednego znaczenia.

Nie chodzi o romantyczne przekonanie, iż człowiek niewidomy automatycznie zyskuje jakąś szczególną duchową zdolność, niedostępną innym. Utrata wzroku jest realnym cierpieniem i realnym ograniczeniem. Nie ma potrzeby jej upiększać.

Chodzi raczej o coś znacznie bardziej wymagającego: o miłość, która nie pozostaje deklaracją, ale przybiera postać konkretnego działania.

Czasem jest to zorganizowanie pomocy. Czasem nauczenie kogoś samodzielnego poruszania się po ulicach miasta. A czasem odebranie telefonu od nieznajomego człowieka i cierpliwe wysłuchanie jego historii.

Biała laska, pies przewodnik i odrobina humoru

W książce Dudzińskiego nie brakuje również spraw bardzo praktycznych.

Autor opowiada o psach przewodnikach, orientacji przestrzennej, technologiach pomagających osobom niewidomym i zwyczajnych trudnościach, z którymi mierzy się każdego dnia.

Wspomina choćby spacer po Bydgoszczy zakończony zniszczeniem białej laski. Takie zdarzenie przypomina, iż przeszkody, których osoba widząca choćby nie zauważy, dla niewidomego mogą stanowić poważne zagrożenie.

Ale jest w tych opowieściach również miejsce na humor.

Pokrzywnicki przytacza zabawną historię profesora, który miał udać się do papieża i postanowił kupić elegancki garnitur. Podczas przymierzania spodni zdjął okulary. Ponieważ bardzo źle widział, nie zorientował się, iż zamiast w przymierzalni przebiera się na sklepowej wystawie.

Dopiero zaaferowany sprzedawca wyprowadził go z błędu.

Humor nie usuwa cierpienia ani nie likwiduje niepełnosprawności. Pozwala jednak czasem odzyskać odrobinę dystansu, którego tak bardzo potrzeba w trudnych sytuacjach.

Światłownia, czyli miejsce, w którym można odnaleźć nadzieję

Nazwa bydgoskiej Światłowni jest niezwykle trafna. Przywodzi na myśl światło, ale również siłownię – miejsce, gdzie człowiek ćwiczy i odzyskuje siły.

Dudziński od lat pokazuje, jak istotną rolę w życiu osób niewidomych mogą odgrywać spotkania, rozmowy, muzyka i wspólne działania.

Teraz postanowił zebrać swoje doświadczenia w książce.

Publikacja składa się z trzech części. Pierwsza jest opowieścią o jego własnym życiu i utracie wzroku. Druga przedstawia historie osób korzystających z Niewidzialnej Linii, a trzecia zawiera felietony oraz teksty poświęcone codzienności osób niewidomych.

Książkę wydano w twardej oprawie, z nieco powiększonym drukiem, aby mogły z niej korzystać także osoby niedowidzące.

Grzegorz Dudziński zapowiedział, iż cały ewentualny dochód ze sprzedaży przeznaczy na działalność Światłowni.

W recenzji jego książki Wacław Pokrzywnicki napisał:

„Wierzę, iż ta książka stanie się mostem nie tylko między światem widzących i niewidomych, ale także między ludźmi, którzy odkryją, iż najważniejsze widzi się nie oczami, ale sercem”.

Warto jednak dostrzec jeszcze coś.

Grzegorz Dudziński nie odzyskał wzroku. Nie możemy więc opowiedzieć jego historii jako opowieści o cudownym uzdrowieniu, po którym wszystko wróciło do dawnego porządku. Stało się coś innego. Człowiek, który sam potrzebował pomocy, zaczął pomagać innym. A to przecież także jest historia o nadziei.

Gdzie znaleźć książkę?

Niewidzialne linie Światłowni Grzegorza Dudzińskiego można kupić w bydgoskiej Światłowni. Istnieje możliwość zamówienia wysyłki kurierskiej (14,50 zł). Informacje: tel. 509 767 689, e-mail: jdudzinski22@gmail.com.

Czytaj także:Jakie byłoby Twoje życie, gdybyś nie widział?
Czytaj także:Zatrzymali się przy figurze Maryi. Kilka minut później zobaczyli rozbity samochód
Czytaj także:Matka Róża Czacka: „Zachciało się ślepej babie zakon zakładać”. A teraz zostanie błogosławioną
Idź do oryginalnego materiału