Polscy zakonnicy od prawie 30 lat pomagają chorym w Gruzji. Wszystko zaczęło się od ludzi zapomnianych przez świat

1 dzień temu

Ludzie, których nie było widać

Stary blok mieszkalny w Tbilisi. Schody, ciasna klatka, winda, do której nie sposób wjechać wózkiem inwalidzkim. Gdzieś na piętrze mieszka dziecko z niepełnosprawnością. Mogłoby korzystać z rehabilitacji, spotykać rówieśników, rozwijać swoje możliwości. Ale nie ma jak wydostać się z domu.

Z takimi sytuacjami spotykali się polscy kamilianie, którzy przybyli do Gruzji w 1997 roku. Zdarzało się, iż swoich podopiecznych musieli znosić na rękach lub na plecach, aby umożliwić im dotarcie na zajęcia.

Nie chodziło wyłącznie o bariery architektoniczne. W kraju dotkniętym biedą, konfliktami i skutkami rozpadu Związku Sowieckiego osoby z niepełnosprawnościami często pozostawały na marginesie życia społecznego. Ich rodziny nie zawsze miały możliwość zapewnienia im adekwatnej opieki, a dostęp do profesjonalnej rehabilitacji był bardzo ograniczony.

Kamilianie zaczynali więc od czegoś bardziej podstawowego niż wyposażanie gabinetów: od przywracania chorym miejsca wśród innych ludzi.

Dar dla narodu gruzińskiego

Zakon Posługujących Chorym, znany jako kamilianie, założył św. Kamil de Lellis, żyjący na przełomie XVI i XVII wieku. Szczególnym charyzmatem zakonu jest służba chorym i cierpiącym, zwłaszcza tym, którym najtrudniej uzyskać pomoc.

W Gruzji kamilianie pojawili się w 1997 roku. Stopniowo rozwijali działalność medyczną, rehabilitacyjną i opiekuńczą. Ważnym miejscem ich posługi stało się Centrum Rehabilitacyjno-Lecznicze im. św. Kamila w Tbilisi.

Zakonnicy odwiedzali domy, blokowiska i odległe wioski. Widzieli rodziny, w których choroba dziecka łączyła się z ubóstwem, samotnością i brakiem perspektyw na poprawę sytuacji.

Z czasem coraz wyraźniej dostrzegali, iż samo leczenie nie wystarczy. Potrzebna jest systematyczna rehabilitacja, pomoc psychologiczna, a często również wsparcie socjalne. I przede wszystkim obecność drugiego człowieka.

Tak rodził się model działalności, który rozwijają do dzisiaj: połączenie profesjonalnej pomocy medycznej z troską o całego człowieka i jego rodzinę.

Czasem najtrudniej zrobić pierwszy krok

W historii gruzińskiej misji szczególne miejsce zajmują dzieci.

Dla dziecka z poważną niepełnosprawnością regularna terapia może oznaczać szansę na większą samodzielność. Problem polega jednak na tym, iż trzeba do niej dotrzeć. A w ubogiej rodzinie choćby koszt codziennego dojazdu bywa przeszkodą nie do pokonania.

Kamilianie zetknęli się z rodzinami, w których matka samotnie opiekowała się kilkorgiem dzieci, a niewielkie dochody wystarczały zaledwie na podstawowe potrzeby. Rehabilitacja, choć konieczna, schodziła wówczas na dalszy plan.

Dlatego w 2015 roku rozpoczęli program umożliwiający dzieciom regularną terapię i bezpłatny transport do ośrodka. Pomoc obejmowała fizjoterapię, zajęcia logopedyczne i wsparcie psychologiczne.

Kolejny istotny etap nastąpił w lipcu 2019 roku, kiedy w Tbilisi otwarto Dom Pobytu Dziennego dla Dzieci z Niepełnosprawnością. Dzięki współpracy z polskimi instytucjami powstały specjalistyczne sale rehabilitacyjne, pomieszczenia do terapii zajęciowej i wczesnego wspomagania rozwoju.

Przedsięwzięcie zrealizowano przy wsparciu programu Polska Pomoc, finansowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP, oraz zaangażowaniu Fundacji Dom Rodzinnej Rehabilitacji Dzieci z Porażeniem Mózgowym w Opolu.

Pomoc obejmowała nie tylko wyposażenie placówki, ale także szkolenia gruzińskich terapeutów. Chodziło o to, aby nowoczesny sprzęt trafił w ręce ludzi, którzy potrafią skutecznie z niego korzystać.

Pomoc dociera coraz dalej

Z biegiem lat działalność kamilianów przekraczała granice gruzińskiej stolicy.

W 2021 roku dzięki współpracy z Fundacją Pro Spe z Rzeszowa i wsparciu programu Polska Pomoc rozwinęła się infrastruktura rehabilitacyjna w Tbilisi, obejmująca między innymi rehabilitację neurologiczną, kardiologiczną i pourazową.

Kolejne przedsięwzięcie objęło Achalciche, miasto położone w południowo-zachodniej Gruzji. Tamtejsze Centrum Diagnostyczno-Rehabilitacyjne wyposażono w sprzęt umożliwiający prowadzenie fizjoterapii, terapii zajęciowej, zajęć logopedycznych i psychologicznych. Placówkę przygotowano do objęcia pomocą choćby pięciuset dzieci i dorosłych.

W regionach oddalonych od dużych miast dostęp do specjalistów jest szczególnie utrudniony. Możliwość skorzystania z rehabilitacji na miejscu ma więc ogromne znaczenie.

Zakonnicy przygotowują się również do rozwijania działalności w Kutaisi. W październiku 2025 roku o. Paweł Dyl, dyrektor kamiliańskich ośrodków w Gruzji, opowiadał o planach utworzenia tam centrum rehabilitacji, które miałoby jednocześnie służyć pacjentom oraz kształceniu specjalistów.

„Nie chodzi tylko o przekazanie sprzętu czy wiedzy, ale o budowanie mostów między środowiskami medycznymi, wymianę doświadczeń i inspirowanie do dalszego rozwoju” – podkreślał zakonnik w rozmowie opublikowanej przez Fundację Pro Spe.

Katolicy, prawosławni i niewierzący

Gruzja jest krajem o głębokich tradycjach chrześcijańskich, związanym przede wszystkim z Kościołem prawosławnym. Katoliccy zakonnicy pozostają tam przedstawicielami niewielkiej wspólnoty religijnej.

A jednak ich działalność stała się miejscem spotkania ludzi różnych wyznań i przekonań.

Monika Zielińska, psycholog z Gdańska, przyjechała do Tbilisi, aby szkolić gruzińskich terapeutów pracujących z dziećmi w spektrum autyzmu. W swoim świadectwie zwróciła uwagę na współpracę katolików, prawosławnych i niewierzących, których połączyła troska o osoby potrzebujące pomocy.

To istotny wymiar kamiliańskiej obecności w Gruzji. Zakonnicy nie pytają chorego o wyznanie, zanim udzielą mu pomocy. Ich posługa wyrasta z wiary katolickiej, ale skierowana jest do każdego potrzebującego.

Wspólna praca przy łóżku chorego, podczas rehabilitacji czy przy opiece nad dzieckiem staje się miejscem budowania wzajemnego zaufania. Bez wielkich deklaracji i uroczystych przemówień.

Misja zmienia również pomagających

Do Gruzji przyjeżdżają także polscy wolontariusze.

Maciej, który spędził jesienią 2024 roku dwa miesiące w ośrodku kamilianów w Tbilisi, nie znał gruzińskiego ani rosyjskiego. Nie miał również doświadczenia w pracy z osobami z niepełnosprawnościami. Przed wyjazdem obawiał się, czy będzie potrafił komukolwiek pomóc.

Na miejscu wykonywał zwyczajne czynności: pomagał podopiecznym wysiadać z busa, przygotowywał posiłki, pracował w ogrodzie, uczestniczył w zajęciach.

Z jego relacji wyłania się proste, ale ważne doświadczenie: nie zawsze trzeba być specjalistą, aby dać drugiemu człowiekowi coś wartościowego. Niekiedy najważniejsza okazuje się obecność, cierpliwość i gotowość do wspólnego spędzania czasu.

Profesjonalna rehabilitacja wymaga wiedzy i umiejętności. Ludzka bliskość jest jednak czymś, czego nie zastąpi choćby najnowocześniejszy sprzęt.

Prawie trzydzieści lat później

Dziś misja kamilianów w Gruzji to nie tylko zakonnicy, ale również gruzińscy pracownicy, polscy specjaliści, wolontariusze i organizacje wspierające ich działalność.

Wciąż pozostaje wiele do zrobienia. O. Paweł Dyl wskazuje na potrzebę dalszego unowocześniania wyposażenia, szkolenia personelu i rozwijania rehabilitacji domowej. Nie wszyscy chorzy są bowiem w stanie regularnie dojeżdżać do ośrodków.

Trudności pozostają więc częściowo podobne do tych, z którymi misjonarze spotykali się przed laty. Zmieniły się możliwości leczenia, powstały nowe placówki, przybyło specjalistów. Ale wciąż istnieją ludzie, do których pomoc sama nie dotrze.

Założyciel kamilianów, św. Kamil de Lellis, chciał, aby chorzy byli otaczani troską, w której rozpoznają miłość samego Boga. W gruzińskiej misji ta idea przybrała bardzo konkretną postać.

Zaczęło się od odwiedzania ludzi zapomnianych w ich mieszkaniach. Dziś są ośrodki, gabinety i specjalistyczne urządzenia. A jednak sens całego przedsięwzięcia można przez cały czas odnaleźć w tamtej pierwszej scenie: ktoś bierze na ręce człowieka, który sam nie może pokonać schodów, i pomaga mu wyjść z domu.

Bo czasami właśnie od tego zaczyna się przywracanie drugiemu człowiekowi miejsca w świecie.

A co dzieje się, kiedy taka pomoc trwa nie kilka miesięcy, ale ponad dwadzieścia lat?

Odpowiedź zna 42-letni Besarion, nazywany Beso, który większą część życia spędził u boku polskich kamilianów w Tbilisi. Kiedyś był zagubionym, zamkniętym w sobie chłopakiem. Dziś uważa zakonników za swoją rodzinę, ma wielu przyjaciół i sam troszczy się o innych.

Jego historia jest niezwykłym świadectwem tego, iż pomoc chorym może z czasem przerodzić się w coś znacznie głębszego: przyjaźń, w której trudno już powiedzieć, kto komu więcej zawdzięcza.

Historię Beso, opowiedzianą specjalnie dla Aletei przez o. Pawła Dyla, przedstawimy w kolejnym artykule.

Czytaj także:W Gruzji powstanie wyjątkowa cerkiew. Wotum pokutne za grzech aborcji
Czytaj także:Święta Nino. Kobieta, dzięki której Gruzja przyjęła chrześcijaństwo
Czytaj także:Misje według Leona XIV. Podsumowanie Tygodnia Misyjnego
Idź do oryginalnego materiału