Spojrzenie ocalonej. Alina Szapocznikow w Muzeum Narodowym w Krakowie

2 godzin temu

Pokazywała, iż ciało może przekraczać swoją kruchość. Jej rzeźby dotyczą choroby i umierania, ale stanowią też hymn na cześć życia.

Trudno uwierzyć dziś, gdy rzeźby Aliny Szapocznikow wystawiane i podziwiane są na całym świecie, a jej nazwisko należy do czołówki artystek XX wieku, iż po śmierci została w dużym stopniu zapomniana. Jej powrót rozpoczęła duża, retrospektywna wystawa w Zachęcie w roku 1998. Od tego czasu mnożą się publikacje i ekspozycje w Polsce i za granicą, m.in. w Brukseli, Los Angeles, Nowym Jorku, a ostatnio: w Ravensburgu i Grenoble.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Jej dzieła pojawiają się na pokazach indywidualnych i zbiorowych, w różnych kontekstach, wyłaniających różne wątki tej bogatej twórczości: cielesność i sposób postrzegania kobiecości, pamięć, ekspresję, doświadczenia z nowymi tworzywami. Przypadające w tym roku stulecie urodzin Aliny Szapocznikow trudno uczcić w jeszcze bardziej spektakularny sposób, może warto zamiast tego pokusić się o kameralne spotkanie? Dlatego w Muzeum Narodowym w Krakowie otwarta została wystawa „Szapocznikow. Osobista”, skoncentrowana na takim właśnie, osobistym obcowaniu z jej twórczością.

Zapisane ciałem

Kuratorka wystawy Agata Małodobry wydzieliła osobny aneks w galerii sztuki polskiej XX i XXI wieku, pokazując w nim przede wszystkim rzeźby pochodzące z kolekcji muzeum. Zaproponowała „skupioną na emocjach narrację”, która ma na widza działać „niemal haptycznie”.

Umieszczone w kameralnej przestrzeni, wzdłuż ścian stoją gipsowe inkrustowane żelazem „Bukiety”, gipsowe lub odlane w brązie figury i głowy, „Jednonoga”, „Przechodnie”, „Faraon”, poliestrowe i poliuretanowe odlewy fragmentów ciała. Zamknięte w gablotach czerwone usta sąsiadują z fragmentami „Zielnika”, a zwielokrotnione „Brzuchy” z przerażającym, choć kolorowym „Tumeur”, czyli nowotworem. Wystawę uzupełniają fotografie artystki z jej warszawskiej i dwóch francuskich pracowni.

Poranione i niekompletne „jej rzeźby nie są obrazami braku, ale śladami doświadczenia” – pisze w towarzyszącym wystawie folderze Joanna Pawlik, jedna artystek zaproszonych do podzielenia się swoim odbiorem rzeźb. Zapamiętywanie ciałem, które stało się fizycznym nośnikiem pamięci i doświadczenia, to niemal znak rozpoznawczy twórczości Aliny Szapocznikow.

Wystawa „Szapocznikow. Osobista” w Muzeum Narodowym w Krakowie, marzec 2026. Fot. Natalia Gąsowska / Materiały prasowe

Wychowywała się w Pabianicach i po wybuchu wojny trafiła najpierw do pabianickiego, a potem do łódzkiego getta. Przeżyła, ale od 1942 roku przenoszona była do kolejnych obozów – Auschwitz, Bergen Belsen i czeskiego Teresina, gdzie udało jej się doczekać wyzwolenia.

Trafiła stamtąd do Pragi i gwałtownie rozpoczęła studia artystyczne, podejmując decyzję o wyborze rzeźby. Z Czechosłowacji pojechała do Paryża i dopiero w 1951 roku wróciła do Polski, do Warszawy. Ponownie wyjechała do Francji 12 lat później. Tam – nie przestając pracować – leczyła się i doświadczała kolejnych faz choroby nowotworowej, tam też zmarła.

Bywała w Polsce, utrzymując żywe kontakty z innymi artystami. Po swoim powojennym powrocie do Polski włączyła się w życie artystyczne w ramach obowiązującego wówczas socrealizmu. Duże znaczenie dla tej decyzji miało lewicowe, paryskie środowisko, w którym spędziła kilka lat. Widziano tam potrzebę tworzenia sztuki zaangażowanej, dla pokoju, dla nowego ładu na świecie. Choć socrealizm gwałtownie ją rozczarował, uczestniczyła w konkursach, takich jak pomnik przyjaźni polsko-radzieckiej, którego okaleczoną postać możemy oglądać teraz w MSN (pierwotnie stanowił nieodłączny element dekoracji na wejście do Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie).

Zmienność i rozedrganie

Jej oryginalny styl ukazują późniejsze rzeźby „Trudny wiek” i „Pierwsza miłość”, odległe od tematów społecznych, skłaniające się ku prywatności, zmysłowości, emocjom. Portretowała kobiety, a adekwatnie kobiecość, wskazując na ich przeżycia, doświadczenia pokazywane za pośrednictwem ciała. Stopniowo rezygnowała z formy przedstawiającej na rzecz łączenia różnych wątków, łączenia form i materiałów.

Figury stawały się coraz bardziej umowne – organiczne, przypominające rośliny, jak w serii „Bellissima”, Ale równolegle do cyklu określanego czasem jako przedstawienia „pięknych kobiet”, artystka wykonywała projekty pomników. Chodzi przede wszystkim o dwa konkursy: na Pomnik Bohaterów Warszawy i pomnik w Oświęcimiu.

Ruch, podrywanie się do lotu jako sposób na to, być żyć, stanowi znak rozpoznawczy projektów rzeźbiarskich Aliny Szapocznikow

Zofia Jabłonowska-Ratajska

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

W projektach tych powtarzają się motywy rąk, skrzydła i „ciała-ruiny”, które nie próbują opisywać anonimowej zbiorowości, a zawsze należą do konkretnej osoby. Doświadczenia wojny zapamiętane zostały w nich – jak również w innych, „prywatnych” dziełach artystki – ciałem, ale ta fizyczność przekształcona zostaje w znak, pomnik dedykowany bohaterom i zarazem ofiarom wojny.

„Przeplatają się tu – jak trafnie napisała Agata Jakubowska – dwie perspektywy: zdystansowane spojrzenie z zewnątrz i spojrzenie ocalonej”. Wyrzeźbiona forma, na kształt, której składają się sugestia uniesionej ręki, skrzydło, utrwalona została w szczególnym momencie podrywania się do lotu. To właśnie ruch, wzlatywanie, podrywanie się do lotu jako sposób na to, być żyć, stanowi znak rozpoznawczy projektów rzeźbiarskich Aliny Szapocznikow. Zmienność, rozedrganie czy niekompletność postaci sprawia, iż można oglądać je z różnej perspektywy, odkrywać różne ich odsłony.

Ulotna trwałość

„Osobista” Szapocznikow ma dać widzowi wrażenie cielesnej bliskości. Stawia patrzących wobec śladów obecności artystki – odlewów ust, piersi, brzucha, fragmentów ciała jej i adoptowanego syna. Artystka często bawi się formą, uwodzi, czasem szokuje, warianty ust i estetyczno-erotycznych gadżetów to swoiste prowokacje.

Ukazanie tej zmiennej, kruchej i ułomnej, a zarazem zmysłowej fizyczności, możliwe stało się dzięki użyciu sztucznej żywicy i innych materiałów, które można łatwo kształtować, a które, gładkie i cieliste, przypominają ludzkie ciała.

Szczególnym, powstałym pod koniec życia artysty dziełem jest złożony z wielu fragmentów „Zielnik”. O ile własne ciało pokazywała już jedynie za pośrednictwem „odpadów” pooperacyjnych, ułomnych resztek, tu starała się stworzyć album, taki, jaki tworzy się ze zbieranych i zasuszonych roślin – z odlewanych fragmentów ciała swego syna. Te gniecione i rozpłaszczane odlewy, a więc już jedynie odbicia odbić, pozostają jedynie śladami pamięci, sposobem na ulotną trwałość życia i młodości.

Nowość Nowość Sale!
  • Krystyna Czerni

Cisza i zgiełk obrazów

67,92 84,90 Do koszyka

Jej rzeźby niosą znaczenie konkretne i symboliczne zarazem. Towarzyszy im świadomość, iż zastygłe w różnych materiałach ciała są czymś więcej, przekraczają swoją kruchość dzięki scalającej je sile. Ta siła sprawia, iż nie koncentrujemy się na chorobie i bólu śmierci, ale odczytujemy te uporczywe próby jako hymn dla życia, mimo wszystko. Tworzenie – trudne, materialne i fizyczne – tożsame jest z doświadczaniem.

Rejestrując doświadczenie

Jej odwaga, śmiałość w nieustannym eksperymentowaniu, w mówieniu własnym głosem sprawiła, iż Szapocznikow stała się istotną postacią dla kolejnych pokoleń artystek. Jednocześnie nosi cechy swojego pokolenia, które ze śmierci wyrywało się ku życiu, tak bardzo chcieli żyć, nadrobić stracone wojenne lata, tworzyć i doświadczać tego, czego nie mogli wcześniej. Ona sama, podejmując nieustanną próbę zmagania się z trudem pracy przerastającej jej kruchość i fizyczność może być symboliczną figurą takiego odradzania.

Tworząc swoje rzeźby, odlewając w różnych materiałach rozbite na fragmenty ciała, nie rezygnowała z piękna. Ale pojmowała je inaczej niż „ładny” przedmiot. Już w 1949 roku, w liście do swego przyszłego męża, Ryszarda Stanisławskiego (późniejszego wieloletniego dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi) pisała: „Pojęcia nie zmieniły Ci się zasadniczo tak, jak u mnie, iż zamiast «ładnie, kulturalnie, grzecznie», pozostało «pięknie, ludzko, prawdziwie, do dna»”.

Rejestrując doświadczenia, przekształcając to, co jej się zdarza, w rzeźby, pozostaje realistką – to znaczy zachowuje pełną świadomość dramatu i absurdu życia, choroby, śmierci, i właśnie dlatego nie traci czasu. Chce wykorzystać w pełni ten czas, jaki jej pozostał, w sposób, który rozumie najlepiej, rzeźbiąc, poszukując najlepszych form dla utrwalenia – zapamiętania prawdziwego, jedynego w swoim rodzaju losu. Bo wie, iż tylko to, co prawdziwe i osobiste, może stać się uniwersalne – a zatem bliskie każdemu.

Przy tym wszystkim wydaje się pozostawać outsiderką – cudzoziemką, która swoje miejsce na ziemi odnajduje jedynie w pracowni, w kolejnych pracowniach. Nie w konkretnym kraju, mieście, tylko tam, gdzie tworzy, może być naprawdę u siebie.

Wystawa „Szapocznikow. Osobista” pokazywana jest obok stałej ekspozycji polskiej sztuki ostatnich 120 lat w Muzeum Narodowym w Krakowie. Pomaga to zobaczyć ją w szerszym kontekście, włączyć jej twórczości w ciągłość artystycznych przemian, wzajemnych powiązań i relacji między artystami i ich dziełami.

Idź do oryginalnego materiału