Jan Paweł II: polski spór rozstrzygnięty

2 godzin temu

Wciąż nie wiemy, jak kard. Wojtyła reagował na wykorzystywanie seksualne. Znamy natomiast jego postawę wobec Żydów – i to ona jest dziś papierkiem lakmusowym stosunku Polaków do papieża.

Kilkanaście tygodni temu rozmawiałem z jednym z mądrzejszych polskich biskupów (bynajmniej nie chodzi o kard. Grzegorza Rysia, który do tego grona z pewnością należy – o nim dalej mowa w tym tekście). W pewnym momencie pojawił się temat niedawnych obchodów 60. rocznicy listu biskupów polskich do biskupów niemieckich, zawierającego słynne zdanie: „Udzielamy wybaczenia i prosimy o nie” (częściej cytowane w wersji „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”).

Mój rozmówca mówił o swym niepokoju, iż podczas wrocławskich ceremonii z tej okazji większość wystąpień skierowana była w przeszłość. Prelegenci podkreślali (bardzo słusznie!), jak dalekosiężna wizja zawarta była w tym liście i jak wspaniały jest to przykład wprowadzenia ducha Ewangelii w relacje między narodami, w życie społeczne i polityczne.

WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Biskup, z którym rozmawiałem, przyznał, iż zastanawiał się, uczestnicząc we wrocławskich obchodach, jaki gest musiałby dzisiaj wykonać polski episkopat, żeby 60 lat później – czyli około roku 2086 – działanie to było szeroko uznawane za profetyczne otwarcie nowej epoki. Nie zdążyłem zareagować, gdy mój rozmówca sam sobie odpowiedział, iż prawdopodobnie takim krokiem byłoby wystąpienie w obronie uchodźców i migrantów. Potwierdziłem.

Wiece oburzonej ludności

Żaden z nas dwóch nie pomyślał, iż analogia do wydarzeń z roku 1965 pojawi się w innym kontekście i szybciej niż się spodziewaliśmy – właśnie teraz. Gwałtowność negatywnych reakcji na niedawny list Konferencji Episkopatu Polski z okazji czterdziestej rocznicy przełomowej wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze można bowiem swobodnie porównać do atmosfery wzmożenia sprzed ponad 60 lat – tyle iż „spontaniczne” wiece oburzonej ludności przeniosły się w tej chwili do mediów społecznościowych.

I w jednym, i w drugim przypadku mamy do czynienia przede wszystkim z cynicznym instrumentalnym wykorzystywaniem niechęci lub nienawiści pewnej części Polaków – wtedy do Niemców, dziś do Żydów – dla osiągnięcia własnych korzyści politycznych przez różnych (pseudo)działaczy narodowych. Przede wszystkim zaś chodzi tu o – ubrane w pióra obrony katolickiej tożsamości narodu – próby kwestionowania znaczenia perspektywy ewangelicznej i faktyczne odrzucanie nauczania Kościoła.

W momencie rzeczywistej próby prawicowi działacze, tak ochoczo powołujący się na Jana Pawła II, nie stanęli w obronie prawdy o tym, co papież niewątpliwie głosił

Zbigniew Nosowski

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Dlatego stawiam tezę, iż po wydarzeniach ostatnich tygodni można uznać polski spór wokół pamięci o Janie Pawle II za definitywnie rozstrzygnięty. Właśnie w sytuacji tak ostrego konfliktu, wywołanego przypomnieniem przez biskupów przełomowego gestu papieża Polaka, wyjaśniło się, kto ma prawo powoływać się na swoją wierność nauczaniu i postawie naszego wielkiego rodaka.

Chciałem choćby napisać, iż spór ten został zakończony – ale jednak powstrzymałem się. Wiadomo bowiem, iż będzie on wciąż wracał w swojej dotychczasowej – zrytualizowanej i zideologizowanej – formie. Karol Wojtyła jest po prostu przydatnym sztandarem w wojnach tożsamościowych. Zatem w ramach polskiej walki politycznej i ideologicznej jeszcze wiele razy zobaczymy portrety papieża Polaka w rękach parlamentarzystów narodowej prawicy i na ich profilach w mediach społecznościowych. Nie to jest jednak najważniejsze dla mojej tezy.

Uważam spór wokół pamięci o Janie Pawle II za definitywnie rozstrzygnięty z tego powodu, iż w momencie rzeczywistej próby prawicowi działacze nie stanęli w obronie prawdy o tym, co papież niewątpliwie głosił. Wobec tego blednie inny, toczący się niemal równolegle, wymiar polskiego sporu o Karola Wojtyłę – dotyczący jego stosunku do przypadków pedofilii w okresie, gdy był metropolitą krakowskim.

Istota sprawy jest tu prosta: tego, w jaki sposób biskup, a potem kardynał Wojtyła reagował na sytuacje wykorzystywania seksualnego osób małoletnich, wciąż w istocie nie wiemy – dopiero zaczynamy się tego stopniowo dowiadywać, poprzez analizy poszczególnych spraw z przeszłości. Doskonale znamy natomiast postawę Jana Pawła II wobec Żydów i judaizmu – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Dlatego to właśnie ta ostatnia kwestia jest dziś – dostępnym dosłownie na wyciągnięcie ręki – papierkiem lakmusowym stosunku Polaków do świętego papieża.

Jaka będzie ocena tego listu za 60 lat?

Jeśli zatem ktoś rzeczywiście zainteresowany jest obroną postawy Jana Pawła II przed współczesnymi zniekształceniami – nie papieżem jako tożsamościowym sztandarem, ale prawdą o biskupie Rzymu, który przybył do Watykanu „z dalekiego kraju” – to powinien był w ostatnich dniach wesprzeć oficjalny głos episkopatu. Ze środowisk narodowej prawicy, która tak lubi przywoływać swe katolickie oblicze i mianować się rycerzami Jana Pawła II, głos w obronie papieża Polaka w tej sytuacji jednak się nie pojawił. Wręcz odwrotnie…

Sale!

Dyskretny urok softalitaryzmu | Przyszłość polskiej religijności | Czy słuchania muzyki można się nauczyć?

34,83 39,96
Do koszyka
Książka – 34,83 39,96 E-book – 29,00 32,30

A trzeba pamiętać, iż ten list pasterski polskich biskupów ułożony był przecież (na pewno nieprzypadkowo) niemal wyłącznie z cytatów z oficjalnych dokumentów kościelnych, w tym nauczania kolejnych papieży. Miał to być – jak przypuszczam – wyraźny znak, iż autorzy listu głoszą nie własne teorie, ale czerpią z Magisterium Kościoła. A jakie były reakcje – doskonale czytelnicy Więź.pl wiedzą (pisała o tym na naszych łamach Monika Białkowska).

Tej gwałtowności wystraszyli się wyraźnie sami sygnatariusze listu. Choć zyskał on wymaganą większość podczas obrad KEP (inaczej nie byłby ogólnopolskim listem pasterskim), to – do przedwczoraj, gdy oświadczenie wydał metropolita lubelski, wraz z rektorem KUL – nie było słychać głosów biskupów, którzy oburzaliby się na odsądzanie od czci i wiary kardynała Grzegorza Rysia (głównego autora tego dokumentu, który kieruje w tej chwili Komitetem KEP ds. Dialogu z Judaizmem), ani choćby na sprowadzanie Jana Pawła II do roli de facto marionetki, która nie wiedziała, co mówi w rzymskiej synagodze.

Dziś mija kolejna, 21. już rocznica śmierci papieża Polaka. A ja usiłuję przenieść się myślami do roku 2086, o czym myślał mój cytowany wyżej rozmówca. Jak wtedy będzie oceniany tegoroczny list pasterski KEP przypominający o żydowskich korzeniach chrześcijaństwa i wzywający polskich katolików do odwiedzania synagog lub miejsc, w których stały przed Zagładą żydowskie domy modlitwy?

Zwłaszcza: czy w długiej perspektywie będzie miał duże znaczenie fakt, iż list ten całkowicie pominął aktualną politykę państwa Izrael (którą oceniam bardzo surowo)? Patrząc z perspektywy bieżącej, jest to błąd autorów listu, a treść dokumentu byłaby choćby bardziej zrozumiała (i można by odeprzeć część zarzutów), gdyby wyraźnie podkreślono, iż list ma charakter religijny, a nie polityczny, więc „lud Izraela” to nie „obywatele państwa Izrael”, a zwłaszcza nie władze państwowe.

Długofalowo jednak, jak przypuszczam, to pominięcie nie zostanie uznane za najważniejsze – tak jak nie przywiązuje się dziś wagi do słabszych stron orędzia z roku 1965. Ważniejsze okaże się prawdopodobnie co innego, sięgającego o wiele głębiej, w zakamarki duszy. Oto w epoce „trzeciej wojny światowej w kawałkach” (jak zwykł mawiać papież Franciszek), w czasach narastających fundamentalizmów, nacjonalizmów i różnej maści populizmów nasz episkopat in gremio zaapelował o budowanie ludzkiej wspólnoty ponad podziałami, o żydowsko-chrześcijańskie braterstwo na polskiej ziemi.

Oburzeni katoliccy intelektualiści

Gdybym uważał inaczej, popełniałbym błąd analogiczny do tego, jaki był w 1965 roku udziałem ówczesnych redaktorów „Więzi” i zaprzyjaźnionych środowisk katolickich (analogiczny, czyli podobny, choć nie tożsamy). Sądzili oni, iż polskie społeczeństwo zaledwie 20 lat po zakończeniu brutalnej II wojny światowej nie było przygotowane na pojednawczy gest episkopatu wobec Niemców.

Sale!
  • Zbigniew Nosowski

Krytyczna wierność
Książka z autografem

28,39 35,49 Do koszyka

Moi (dużo) starsi koledzy byli zaskoczeni tonem listu biskupów. Uważali, iż to deklaracja przedwczesna. Dotknął ich głęboko fakt, iż nie zostali wtajemniczeni w kulisy przygotowań tak znaczącego dokumentu – a początkowo episkopat choćby nie udostępnił im tekstu orędzia, choć już wybuchły wokół niego spory.

Jerzy Zawieyski, ówczesny prezes warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, poseł na Sejm PRL i członek Rady Państwa, zapoznawszy się z treścią orędzia polskich biskupów, napisał w swoim dzienniku pod datą 10 grudnia 1965 roku: „Są tam okropne słowa: «przebaczamy i prosimy o przebaczenie». […] List jest wielkim błędem politycznym. Na pewno będzie wielkie uderzenie w Kościół. […] Cała ta sprawa jest skandalem”.

Z tych czterech zdań Zawieyskiego prawdziwe okazało się jedynie to o wielkim uderzeniu w episkopat. Ale na tym ataku Kościół długofalowo tylko zyskał. List do biskupów niemieckich z pewnością nie był politycznym błędem, okropieństwem czy skandalem, ale gestem wizjonerskim, otwierającym perspektywy polsko-niemieckiej współpracy we wspólnej Europie (rzecz wówczas absolutnie nie do pomyślenia!).

Nieoczywista polskość jagiellońska

Zatem perspektywicznie polski spór wokół Jana Pawła II został rozstrzygnięty. Kto chce myśleć, żyć i działać z Wojtyłą, nie może myśleć, żyć i działać przeciwko Żydom.

Kto chce trzymać z polskim papieżem, powinien przyjąć, iż potrzebujemy Żydów jako ludzie i chrześcijanie, ale też jako Polacy, bo – jak pisał Jan Paweł II w swej ostatniej książce „Pamięć i tożsamość” – „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”.

Długofalowo jest to jasne, ale doraźnie jeszcze przyjdzie wiele przecierpieć. To też Jan Paweł II przewidział: w następnym zdaniu książki dodał przecież: „Wydaje się jednak, iż ten «jagielloński» wymiar polskości, o którym wspomniałem, przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym”.

Zaledwie 21 lat po jego śmierci jest to jeszcze mniej oczywiste, niestety… Spór jest rozstrzygnięty, ale będzie trwał.

Przeczytaj też: rabin Michael Schudrich, Czego nauczyłem się od Jana Pawła II

Idź do oryginalnego materiału