Zima, której nikt się nie spodziewał, ale każdy potrzebował

2 godzin temu
Zdjęcie: Zima


Podczas gdy wiosna mówi nam: „Wstawaj! Działaj!”, zima przychodzi z wytchnieniem i szepcze do ucha: „Odpuść. Nie musisz”.

Kilka lat temu ukazała się książka „Zimowanie”. I choć jej treść była, przynajmniej dla mnie, nieco rozczarowująca (według autorki generalnie warto odpoczywać i mniej się stresować), to jednak publikacja ta wywołała w tzw. mainstreamie niemałe poruszenie.

Może stało się tak za sprawą przepięknego wydania z opalizującą niczym kryształki lodu okładką, a może z powodu jakiejś nie do końca uświadomionej tęsknoty: nie tylko za zimą z prawdziwego zdarzenia, ale i za tytułowym zimowaniem, czyli stanem przyjemnego spowolnienia, ładowania baterii i zbierania sił przed kolejnymi życiowymi wyzwaniami.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Autorka Katherine May (czy to nie ironia losu, iż bestsellerową książkę o zimie stworzyła osoba z majem w nazwisku?) trafiła w pewną niszę, publikując coś na kształt pochwały dla prostego, powolnego życia i czerpania siły z kryzysów, podczas gdy półki w księgarniach wciąż uginają się pod ciężarem wszelkiej maści poradników sprzedających złote rady na zwiększenie produktywności, zarabianie dużych pieniędzy (nawet podczas snu!) i realizowanie swojego potencjału, a w efekcie – osiągnięcie życiowego sukcesu (czymkolwiek on miałby być).

Czy to, iż właśnie w styczniu, jak śpiewała Kayah, zima na ramiona nasze spadła, można potraktować jako zachętę, by w 2026 roku być otwartym na kolejne zaskoczenia? Bardzo chcę wierzyć, iż tak właśnie jest.

Panegiryk dla Zimy

Będę teraz pisać o trwającej porze roku, używając wielkiej litery. Językowych purystów proszę o wybaczenie, ale wystarczy spojrzeć za okno, by przekonać się, iż Zima, która odwiedziła nas w tym roku, to naprawdę Zima przez wielkie „Z”, i jestem przekonana, iż należy się jej wyjątkowy szacunek. Nie tylko dlatego, iż w ciągu ostatnich lat stała się pod naszą szerokością geograficzną rzadkim gościem (a adekwatnie gościnią), i obdarowała nas dawno niewidzianymi, pokaźnymi zaspami śniegu utrwalonymi przez siarczyste mrozy. Również przez wzgląd na mój osobisty do niej stosunek.

Odkąd pamiętam, Zima zawsze była moją ulubioną porą roku. I wcale nie chodzi mi o takie oczywistości, jak piękne, zimowe krajobrazy z szadzią w roli głównej, czy finezyjne wzory na szybach wyrysowane przez mróz. Widziałam w niej wręcz coś magicznego, ale i trudnego do uchwycenia. Kilka sekund rozkosznego ciepła rozlewającego się po całym ciele po przekroczeniu progu domu (zwłaszcza gdy wcześniej spędziło się kilka godzin na sankach). Przyjemne uczucie szczypania na rumianych policzkach podczas kuligu. Wreszcie: zupełnie usprawiedliwione przy takiej aurze leniwe snucie się po domu w puchatym swetrze z kubkiem gorącej herbaty i ulubioną książką pod pachą. jeżeli dorzucić do tego takie okazje, jak Boże Narodzenie, Sylwester i ferie, uzyskamy bingo zimowych przyjemności.

Zima jest jak leżakowanie w przedszkolu – wymuszona drzemka i regeneracja przed dalszymi kilometrami maratonu

Magdalena Fijołek

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Jednak tym, co w Zimie kocham najbardziej, jest fakt, iż nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Choć od lat media grzmią o globalnym ociepleniu (które jest faktem, a denializmowi klimatycznemu mówię stanowcze „nie”), Zima raz na jakiś czasu lubi wyrwać nas z umiarkowanego pogodowo letargu, i porządnie potrząsnąć. Tu sypnie śniegiem, tam powieje przeszywającym mrozem, jeszcze gdzie indziej zastawi pułapkę w postaci „szklanki” na chodniku czy jezdni.

Zdaję sobie sprawę z trudności (cóż, skrobanie szyby samochodu o 6 rano nie jest najprzyjemniejszą rozrywką) i zagrożeń (niebezpieczna, zwłaszcza dla osób starszych, ślizgawica), jakie z tego wynikają. Ale trudno mi nie odczuwać przedziwnej satysfakcji, kiedy widzę, jak mój mąż w panice biegnie do piwnicy, by wygrzebać z dawno zapomnianego kartonu grubą kurtkę, której kilka tygodni wcześniej nie chciał wyjąć, „bo przecież nie będzie zimy”. Albo te kolejki u wulkanizatora, gdy nagle okazało się, iż letnie opony jednak będą musiały przezimować w garażu – coś pięknego.

Lubię sobie wtedy wyobrażać Zimę jako kobietę, która stoi w oknie z kubkiem gorącej kawy, i obserwując zaskoczonych „polskich drogowców”, mruczy pod nosem z pobłażaniem: „oj, dzieci, dzieci, kiedy wy się nauczycie?”.

O tak, epitafia dla Zimy są zdecydowanie przedwczesne. Zamiast tego piszmy o niej pieśni pochwalne i witajmy jak VIP-a. W końcu nie wiadomo, czy i kiedy nas jeszcze odwiedzi.

Góra śmiałków

Oprócz wymienionych wyżej zimowych cnót, okazuje się, iż pora ta nieoczekiwanie odniosła zaskakująco duży sukces na polu wychowawczym: oderwała dzieci od ekranów. Kto z nas się nie uśmiechnie (choćby wewnętrznie), mijając zaśnieżoną górkę, która aż faluje od gromady maluchów, ale i starszaków, zjeżdżających na sankach?

Mam w okolicy górkę, która jest oblegana od rana do wieczora. choćby późnym wieczorem można tu spotkać niestrudzonych śmiałków, którzy niczym w transie odtwarzają cykl: zjazd–podejście na szczyt–kolejny zjazd; i tak w kółko, aż któryś ze zniecierpliwionych rodziców oświadczy, iż na dziś już wystarczy.

Promocja!
  • Wojciech Marczewski
  • Damian Jankowski

Świat przyspiesza, ja zwalniam

39,98 49,98
Do koszyka
Książka – 39,98 49,98 E-book – 35,98 44,98

Mijając górkę, przyłapałam się na myśli: „O! Nie wiedziałam, iż na naszym osiedlu jest tyle dzieci!”. Cóż, na co dzień, gdy luki między angielskim a treningami wypełniają telefonem albo komputerem, dość trudno je spotkać.

Cnota zimy

Była taka reklama czekolady, w której zachęcano nas, byśmy byli delikatni. A ja myślę sobie, zainspirowana niezwykle ciekawym wywiadem Adama Szustaka z Tomaszem Stawiszyńskim, iż deficytowym towarem dzisiaj może być wyrozumiałość.

Właśnie tej cnoty życzył nam na nowy rok rozmówca dominikanina, i myślę, iż trafił w samo sedno: w dobie indywidualistycznych haseł pokroju „jesteś tego wart/warta”, „stawiaj siebie na pierwszym miejscu” i doszukiwania się „toksycznych relacji”, wyrozumiałość brzmi nieco abstrakcyjnie. Ale czy nie do tego właśnie zaprasza nas zima?

Breja na chodnikach czy lód na jezdni sprawiają, iż na umówione spotkania docieramy spóźnieni, ale być może trochę łatwiej nam te spóźnienia darować. Poranki też są jakby leniwsze, a ciepła kołdra atrakcyjniejsza niż dotąd. Podczas gdy wiosna i lato mówią nam: „Wstawaj! Działaj!”, jesień i zima przychodzą z wytchnieniem i szepczą do ucha: „Odpuść. Nie musisz”.

Wystarczy spojrzeć na przyrodę: wiosna i lato to czas intensywnego wzrostu, rozwoju. Jesień zaprasza nas do zbioru owoców mijającego sezonu, przygotowuje do odpoczynku – wiewiórki gromadzą w swoich dziuplach orzechy, a ludzie robią przetwory i dbają o zapas opału na chłodne dni. Zima jest jak leżakowanie w przedszkolu – wymuszona drzemka i regeneracja przed dalszymi kilometrami maratonu. Zwłaszcza w miastach, gdzie odwykliśmy od rytmu wyznaczanego przez naturę, warto sobie o tej zimowej „drzemce” przypomnieć.

Może właśnie o to chodzi: iż czasami tam, gdzie się da, naprawdę warto odpuścić? Dać sobie i innym trochę luzu? Zauważyłam, iż jak przestałam się spinać o noworoczne postanowienia, nagle znalazłam energię, by realizować długo odkładane projekty.

Może właśnie ta wyrozumiałość – względem siebie i innych – to klucz do sukcesu przez wielkie „S”? Spróbujmy. I dajmy się zaskoczyć.

Idź do oryginalnego materiału