Wspólnota i wspólnotowe zamiatanie pod dywan

18 godzin temu
Zdjęcie: Marcin Kędzierski


Czy jako wspólnota Kościoła powinniśmy wyrzucać z naszych szeregów sprawców seksualnych przestępstw? A jeżeli to niczego nie załatwia?

Kościół to wspólnota. Jezus przykazał nam, abyśmy byli jedno. Wszelkie podziały są owocem złego ducha. Wszak diabeł to właśnie ten, który dzieli. Po co nam jedność, o którą wołał Chrystus w swej modlitwie arcykapłańskiej? Aby otaczać opieką tych, którzy zbłądzili. Tych, którzy sobie nie radzą. Tych, którzy potrzebują pomocy. Wspólnota jest dla nas szansą, aby naśladować Jezusa i stawać się coraz bardziej podobnym do Trójjedynego Boga.

Niestety, czasem wspólnota okazuje się swoim zaprzeczeniem. Co prawda niby kieruje się jednością, ale nie przynosi dobrych owoców. W ostatnim czasie, Droga Czytelniczko i Drogi Czytelniku, obserwuję dwa przypadki takiej „złej wspólnoty”.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Pierwsza dotyka nas w Kościele. Wielu biskupów robi naprawdę wiele dobrego, aby adekwatnie odpowiedzieć na krzywdę osób skrzywdzonych w Kościele. Kiedy jednak działają łącznie jako wspólnota Konferencji Episkopatu Polski, mają problem z powołaniem komisji, która mogłaby nie tylko zbadać skalę nadużyć, ale przede wszystkim wyjaśnić mechanizmy, które utrudniły Kościołowi adekwatną reakcję na te zdarzenia. Opieszałość wspólnoty biskupów daje uzasadnione argumenty, by podejrzewać, iż jako wspólnota chcemy ten temat zamieść pod dywan, choćby dlatego, żeby uniknąć płacenia odszkodowań. Umówmy się – wielu katolików w Polsce w gruncie rzeczy byłoby zadowolonych z takiego obrotu sprawy.

Zresztą to wspólnotowe zamiatanie pod dywan ma jeszcze jeden wymiar. Nieraz słyszę komunikat, iż jakiś duchowny, który ma na koncie przestępstwa seksualne, został wydalony ze stanu kapłańskiego. Rach ciach, pozbyliśmy się go, nie mamy już z nim nic wspólnego, to już nie jest nasz problem. W takiej sytuacji wracam do przypowieści o synu marnotrawnym (albo niemiłosiernym bracie…), i zastanawiam się, czy jako wspólnota powinniśmy wywalać z własnych szeregów sprawców przestępstw.

A może właśnie przeciwnie – tak, to jeden z nas, wszyscy niesiemy jako Kościół ciężar jego grzechów, nie wypieramy się naszego brata, który zbłądził, i robimy wszystko, aby go uratować. Nie przenosząc go do innej parafii i pozwalając mu, by dalej krzywdził, ale zapewniając mu odpowiednią terapię i pomoc. A jeżeli trafi do więzienia, odwiedzając go, zaś po wyjściu – pomagając mu stanąć na nogi.

Problem „złej wspólnoty” to oczywiście nie tylko zjawisko, które występuje w Kościele. Często słyszę, iż polskie społeczeństwo jest głęboko podzielone. Na pierwszy rzut oka może się oczywiście wydawać, iż cierpimy z powodu polaryzacji. Kiedy jednak patrzę na wyniki badań, a potem słucham kandydatów na urząd Prezydenta RP z najwyższym sondażowym poparciem, odnoszę przemożne wrażenie, iż panuje wśród Polaków bardzo duża jednomyślność. Ich zdaniem zdecydowana większość z nas nie lubi Ukraińców i chce im zabrać świadczenia socjalne. Zdecydowana większość z nas chce też obniżenia podatków, a już szczególnie zmniejszenia składek na ubezpieczenie zdrowotne. Wreszcie: jeżeli wierzyć politykom, zdecydowana większość z nas chce nowego programu dopłat do kredytów mieszkaniowych.

Czasem wydaje mi się, iż Polaków łączy przekonanie, iż jedyną barierą uniemożliwiającą im osiągnięcie indywidualnego sukcesu jest… wspólnota państwa. Gdyby nie świadczenia dla Ukraińców, gdyby nie podatki, gdyby nie składki zdrowotne, gdyby nie regulacje nakładane na część podmiotów gospodarczych, w tym banki, bylibyśmy bogaci i szczęśliwi. W końcu każdy jest kowalem swojego losu. Jak ktoś nie ogarnął albo dotknęła go ciężka choroba, sam jest sobie winny. Albo ma pecha. A nam nie potrzeba ludzi, którzy mają pecha, prawda?

Z drugiej strony to właśnie dzięki pracy Ukraińców więcej pieniędzy trafia do systemu ubezpieczeń społecznych, niż z niego wypływa. Ograniczanie publicznych wydatków na edukację i ochronę zdrowia skutkuje z kolei koniecznością ponoszenia przez wielu z nas ogromnych środków z własnej kieszeni na szkołę dla dzieci czy lekarza dla nas lub naszych rodziców. Wreszcie, słabość publicznych regulacji takich podmiotów jak deweloperzy czy banki sprawia, iż ceny mieszkań szybują w kosmos, a banki notują rekordowe zyski naszym kosztem.

Zaoranie państwa może przynieść pewne korzyści najlepiej sytuowanym. Natomiast z perspektywy całej reszty polskiego społeczeństwa efekt byłby zgoła odmienny. Wydaje się jednak, iż jako wspólnota tego właśnie chcemy. Pytanie, czy na pewno o taką wspólnotę powinno nam chodzić.

Idź do oryginalnego materiału