Zobaczyłem nowoczesne państwo, które zostało brutalnie zaatakowane przez oprawcę. Zobaczyłem ludzi, którzy żyją przyszłością. Wdrażają w życie plany, są aktywni. Nie poddają się.
Mijają cztery lata od pełnoskalowej inwazji Rosji w Ukrainie, a ja niedawno wróciłem z Lwowa, gdzie spędziłem weekend na zaproszenie The Initiative of Christians for Europe (IXE). Na miejscu gościł nas lwowski Ukraiński Uniwersytet Katolicki (UKU), mieliśmy spotkania również z ukraińskim Caritasem.
Mimo świadomości stosunkowego bezpieczeństwa regionu, do którego jechałem, w drodze miałem jakieś obawy. Czy to wojenna turystyka, czy w ogóle powinno się takie wyjazd robić? Po powrocie wszystkie te pytania zniknęły.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Zobaczyłem kraj z perspektywy często w mediach pomijanej. Śledzę newsy z Ukrainy, ale większość dotyczy politycznej perspektywy wojny, nie perspektywy ludzkiej czy obywatelskiej. Interesują nas wypowiedzi decydentów, rozkład gry na geopolitycznej szachownicy. To rzeczy ważne, ale czasem przysłaniają to, co dzieje się na dole. A dzieje się sporo.
„Gdy idę zrobić paznokcie, zapominam o wojnie”
Człowiek wjeżdżający do wojennego Lwowa może odnieść wrażenie, iż wszystko toczy się normalnym rytmem. Miasto tętni życiem, knajpy pełne są ludzi, sklepy zapraszają turystów – choć, ze zrozumiałych powodów, są to niemal wyłącznie turyści krajowi. Istnieje godzina policyjna, gdy jednak zapytać miejscowych, niejednokrotnie sprowadza się ona do pouczenia.
Oczywiście mężczyzna w wieku poborowym powinien mieć przy sobie paszport. Może dojść do krwawego zamachu terrorystycznego (który niestety miał miejsce w trakcie mojego pobytu), ale już następnego dnia na ulicach ponownie brzmi muzyka.
– Gdy idę zrobić paznokcie, przez godzinę mogę nie myśleć o tym, co dzieje się w kraju – mówi towarzysząca mojej grupie fotografka. Pobrali się z mężem w trakcie wojny, zwlekali ze ślubem państwowym, bo mąż obawiał się draftu.
Tętno miasta nie jest dezynwolturą, choć Lwów bywa oskarżany przez inne regiony Ukrainy o nieświadomość działań wojennych. Rutynę codzienności przerywa nagły płacz kobiety na ulicy czy widok weterana pozbawionego którejś kończyny. Poza tym każdy spotkany Ukrainiec powie otwarcie: wojna nie trwa cztery lata, a dwanaście. Perspektywa tak długiego konfliktu jest powszechnie podzielana, co wpływa na oceny możliwości zawarcia pokoju.
Trauma jest kategorią, która najlepiej opisuje doświadczenie Ukrainy w cztery lata po pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. To trauma psychiczna i gospodarcza
Karol Kleczka
Prof. Myrosław Marynowycz, prorektor Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego, wieloletni dysydent i więzień Gułagu, mówi otwarcie o pokusie szybkiego pojednania, która rodzi się z ducha realpolitik. Marzenie o końcu wojny nie może przesłonić prawdy, iż rozejm nie jest sprawiedliwym pokojem, który oddaje skrzywdzonym zadość ich ranom.
Dla nas, wychowanych w świecie pokoju, ta perspektywa może wydawać się obca, dla niechętnych sprawie ukraińskiej choćby roszczeniowa. Europa, pragnąc pokoju, nie ma jasnego obrazu tego, co się stanie po wojnie: dąży do tego, by nie zapadła się Ukraina, ale również do tego, by Rosja nie doświadczyła ekonomicznego kolapsu.
Czułość względem traumy
Dyplomatyczne oceny nie oddadzą jednak sprawiedliwości zgwałconej przez najeźdźcę ofierze, weteranowi, któremu odebrano integralność cielesną, ani krajowi przeoranemu przez traumę. Gdy dziś widzimy negocjacyjną bezkompromisowość Ukraińców, musimy zachować czułość względem traumy, której doświadczają na co dzień. Porzucić pychę pewności dobrych rozwiązań, aby zdać sobie sprawę, dlaczego tak trudno nam ich zrozumieć.
Bo jak pojąć choćby życie takiego Mychajły Dymyda, greckokatolickiego księdza, pierwszego rektora UKU, który ochraniał ciała zabitych na Majdanie, a jego syn, Artem, zginął w pierwszym roku wojny? Albo Nadìjki Gerbìš, poetki, która na skutek wojennego stresu poroniła – podobnie jak wiele innych ukraińskich kobiet (o czym mówi w książce zbierającej wojenne relacje „Light in the Valley of the Shadow of Death”).
Trauma jest kategorią, która najlepiej opisuje doświadczenie Ukrainy w cztery lata po pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. To trauma psychiczna i gospodarcza. Orze ten kraj jak okopy, prowadząc do rażących dysproporcji ekonomicznych i demograficznych między wschodem i zachodem kraju. Ukraińcy mają świadomość zacofania okupowanych regionów na lata. Dlatego już teraz starają się, jak mogą, zasypywać tę przepaść.
Rektor UKU, prof. Taras Dobko, wylicza bieżące problemy: masowa emigracja, która osłabia gospodarczo Ukrainę, ale też wzmaga konieczność kształcenia przyszłych elit mających odbudować kraj; konieczność zapewniania bieżącej opieki psychologicznej dla żołnierzy i cywilów; rana między tymi, którzy byli na froncie, i tymi, którzy z różnych względów nie poszli na wojnę. No i najważniejszy kłopot – motywacja. Jak ją znaleźć w świecie, który zdaje się nie mieć nadziei, a zatem przyszłości?
- Natalia Bryżko-Zapór
Ja tu zostaję. Fenomen Wołodymyra Zełenskiego
OUTLET
Rektor UKU twierdzi, iż istotą Ukrainy jest bycie „pomimo” – kraj trwa pomimo przemocy, istnieje pomimo kwestionowania jego tożsamości i suwerenności, dba o politykę pamięci pomimo jej wymazywania np. przez uniemożliwianie dokumentacji rosyjskich zbrodni (tu wypada wspomnieć o kontekście polskim o trudnościach, na jakie napotkało Centrum Lemkina i zespół Moniki Andruszewskiej w zbieraniu danych o brutalnej polityce okupantów w Ukrainie).
Ukraina musi dokonywać samoorganizacji na każdym poziomie, czemu służy i uniwersytet, i organizacje trzeciego sektora: zawiązywać społeczności wdów, żołnierzy, wolontariuszy-studentów, czy, na co zwraca uwagę ukraiński Caritas, działań humanitarnych służących nie tylko bieżącej pomocy, ale również stymulowaniu gospodarki przez tworzenie miejsc pracy dla tych, którym wojna je zabrała.
To głównie kobiety. W projekt „Livelihood” Caritasu, mający na celu pomoc w rozwoju małego i średniego biznesu, który nie ma większych szans na pomoc państwową, w 70 proc. zaangażowane są uchodźczynie ze wschodniej Ukrainy. To zrozumiałe, wiąże się z zaangażowaniem militarnym mężczyzn, niekiedy z lękiem przed rejestracją wojskową, ale także pokazuje kolejne przepaści, jakie w Ukrainie trzeba będzie zasypać – płciową i demograficzną (ilość zgonów przewyższa trzykrotnie urodzenia).
Jednocześnie właśnie świadomość traumy jest tym, co uderzające – Ukraina jest społeczeństwem na wskroś nowoczesnym, mieszkańcy wiedzą, co to PTSD, nie bagatelizują zespołu stresu pourazowego i zdają sobie sprawę, iż wymaga on leczenia już teraz.
Nie dać się nienawiści
Miarą dojrzałości okazuje się również nadzieja niebędąca pustym, nieuzasadnionym optymizmem. Oleg Tsunovsky, doktor historii Kościoła, po studiach w Rzymie trafił prosto na front. Dziś nie ma nogi ani ręki. Mimo wszystko mówi: – Nadzieja to wiara, iż Bóg ma plan. Może nie pokrywa się z moim planem, ale istnieje i wierzę, iż mogę za nim pójść, robiąc nowe rzeczy.
Wojna wzbudza perspektywę teologiczną, bo wśród żołnierzy są przecież chrześcijanie – niekiedy również pacyfiści. Stan wyjątkowy i wyższa konieczność wywołują potrzebę przewartościowania i znalezienia uzasadnień dla walki – takich jak obrona własnego życia, swojej rodziny, sąsiadów. – Jak mogę żyć z czystym sumieniem i nie brać odpowiedzialności za wspólnotę? – pyta Tsunovsky i dodaje, iż jego życie w armii jest „służbą miłości wobec braci w broni”. – Znam kogoś dwa dni, ale oddam za niego życie – deklaruje.
Nie ma w tym pustego heroizmu, Oleg wie, iż z położenia osób zranionych przez wojnę zrozumieć się nie da. – Straciłem dwie części ciała, ale ktoś inny popadł w alkoholizm, jeszcze innego niszczą sny, a trzeci słyszy nieustannie szumy. Trauma weterana jest w ciele i w umyśle – przyznaje.
Inna Ukraina w innym świecie | Chrześcijaństwo kijowskie | Ukraińskość – (po)wojenne dylematy
Zatrzymuje mnie ta religijna perspektywa patrzenia na wojnę. Podobnie mówi Marynowycz, przyznający, iż doświadczenie wojny jest także mierzeniem się z przebiegłością zła, poszukiwaniem człowieczeństwa w ciemnościach. Posłanie Ukrainy to wierność prawdzie, bo gdy rosyjska dezinformacja stara się pokazywać działania wojenne w sposób karykaturalny, fałszywy, działaniem chrześcijan pozostaje przeciwdziałanie kłamstwu.
Innym zadaniem jest wierność Ewangelii, która – jak zauważa prorektor Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego – wyznacza jasne podziały etyczne, choć w praktyce wywołują one trudności. Z jednej strony agresja to przejaw arogancji, zatem dążenie do pokoju domaga się sprawiedliwości, potępienia pychy Rosjan. Z drugiej strony agresja popycha do nienawiści – zrozumiałej – ale stawiającej Ukraińców w ewangelicznej pułapce. Sprowadzenie wojny do „wojny jednego człowieka”, Putina, też jest kłamstwem, bo nie tylko Putin pragnie anihilacji Ukrainy.
Trudno z tego paradoksu wyjść, niemniej Marynowycz zaznacza, iż „Ewangelia nie jest polityczną poprawnością”. Szukając dobra i zadośćuczynienia dla cierpienia, nie może abstrahować od sprawstwa zła lub popadać w społeczny eskapizm, który umyje ręce od odpowiedzialności.
Zobaczyłem nadzieję
Nie wiem, jakie rozwiązanie można by znaleźć. Wiem, iż ofiara musi zostać uznana, a wina sprawcy domaga się kary. Zobaczyłem tę nadzieję w ludziach masowo modlących się o pokój. Zobaczyłem uniwersytet, który zmienia swój program nauczania pod warunkami wojennymi, organizując m.in. kurs dla żołnierzy z racjonalnego zarządzania budżetem zgromadzonym w ramach żołdu, nawiązujący międzynarodowe współprace nie po to, by ukraińscy studenci wyjeżdżali, ale by tworzyli powojenne elity znające Zachód. Zobaczyłem przedsiębiorczość, kreatywność wzbudzaną przez pomoc humanitarną. Zobaczyłem weteranów, którzy są niejednokrotnie doktorami historii, ale pozbawiono ich kończyn i dziś walczą o swoją integralność.
Zobaczyłem nowoczesne państwo brutalnie zaatakowane przez oprawcę, który uniemożliwia jego rozwój, zabiera mu niezależność i wolność do pełnego samostanowienia. Odbiera normalne warunki, wprowadzając w stan konieczności walki nie tylko z wrogiem, ale i z samym sobą.
Lwów, luty 2026. Fot. Karol KleczkaWe Lwowie nie rozmawialiśmy o polityce, chociaż widziałem, iż ludzie, których spotkałem, mieli różne poglądy na temat obecnej władzy – i to dobrze, to normalne, jak w każdym demokratycznym państwie. Pomimo różnic jednak pracują razem, działają na rzecz nie tylko tego, by walczyć z wrogiem już teraz, ale by minimalizować dysproporcje jakie wojna, masowa migracja zewnętrzna i wewnętrzna wywołują. Żyją przyszłością, a zatem żyją nadzieją – wdrażają plany, są aktywni. Nie poddają się.
Wróciłem z dwoma mocniej ugruntowanymi przekonaniami. Po pierwsze, Ukraińcy są w tej chwili najdzielniejszymi Europejczykami, walczącymi z okrucieństwem Rosji, ale też leczącymi co się da w ich kraju. Marynowycz podkreśla, iż to wojna i za Europę, i za demokrację, bo Ukraina mierzy się z niszczeniem dotychczasowego porządku politycznego i przez Rosję, i przez USA.
Drugie przekonanie: musimy zrobić wszystko, aby im w tej walce pomóc. Choć brzmi to jak wytarty frazes, Ukraińcy nie walczą tylko za siebie, za sprawiedliwy pokój, który odda szacunek poległym i skrzywdzonym, ale również za naszą wolność. jeżeli tę wojnę przegrają, Rosjanie po prostu przejmą ich wojskową infrastrukturą i nie będą mieli żadnych zahamowań, by niszczyć dalej.
Elementem tej walki jest stałe wsparcie finansowe, budowa odporności na fałsz, którym Rosjanie nas karmią w mediach społecznościowych, a której to walki sekundantami są również niektórzy politycy w Polsce: ci otwarcie prorosyjscy, i ci, którzy „tylko” powtarzają ruską propagandę bez zająknięcia, podsycają antyukraińskie sentymenty w polskiej pamięci historycznej.
W Ukrainie zobaczyłem jak pięćdziesięciu chłopa – w tym nastolatki – bez nóg, po ciemku, bo oszczędzają na prądzie, trenuje Amp futbol w salezjańskim ośrodku. Robią zwody, strzelają gole, zwyciężają.
Zobaczyłem, jak dzieci budują z mamą bałwana, bo przecież jest zima. Zobaczyłem nadzieję, która jest silniejsza od ciemności.

1 godzina temu














