Śluby ubóstwa czy hotelarstwa? „Kulawe konie” a Kanonicy Regularni Laterańscy

1 miesiąc temu

Serialu „Kulawe konie” nikt nie odważy się puścić na lekcjach religii. A szkoda. Może chociaż obejrzeliby go krakowscy kanonicy i inni zarządcy kościelnego majątku, by przypomnieć sobie, iż materialny sukces może być duchową porażką?

W świecie, w którym przyzwoitość jest porażką, warto wybrać porażkę. Takie przesłanie płynie ze znakomitego serialu „Kulawe konie”, w którym opowieść o pokusach chwały i sukcesu, a także skutkach przerośniętych ambicji, ubrano w szaty thrillera szpiegowskiego, osadzonego w strukturach brytyjskiego wywiadu.

Dlaczego film określany jest cynicznym – nigdy nie zrozumiem. To film tak chrześcijański z ducha, iż katecheci powinni czym prędzej puszczać go młodzieży na lekcjach religii. Cóż, pewnie nie zrobią tego, bo mamy tu wulgarny język, przekleństwa, przemoc, czasem seks. Na bazie serialu dyskusja o siedmiu grzechach głównych nabrałaby nowej mocy i rozpędu, a oburzenie co pobożniejszych rodziców nie miałoby granic. Nikt zatem nie zaryzykuje.

Zakon jako agresywny gracz rynkowy

Jak bardzo oburzający jest wulgarny język, mogliśmy się ostatnio przekonać podczas protestów mieszkańców i aktywistów miejskich pod kamienicami ojców Kanoników Regularnych Laterańskich na krakowskim Kazimierzu. Otóż tłum miał skandować „mieszkańcy zostają, księża wyp…ją”, co wywołało w socialach pomstowanie na „lewacką nieobyczajność” wyrzucanych z mieszkań lokatorów.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

A jednak intonowana cicho mantra o „obronie Kościoła” przed wrogami nie wybrzmiała tym razem zbyt wyraźnie. Ba! Sam kardynał Grzegorz Ryś zwrócił się do przeora zakonu z prośbą o wyjaśnienia. Trochę niezręcznie bowiem bronić ojców powołanych do kontemplacji i ewangelizacji, gdy wbrew treści jeszcze XIX-wiecznej darowizny użyczają swe nieruchomości deweloperowi pod luksusowy hotel.

Skandal, jakich w Krakowie po kokardę, tym razem trafił na nieoczekiwane, polityczne okienko wyjątkowej szansy dla zwykłych ludzi – a zatem w sam środek kampanii, mającej na celu odwołanie z urzędu prezydenta miasta, Aleksandra Miszalskiego. W związku z tym miasto przymierza się do awaryjnej zmiany planu zagospodarowania przestrzennego, by inwestycję zablokować.

Broniący prawa kanoników do bogacenia się na własnym majątku radni PiS mieli tyle przyzwoitości, by odwoływać się w swej argumentacji do „równego traktowania przedsiębiorców” raczej niż do bohaterskiej karty Kościoła w czasach komunizmu. I chwała im za nazwanie rzeczy po imieniu, bo to jest dokładnie ta pozycja, w jakiej występuje dziś zakon: przedsiębiorstwa konkurującego o lukratywny rynek, walczącego o przyszłe zyski z rywalami.

Dobrych kilka lat temu, podczas toczonej w katolickiej bańce dyskusji o kurczącej się puli wiernych, wskazałam na taki oto teoretyczny scenariusz: otóż Kościół jako instytucja w zasadzie nie potrzebuje wiernych. Wygrał na transformacji ustrojowej taki majątek, iż hierarchia zarządzając nim utrzyma i siebie, i swoje pałace, do końca świata, a może i dzień dłużej.

Jak już będzie zupełnie głupio z tą pustką w kościołach, to za przykładem Albrechta Hohenzollerna można się zawsze zeświecczyć, zamiast odrębnego państwa zakładając jakąś korporację. Baseny w średniowiecznych murach robią dziś furorę w Europie, jest zatem przećwiczony wzorzec, co dalej. – Co za fantazmaty – usłyszałam, a tu proszę; nie potrzeba było 100 lat, by scenariusz zaczął się materializować.

Ratować świat w logice innej, niż materialna kalkulacja

Wróćmy do naszego serialu. Bohaterami „Kulawych koni” są pracownicy „Slough House” – jednostki MI5, do której zsyłani są agenci po spektakularnych wpadkach, nie bez powodu znani jako „kulawe konie”. To dla nich czyściec, z którego pragną się wyrwać, wrócić do prestiżu i prawdziwej gry, bliżej realnej władzy. Jackson Lamb (Gary Oldman), ich podstarzały szef, przebrzmiały bohater zimnej wojny w dziurawych skarpetkach, zdaje się robić wszystko, by im się to nie udało.

Pogarda ze strony „prawdziwych agentów” staje się największym atutem wyrzuconych – nikt nie spodziewa się skuteczności po kulawych koniach. Wypchnięcie poza system pozwala działać wedle logiki innej niż brutalna walka o dominację i przywracać sprawiedliwość

Maria Libura

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

W kolejnych sezonach widzimy, jak wyrzuceni na margines przywracają ład i porządek w zagmatwanych sprawach, mimo swoich słabości, a często właśnie dzięki nim. Zaczynamy rozumieć ich kluczową rolę. Bohaterowie, którzy wcześniej upadli, wykazują większą solidarność w niebezpiecznych akcjach. Nałogi i błędy z przeszłości budują w nich empatię i wierność ideałom, których brakuje w świecie prestiżowej MI5, gdzie nieustannie trwa walka buldogów pod dywanem.

Pogarda ze strony „prawdziwych agentów” staje się więc największym atutem wyrzuconych – nikt nie spodziewa się skuteczności po kulawych koniach. Wypchnięcie poza system pozwala działać wedle logiki innej niż brutalna walka o dominację i przywracać sprawiedliwość. Także w sprawach, które oficjalne struktury wolą z przyczyn politycznych zignorować.

Ponieważ serialu na religii młodzież raczej nie zobaczy, to może w ramach rekolekcji obejrzeliby go krakowscy kanonicy i inni zarządcy kościelnego majątku, którym przecież przypadkowe zgorszenie brzydkim słowem nie grozi. Czy zakony nie powstały właśnie po to, by jako swego rodzaju „jednostki specjalne” ratować świat w logice innej niż materialna kalkulacja?

Czy głupio byłoby, wbrew prognozom zysku, w atrakcyjnym budynku w wielkim mieście oferować darmową pomoc medyczną np. dla bezdomnych i ubogich? Urządzić hostel dla migrantów? A choćby i dobrą szkołę bez czesnego? Oczywiście, iż głupio. To zmarnowanie szansy na pomnożenie majątku. Porażka!

Może „Kulawe konie” pozwolą kanonikom na nowo odczytać to, co pewnie się opatrzyło od codziennego brewiarza: „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć”. Chyba iż mają już zgodę opata generalnego, by śluby ubóstwa zastąpić ślubami hotelarstwa.

Idź do oryginalnego materiału