Wolałbym nie wydawać pieniędzy na zbrojenia. Ale też słyszę rzeczywistość, która głośno komunikuje: inwestycja w obronność i przemysł zbrojeniowy to dziś nie wybór, a konieczność. Wyborem jest, czy zrobimy to mądrze, czy głupio.
Przeciwnicy to „zakute łby”? A może jednak zwolennicy to ruch mający na „celu podporządkowanie Polski Niemcom”? W debacie o wdrożeniu instrumentu SAFE (Security Action for Europe) wytoczono najcięższe działa retoryczne.
I gdy wydawało się, iż wszystkie karty zostały już odkryte, prezydent Karol Nawrocki na wspólnej konferencji prasowej z prezesem Narodowego Banku Polskiego, Adamem Glapińskim, przedstawił pomysł na „polską, bezpieczną i suwerenną alternatywę”, dla efektu okraszoną oznaczeniem 0%. Choć praktycznie o bezprocentowej pożyczce nie ma mowy – a NBP nie ma narzędzi, by takiej udzielić – to propozycja wykorzystania środków banku centralnego na nowo otwiera dyskusję o finansowaniu polskiego programu zbrojeniowego. Stanowi też wyzwanie dla rządu, który będzie się musiał do propozycji odnieść.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Mimo wszystko nie zamyka to dyskusji o europejskim instrumencie finansowym. Po pierwsze dlatego, iż rząd może teraz śmiało podbić stawkę i zaproponować przyjęcie SAFE, a wykorzystanie pieniędzy z NBP do innych celów, np. do inwestycji w energię atomową lub OZE. A po drugie dlatego, iż część technologii i podzespołów potrzebnych do rozwoju polskiego przemysłu trzeba będzie importować, zatem zapłacić za nie w euro, a nie złotym. Do tego adekwatnym narzędziem będzie właśnie SAFE.
Co zatem dalej z programem, który ostatnio rozbudził wyobraźnię i retorykę polityków? Przecież jeszcze jesienią nic nie wskazywało, by korzystny finansowo i politycznie instrument finansowania polskiego przemysłu – przede wszystkim zbrojeniowego, ale nie tylko – wywołał wielkie kontrowersje. W międzyczasie jednak coś zmieniło się w spojrzeniu prawicy. Uznała ona SAFE za zagrożenie dla polskiej suwerenności.
Czy słusznie? Dlaczego należy obawiać się tego narzędzia? I dlaczego mimo wszystko sabotowanie go i odrzucenie byłoby tożsame ze zdradą stanu?
Wszystkie lęki prawicy
We wrześniu były minister obrony narodowej w rządzie PiS, Mariusz Błaszczak, przekonywał, iż środki z SAFE nie mogą zostać zmarnowane lub skierowane do zagranicznego przemysłu zbrojeniowego. Politycy największej partii opozycyjnej zasadniczo o programie wypowiadali się w sposób merytoryczny albo… cichy. Wiedzieli bowiem, iż finansowanie na tani europejski kredyt zakupów zbrojeniowych jest przede wszystkim kontynuacją ich własnej polityki mnożenia wydatków zbrojeniowych. Doradzali także obecnej koalicji rządzącej sposoby wydatkowania europejskich środków.
Coś zaczęło się zmieniać w okolicach lutowego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To wtedy kancelaria prezydenta Karola Nawrockiego przedstawiła wątpliwości co do wydatkowania środków z SAFE, wątpliwości dotyczące priorytetów czy też sposobu spłacania pożyczki. Wówczas jednak ministrowie w prezydenckiej kancelarii podkreślali, iż chodzi o rozwianie niejasności, a nie kwestionowanie samego narzędzia.
Następnie wyrazili oczekiwanie, by spłata zadłużenia odbywała się poza budżetem Ministerstwa Obrony Narodowej – a zatem, by nie konkurowała z przeznaczeniem środków na pensje czy szkolenia żołnierzy. Rzecznik prezydenta, Rafał Leśkiewicz, dodawał: „Druga niezwykle istotna kwestia, o ile chodzi o ten program, dotyczy transparentności i skuteczności mechanizmów antykorupcyjnych”.
W polskiej racji stanu jest przyjęcie i efektywne wdrożenie instrumentu SAFE; niezależnie, czy ostatecznie sięgniemy po środki europejskie, NBP, czy po oba te źródła
Bartosz Bartosik
Retorycznie politycy prawicy próbowali również dzięki licznych argumentów przekonywać, iż europejski instrument pożyczkowy tak naprawdę służy niemieckim interesom, a to dlatego, że… Niemcy nie biorą w programie bezpośredniego udziału.
Sęk w tym, iż ustawa o ustanowieniu Finansowego Instrumentu Zwiększania Bezpieczeństwa SAFE – tak się bowiem ma formalnie nazywać polski program – wyszła naprzeciw tym oczekiwaniom. Środki mają być wydatkowane w przytłaczającej większości w Polsce i to w kierunkach w znacznej mierze zgodnych z proponowanymi przez PiS, gdy ten był jeszcze u władzy. Senat naniósł poprawki, o które wnioskował prezydent, a prawica… i tak zagłosowało przeciwko ustawie.
Towarzyszyło temu podbijanie bębenka i pompowanie społecznych emocji. A przede wszystkim okazało się, iż – zdaniem polityków prawicy – jedyne prawdziwe wydatki zbrojeniowe to te poniesione w USA. Marek Suski czy Marek Jakubiak wątpili w jakość broni polskiej i europejskiej. Małgorzata Wasserman przekonywała, iż europejskie inwestycje w obronność to „afront w stosunku do USA”. Prezydent Karol Nawrocki natomiast próbował przekierować uwagę z rozmowy o zasadności i opłacalności SAFE na inne tematy.
Narracji jest całe mnóstwo, ale na czoło wysuwa się fakt, iż prawica… zrezygnowała z polskiej suwerenności. Przekonuje, iż inwestować i kupować można tylko z USA – choć w praktyce kompletnie nas to uzależnia od kraju, który przecież wprost mówi, iż chce się wycofywać z roli globalnego policjanta –czyli na gorszych warunkach finansowych i bez wzmacniania potencjału rodzimego przemysłu. Kiedy Europa nic nie robi w zakresie obronności, to prawica krytykuje ją za zajmowanie się abstrakcyjnymi problemami – słynne nakrętki do butelek – a kiedy Unia Europejska bierze się do działania dzięki niezwykle ambitnego projektu, polska prawica narzeka, iż to wyjście poza kompetencje instytucji unijnych.
Nie chodzi zatem o merytorykę, ale o próbę przypodobania się Amerykanom, którzy próbują rozgrywać i rozrywać Europę na kawałki, by zwiększyć swoje wpływy i uzależnić od siebie stary kontynent. A przecież w polskim interesie jest silna Polska w silnej Europie w silnym sojuszu transatlantyckim.
Pytania, na które naprawdę potrzebujemy odpowiedzi
Czy to wszystko znaczy, iż SAFE nie niesie ryzyka i ograniczeń? Oczywiście, iż niesie i dlatego należy uważnie patrzeć na ręce rządowi w zakresie realizacji postanowień programu.
- Irena Namysłowska
- Cezary Gawryś
- Katarzyna Jabłońska
Od rodziny nie można uciec
Kluczowa obawa dotyczy zasadności wydatkowania pełnej kwoty europejskiego instrumentu finansowego. Czy na pewno wydanie aż 200 miliardów złotych jest uzasadnione? Czy wydatki przyniosą inwestycje w technologie podwójnego zastosowania (dual use), czyli takie, których wykorzystanie jest możliwe także w sektorze cywilnym? Czy ogrom dostępnych pieniędzy w praktyce nie będzie prowadził do ich przepalania, jak w niesławnym konkursie dla branży hotolowo-restauracyjnej w KPO?
Ekonomiści Marcin Kędzierski i Michał Możdżeń wyrazili na jednym z portali społecznościowych swoje liczne obawy. Przekonują m.in., iż szykujemy się na twardy konflikt zbrojny, który w obliczu wojny w Ukrainie i słabości armii rosyjskiej jest mało prawdopodobny. Zwracają uwagę na duże prawdopodobieństwo nieoptymalnego wydawania środków, a także powątpiewają, czy uda się wypracować wystarczająco dużo rozwiązań dual use.
To wszystko ważne i zasadne pytania, na które nie mamy jeszcze pełnej odpowiedzi. Na szczęście wiemy stopniowo coraz więcej. Rząd ujawnił cele programu. Najwięcej – bo łącznie ponad połowa – środków ma pójść na zakup systemów artyleryjskich i obronę przeciwlotniczą. Ale w planach jest także inwestowanie w transport powietrzny, morski, cyberbezpieczeńtwo, modele AI czy w rozwój sektora kosmicznego. Te obszary są najbardziej obiecujące, jeżeli chodzi o zastosowanie ich zdobyczy w sektorze cywilnym.
Ostatecznie bowiem celem inwestowania w obronność nie jest wywołanie wojny albo doprowadzenie do niej. Cel to odstraszenie potencjalnego agresora i pokazanie mu, iż jeżeli ten spróbuje zaatakować, to wybijemy mu zęby i wykręcimy ręce. Nie chcemy wojny, bo „wojna jest matką wszelkiej biedy”; jest zatem zawsze porażką. To też jeden z powodów, dla których najważniejszy okazuje się cywilny nadzór nad zbrojeniami i wojskiem. Nazbyt wpływowi wojskowi w państwach uzbrojonych po zęby to przepis na straszliwy konflikt, o czym najlepiej świadczą okoliczności wybuchu I wojny światowej.
Zbrojenia z widokiem na pokój
Przez lata pisałem na tych łamach teksty o budowaniu pokoju jako bardzo praktycznym wyzwaniu, które stoi przed ludźmi wrażliwymi na krzywdę drugiego człowieka. „Aby wyzwolić się ze zła wojny i nienawiści, pierwszym krokiem musi być poczucie bólu innych, uczynienie z niego własnego bólu” – stwierdzał papież Franciszek w liście do uczestników międzynarodowego i międzyreligijnego spotkania „W duchu Asyżu” w 2017 roku. Na łamach kwartalnika „Więź” przekonywałem też, iż tylko pokój może być sprawiedliwy, nigdy wojna.
Rzeczywistość jednak ciągle targuje się z nami o przekonania i idee. Każe schodzić z oczekiwań i szukać kompromisu z faktami. Najgorszym w takiej sytuacji byłoby obrażenie się na świat i uznanie, iż skoro nie jest on gotowy bezwarunkowo realizować mojego systemu wartości, to należy ten świat zaorać i przestać się o niego troszczyć. Ale przecież życie jest piękne i wartościowe między innymi dlatego, iż – mimo tysięcy lat istnienia homo sapiens – świat wciąż pozostaje dla nas tajemniczy i, tak już bywa, nieugięty.
Moje zasadnicze poglądy się nie zmieniły. Wolałbym nie wydawać pieniędzy na zbrojenia. Wolałbym je przeznaczyć na programy społeczne, poprawę systemu ochrony zdrowia, świadczeń społecznych, inwestycji w infrastrukturę, badania i rozwój czy też w infrastrukturę na pokrzywdzonej przez polski model rozwojowy prowincji. Ale słyszę też rzeczywistość, która głośno komunikuje: inwestycja w obronność i przemysł zbrojeniowy to dziś nie wybór, a konieczność. Wyborem jest, czy zrobimy to mądrze, czy głupio.
Dlatego w polskiej racji stanu jest przyjęcie i efektywne wdrożenie instrumentu SAFE; niezależnie, czy ostatecznie sięgniemy po środki europejskie, NBP, czy po oba te źródła. A gdy to już nastąpi, uważnie powinniśmy patrzeć na ręce rządzącym i wojskowym: czy wydają te pieniądze zgodnie z interesem ogółu; czy przeznaczają je na obronność, czy na potencjalną agresję; czy celem jest wojna, czy pokój. Sprawa jest zbyt poważna, by odwrócić głowę.

2 godzin temu















![Czy wyemitowane CO₂ może wrócić do środowiska? [WIDEO]](https://magazynbiomasa.pl/wp-content/uploads/2024/05/Dr-Pawel-Gladysz-Centrum-Energetyki-Akademii-Gorniczo-Hutniczej-w-Krakowie-1.-Kongres-Carbon-Capture.-Duzy.jpeg)