Popiełuszko – bohater, który inspiruje do dziś

1 dzień temu

19 października przypada liturgiczne wspomnienie błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki oraz Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych. Na czym polegał jego fenomen i czemu inspiruje dzisiejszą młodzież?

Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: Jan Włodzimierz Brewczyński
Photo credit: Domena Publiczna za Wikimedia Commons
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Każdego roku 19 października Kościół katolicki obchodzi liturgiczne wspomnienie błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. Data ta nie jest przypadkowa – dokładnie 19 października 1984 roku kapelan warszawskiej „Solidarności” został uprowadzony, a następnie okrutnie zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa komunistycznego reżimu. Od 2018 roku 19 października obchodzimy również jako Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych.

Mimo upływu ponad czterech dekad od jego męczeńskiej śmierci, postać ks. Jerzego wciąż fascynuje i porusza. Jak to się stało, iż skromny, cichy i chorowity kapłan ze stołecznego Żoliborza stał się duchowym przywódcą wielomilionowego ruchu społecznego, a jego nauczanie zachwiało fundamentami totalitarnej władzy?

Od Podlasia do Bartoszyc

Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się 14 września 1947 roku we wsi Okopy koło Suchowoli na Białostocczyźnie. Został ochrzczony jako Alfons na cześć został nazwany na cześć brata swojej mamy Marianny, Alfonsa Gniedziejka, który był żołnierzem Armii Krajowej i zginął w 1945 roku z rąk Sowietów.

Marianna Popiełuszko była również pod wrażeniem postaci św. Alfonsa Marii Liguoriego – założyciela Redamptorystów, patrona teologów moralnych, spowiedników i adwokatów, którego życiorys czytała w ramach nabożeństw majowych. Imię na Jerzy zmienił dopiero w wieku 23 lat. Powodem było pejoratywne skojarzenie imienia z sutenerstwem.

Wychowany w rolniczej, patriotycznej rodzinie, gdzie mama przekazała mu moralną wrażliwość, trafił w świat ucisku – do Bartoszyc. Obowiązkowa służba wojskowa kleryków odbywała się w specjalnej jednostce w Bartoszycach. Tam alumnów czekała specjalna komunistyczna indoktrynacja, szykany oraz ćwiczenia fizycznie trudniejsze niż w innych jednostkach. Gdy kleryk Alfons Popiełuszko odmówił zdjęcia z palca różańca i oddania medalika, trafił do aresztu i był poddawany rażącym karom jak brak butów na mrozie.

Pobyt w jednostce mocno nadwyrężył jego nienajlepsze zdrowie. Po różnych perypetiach został został dopuszczony do kapłaństwa. Święcenia prezbiteratu przyjął w 1972 roku z rąk Prymasa Tysiąclecia, kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jako motto posługi wybrał słowa: „Posyła mnie Bóg, abym głosił Ewangelię i leczył rany skołatanych serc”.

Przypadek? Droga do Huty Warszawa

Udział ks. Jerzego w wydarzeniach przełomowego dla Polski Sierpnia ’80 był – z ludzkiego punktu widzenia – absolutnym dziełem przypadku. 31 sierpnia 1980 roku strajkujący robotnicy Huty Warszawa, odcięci od świata w otoczonym przez milicję zakładzie, pragnęli uczestniczyć w niedzielnej Mszy świętej. Ich delegacja udała się do rezydencji Prymasa Wyszyńskiego z prośbą o skierowanie kapłana. Prośba trafiła do najbliższej parafii – św. Stanisława Kostki na Żoliborzu.

Ponieważ proboszcz i wikariusze mieli przypisane zadania, odprawienie Mszy w hucie przypadło młodemu rezydentowi, ks. Jerzemu Popiełuszce. interesujące co by było, gdyby ks. Jerzy nie miał słabego zdrowia i nie zostałby skierowany na rezydenturę do tej parafii. Tego oczywiście się nie dowiemy, ale wiemy, iż dzięki słabemu zdrowiu mamy dziś błogosławionego Jerzego.

Ks. Jerzy miał wspominać, iż szedł do Huty jak do obcych ludzi i zaskoczyły go brawa gęstego tłumu: „Myślałem, iż za mną idzie ktoś ważny. Ale to były oklaski dla pierwszego w historii tego zakładu kapłana. Wtedy zrozumiałem, iż my, księża, musimy być z tymi ludźmi na dobre i na złe.”

Odprawiona na ołtarzu ze sklejki i hutniczych szyn Msza św. stała się kamieniem węgielnym głębokiego przymierza. Ks. Jerzy nie wrócił po Mszy do codziennych obowiązków – został z robotnikami na noc i posługiwał im rozmowami i sakramentami. Kiedy powstał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, ks. Jerzy w sposób naturalny został uznany za kapelana Huty Warszawa, a niedługo – całego stołecznego ruchu związkowego.

Zło dobrem zwyciężaj

Wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku miało za zadanie zniszczenie „Solidarności” i zastraszenie Polaków. Obozy internowania zepchnęły wolność do podziemia. W tej atmosferze grozy parafia św. Stanisława Kostki na Żoliborzu stała się przystanią dla prześladowanych.

Od lutego 1982 roku ks. Jerzy zaczął odprawiać w każdą ostatnią niedzielę miesiąca Msze za Ojczyznę. Z czasem przyjeżdżały na nią osoby z całej Polski. Gromadziły robotników, profesorów, artystów, studentów, a choćby osoby niewierzące. No i oczywiście osoby, które były tam służbowo w celu złożenia relacji. Mszom towarzyszyły recytacje patriotycznych wierszy.

Fenomen ks. Jerzego nie wynikał z charyzmy porywającego mówcy czy politycznego stratega. Jego siła leżała w głoszeniu Ewangelii. Najniewygodniejszy dla komunistycznej władzy był fakt, iż podobnie jak prymas Wyszyński, nigdy nie nawoływał do nienawiści i rozwiązań siłowych czy odwetu. Powtarzając za św. Pawłem słowa „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12, 21), pozbawiał totalitarny aparat argumentów moralnych. Pokazywał, iż stosowanie siły jest oznaką słabości władzy.

W swoich kazaniach ks. Jerzy nie uprawiał polityki w rozumieniu walki o władzę. Odwoływał się do katolickiej nauki społecznej, praw człowieka, wolności sumienia i godności pracy. Nazywał kłamstwo komunistyczne po imieniu, przywracając słowom ich adekwatne znaczenie. A w jego postawie pełnej solidarności widzieli autentyczność słów, które głosił. Zbierał i przekazywał potrzebującym rodzinom leki, żywność, odzież, a także osobiście brał udział w procesach politycznych jako obserwator, by wspierać sądzonych robotników. Widząc filigranowego, schorowanego księdza, który nie boi się gróźb SB, miliony ludzi odzyskiwało odwagę.

Inwigilacja, nagonka i prowokacje

Dla władz PRL ks. Jerzy stał się jednym z najbardziej niebezpiecznych przeciwników. Służba Bezpieczeństwa rozwinęła przeciwko niemu szeroko zakrojoną operację o kryptonimie „Popiel”. Obejmowała podsłuchy w mieszkaniu, stałą obserwację przez agentów i ciągłe śledzenie samochodu.

Inwigilacji towarzyszyła nagonka medialna prowadzona przez Jerzego Urbana. Jako człowiek urodzony w latach 90 pamiętam go głównie jako redaktora czasopisma „Nie”, na którego stronie czytamy, iż „Byliśmy pierwszym w kraju tygodnikiem bez kropidła, który miał tupet mówić to, co innym nie przeszło choćby przez myśl.” a samego Urbana nazywa „rzecznika, dziennikarza, bluźniercy i, nie bójmy się tego słowa, klasyka polskiej ironii”.

Wracając, Jerzy Urban Rzecznik prasowy Rady Ministrów PRL, kazania ks. Jerzego, który mówił o godności ludzkiej, nazywał „seansami nienawiści” i „fanatycznymi seansami politycznymi”. To pod pseudonimem „Jan Rem”. Zaś pod pseudonimem „Michał Ostrowski” zarzucał posiadanie „garsoniery”, w której kapelan miał wieść luksusowe, podwójne życie. Istotnie „klasyk ironii”. Ale to też uczy nas dziś, jak wygląda mechanizm manipulacji. Ta sama osoba, pod trzema nazwiskami mówiła obrażała niewinnego człowieka. A w internecie jeszcze łatwiej nadać sobie imię i nazwisko.

Później, w tym samym mieszkaniu na warszawskiej Woli, SB podrzuciła amunicję, materiały wybuchowe i ulotki, po czym przeprowadziła przeszukanie i w wielkim szoku znalazła, to co podrzuciła. Kapłan został aresztowany, jednak pod naciskiem opinii publicznej i Episkopatu musiał zostać zwolniony.

Zastraszanie i męczeństwo

SB nie zaprzestało na nagonce i śledzeniu. Jeszcze 13 października 1984 roku doszło do próby spowodowania wypadku samochodowego poprzez rzucenie kamieniem w szybę pędzącego auta ks. Jerzego. Kierowca, Waldemar Chrostowski, zdołał opanować pojazd. Wówczas kapłan otrzymał od przełożonych propozycję wyjazdu do Rzymu. Nie zgodził się.

19 października 1984 roku udając się do Bydgoszczy do parafii Świętych Polskich Braci Męczenników, poprowadził rozważania różańcowe. Wypowiedział wówczas przesłanie: „Aby pozostać człowiekiem wolnym wolnością sumienia, trzeba żyć w prawdzie. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Wyzwalajmy się z lęku, ale przede wszystkim z żądzy odwetu i przemocy.”

W drodze powrotnej do Warszawy samochód ks. Jerzego został uprowadzony przez funkcjonariuszy Samodzielnej Grupy D Departamentu IV MSW – Grzegorza Piotrowskiego, Leszka Pękalę i Waldemara Chmielewskiego. Kierowca Waldemar Chrostowski relacjonuje, iż zdołał wyskoczyć z pędzącego auta i uciec.

Szczegóły dalszego losu kapłana są dyskutowane przez osoby zajmujące się tematem jego śmierci. Jednak bezsprzeczne pozostaje, iż był torturowany i nie stracił wiary. Ostateczne 30 października poinformowano o wyciągnięciu ciała kapelana ze zbiornika wodnego na Wiśle koło Włocławka. Pogrzeb duchownego stał się pokojową manifestacją, w której wzięło udział ponad milion osób, a od kilku różnych uczestników usłyszałem, iż stali tak daleko, iż totalnie nic nie było słychać, ale byli tam w geście solidarności.

Walka, która trwa

Tak oto schorowany chłopak ze wsi stawił czoła komunistycznemu systemowi. Do ostatniej chwili nie dał się pokonać i był gotowy na zapłacenie za to najwyższej ceny. Ksiądz Jerzy Popiełuszko jest lepszy od bohaterów komiksów, bo nie miał żadnych supermocy i był prawdziwy. Pozostaje patronem wolności, godności i moralnej niezłomności.

Dlatego na koniec chcę przypomnieć jeszcze o „Litanii Naszych Dni”, którą napisał. Gdy po raz pierwszy znalazłem się na mszy świętej odprawianej po białorusku, była to Msza za Ojczyznę. Na ogłoszeniach kapłan zapowiedział, iż po mszy będzie litania. Wydała mi się dziwnie znajoma, ale słyszałem ją pierwszy raz na żywo. Później dopytałem i jak prawdopodobnie się Państwo domyślacie, była to autorstwa ks. Jerzego, choć delikatnie dostosowana w ramach tłumaczenia.

Bo w świecie pełnym podziałów, agresji i relatywizmu ciche przesłanie – „Zło dobrem zwyciężaj” – pozostaje aktualne, a dla niektórych narodów jest aktualne bardziej. Wspomnienie ks. Jerzego Popiełuszki i Dzień Kapłanów Niezłomnych przypomina nam wszystkim, iż prawdziwe i ostateczne zwycięstwo może wymagać wyrzeczeń, ale źródłem niezłomności jest wierność Zmartwychwstałemu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Papież Leon XIV w doskonałej formie po operacji: „Naprawdę czułem wasze wsparcie”
Idź do oryginalnego materiału