Pomoc dla ofiar tragedii w Wenezueli nie kończy się na pierwszych akcjach ratunkowych. Sekcja Polska Pomocy Kościołowi w Potrzebie przygotowuje wyjazd wolontariuszy i planuje długofalowe wsparcie dla rodzin, które straciły wszystko. Równolegle trwa zbiórka na projekt „Słońce dla Libanu”, który ma zapewnić schronienie i godne warunki życia uchodźcom wojennym.
Na miejscu katastrofy w Wenezueli wciąż trwa walka o życie, ale coraz większym wyzwaniem staje się pomoc tym, którzy zostali bez domów. O planowanym wyjeździe wolontariuszy i najpilniejszych potrzebach mówi ks. Jan Żelazny, dyrektor Sekcji Polskiej Pomoc Kościołowi w Potrzebie:
W tej chwili do Wenezueli jedzie grupa z naszej centrali, aby na miejscu sprawdzić, jakie są rzeczywiste potrzeby mieszkańców. Wbrew pozorom nie jest to oczywiste, ponieważ pomoc oferowana przez ludzi dobrej woli nie zawsze odpowiada temu, czego najbardziej potrzebują osoby dotknięte kryzysem. Przykładem jest Liban, gdzie po wybuchu napłynęło bardzo dużo darów. Początkowo mogło się wydawać, iż największym problemem będzie brak żywności, jednak okazało się, iż jedzenia było pod dostatkiem. Znacznie większym wyzwaniem był brak gazu do gotowania. Z powodu odcięcia dostaw prądu i utrudnionego funkcjonowania infrastruktury mieszkańcy nie mieli możliwości wymiany butli gazowych, dlatego to właśnie one stały się najpilniejszą potrzebą. Później okazało się również, iż istotnym problemem były opłaty za czesne. Rodzice, którzy pozostawali zamknięci w zniszczonych domach, nie byli w stanie zapewnić dzieciom środków na zakończenie roku akademickiego. To pokazuje, jak ważne jest dokładne rozpoznanie sytuacji na miejscu, aby udzielana pomoc rzeczywiście odpowiadała najbardziej pilnym potrzebom.
Pomoc dla poszkodowanych jest koordynowana we współpracy z lokalnym Kościołem i władzami Wenezueli. Ks. Jan Żelazny podkreśla, iż stały kontakt z biskupami pozwala odpowiadać na najbardziej aktualne potrzeby mieszkańców:
W tym momencie do Wenezueli wyjechała nasza prezes wraz ze specjalnie dobraną grupą. Ich celem nie jest włączenie się jako wolontariusze w akcje poszukiwawcze czy ratunkowe, ale przede wszystkim ocena sytuacji na miejscu. Jako papieska fundacja pozostajemy w stałym kontakcie z lokalną hierarchią kościelną, m.in. z arcybiskupem Caracas oraz biskupem La Guaira, gdzie doszło do tragedii i gdzie skutki katastrofy są najbardziej odczuwalne. Dzięki temu możemy na bieżąco monitorować sytuację i odpowiednio planować dalszą pomoc. Na pierwszą, doraźną pomoc przeznaczyliśmy już 100 tysięcy euro. Środki te zostały przeznaczone na najbardziej podstawowe potrzeby, takie jak żywność, środki higieniczne i artykuły pierwszej potrzeby. Obecna wizyta ma jednak przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, jakie będą kolejne potrzeby mieszkańców. Pozwoli nam to przygotować długofalowy plan wsparcia i rozpocząć działania, które pomogą poszkodowanym wrócić do normalnego życia.
Jak podkreślił ks. Żelazny, potrzeba pomocy wcale się nie kończy, tak samo jak akcja “Słońce dla Libanu”:
Ludzie powoli zapominają o sytuacji w Libanie, choć w rzeczywistości konflikt wcale się tam nie zakończył. Rozejm nie został w pełni zaakceptowany, dlatego mimo wyraźnego zmniejszenia liczby działań zbrojnych wciąż dochodzi do pojedynczych ataków. Szczególnie trudna jest sytuacja osób zamieszkałych poza strefą buforową wyznaczoną przez Izrael, które przez cały czas nie mogą bezpiecznie wrócić do swoich domów. Jednym z naszych projektów jest akcja „Schronienie dla Libanu”, skierowana do osób przesiedlonych. Wiele chrześcijańskich rodzin oraz właścicieli hoteli otworzyło swoje domy i obiekty, przyjmując uchodźców pod swój dach. Jednocześnie kraj przeżywa głęboki kryzys w sektorze turystycznym – do miejsca, nad którym wciąż pojawia się zagrożenie atakami z użyciem dronów, praktycznie nie przyjeżdżają turyści. Właściciele hoteli, w większości chrześcijanie, wykorzystują więc swoje puste obiekty, przeznaczając ich część, na przykład całe piętra, na zakwaterowanie osób, które zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów.
Nie tylko Wenezuela potrzebuje dziś wsparcia. O akcji „Słońce dla Libanu”, dzięki której klasztor w Harissie będzie mógł zapewnić uchodźcom prąd i ciepłą wodę, opowiada ks. Jan Żelazny:
Okazuje się, iż choćby w klasztorach największym problemem nie jest zapewnienie żywności. Większość z nich posiada niewielkie gospodarstwa i tarasowe uprawy, które pozwalają na częściowe uniezależnienie się od zewnętrznych dostaw. Ponieważ wiele osób, które znalazły tam schronienie, to rolnicy, włączyli się oni w prace przy uprawach, dzięki czemu problem wyżywienia został w dużej mierze rozwiązany. Pojawiło się jednak inne wyzwanie. W jednym z klasztorów, w którym przebywa w tej chwili ponad 46 osób z 15 rodzin, w tym wiele małych dzieci, największym problemem okazał się dostęp do prądu. Liban nie dysponuje stabilną siecią energetyczną, dlatego mieszkańcy są uzależnieni od generatorów, a paliwo do ich zasilania jest bardzo kosztowne. Tymczasem energia elektryczna jest niezbędna do codziennego funkcjonowania – gotowania, prania czy zapewnienia podstawowych warunków życia rodzinom z małymi dziećmi. Dlatego dziś jednym z najpilniejszych potrzeb jest właśnie zapewnienie środków na utrzymanie zasilania.
Pomoc Kościołowi w Potrzebie przypomina, iż największe wyzwania zaczynają się wtedy, gdy z pierwszych stron gazet znikają informacje o tragedii. Dlatego organizacja zachęca do długofalowego wsparcia zarówno mieszkańców Wenezueli, jak i rodzin, które przed wojną znalazły schronienie w libańskim klasztorze. Dzięki temu pomoc będzie mogła trwać także wtedy, gdy osłabnie pierwszy odruch solidarności.
Zdj: Michał Banach / Pomoc Kościołowi w Potrzebie

1 tydzień temu

![„Piątka z Papieżem”. Bliskość z Leonem XIV w Castel Gandolfo [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/07/2026.07.12-Angelus-5.jpeg)















