
List z Wysypy – piątek, 4 kwietnia 2025
Papuaska Droga Krzyżowa
Wieczór na naszej misji w Tapo. O godzinie siódmej, nasza kaplica wypełniła się sąsiadami, którzy w tym tygodniu przychodzą razem z nami rozważać Drogę Krzyżową. W czasie wielkiego Postu spotykamy się w różnych miejscach na rozważanie męki Pana Jezusa. Patrzę na skupione twarze dzieci, które modlą się z nami, na młodych, którzy angażują się całym sercem w śpiew, i na niezwykłą dyrektorkę szkoły podstawowej, która przyprowadza swoich uczniów. To niesamowite świadectwo wiary, które porusza serce.
Po modlitwie zawsze zostajemy jeszcze na chwilę, by podzielić się naszymi troskami i radościami. Wczoraj rozmowa zeszła na temat Piotra Torota (Peter To Rot) – naszego katechety, który oddał życie za wierność Ewangelii. Wieść o jego kanonizacji, ogłoszona w poniedziałek wieczorem, napełniła wszystkich dumą i wdzięcznością. Piotr Torot był niezłomnym mężczyzną. W czasie drugiej wojny światowej, gdy japońscy okupanci próbowali zniszczyć wiarę, on pozostał wierny. Nauczał, wspierał rodziny, umacniał małżonków w wierności i czystości. Za to zapłacił najwyższą cenę. Rakunai, jego rodzinne miejsce, jest dziś świadkiem jego dziedzictwa. To tam, w małej wiosce, wzrastało jego powołanie. Marzył o kapłaństwie, ale jego ojciec miał dla niego inny plan – chciał, by syn się ożenił. Piotr Torot jako mąż, ojciec i katecheta uczył się miłości do Boga i ludzi. Miejscowi wciąż pamiętają jego świadectwo, a teraz cały Kościół będzie go czcić jako świętego. Nasz miejscowy arcybiskup, Rochus Tatamai, należy do klanu Piotra Torota.
Rozmawiając wczoraj wieczorem o nim, czuliśmy euforia i dumę. Patrząc na jego figurę, którą mamy w naszej wspólnocie, wiemy, iż możemy się uczyć od niego odwagi wiary. Każdy na swój sposób. Jego historia nie jest odległą opowieścią sprzed lat – jest żywa tu i teraz. Starsi pamiętają opowieści o jego gorliwości, a młodzi uczą się od niego odwagi wiary. Niejednokrotnie, choćby dziś na Mszy w naszym kolegium, słyszeliśmy świadectwa ludzi, którzy w chwilach trudności zwracają się do niego w modlitwie i znajdują pocieszenie. Gdy myślę o jego męczeństwie, trudno nie czuć wzruszenia. Przecież miał rodzinę, żonę, dzieci. Mógł się ukryć, mógł uciec. Ale nie zrobił tego. Wiedział, iż jego misją jest służyć ludziom, choćby za cenę życia. To przykład, który przemawia do każdego – do nas misjonarek, do rodzin, do młodych poszukujących swojej drogi. Dziś, kiedy czekamy na jego kanonizację, wiemy, iż jest on bliżej nas niż kiedykolwiek. Jego życie pokazuje nam, iż świętość jest możliwa w codzienności, w prostocie i wierności Bogu.
s. Jolanta Kosińska
Kokopo, Papua-Nowa Gwinea
WESPRZYJ KURSY DLA KOBIET PROWADZONE PRZEZ SALEZJANKI W KOKOPO. ZAJRZYJ NA STRONĘ KAMPANII „ŚWIATŁO DLA PAPUI”
