Co łączy św. Maksymiliana Kolbego i Matkę Angelikę? Oboje udowodnili, iż wielkie media katolickie buduje się wiarą, a nie tylko budżetem. Z okazji 85. rocznicy śmierci męczennika i 45-lecia EWTN odkrywamy duchową misję i sens mediów.
Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl
Źródło: EWTN PolskaPhoto credit: EWTN Polska
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Są takie chwile w historii Kościoła, kiedy po latach patrzymy na czyjeś życie i trudno nam zrozumieć, jak to w ogóle było możliwe. Człowiek nie miał pieniędzy, zaplecza, wpływów ani żadnej gwarancji powodzenia, a jednak zaczynał. Robił pierwszy krok, choć nie wiedział jeszcze, skąd weźmie środki na drugi. Tak właśnie myślę o św. Maksymilianie Marii Kolbem i Matce Angelice. Dzieliło ich czterdzieści lat, ocean i zupełnie inne doświadczenia życia, ale kiedy patrzy się na nich głębiej, uderza podobieństwo: oboje uwierzyli, iż jeżeli Bóg czegoś naprawdę chce, człowiek nie musi od razu wiedzieć, jak tego dokona. Musi natomiast mieć odwagę powiedzieć Mu „tak”.
W tym roku spotkanie tych dwóch historii jest szczególnie wymowne. 14 sierpnia przypada 85. rocznica męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana w Auschwitz, a dzień później, 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, mija 45 lat od rozpoczęcia nadawania EWTN. Nie chcę na siłę budować symboliki dat, bo te historie są wystarczająco mocne same w sobie. Trudno jednak nie zauważyć, iż obok siebie stają dwaj niezwykli ludzie katolickich mediów: franciszkanin, który stworzył Niepokalanów, i klaryska, która z klasztoru w Alabamie rozpoczęła dzieło docierające po latach na cały świat. Żadne z nich nie zaczynało od pytania, czy projekt się opłaci. Pytali raczej, czy tego chce Bóg.
Maksymilian nie budował imperium
Kiedy dzisiaj mówimy o św. Maksymilianie, bardzo łatwo zatrzymać się przy Auschwitz. Oczywiście słusznie, bo jego śmierć pozostaje jednym z najbardziej przejmujących świadectw chrześcijańskiej miłości XX wieku. o ile jednak chcemy zrozumieć Kolbego jako człowieka mediów, trzeba cofnąć się wcześniej, do Niepokalanowa. I zobaczyć nie tylko zakonnika i mistyka, ale również człowieka zadziwiająco nowoczesnego.
Kolbe znakomicie rozumiał swoją epokę. Wiedział, iż ambona jest niezastąpiona, ale wiedział też, iż wielu ludzi nigdy pod nią nie stanie. Dlatego chciał docierać do nich tam, gdzie byli. Przez prasę, radio i wszystkie dostępne wówczas środki komunikacji. „Rycerz Niepokalanej” osiągał ogromne nakłady, Niepokalanów stał się wielkim ośrodkiem wydawniczym, działały nowoczesne maszyny, rozwijano kolejne pomysły medialne. Gdy patrzy się na skalę tego przedsięwzięcia, trudno uwierzyć, iż u jego źródeł stał franciszkanin, który nie chciał zbudować własnego medialnego imperium. Chciał zdobywać ludzi dla Chrystusa przez Niepokalaną.
To rozróżnienie jest ważne także dzisiaj. Kolbe nie fascynował się techniką dla samej techniki. Rozumiał jej znaczenie, potrafił ją wykorzystywać i był pod tym względem wizjonerem, ale drukarnia pozostawała dla niego drukarnią, radio radiem, gazeta gazetą. Wszystko było narzędziem. Celem pozostawał człowiek i jego zbawienie. To chyba jedna z najważniejszych lekcji, jakie zostawił ludziom pracującym w katolickich mediach. Możemy mieć najlepsze kamery, studia, aplikacje, ogromne zasięgi i miliony odsłon, ale o ile po drugiej stronie przestaniemy widzieć człowieka, dla którego umarł Chrystus, zgubimy sens tego wszystkiego.
I wtedy przychodzi Auschwitz. Człowiekowi, który zbudował wielkie dzieło medialne, zostaje odebrane niemal wszystko. Nie ma już drukarni, nakładów, mikrofonu, klasztoru ani możliwości dotarcia do milionów. Jest numerem 16670. A jednak właśnie wtedy Maksymilian wygłasza najważniejsze kazanie swojego życia. Nie drukuje go w setkach tysięcy egzemplarzy i nie nadaje przez radio. Oddaje życie za drugiego człowieka.
To jest moment, wobec którego milknie cała teoria katolickich mediów. Ostatecznym medium Ewangelii okazuje się bowiem człowiek, który nią żyje. Można przez całe życie mówić o słowach Chrystusa: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”, ale Maksymilian w Auschwitz przestał je tylko głosić. On sam stał się ich komentarzem.
Czterdzieści lat później pewna klaryska zaczęła nadawać telewizję
15 sierpnia 1981 roku, dokładnie czterdzieści lat po śmierci Maksymiliana, w Alabamie rozpoczęła nadawanie niewielka katolicka stacja telewizyjna. Początki EWTN brzmią dzisiaj niemal niewiarygodnie: Matka Angelika, około 200 dolarów, dwanaście sióstr i studio urządzone w klasztornym garażu. Żadnego potężnego koncernu za plecami, żadnego wielkiego kapitału, który gwarantowałby bezpieczeństwo przedsięwzięcia. Była za to zakonnica, która uwierzyła, iż trzeba to zrobić.
Gdyby ktoś przedstawił taki biznesplan profesjonalnym inwestorom, prawdopodobnie zostałby grzecznie odprowadzony do drzwi. Matka Angelika nie była jednak szaloną amatorką przekonaną, iż profesjonalizm nie ma znaczenia. Przeciwnie, z biegiem czasu EWTN budowało profesjonalne zaplecze i wykorzystywało najnowocześniejsze możliwości komunikacji. Tyle iż kolejność była inna. Najpierw było zaufanie, później przyszły możliwości. Najpierw odpowiedź na wezwanie, dopiero później pytanie, jak to wszystko zorganizować.
I chyba właśnie dlatego historia EWTN jest czymś więcej niż opowieścią o sukcesie medialnym. Sukces można opisać liczbami, budżetem, zasięgiem, liczbą krajów, języków i odbiorców. Tutaj jednak najciekawsze pytanie brzmi inaczej: jak to się stało, iż klauzurowa klaryska bez doświadczenia w prowadzeniu globalnej telewizji rozpoczęła dzieło, które po latach stało się jedną z największych katolickich sieci medialnych świata?
Odpowiedzi Matki Angeliki trzeba szukać nie tyle w studiu telewizyjnym, ile w kaplicy.
Wszystko zaczyna się przed tabernakulum
To właśnie tutaj Maksymilian i Matka Angelika spotykają się najgłębiej. Nie w technologii i choćby nie w niezwykłej skuteczności swoich przedsięwzięć. Spotykają się w przekonaniu, iż dzieło apostolskie najpierw musi należeć do Boga.
Maksymilian miał swoją bezgraniczną miłość do Niepokalanej i przez Nią chciał prowadzić ludzi do Chrystusa. Matka Angelika żyła duchowością franciszkańską, adoracją i całkowitym zaufaniem Bożej Opatrzności. Oboje potrafili korzystać z najbardziej nowoczesnych narzędzi swoich czasów, a jednocześnie doskonale wiedzieli, iż żadna technologia nie nawróci ludzkiego serca. Może przenieść obraz na drugi koniec świata, może zwielokrotnić głos, może sprawić, iż jedno zdanie usłyszą miliony ludzi, ale łaski nie da się wyprodukować.
To jest także poważne ostrzeżenie dla nas. Media bardzo łatwo dają złudzenie znaczenia. Człowiek widzi liczby, zasięgi, reakcje i zaczyna wierzyć, iż to one są miarą owocności. Tymczasem można dotrzeć do miliona ludzi i nie poruszyć naprawdę nikogo, a można powiedzieć kilka prostych słów, które jeden człowiek usłyszy w najtrudniejszym momencie życia i po latach będzie pamiętał, iż właśnie wtedy wrócił do Boga.
Dlatego katolickie media muszą mieć miejsce, do którego ciągle wracają. Dla mnie takim miejscem jest tabernakulum. Człowiek, który dużo mówi publicznie, szczególnie potrzebuje miejsca, w którym sam milknie. Dopiero tam można uczciwie zapytać: czy jeszcze głoszę Chrystusa, czy może coraz bardziej samego siebie? Czy zależy mi na człowieku, czy już tylko na odbiorcy? Czy chcę służyć prawdzie, czy przede wszystkim wygrać kolejny spór? Takich pytań nie rozstrzyga się przy stole redakcyjnym. Trzeba je zabrać przed Najświętszy Sakrament.
Od 14 do 15 sierpnia prowadzi bardzo krótka droga
Jest coś niezwykle pięknego w tym, iż wspomnienie św. Maksymiliana przypada w przeddzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Maksymilian, który całe swoje życie oddał Niepokalanej, umiera 14 sierpnia. Następnego dnia Kościół patrzy na Maryję wziętą do nieba, a czterdzieści lat później właśnie tego dnia rozpoczyna nadawanie EWTN.
Teologia tych dwóch dni układa się adekwatnie sama. 14 sierpnia widzimy człowieka, który oddaje wszystko. 15 sierpnia widzimy cel, ku któremu wszystko zmierza.
Bo Wniebowzięcie przypomina prawdę, którą współczesny świat bardzo łatwo gubi: człowiek jest stworzony dla nieba. Nie dla kariery, pieniędzy, polityki, popularności ani sukcesu. One wszystkie mogą mieć swoje miejsce, ale żadne z nich nie odpowiada na ostateczne pytanie o sens ludzkiego życia. Odpowiedzią jest Bóg.
Jeżeli więc miałbym jednym zdaniem powiedzieć, po co istnieją katolickie media, odpowiedź byłaby zaskakująco prosta: żeby pomagać człowiekowi dojść do Boga. Cała reszta jest służebna. Kamera, antena, strona internetowa, studio, algorytm, profesjonalizm, pieniądze i zasięg mają sens tylko wtedy, gdy pomagają wypełnić tę misję.
Pięć chlebów, dwie ryby i 200 dolarów
W Ewangelii jest scena, która pozwala zrozumieć zarówno Niepokalanów, jak i początki EWTN. Przed Chrystusem stoi tłum, a uczniowie próbują rozwiązać problem racjonalnie. Wiedzą, iż nie mają wystarczająco dużo jedzenia. I mają rację. Pięć chlebów i dwie ryby nie wystarczą, aby nakarmić tysiące ludzi. Jezus nie zaprzecza matematyce. Prosi jednak, żeby przynieśli Mu to, co mają.
Dopiero wtedy dokonuje się coś, czego oni sami nie mogli dokonać.
To jest niezwykle ważna różnica pomiędzy wiarą a naiwnością. Chrześcijaństwo nie uczy nas, iż trzeba lekceważyć rozsądek, planowanie czy odpowiedzialność. Maksymilian był znakomitym organizatorem, a EWTN nie stałoby się globalną siecią bez ciężkiej pracy tysięcy profesjonalistów. Wiara mówi jednak, iż nie wszystko zaczyna się od pytania, czy mamy wystarczające środki. Czasami trzeba najpierw odpowiedzieć na pytanie, czy jesteśmy gotowi dać Bogu to, co mamy.
Maksymilian przyniósł swoje talenty, niespożytą energię, kruche zdrowie i ogromną miłość do Niepokalanej. Matka Angelika przyniosła swoją wiarę, dwanaście sióstr, garaż i około 200 dolarów. Po ludzku za mało. Ale w Ewangelii właśnie od takiego „za mało” Bóg bardzo często zaczyna.
Nie oznacza to, iż każde nasze marzenie jest automatycznie wolą Boga. To byłaby duchowa pycha. Oznacza natomiast, iż kiedy człowiek po modlitwie i rozeznaniu naprawdę odkrywa wezwanie, nie powinien odrzucać go tylko dlatego, iż wydaje mu się większe od niego samego.
Co powiedzieliby nam dzisiaj?
Myślę czasem, co Maksymilian zrobiłby z dzisiejszym internetem. Prawdopodobnie nie obraziłby się na świat cyfrowy i nie ograniczył do narzekania, iż ludzie siedzą w telefonach. Raczej zapytałby, jak przez ten telefon dotrzeć do nich z Ewangelią. Matka Angelika prawdopodobnie zrobiłaby podobnie. Oboje rozumieli, iż człowieka trzeba szukać tam, gdzie rzeczywiście jest, a nie tam, gdzie chcielibyśmy, żeby był.
Dzisiaj nowym areopagiem są internet, media społecznościowe, platformy wideo, podcasty i technologie, których jeszcze kilka lat temu nie znaliśmy. Możemy się na nie obrażać, ale ludzie już tam żyją. Są tam także ze swoją samotnością, lękiem, grzechem, cierpieniem i pytaniami o Boga. Czasem człowiek, który od dwudziestu lat nie przekroczył progu kościoła, o drugiej w nocy wpisuje w telefon pytanie o sens życia. Być może właśnie wtedy po raz pierwszy od wielu lat można do niego dotrzeć.
I tutaj zaczyna się współczesny Niepokalanów. Tutaj znajduje się dzisiejszy garaż w Irondale.
Nie chodzi o kopiowanie metod Kolbego czy Matki Angeliki. Oni sami prawdopodobnie by tego nie chcieli. Chodzi o przejęcie ich odwagi. O używanie narzędzi własnej epoki bez stawania się ich niewolnikiem. O zachowanie świadomości, iż człowiek po drugiej stronie ekranu nie jest „zasięgiem”. Jest osobą. Ma swoją historię, swoje rany, grzechy, tęsknoty i duszę, za którą Chrystus oddał życie.
Wieczne Słowo
Nazwa Eternal Word Television Network z biegiem lat nabiera jeszcze głębszego znaczenia. Technologie przemijają. Kiedy rodziło się EWTN, telewizja satelitarna była symbolem nowoczesności. Dzisiaj świat komunikacji przenosi się coraz bardziej do internetu i urządzeń mobilnych. Za dwadzieścia lat prawdopodobnie będziemy używali narzędzi, których w tej chwili choćby nie potrafimy sobie wyobrazić.
Ale Słowo pozostaje.
„Na początku było Słowo” – zaczyna swoją Ewangelię św. Jan. To właśnie jest ostateczna odpowiedź na pytanie o przyszłość katolickich mediów. Nie musimy kurczowo bronić każdej technologii, formatu czy sposobu nadawania. Musimy natomiast za wszelką cenę pozostać wierni Słowu, które nie jest nasze.
I dlatego 85. rocznica śmierci św. Maksymiliana oraz 45 lat EWTN nie powinny być jedynie okazją do pięknych wspomnień. Dla ludzi tworzących katolickie media powinny stać się rachunkiem sumienia. Czy przez cały czas potrafimy zaufać Bogu bardziej niż własnym kalkulacjom? Czy profesjonalizm pomaga nam służyć Ewangelii, czy powoli staje się ważniejszy od niej? Czy przed kamerą pamiętamy jeszcze o tabernakulum? Czy człowiek jest dla nas duszą, czy już tylko statystyką? I wreszcie: gdyby pewnego dnia zabrano nam studia, kamery, nadajniki, strony internetowe i wszystkie nasze możliwości, czy pozostałoby w nas coś, co przez cały czas mówiłoby światu o Chrystusie?
Maksymilianowi zabrano wszystko. A jednak właśnie wtedy wygłosił swoje największe kazanie.
Może dlatego Niepokalanów i EWTN, mimo całej swojej wielkości, pozostawiają nam ostatecznie bardzo prostą lekcję. Wielkie dzieła Boże nie zawsze zaczynają się od wielkich możliwości. Czasem zaczynają się od człowieka klęczącego przed Bogiem, który nie wie jeszcze, jak wykona zadanie, jakie przed nim stoi, ale ma odwagę powiedzieć: o ile Ty tego chcesz, spróbuję.
Od Niepokalanowa do garażu w Irondale droga jest więc znacznie krótsza, niż pokazuje mapa. Łączy je wiara ludzi, którzy nie próbowali udowodnić światu własnej wielkości. Chcieli zrobić miejsce Bogu.
I być może właśnie dlatego dokonali rzeczy, które po ludzku wydawały się niemożliwe.
ZOBACZ RÓWNIEŻ:

1 godzina temu
![Pielgrzymka do szkoła relacji. Trwa szczyt pielgrzymkowy na Jasnej Górze [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/08/DSC_0082.jpg)













