Najbardziej łódzki z biskupów. Konrad Krajewski wraca do Polski

2 godzin temu

Jakiś czas temu kardynał powiedział, iż gdyby obok katedry przechodził Marsz Równości, otworzyłby ją i zaprosił wszystkich do środka. Wtedy było to jedynie teoretyzowanie. Dziś będzie to mógł realizować w praktyce.

Życie archidiecezji łódzkiej od pewnego czasu przypomina media społecznościowe Donalda Trumpa. Nie chodzi tu oczywiście o sianie nienawiści czy pokrętną plątaninę myśli, ale o szybkie i niespodziewane zwroty akcji, sakralny rollercoaster, w którym informacja sprzed godziny bardzo gwałtownie traci na aktualności. Wszystko oczywiście rozwleczone jest do tempa watykańskich młynów, choć i tak w przypadku Łodzi są one nadzwyczajnie sprawne.

WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Jeszcze w listopadzie najpierw kardynał Grzegorz Ryś powołał Niezależną Komisję Historyczną, by chwilę później odejść do metropolii krakowskiej. Nie zdążył się w niej jeszcze dobrze zadomowić, a Łodzianie odbyć stosownej żałoby, a już doszły nas wieści o tym, iż Łódź będzie stolicą Europejskiego Spotkania Młodych Taizé w 2026 roku. Wisienką na torcie zdarzeń stało się nadzwyczaj szybkie ogłoszenie następcy kard. Rysia, którym okazał się papieski jałmużnik Konrad Krajewski.

Pobożne życzenie Łodzian?

Wybór kard. Krajewskiego to klasyczny kot Schrödingera – jest i nie jest zaskoczeniem. W pierwszych dniach po ogłoszeniu nominacji kard. Grzegorza Rysia na stolicę krakowską, nazwisko Krajewskiego stało na czele wszystkich – rzecz jasna nieoficjalnych – rankingów, list marzeń i domniemywań. Było tak zresztą także 8 lat temu, kiedy do Krakowa przeniósł się inny z łódzkich biskupów – Marek Jędraszewski. Wówczas mianowanie Konrada Krajewskiego było jednak dość nierealne – dopiero od trzech lat był on jałmużnikiem papieskim. Mało prawdopodobne było, aby ówczesny papież tak gwałtownie pozbył się jednego ze swoich najbliższych współpracowników – zwłaszcza takiego, który wziął na siebie ciężar gruntownej redefinicji urzędu jałmużnika.

W tym roku sytuacja była zupełnie inna. W Rzymie jest nowy papież, a sam kard. Krajewski miał już za sobą 13 lat pracy w roli papieskiej „ręki miłosierdzia”. Pomimo tych okoliczności i tak jednak kandydaturę tę można było traktować raczej w kategoriach pobożnego życzenia: marzenia niektórych z Łodzian, którzy „zabranie” – jak często się tu mówi – kard. Rysia, osłodzić chcieli sobie innym kardynałem.

Być może ta nierealność sprawiała, iż tu i ówdzie zaczęły się pojawiać plotki o kandydaturach Grzegorza Suchodolskiego – biskupa pomocniczego siedleckiego, Adama Baba – biskupa pomocniczego lubelskiego i Damiana Muskusa – biskupa pomocniczego krakowskiego. Trudno powiedzieć, na ile osoby te rzeczywiście były brane pod uwagę, a na ile najbardziej odpowiadały one wyobrażonemu profilowi idealnego biskupa Łodzi. Łączyło ich doświadczenie w duszpasterstwie młodych, umiejętności organizacyjne i działalność ekumeniczna.

Szczególnie często przewijało się nazwisko bp. Suchodolskiego – do tego stopnia, iż kiedy w lutym tego roku byłem w Rzymie na porannej czwartkowej Mszy przy grobie Jana Pawła II celebrowanej przez rzeczonego hierarchę, to wychodzący z niej niektórzy pielgrzymi z łódzkiej Oazy Rodzin żywo dyskutowali o tym, iż chyba mieli właśnie szansę oglądać przyszłego metropolitę.

Kardynał rzadko odnosił się do bieżących dyskusji podnoszących temperaturę w Kościele w Polsce. Teraz będzie do tego zmuszony – i pewne jest, iż nie każdego zadowoli

Sebastian Adamkiewicz

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

W kontekście ostatecznej decyzji podjętej przez Leona XIV wszystkie te rozważania wydają się historią jak z satyrycznego obrazka, przedstawiającego parę siedzącą w aucie – które zwisa jedną swoją połową nad przepaścią – i mówiącą do siebie: „Ha! Za rok będziemy się z tego śmiać”. W gruncie rzeczy wybór kard. Konrada Krajewskiego jest tak oczywisty, iż doprawdy ogromnym zaskoczeniem byłoby, gdyby metropolitą łódzkim został ktoś inny.

Nadzwyczajne tempo

Stolica Apostolska stanęła przed dwoma poważnymi wyzwaniami. Po pierwsze przeniesienie kard. Rysia było dla archidiecezji łódzkiej silnym ciosem tożsamościowym. Jak wyjaśniałem w tekście dotyczącym jego odejścia, w diecezji zapanowało wówczas silne poczucie tymczasowości, sprowadzenia do roli trampoliny – metropolii przechodniej na drodze do poważniejszych stolic. To uczucie pogłębiał wyjazd człowieka, który, będąc ordynariuszem Łodzi i tu realizując swoją misję, podniesiony został do godności kardynalskiej. Miasto traktowało to nie tylko jako osobiste wyróżnienie dla Grzegorza Rysia, ale także – w jakimś sensie – dla siebie. Nominacja miała także bardzo ewangeliczny wymiar – oto diecezja będąca w ogonie dominicantes, siedząca na miejscach ostatnich, słyszy nagle, iż staje się stolicą kardynalską. euforia była jednak krótka.

Drugie wyzwanie było mniej związane ze sferą emocji czy ambicji, a bardziej – z czystą pragmatyką codziennego funkcjonowania diecezji i wyzwaniami, przed którymi stanęła. Najpewniej niemal równolegle z decyzjami dotyczącymi wyjazdu kard. Rysia do Krakowa rozstrzygała się kwestia wyboru Łodzi na organizatora Europejskiego Spotkania Młodych Taizé. W Łodzi rozpędzony jest także proces synodalny, który w kolejnych latach zajmować się miał analizą efektów Franciszkowego Synodu o synodalności. Wreszcie – powołana została Niezależna Komisja Historyczna ds. Zbadania Przypadków Nadużyć Seksualnych w Archidiecezji Łódzkiej. Już same te powody sprawiały, iż diecezja nie mogła zbyt długo czekać na nowego ordynariusza, a i najpewniej wysoce niewskazane było, aby musiał on uczyć się jej od podstaw.

Przenosiny kard. Rysia do Krakowa miały najwyraźniej charakter ekstraordynaryjny, co także w stosunku do Łodzi musiało skutkować nadzwyczajnym tempem wyboru nowego biskupa. Zawężało to katalog potencjalnych kandydatów. Z grona rodzimych hierarchów tylko Krajewski z jednej strony zaspokajał rozbudzone ambicje Łodzian, a z drugiej – po prostu nie musiał się tej diecezji uczyć, bo doskonale ją znał.

Dobrze znał zresztą nie tylko diecezję, ale także swojego poprzednika, z którym łączy go wieloletnia, braterska wręcz więź. Naturalność tej zmiany przywodzi na myśl starotestamentalne prawo lewiratu, w którym mężczyzna był zobowiązany objąć za żonę wdowę po zmarłym bracie. Co ciekawe, właśnie o tym kontekście zastępstwa w Kościele mówił kard. Ryś w jednym ze swoich ostatnich łódzkich kazań głoszonym na uroczystej Mszy dla Liturgicznej Służby Ołtarza. Co ważne, będzie to najpewniej zastępstwo trwalsze niż poprzedników. W najbliższym czasie nie „zwolni się” prawdopodobnie żadna metropolia, na którą Krajewski mógłby „awansować”. Wydaje się, iż Łódź będzie raczej ostatnim etapem w jego instytucjonalnej karierze, co przywróci poczucie trwałości i przewidywalności.

Z miejsca, gdzie „dobrze biją”

Sale!

Dyskretny urok softalitaryzmu | Przyszłość polskiej religijności | Czy słuchania muzyki można się nauczyć?

34,83 39,96
Do koszyka
Książka – 34,83 39,96 E-book – 29,00 32,30

Kard. Konrad Krajewski jest z pewnością najbardziej łódzki z łódzkich biskupów. Dość powiedzieć, iż jest pierwszym ordynariuszem, który urodził się w samej Łodzi. Łódzkości dodaje mu też fakt, iż wychowywał się na Bałutach – jednej z najbardziej charakterystycznych dzielnic miasta, będącej esencją jego tożsamości. To miejsce, będące kiedyś przedmieściem fabrycznej osady, było klasycznym wykwitem nowoczesnego miasta z wszystkimi jego patologiami i prawem ulicy. Sam kardynał, choć wychował się już w dzielnicy bardziej cywilizowanej niż ta z początku dwudziestego stulecia, opowiadał wielokrotnie, iż pochodzi z miejsca, gdzie „dobrze biją”. Kolorytu sprawie dodaje fakt, iż nowy metropolita musiał na swoją pierwszą komunię świętą poczekać rok, bo uczące go religii siostry felicjanki odmówiły dopuszczenia go do sakramentu ze względu na… złe zachowanie.

Krajewski nie tylko nigdy nie wyparł się swojego pochodzenia, ale wręcz z lubością je podkreślał, czego anegdotycznym dowodem są łatwe do znalezienia w przestrzeni internetowej fragmenty wykonywanego przez nowego metropolitę przy różnych okazjach „Walczyka o Łodzi”. Zaczyna się on od słów: „Pięknych miast jest co niemiara – Praga, Londyn, Paryż, Rzym – ale nas Łódź urzekła szara, łódzkich fabryk dym”.

Znajomość regionu nie odnosi się oczywiście wyłącznie do rzewnych pieśni. Kard. Krajewski jako ceremoniarz papieski, a później także jako jałmużnik, utrzymywał z rodzinnymi stronami nieustanny kontakt. Bywał tutaj, uczestniczył w pieszych pielgrzymkach na Jasną Górę, podtrzymywał relacje z kolegami z seminarium. Być może czasem był choćby dobrym ambasadorem diecezji. Jak głosi jedna z wielu plotek, miał pewien wpływ na to, iż 8 lat temu do miasta trafił ówczesny biskup pomocniczy krakowski.

Abstrahując od prawdziwości tej pogłoski, niewątpliwie Konrad Krajewski stanie na czele diecezji, którą ma rozpoznaną – z jej wyzwaniami i problemami. Być może jego wiedza porównywalna jest z tą, jaką miał w 1986 roku abp Władysław Ziółek, który katedrę łódzką obejmował jako biskup pomocniczy Łodzi i wcześniejszy kanclerz kurii. Ziółek zresztą wyświęcał Konrada Krajewskiego na księdza, nakładał na niego dłonie w trakcie święceń biskupich, a także był patronem jego rzymskiej kariery. Arcybiskup emeryt przez cały czas przecież żyje i – wiele na to wskazuje – jest w dobrej formie. Łódź dostała zatem ordynariusza, który nie tylko sam ma wiedzę na jej temat, ale też doskonale wie, kto może go wzbogacić o informacje.

Łódzkie znaki zapytania

Wybór ordynariusza związanego bezpośrednio z miejscem nowej posługi nie zdarzał się w Łodzi często. Z regionem związany był pierwszy biskup Wincenty Tymieniecki, który urodził się w Piotrkowie Trybunalskim, a w mieście kominów i fabryk posługiwał jako wikary i proboszcz. Rektorem tutejszego seminarium był drugi ordynariusz, bp Włodzimierz Jasiński – choć przeniesiony tu został ze stolicy w Sandomierzu. Wreszcie z Łodzią związany był abp Władysław Ziółek. Pozostali ordynariusze i metropolici pochodzili spoza regionu. W przypadku dwóch ostatnich – Jędraszewskiego i Rysia – była to niewątpliwie próba nadania nowego impulsu po długim i obfitym pontyfikacie abp. Ziółka.

Czy łódzkość kard. Krajewskiego może przerwać ten proces poszukiwania świeżości? Kłopot w tym, iż nie bardzo wiadomo, czego po nowym metropolicie można się spodziewać. Choć w Polsce zbudował on sobie wizerunek nowoczesnego hierarchy, to trudno powiedzieć, na jakiej konkretnie podstawie. Znaleźć można także takie jego wypowiedzi, w których, na przykład, podchodzi on krytycznie do zamykania świątyń w okresie pandemii, ma zdystansowany stosunek do Unii Europejskiej czy zaleca by nie czytać „Gazety Wyborczej”, jeżeli chce się dowiadywać prawdy o Kościele. Jednocześnie zdecydowanie negatywnie podszedł on do antyuchodźczej retoryki w polskiej debacie publicznej.

Gdybym miał wyrokować, jak może wyglądać posługa kard. Krajewskiego w Łodzi, powiedziałbym, iż będzie to czas niezwykle konkretny, liczony w prostych, a czasem spektakularnych inicjatywach

Sebastian Adamkiewicz

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Oprócz tych – nielicznych – zarejestrowanych wypowiedzi, kardynał rzadko odnosił się do bieżących dyskusji podnoszących temperaturę w Kościele w Polsce. Teraz będzie do tego zmuszony – i pewne jest, iż nie każdego zadowoli, częściej zawodząc niż zbierając oklaski.

Znakiem zapytania jest także to, jak kard. Krajewski poradzi sobie z obowiązkami metropolity. Wbrew opinii, iż decyzję papieża Leona postrzegać należy w kategoriach degradacji, władza ordynariusza jest przecież ogromna. Choć Krajewski znika z Rzymu, to przecież przez cały czas pozostaje kardynałem, co dodatkowo w polskich warunkach skutkuje wejściem do Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski. Nie będzie już zajmował się wycinkiem rzeczywistości kościelnej, ale sam będzie mógł ten Kościół formować, nadawać mu ton i firmować to nie tylko swoją twarzą, ale także odpowiedzialnością.

Oczekiwania w stosunku do kard. Krajewskiego nie będą się przecież ograniczać wyłącznie do jego własnej diecezji. W jednej ze swoich wypowiedzi, zarejestrowanej przez kanał Maskacjusz, kardynał mówił, co by zrobił, gdyby obok katedry przechodził Marsz Równości. Twierdził wówczas, iż otworzyłby ją na oścież i zaprosił wszystkich do środka. Wtedy było to jedynie teoretyzowanie. Dziś będzie to mógł realizować w praktyce, ryzykując nieprzychylnymi komentarzami, krytyką, a choćby sprzeciwem.

Innym obowiązkiem nowego metropolity będzie, rzecz jasna, głoszenie Słowa. Homilii kard. Krajewskiego dostępnych jest niewiele, a te, które są, zawierają ciąg powtarzanych myśli na czele z „opalaniem się przed Najświętszym Sakramentem”. Jednocześnie nie można kardynałowi odmówić umiejętności mówienia w sposób poruszający i dotykający do trzewi. Taka jest, na przykład, konferencja wygłoszona nomen omen tuż przed ingresem do katedry łódzkiej bp. Grzegorza Rysia.

Styl wypowiedzi kard. Krajewskiego jest mniej intelektualny niż poprzedniego metropolity, nie zawiera odniesień do zawiłości leksykalnych, pełen jest natomiast konkretnych wskazań, prostych recept i prostolinijnych rad. Nowy ordynariusz łódzki przypomina w tym nieco papieża Franciszka, który zresztą – czego Krajewski nie ukrywa – jest dla nowego metropolity ogromnym autorytetem.

Sale!
  • Wiesław Dawidowski OSA
  • Damian Jankowski

Leon XIV. Papież na niespokojne czasy

28,00 35,00
Do koszyka
Książka – 28,00 35,00 E-book – 25,20 31,50

Łódzkim znakiem zapytania będzie kwestia relacji ekumenicznych, zarówno wewnątrzchrześcijańskich, jak i w rozumieniu szerokim: zwłaszcza ze wspólnotą żydowską. Przedstawiciele innych wyznań chrześcijańskich przyzwyczaili się do tego, iż dom przy Skorupki 1 (siedziba łódzkiej kurii) jest dla nich otwarty. Mają przecież także doświadczenie dystansu z czasów abp. Jędraszewskiego.

Być może profetyczny jest fakt, iż w przeddzień ingresu odbywać się będzie przywrócona przez Rysia Ekumeniczna Droga Krzyżowa. Kard. Ryś potrafił jednak ekumenizm przedstawić wraz z jego fundamentami teologicznymi i ideowymi. Czy podobną umiejętność będzie miał nowy metropolita?

Podobne pytanie można postawić względem procesu synodalnego, który za rządów poprzednika – pomimo wskazywanych przeze mnie w poprzednich tekstach mielizn – przybrał dynamiczną formę widoczną chociażby w tzw. synodach parafialnych, będących ewenementem w skali Kościoła. Jak będzie kontynuował proces synodalny nowy biskup? Czy będzie on potrafił bronić samego pomysłu na synodalny model Kościoła?

Powstają też inne, naturalne pytania. Jak kard. Krajewski poradzi sobie z faktem, iż jako krajanin będzie musiał podejmować trudne decyzje w stosunku do ludzi, których doskonale zna? I czy będzie potrafił wyjść z butów kard. Rysia, nie tracąc jednocześnie wszystkiego, co w działaniach poprzednika zasługuje na pochwałę?

Namalować Konrada Krajewskiego

Gdybym miał wyrokować, jak może wyglądać posługa kard. Krajewskiego w Łodzi, powiedziałbym, iż będzie to czas niezwykle konkretny, liczony w prostych, a czasem spektakularnych inicjatywach. Prawdopodobnie jego cechą charakterystyczną będzie namacalne świadectwo.

Zdolności organizacyjnych nie można przecież nowemu metropolicie odmówić. Dowiódł ich już jako młody diakon, uczestnicząc w przygotowaniu wielkiej papieskiej Mszy na łódzkim Lublinku, ale też w późniejszej karierze. Być może niewielu też wie, iż był on inicjatorem żywej szopki pod katedrą czy corocznych spotkań studentów lokalnych seminariów (w Łodzi obok Wyższego Seminarium Duchownego istniało także seminarium franciszkańskie i salezjańskie).

Gdybym zatem miał – używając chwytu retorycznego metropolity łódzkiego – namalować Konrada Krajewskiego jako nowego biskupa Łodzi, namalowałbym go z zakasanymi rękawami, gdzieś na środku jeziora, z koszulą rozpiętą pod szyją, plecącego i szykującego sieci do połowu, omiatającego je z ostatnich zanieczyszczeń. A w centralnej Polsce jest co łowić. Przecież to przez cały czas jedna z najbardziej zlaicyzowanych diecezji w kraju.

Pewnego roku w trakcie Mszy dla pielgrzymów z archidiecezji łódzkiej celebrowanej na Szczycie Jasnogórskim Konrad Krajewski zapytał zgromadzonych: „Czy Łodzi mogło się przydarzyć coś lepszego niż abp Grzegorz Ryś?”. Tłum odpowiedział mu burzą braw. Wyobrażam sobie, iż w trakcie najbliższego ingresu podobne pytanie zada zgromadzonym metropolita krakowski, przekazując symbolicznie władzę w swojej byłej diecezji. Stanie jeszcze raz przed Łodzianami i powie: „Czy Łodzi mogło się przydarzyć coś lepszego niż kard. Konrad Krajewski?”. Ludzie z pewnością odpowiedzą mu entuzjastycznie. Sęk w tym, czy za kilka lat odpowiedź ta będzie brzmiała podobnie.

Idź do oryginalnego materiału