Muzykoterapia nie uleczy dziecka z niepełnosprawnością intelektualną, ale pomoże mu rozwijać funkcje poznawcze – mówi Natalia Bury.
Rozmowa stanowi nawiązanie do bloku tekstów „Czy słuchania muzyki można się nauczyć?” z wiosennego numeru kwartalnika „Więź”.
Elvis Strzelecki: Pamięta pani, w jakich okolicznościach odkryła muzykoterapię?
Natalia Bury: Było to po studiach pedagogicznych na Uniwersytecie Wrocławskim. Wystąpiłam na pewnej konferencji naukowej. Mówiłam o tym, jak muzykuję z dziećmi w przedszkolu.
Nie miałam pojęcia, iż istnieje coś takiego jak muzykoterapia. Zorientowałam się, iż mówię o efektach działań muzycznych obecnych w technikach muzykoterapii. To było dla mnie niemałe odkrycie. Na tej samej konferencji poznałam przewodniczącego Polskiego Stowarzyszenia Muzykoterapeutów, on zaproponował mi studia na akademii muzycznej. Złożyłam papiery na katowicką akademię najszybciej, jak tylko mogłam.
Wspomniała pani o uczelni. Jakie przygotowanie powinien mieć muzykoterapeuta?
– Najlepiej kilkuletnie i specjalistyczne, czyli po prostu odbyć studia. Jako terapeuci możemy później otrzymywać zlecenia w szpitalach na oddziałach rehabilitacji, psychiatrii, neonatologii, pediatrii, onkologii. Otwieramy swoje gabinety, do których trafiają osoby z niepełnosprawnościami, zaburzeniami rozwoju, wyzwaniami neuroatypowości, ale też w doświadczeniach depresji, trudniejszych stanów psychicznych.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Nie wyobrażam sobie, żeby w te miejsca posyłać kogoś bez specjalistycznego wykształcenia. Szanuję osoby, które „lubią śpiewać z dziećmi” albo „mają ładny, kojący głos”, muszę jednak zaznaczyć, iż należy sprawdzać kwalifikacje ludzi, którzy starają się o pracę w zakresie wsparcia muzykoterapeutycznego.
W Polsce to zawód otwarty?
– Niestety tak, w efekcie borykamy się od wielu lat z pseudomuzykoterapeutami, którzy robią krecią robotę. Zasłaniają się magicznymi adekwatnościami jakichś szczególnych instrumentów lub po prostu wchodzą z muzyką do pacjentów bez wiedzy, którą należy zdobyć podczas studiów.
Żaden dwudniowy kurs nie jest w stanie przygotować do pracy tak mocno specjalistycznej jak muzykoterapia, która łączy w sobie wiedzę muzyczną (gra na instrumencie jest konieczna, śpiew także potrzebny) z wiedzą ściśle terapeutyczną dotyczącą osób z niepełnosprawnościami lub z konkretnymi potrzebami.
A jak wyglądają sesje?
– Najpierw poznaję cele terapeutyczne związane z konkretnym przypadkiem. Mogą to być cele poznawcze w terapii niepełnosprawności intelektualnej, cele rozwoju mowy, umiejętności komunikacyjnych bądź cele związane z rehabilitacją. Zgodnie z tymi celami opracowuję ćwiczenia.
Zapoznaję się również z upodobaniami muzycznymi pacjenta (choćby z jego ulubionymi utworami), które na sesji staną się trzonem-pomostem, łączącym nas we wspólnym graniu. Następnie, już w trakcie sesji, zachęcam pacjenta do aktywności muzycznej na przygotowanych przeze mnie instrumentach. Szukamy wspólnego brzmienia danego utworu, często go zmieniając i modyfikując w taki sposób, by działania odpowiadały potrzebom terapeutycznym.
W Polsce utarła się myśl, iż śpiewanie musi być zawsze na najwyższym poziomie wokalnym. A przecież sięganie po muzykę może być przyjemnością
Natalia Bury
Najważniejszym elementem terapii jest włączanie pacjenta w aktywność muzyczną: grę, śpiew, taniec, ruch do rytmu, pisanie własnych utworów, improwizację. Moja rola polega na akompaniowaniu mu na instrumencie lub poprzez wokal – tworzę tło dla jego muzycznych działań, wspieram i inspiruję do pokonywania trudności.
W muzykoterapii nie jest istotny talent, ale doświadczanie dźwięków, a w konsekwencji emocji – parafrazuję teraz cytat z pani strony internetowej. Czy łatwo zachęcić ludzi do uczestnictwa w muzykoterapii? Jakie najczęściej obawy mają potencjalni uczestnicy warsztatów bądź sesji grupowych lub indywidualnych?
– Nie spotykam się z obawami pacjentów czy uczestników. Problem zaczyna się na poziomie świadomości o istnieniu myzykoterapii w ogóle. Kiedy ma pan chory ząb, szuka pan dentysty. Gdy jednak pojawia się w rodzinie diagnoza zaburzeń lub niepełnosprawności, raczej nikt nie googluje, gdzie w mieście szukać muzykoterapeuty. Potrzeba wielu poleceń od lekarzy i specjalistów, by w ogóle rodzina zdecydowała się na proces muzykoterapeutyczny dla dziecka lub członka rodziny. A i wśród pedagogów, psychologów, logopedów oraz lekarzy mało jest świadomości o możliwościach profesjonalnej muzykoterapii.
Niedawno dowiedziałem się, iż Japończycy, którzy są twórcami karaoke, nie zwracają uwagi na to, czy potrafią śpiewać, tylko po prostu traktują śpiew jako rozrywkę. My, Europejczycy, funkcjonujemy w odmiennym kręgu kulturowym – w konsekwencji mamy inne podejście do wstydu. Jakie są najlepsze metody, by pokonać wstyd przed udziałem w muzykoterapii?
– Wstydzimy się muzykować nie tyle jako Europejczycy, co jako Polacy. Nie widzę zażenowania przy biesiadnym śpiewaniu u Włochów ani lęku wobec nut i gry na wszelakich instrumentach u Irlandczyków czy Niemców.
Niestety w Polsce utarła się myśl, iż muzyka zarezerwowana jest dla nielicznych, iż śpiewanie musi być zawsze na najwyższym poziomie wokalnym, zaś czytanie nut to już elitarna umiejętność wybrańców nieba. A przecież sięganie po muzykę może być przyjemnością, jakością samą w sobie jako działanie skierowane ku sobie. Czasem w formie chwil refleksji, uspokojenia, zatrzymania, a gdy potrzeba – w formie zaktywizowania, wyrażania siebie w ekspresji tańca, śpiewu, intensywnej i dynamicznej gry na instrumentach czy chociażby zrytmizowania ruchu podczas ćwiczeń fizycznych bądź szybszego spaceru w lesie.
- Piotr Wierzbicki
Jak słuchać muzyki
W muzykoterapii prowadzący-specjalista wykorzystuje muzykę do odkrywania potencjału pacjenta/uczestnika sesji. Nikt tu nie ocenia muzycznych efektów sesji w kategoriach: ładne/brzydkie, ambitne/prostackie. Liczy się proces, który zachodzi w człowieku, a wytwór muzyczny, jaki powstaje w trakcie sesji, jest tylko narzędziem do ułatwienia tego procesu i nie ma potrzeby oceniania go w kategoriach estetycznych.
Można prowadzić muzykoterapię na przykład dla pracowników firm?
– Czemu nie? Można bez obaw zastosować w danej firmie formę indywidualnych sesji z muzykoterapeutą, gdzie pracownicy grają, śpiewają, a choćby piszą własne piosenki, jak również sesji grupowych, gdzie zachodzi ogrom interakcji werbalnych i pozawerbalnych, które dają świetną przestrzeń do poruszenia tego, co aktualnie trapi firmę.
Możemy wspierać koncentrację, uspokojenie myśli, szybką interwencję z radzeniem sobie z trudniejszymi emocjami, ale także w komunikacji zespołowej interpersonalnie pomagać w dogadywaniu się czy integracji zespołu.
A jak wygląda to w przypadku dzieci oraz osób dorosłych z niepełnosprawnościami?
– Tutaj właśnie najczęściej sięga się po muzykoterapię. Jest ona wspaniałą formą wspomagającą inne procesy terapeutyczne. jeżeli osoba z niepełnosprawnościami, zaburzeniami lub w epizodach stanów chorobowych uczęszcza na terapię z zakresu psychoterapii, fizjoterapii, logopedii, terapii SI (integracji sensorycznej) i innych, to wprawny muzykoterapeuta, zapoznając się z diagnozami i postawionymi celami terapeutycznymi, potrafi skonstruować takie ćwiczenia muzyczne, które będą świetnie korelować z tym, czego pacjent doświadcza u innych fachowców.
Najlepiej, gdy specjaliści otwarci są na współpracę między sobą i wtedy są w stanie osiągać cele terapeutyczne szybciej, sprawniej, z większą mobilizacją i satysfakcją pacjenta wobec terapii. Ćwiczymy pamięć, wydłużamy koncentrację, wspieramy osiąganie wspólnego pola uwagi, wspieramy rozwój mowy (oczywiście przy śpiewie i wokalizacjach), komunikację pozawerbalną, rozumienie kontekstu sytuacyjnego, ćwiczymy obręcz barkową, chód, motorykę dużą i małą, koordynację wzrokowo-ruchową i słuchowo-ruchową – to cała masa możliwości zawarta w konkretnych ćwiczeniach z zastosowaniem elementów muzyki.
Pracuje pani również z rodzinami. Jak bardzo muzyka może pomóc nam poprawić więź z bliskimi? Co podczas takich sesji najczęściej odkrywają w sobie członkowie rodzin?
– Prowadzę tzw. rodzinne muzykowania. Rodzice przychodzą tu z małymi dziećmi – od rocznych po takie, które mają 7 lat. Tym, co się tam dzieje, jest bycie „tu i teraz”, bez telefonu lub innych rozpraszaczy. W trakcie takich zajęć 100 proc. uwagi skierowane jest na zabawę z dzieckiem, która angażuje w naturalny sposób również dorosłego. Kiedy np. dziecko widzi rozbawioną mamę – spontaniczną i tańczącą, przestaje się bać nowego środowiska, śmieje się, jest spokojne i radosne.
- Mateusz Filipowski OCD
- Agata Kulczycka
Tkanie
PRZEDSPRZEDAŻ
Dzięki sesjom rodzinnym pozwalamy pracować wszystkim zmysłom i odpuszczamy perfekcjonizm. To sprzyja rozwojowi, podobnie jak relaks. Moją rolą jako muzykoterapeutki jest animowanie dzieci oraz dorosłych, a co za tym idzie, wprowadzanie ich w nową zabawę, którą możemy okraszać np. ulubioną muzyką rodziców.
A jakie są granice muzykoterapii?
– Muzykoterapeuta nie może uleczyć chorób fizycznych jako takich, ale może pomagać przechodzić przez etapy choroby tak, by pacjent sięgał po to, co mu ma służyć, a nie pogrążał się w destrukcyjnych zachowaniach lub myślach.
Muzykoterapia nie uleczy dziecka z niepełnosprawnością intelektualną, ale pomoże mu rozwijać funkcje poznawcze na tyle najlepiej, najszybciej i najciekawiej, organizując ćwiczenia angażujące dla mózgu, by zdobywało szansę zapamiętywania i rozumienia tego, co mu będzie potrzebne w codzienności.
Nie cofnie fizycznej niepełnosprawności, ale dzięki zastosowaniu muzyki w ćwiczeniach fizycznych wpłynie na układ nerwowy, stymulując do aktywności i większego zaangażowania w pracę nad tymi partiami ciała, które jeszcze działają i mają szansę pomagać żyć pacjentowi najlepiej, jak to możliwe.
Muzyka to nie magiczna sztuczka. To realne narzędzie do pracy terapeutycznej w wielu obszarach. Bardzo konkretnie zastosowana wspiera procesy rozwoju człowieka.
Czy są jednak osoby, które nie powinny uczestniczyć w muzykoterapii?
– Istnieją jednostki chorobowe, w przypadku których należy zachować wyjątkową ostrożność. Przykładem są osoby ze stanami schizofrenicznymi – w przypadku pracy z nimi staramy się na początku eliminować wizualizację na kanwie dźwięków, czyli nie prosimy ich, by po wysłuchaniu jakiegoś utworu wyobrazili sobie przykładowo, iż są nad morzem. Taki pacjent ma bowiem tendencję do życia stanami alternatywnymi. kooperacja z nim może odbywać się wyłącznie w konsultacji z psychiatrą.
Czy pani zdaniem amatorskie muzykowanie mogłoby sprawić, iż stalibyśmy się jako społeczeństwo bardziej otwarci i życzliwi w stosunku do innych?
– Pewnie tak. Wspólne muzykowanie jest osadzone głęboko w przeszłości – dawniej całe plemiona skupiały się wokół tego, co dla nich ważne, a jednocześnie okraszały to wspólnym śpiewem. Budowano w ten sposób poczucie tożsamości.
Świetną inicjatywą są grupowe lekcje śpiewu, które mogą prowadzić do wspólnego uczęszczania na chór lub grania przy ognisku. To forma socjalizacji, która sprawia, iż mamy ochotę wyjść z domu, by kogoś spotkać i spędzić z nim czas.
Natalia Bury – certyfikowana muzykoterapeutka. Pomaga rodzinom w dbaniu o rozwój dzieci z różnymi wyzwaniami rozwojowymi, trudnościami i niepełnosprawnościami. Od ośmiu lat prowadzi gabinet muzykoterapii we Wrocławiu, gdzie przyjmuje indywidualnych klientów, współpracuje z fundacjami, Środowiskowymi Domami Samopomocy, przedszkolami, szkołami i żłobkami. Szkoli zespoły terapeutyczne i grona pedagogiczne z zakresu zastosowania muzyki w terapii i dbaniu o rozwój dzieci.

2 godzin temu




![Najbardziej osobisty etap pielgrzymki: Leon XIV w mieście św. Augustyna [SYNTEZA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/04/1776161166036.jpg)
![O tym, czy potrafię rozpoznać Jezusa? [FELIETON]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/04/Supper_at_Emmaus-Caravaggio_1601-1.jpg)








