Z pewnością błądziłem, ale jestem pewien, iż byłem z góry sterowany i dzięki temu uważam się za człowieka szczęśliwego – napisał o sobie w 77. roku życia były konsul generalny RP w Lille. Dziś odbywa się tam jego pogrzeb.
9 stycznia 2026 roku zmarł w Lille Jędrzej Baltazar Bukowski, romanista, tłumacz, były konsul generalny RP w tym mieście, były prezes Stowarzyszenia Polskich Kombatantów we Francji, wieloletni członek Kolegium Redakcyjnego miesięcznika „Więź”. Kilka dni wcześniej skończył 91 lat.
Przez ostatnie lata ciężko chorował. Miewał momenty lepszego samopoczucia. Mniej więcej rok temu zadzwonił nieoczekiwanie do „Więzi”. Serdecznie rozmawialiśmy.
WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Musiałem go wtedy wyprowadzić z błędnego przekonania, iż jest najstarszym żyjącym członkiem zespołu redakcyjnego naszego pisma w czasach PRL (prym dzierży tu Andrzej Wielowieyski, który w grudniu 2025 roku skończył 98 lat).
Najważniejsze wydarzenie życia
Jędrzej Bukowski urodził się 6 stycznia 1935 roku w Brześciu nad Bugiem albo w Łunińcu, na wschód od Brześcia, gdzie jego ojciec, ginekolog położnik, był dyrektorem szpitala (odmienne jest miejsce urodzenia w różnych dokumentach i w rodzinnej tradycji). Po wojnie Bukowski senior zaprzestał używania nazwiska rodowego Bończa. Sam Jędrzej posługiwał się nim po latach wyłącznie prywatnie.
Wychowywał się od 1936 roku w Częstochowie. Ukończył studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki Częstochowskiej (specjalizacja: maszyny i przeróbka plastyczna) oraz filologię romańską na Uniwersytecie Warszawskim. Znał biegle kilka języków: francuski, angielski, włoski i rosyjski.
Studiując w Warszawie, trafił – dzięki Januszowi Zabłockiemu – do środowiska miesięcznika „Więź”. Tu i w „Kwartalniku Neofilologicznym” ukazały się jego pierwsze publikacje, dotyczące m.in. językowego przekładu maszynowego. W 1964 roku Bukowski przełożył na język polski jedną z programowych pozycji Biblioteki „Więzi”: „Wprowadzenie do egzystencjalizmów” Emmanuela Mouniera. Zatrudniony był w Centralnym Instytucie Informacji Naukowo-Technicznej i Ekonomicznej w Warszawie.
Podczas pobytu w Rzymie w roku 1969 poznał przyszłą żonę, Holenderkę Adrianę (Jeanne) Van Tol. Doświadczenie miłości i małżeństwa wspominał jako najważniejsze wydarzenie swego życia.
Jeanne pracowała w Rzymie w holenderskim ośrodku dokumentacji religijnej, zajmującym się II Soborem Watykańskim. „Najpiękniejsza z Holenderek miała wspaniałe jasne włosy i urzekała zaraźliwym uśmiechem – wspominał Bukowski po latach. – Była mi najwidoczniej przeznaczona. Odwiedzałem ją, przynosząc za każdym razem różę. Po pięciu różach zawiozła mnie do Monte Cassino, gdzie jej złożyłem deklarację miłości”.
Pobrali się 1 sierpnia 1970 roku w Amsterdamie. Niemal dwumetrowy (192 cm wzrostu) Polak z arystokratycznymi manierami na dobre i złe związał się z uroczą Holenderką.
Odmowa współpracy z SB „podyktowana kwestią religijną”
Po ślubie państwo Bukowscy zamieszkali w Warszawie. Adoptowali tu dwoje dzieci.
Polskie ćwiczenia z wieloetniczności | Gdy episkopat zawodzi | Po co instytucje kultury?
W domu przy ulicy Wiertniczej w Wilanowie urządzali wieczory czwartkowe, na których spotykała się elita warszawskiej inteligencji i pracownicy ambasady holenderskiej, z którymi utrzymywała kontakty Jeanne Van Tol Bukowski. Później dołączyli dyplomaci francuscy, włoscy i amerykańscy.
Takie działania budziły w oczywisty sposób niepokój władz komunistycznych. Pojawiły się próby werbunku. Jędrzej Bukowski dwukrotnie jednak nie wyraził zgody na współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa.
W 1973 roku oficer SB zanotował, iż odmowa ta „jest podyktowana kwestią religijną”. Bukowski odpowiedział mu bowiem, iż „jego etyka, sumienie nie pozwoli mu na to, aby o swoich prywatnych kontaktach mógł kogokolwiek informować”. Kilka tygodni później w innej notatce tajnych służb PRL można przeczytać: „W obydwu wypadkach stwierdzono wyjątkową obojętność i wręcz wrogi stosunek do naszego resortu”.
Jeanne i Jędrzej Bukowscy przetłumaczyli na język polski teksty abp. Heldera Camary, które ukazały się w 1973 roku w Bibliotece „Więzi” pod tytułem „Godzina Trzeciego Świata”. Po latach Jędrzej wspominał tego niezwykłego biskupa, „obrońcę biednych i ich wolności”, który mawiał, iż „nikt nie jest tak biedny, żeby nie miał co ofiarować, ani tak bogaty, żeby nic nie potrzebować”.
Symbolem intelektualnego wspierania przez Bukowskiego działań opozycji demokratycznej może być fakt, iż w 1979 roku w podziemnej oficynie wydawniczej Głos ukazała się przełożona przez niego z francuskiego książka Jacques’a Monoda „Przypadek i konieczność. Esej o filozofii biologii współczesnej”.
Biuletyn o stanie wojennym
Wcześniej, w 1974 roku Bukowscy wyjechali z Polski na stałe do Francji. Mieszkali w kilku miejscach, najdłużej w Grenoble. Jędrzej pracował tam w CNRS (Centre National de la Recherche Scientifique). Podtrzymywał kontakty z przyjaciółmi z „Więzi”, pozostając (mało aktywnym) członkiem Kolegium Redakcyjnego pisma.
Pokazywał mi kiedyś znaczącą kartkę pocztową, jaką wysłał do niego z Warszawy 24 września 1980 roku (czyli tuż po powstaniu „Solidarności”) Tadeusz Mazowiecki: „Stała się u nas duża rzecz – oby trwała. Każdy dzień przynosi nowe sprawy i nowe zdarzenia, dobre i złe. Żyję nimi bardzo i mało mam czasu w głęboką refleksję. Więc proszę na kredyt o modlitwę i dobrą myśl towarzyszącą nam w dalszej drodze, która nie jest łatwa”.
W stanie wojennym Bukowscy wraz z przyjaciółmi wydawali własnym sumptem po francusku biuletyn informacyjny „Pol-Presse”, skierowany do francuskiej opinii publicznej. Przekazywali wiadomości z Polski, zgodnie z myślą przewodnią: „Informer c’est résister” [Informować to znaczy stawiać opór]. Od kwietnia 1982 roku do listopada 1989 roku wydali 332 numery pisma o łącznej objętości około 3000 stron. Jędrzej Bukowski angażował się także w inne działania organizacji polonijnych we Francji.
Był szczęśliwy, gdy w 1989 roku jego przyjaciel Tadeusz Mazowiecki został premierem pierwszego niezawisłego polskiego rządu od II wojny światowej. Z inspiracji Mazowieckiego Jędrzej Bukowski był w latach 1991–1995 pierwszym konsulem generalnym Trzeciej Rzeczypospolitej w Lille.
Dystyngowany, z nienagannymi manierami
To czas, w którym Bukowski czuł się spełniony, mogąc służyć Ojczyźnie. Wspominał: „Był to wielki zaszczyt, a żona sądzi, iż był to jedyny okres w moim życiu, kiedy traktowałem zadanie z tak wielkim przejęciem”.
Później – korzystając ze swojego autorytetu – Bukowski odegrał niesłychanie istotną rolę w integracji Polaków we Francji, zwłaszcza przed akcesją Polski do Unii Europejskiej. Od burmistrza Lille otrzymał złoty medal przyznawany przez miasto.
Tak wspomina te czasy Marek Chojnacki, filozof, teolog i tłumacz, który był konsulem generalnym RP w Lille w latach 2000–2004: „Po roku 1989 Bukowski przywrócił Polsce rodziny dawnych emigrantów – mających Polskę w sercu, kochających swoją patrie mythique, ale mocno poobijanych. Był osobowością zostawiającą trwały ślad w społeczności zarówno polonijnej, jak i francuskiej”.
- Jerzy Giedroyc
- Józef Czapski
Listy 1949-1951
W opowieści Chojnackiego Bukowski to: „Człowiek dystyngowany, z nienagannymi manierami, Francuz i Polak, budzący sympatię i szacunek – ktoś, komu można zaufać. Umiał się doskonale wysłowić, był trochę jakby nie z tej epoki, ale niezwykle przekonujący. Był tak sprawny w interakcjach międzyludzkich, iż władze miasta Lille regularnie powierzały mu funkcję mediatora przy konsultowaniu projektów municypalnych z mieszkańcami. Osobowość jedyna w swoim rodzaju”.
Jak opowiada Chojnacki, Bukowski ze szczególnie wielkim zaangażowaniem działał w ramach ogólnokrajowego kongresu zjednoczeniowego francuskiej Polonii, który odbył się w roku 2003 w Lens na północy Francji. „Stanął na czele Comité de réflexion, grupy przygotowującej strukturę przyszłej zjednoczonej Polonii. Sam był wtedy prezesem Stowarzyszenia Polskich Kombatantów. Sprawa miała wielkie znaczenie przed akcesją Polski do UE. Była to manifestacja jedności i racjonalności Polonii, a także poparcia dla akcesji Polski i rozszerzenia Unii. Na zjeździe, w obecności przedstawicieli władz francuskich, odczytano list prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego do Polonii i przedstawiono deklarację Polonii popierającą wejście Polski do UE. Wydarzenie zakończyło się uroczystym posiedzeniem w siedzibie Senatu Republiki Francuskiej w Paryżu. Dziś są to rzeczy zapomniane, ale wówczas robiły wrażenie”.
„Jacy my byliśmy wtedy szczęśliwi”
Marek Chojnacki podkreśla, iż nie da się mówić o Jędrzeju Bukowskim, nie mówiąc o Polonii północnej Francji. „W samym tylko regionie Nord-Pas-de-Calais mieszka około 600 tysięcy osób pochodzenia polskiego. Było to największe skupisko Polonii w Europie, żyli tam głównie potomkowie polskich górników z okresu międzywojennego, o bardzo trudnej historii.
W książce «Ziemia, planeta ludzi» Antoine de Saint-Exupéry przedstawił scenę, w której jadąc pociągiem, wchodzi do wagonu czwartej klasy i widzi leżących na podłodze pokotem ludzi, podobnych do rzuconych na ziemię worów. To rodziny polskich górników, usuwanych ze swych domostw, gdyż akurat nie byli potrzebni. W jednym z leżących na ziemi dzieci dostrzega Małego Księcia… Nikt ich specjalnie nie bronił, nikt się nimi nie przejmował: ani Francuzi, ani władze polskie. A mimo to odnieśli nieprawdopodobny wprost sukces adaptacyjny: po latach jako konsul bez przerwy słyszałem, iż Polacy najlepiej się zintegrowali.
I to budziło szacunek wśród Francuzów. Ale do traumy okresu międzywojennego dochodziła trauma PRL. Dobrze widziani w ówczesnym konsulacie w Lille byli tylko przedstawiciele polskich organizacji komunistycznych; reszta, jak mi mówiono, okupywała nieprzespanymi nocami otrzymanie polskiej «wizy» na wizytę u rodziny (tak, choćby obywatele polscy potrzebowali osobnej zgody na wjazd do ojczyzny!). Ponury gmach konsulatu śnił im się po nocach”.
Według Marka Chojnackiego „stanowisko Polonii odegrało niebagatelną rolę w wypracowywaniu akceptacji Francuzów dla rozszerzenia Unii Europejskiej. Ta akceptacja nie była bynajmniej czymś danym – społeczeństwo i polityczne elity francuskie podchodziły do akcesji ze sporą nieufnością. To była batalia, którą trzeba było wygrać. Do tej wygranej Jędrzej Bukowski walnie się przyczynił”.
W dniu akcesji, 1 maja 2004 roku, w gmachu Konsulatu Generalnego RP w Lille świętowano wejście Polski do Unii Europejskiej. Obecni byli były konsul Jędrzej Bukowski, ówczesny konsul Marek Chojnacki oraz przedstawiciele Polonii francuskiej. Chojnacki wspomina: „Po północy zawiesiłem flagę unijną obok polskiej, po czym zszedłem na dół do sali recepcyjnej na wspólną lampkę szampana. Boże, jacy my byliśmy wtedy szczęśliwi”.
Zapomniany przez Rzeczpospolitą
W 2013 roku zapadła decyzja o zamknięciu Konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Lille. Dla Jędrzeja Bukowskiego była to dramatyczna wiadomość. Konsulat traktował nie tylko jako siedzibę przedstawicielstwa RP, ale także uosobienie marzeń wielu pokoleń polskich emigrantów o Ojczyźnie.
Ubolewał jeszcze bardziej, gdy doszło do zniszczenia starych dokumentów odnalezionych w budynku konsulatu. Zapisał w swoich notatkach: „Były schowane w nieznanym mi i moim następcom pomieszczeniu. Worki ze starymi papierami o nieznanym pochodzeniu, zawierające mnóstwo nieużytecznych pozornie i nadgniłych dokumentów, wielkie ilości polskich paszportów rożnego typu (paszporty były od roku 1919 w Rzeczypospolitej stosunkowo liczne), odklejone stare fotografie, stare i niedawne listy Polaków z Francji, dokumentacje z konsulatów w Paryżu, w Marsylii, w Essen, a wszystko wciśnięte, jakby na siłę i w pośpiechu, do worków pocztowych”.
Bez odpowiedzi pozostały jego listy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych z apelami o przejrzenie i ocalenie tych dokumentów. Obiecano mu pomoc w Instytucie Pamięci Narodowej, ale też nic z tego nie wyszło… Smutnym zwieńczeniem sposobu, w jaki Rzeczpospolita traktuje swych dawnych przedstawicieli, były zaś w ostatnich miesiącach bezskuteczne starania w MSZ o pomoc konsularną dla schorowanego sędziwego Jędrzeja Bukowskiego.
Tadeusz Mazowiecki zaprosił państwa Bukowskich na swoje 85. urodziny w roku 2012. Wtedy Jędrzej zapamiętał m.in. spotkanie ze (zmarłym kilka tygodni temu) Janem Turnauem: „W czasie urodzin Tadeusza Mazowieckiego zdumiał mnie, kiedy go pytałem o czterowiersz, który napisał po moim pierwszym pobycie we Francji, w roku 1960. Pamiętał dokładnie: «Skuter ten śmiało Ci daję / Osoba Twa inżyniera / Nie zdepersonalizuje się / Bo znasz na pamięć Mouniera»”. Fraszka ta nawiązuje do pracy Bukowskiego nad przekładem dzieł Mouniera i do artykułu Tadeusza Mazowieckiego w „Więzi” z 1960 roku zatytułowanego „Personalizm i skutery”.
„Więź” była dla Jędrzeja Bukowskiego ważnym punktem odniesienia, choć sam ani dużo tu nie publikował (niemal wyłącznie przed wyjazdem na stałe z Polski), ani nie brał udziału w pracach redakcyjnych. Członkostwo w Kolegium Redakcyjnym „Więzi” było dla niego ważnym symbolicznym wyrazem kontaktu ze środowiskiem, z którym się przez lata ideowo utożsamiał.
W swoich notatkach sporządzonych w 77. roku życia zapisał:: „Los pozwolił mi spotkać ludzi mądrych i wykształconych, zaangażowanych i umiejących realizować siebie i być przykładem dla innych. Udało mi się przejść przez życie bez wybitnych sukcesów, ale i bez wyrzutów sumienia. Z pewnością błądziłem, ale jestem pewien, iż byłem z góry sterowany i dzięki temu uważam się za człowieka szczęśliwego”.

2 godzin temu
















