Kocham Boga po (twój) grób

2 godzin temu

Myślę dziś o tych wszystkich „córkach Jeftego”, które poznałam w ostatnim czasie: o ludziach, którzy „musieli” być złożeni w ofierze, bo ktoś myślał, iż Bóg jest „jakiś”.

Tekst stanowi drugi odcinek wielkopostnego cyklu „Wiara w pęknięciach” – zatrzymania przy ważnych pytaniach bez łatwych odpowiedzi. Następne odcinki ukazywać się będą w kolejne niedziele Wielkiego Postu.

Ile kosztuje szczęście? W jakiej walucie i komu trzeba za nie zapłacić?

Ot, na przykład tak zwana „dobra żona”. Albo zdrowie. Stabilizacja finansowa. Awans w pracy. W katointernecie stosunkowo łatwo jest się natknąć na nagłówki typu: „Ta modlitwa DZIAŁA!” czy „NAJSKUTECZNIEJSZA litania w doświadczeniu choroby!”. Z jednej strony jak na dłoni pokazują one, jak świetnie w chrześcijaństwie ma się myślenie magiczne. Choć w zasadzie nie jest to raczej wyłącznie domena chrześcijaństwa, ale po prostu człowieczeństwa – tam, gdzie człowiek doświadcza lęku i bezradności, potrzebuje wytwarzać sobie choćby ułudę kontroli. W tym wypadku – kontroli nad Bogiem, którym można sterować, wypowiadając odpowiednie hasło odpowiednią ilość razy.

Jest też drugie wyjaśnienie, zostawiające Bogu trochę więcej wolności. To logika handlu, zakładająca, iż Bóg wyznaczył konkretną cenę za konkretne dobro. Chcesz dobrą żonę? Lecisz z „Pompejanką”. A zdrowie? Tu walutą są litanie. Awans w pracy? Koniecznie „modlitwa o wstawiennictwo św. Józefa robotnika”. I choć każda z tych modlitw niesie w sobie ogrom piękna, to jednak zaprzęgnięte w logikę handlu stają się swoją własną karykaturą. Podobnie rzecz ma się przecież także z wielkopostnymi postanowieniami i wyrzeczeniami – choć same w sobie są sensowne, bywa, iż stają się walutą, za którą człowiek planuje sobie w przyszłości kupić zbawienie.

WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Mimo iż z zewnątrz odmawianie modlitw czy decydowanie się na wyrzeczenia wydaje się nieszkodliwe niezależnie od intencji, kontinuum logiki handlu może doprowadzić do sytuacji tragicznych. Na przykład do dramatu córki Jeftego.

Bóg, nie bożek

Historia tej dziewczyny pochodzi z 11. rozdziału Księgi Sędziów. Gdy izraelski wódz Jefte rusza na wojnę z Ammonitami, składa Bogu pochopny ślub (żeby było jasne – Bóg go o ten ślub NIE PROSI): jeżeli odniesie zwycięstwo, złoży w ofierze pierwszą osobę, która wyjdzie z domu na jego powitanie (Przepraszam za ten wtręt, ale za każdym razem, kiedy czytam te słowa, czekam na białowłosego Geralta z Rivii, który przyjdzie pewnego dnia wyegzekwować swoje prawo niespodzianki). Po wygranej bitwie naprzeciw Jeftego wychodzi – niestety – jego jedyna córka.

Dziewczyna wita ojca tańcem i radością, ten zaś rozdziera szaty i wykrzykuje: „Ach, córko moja! Wielki ból mi sprawiasz! Tyś też wśród tych, co mnie martwią! Oto bowiem nierozważnie złożyłem Panu ślub, którego nie będę mógł odmienić!” (Sdz 11,35). Postaram się przemilczeć jakoś fakt, iż Jefte stwierdza, iż to córka go martwi i iż to ona sprawia mu ból. Dziewczyna prosi ojca o dwa miesiące, by opłakać na górach swoje dziewictwo wraz z towarzyszkami. Następnie ojciec wypełnia złożony Bogu ślub.

Seila. Tak, według tradycji, miała na imię córka Jeftego. Niektóre z późniejszych tekstów kultury wyobrażały sobie jej poświęcenie w heroiczny sposób.

George Byron napisze, zwracając się do samego Jeftego: „Ty się pamięcią swej córy chlub / Pomnąc na uśmiech z jakim szła w grób”. Łesia Ukrainka (w tłumaczeniu Zbigniewa Dmitrocy) w wierszu, publikowanym zresztą w kwartalniku „Więź”, wyobraża sobie wyprawę w góry jako źródło ukojenia dla biednej dziewczyny: „Kochany ojcze, pozwól mi pójść w góry! / o ile pragniesz, żeby twoje dziecko / Odważnie na przedwczesne szło stracenie, / Oczu we łzach ku górom nie zwracało / I nie żegnało się szlochem ze słońcem, / Nie przeklinało ciebie, ludzi, Boga!”.

Nowość Nowość Promocja!
  • Zbigniew Nosowski

Szare, a piękne

31,20 39,00
Do koszyka
Książka – 31,20 39,00 E-book – 28,08 35,10

Zatrzymują mnie również takie teksty, które nie uciekają od bólu związanego ze śmiercią Seili. W swoim „Trenie na cześć córki Jeftego” śpiewanym przez jej towarzyszki Robert Herrick pisze z kolei: „w kupnie naszego pokoju / lekarstwo było gorsze od choroby […] / nasze dziewczęce euforii / owinięte są w całun razem z tobą; / to my jesteśmy martwe, choć nie w grobie”.

To było heroiczne. To było bolesne. To było… bez sensu.

Historia córki Jeftego na pierwszy rzut oka prowokuje pytanie o to, czy wiara może kosztować człowieka zbyt wiele. Myślę, iż odpowiedź zależy od tego, w jakiego B/boga dany człowiek wierzy.

„Nie będziesz dawał dziecka swojego, aby było przeprowadzone przez ogień dla Molocha, nie będziesz w ten sposób bezcześcił imienia Boga swojego. Ja jestem Pan!” – to słowa z Księgi Kapłańskiej (Kpł 18,21). Znałeś, drogi Jefte, Prawo Mojżeszowe. Wiedziałeś, iż składasz ślub, którego Bóg nie może chcieć – który bardziej przypominał praktyki stosowane w kulcie religijnym Kananejczyków, a nie w kulcie twojego Boga. Sprowadziłeś Boga do kategorii bożka.

Niektórzy z egzegetów litują się trochę nad córką Jeftego, wskazując, iż być może nie została ona zabita (złożona w ofierze całopalnej). Franz Delitzsch (niemiecki hebraista i teolog protestancki) argumentuje, iż Seila mogła być „oddana Panu” do życia w dożywotnim dziewictwie (dlatego to właśnie dziewictwo opłakiwała z towarzyszkami w górach).

Niezależnie od losu, który ostatecznie spotkał dziewczynę, trudno nie zgodzić się z Piotrem Comestorem, który w „Historii scholastycznej” napisze o Jeftem: „Był więc głupi w ślubowaniu, a niegodziwy w spełnieniu ślubu”. Mnie z kolei – choć to może nie na miejscu – na myśl przychodzą słynne słowa Lorda Farquaada z pierwszej części Shreka: „Zapewne wielu z was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów”.

Nowe córki Jeftego

Okazuje się, iż kiedy nie znasz Boga, a bierzesz się za praktyki religijne, może to słono kosztować i ciebie, i świat. Myślę dziś o tych wszystkich „córkach Jeftego”, które poznałam w ostatnim czasie: o ludziach, którzy „musieli” być złożeni w ofierze, bo ktoś myślał, iż Bóg jest „jakiś”. O kobiecie namówionej przez przyjaciółki do pozostania w przemocowym związku, bo „Bóg ponad wszystko ceni małżeństwo”; o mężczyźnie namówionym przez spowiednika do rezygnacji z farmakoterapii w epizodzie depresyjnym, bo „Jezus jest najlepszym terapeutą” i o innym traktowanym we wspólnocie jak darmowa siła robocza, „bo Pan domaga się jałmużny z twojego czasu”.

Zdaje się, iż człowiek adekwatnie nigdy nie zrezygnował z wycieczek na targowisko, próbując jak najwięcej w tej wymianie handlowej ugrać z Bogiem. Problem z tym, iż Bóg na tym targowisku nie bywa

Agata Kulczycka

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Czasem Jefte pozostało bardziej subtelny – nie składa ofiary z drugiego człowieka, ale z nas samych: każe nam wyrzec się naszej cielesności, bo „Bóg uznaje ją za brudną”, smaga wewnętrznym batem, zmuszając do wykonywania praktyk religijnych ponad siły, bo „Bóg piekło przygotował dla tych, którzy za mało Go kochają”, albo każe nam złożyć w ofierze prawdę o sobie: udawać przed Bogiem (i ludźmi) wiecznie „ogarniętych”, wdzięcznych, czystych, bez gniewu i bez pytań – bo „Bóg nie znosi słabości” i „nie wypada” przy Nim płakać ani się buntować.

Kochany, biedny Boże, co my z Ciebie robimy?

Kochana, biedna Seilo, jak Ci z tym, iż przez cały czas musisz umierać?

Zdaje się, iż człowiek adekwatnie nigdy nie zrezygnował z wycieczek na targowisko, próbując jak najwięcej w tej wymianie handlowej ugrać z Bogiem. Problem z tym, iż Bóg na tym targowisku nie bywa. Że Jego nie interesuje wymiana handlowa, prośba, żeby móc w zamian za chleb stać się Jego najemnikiem (por. Łk 15). Wymiana z Nim, i owszem, jest możliwa. Ale tylko wtedy, kiedy będzie to nie wymiana kupna-sprzedaży, ale miłości. Kiedy człowiek przyjmie dobro od Boga jako niczym niezasłużony dar. Kiedy sam będzie chciał złożyć Bogu niczym niewymuszoną ofiarę. I kiedy nie będzie to ofiara z niczyjej córki.

Nie powiedziałem: zarżnij go

Zaraz, zaraz – podpowiada mi w głowie cichy głosik. O ile ta logika broni się przy Jeftem, o tyle zdaje się nie wytrzymywać opowieści, w której znaleźć przecież można bliźniacze wątki. Bóg nie chce ofiar z dzieci? To po co fundować zespół stresu pourazowego biednemu Izaakowi?

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie kiedyś opowieść, którą na temat ofiary Abrahama snuje Kierkegaard. W jednym z wyobrażeń biblijnej sceny opisuje on Abrahama, który zdaje się szalony. Chwyta on Izaaka, przewraca go i krzyczy: „Głupi chłopcze, czy myślisz, iż jestem twoim ojcem? Jestem czcicielem bałwanów. Myślisz, iż to z rozkazu Boga? Nie, to dla mojej zachcianki. Myślisz, iż to rozkaz Boga? Nie, to jest moja przyjemność”. Na te słowa Izaak przerażony woła do Boga: „Boże Abrahama, zmiłuj się nade mną, nie mam ojca na ziemi, bądź Ty mi ojcem!”. Wówczas Abraham w duchu wypowiada także swoją własną modlitwę: „Panie w niebiosach, składam Ci dzięki; przecież lepiej jest, by myślał, iż ja jestem nieludzki, niż gdyby miał przestać wierzyć w Ciebie”.

Nowość Nowość Promocja!
  • Wiesław Dawidowski OSA
  • Damian Jankowski

Leon XIV. Papież na niespokojne czasy

28,00 35,00
Do koszyka
Książka – 28,00 35,00 E-book – 25,20 31,50

Wstrząsające jest to wyobrażenie, w którym Abraham próbuje za wszelką cenę – choćby jeżeli miałoby się to odbyć dzięki oszustwa – obronić w Izaaku obraz Boga. Boga, który przecież (jak wtedy wszyscy myślą) skazał chłopca na śmierć.

Skazał… a może nie skazał?

– Perykopa o ofierze z Izaaka opowiada o porażce Abrahama – powiedział mi niedawno dominikanin Tomek Biłka. – To porażka w jego myśleniu o Bogu. Wybrał interpretację Bożego rozkazu zgodną z tym, w jakiego Boga uwierzył – dodał.

Ta uwaga sprawiła, iż zanurkowałam w poszukiwania. Rzeczywiście – rabin Szlomo Jicchaki, cytując jeden z midraszy, stanowczo „odbrutalnia” tę scenę. W tej interpretacji Bóg nie wypowiada wcale wobec Abrahama słowa „zabij”. Zamiast tego w midraszu Bóg, odwołując się do wieloznaczności słów hebrajskich, wyjaśnia: „Nie powiedziałem ci: zarżnij go, tylko: wprowadź go / podnieś (na górę). Wprowadziłeś go – teraz sprowadź go na dół”.

Jeszcze dalej idzie w komentarzu do tej sceny Edouard Robberechts w artykule „The Binding of Isaac: a Different Jewish Reading”. Boże żądanie – jak twierdzi autor – jest dwuznaczne. Może ono wprawdzie oznaczać wyniesienie Izaaka w górę jako ofiarę całopalną. Równie dobrze jednak Bóg może mówić Abrahamowi, żeby zabrał Izaaka na górę „na ofiarę” – to znaczy, by złożyć tam ofiarę ze zwierzęcia, przy której chłopak miał być obecny. Abraham zinterpretowałby wówczas Boży nakaz zgodnie z tym, co „nakazywały” ludziom wówczas bóstwa pogańskie, a Boża interwencja byłaby w tym ujęciu próbą udowodnienia Abrahamowi, iż Bóg nie jest tym, za kogo ma Go patriarcha.

A co z barankiem?

Czy tak było? Nie wiem. Może jednak Bóg chciał ofiary z Izaaka? Być może fakt, iż przytaczane tu przeze mnie interpretacje należą raczej do niszowych, świadczy jednak o tym, iż należałoby się trzymać wersji bardziej tradycyjnej? Być może Bóg jest taki, jak mówi większość (w tym tłumacze biblijni)?

Pozostaje we mnie kilka pytań bez odpowiedzi. Na przykład pytanie o to, dlaczego w zamian za córkę Jeftego nie było w krzakach żadnego barana w ofierze. Dlaczego, kiedy czytam jej historię, huczy mi w głowie Miłoszowa „Oeconomia Divina”: „Nie myślałem, iż żyć będę w tak osobliwej chwili / Kiedy Bóg skalnych wyżyn i gromów / Bóg Zastępów, kyrios Sabaoth / Najdotkliwiej upokorzy ludzi / Pozwoliwszy im działać jak tylko zapragną / Im pozostawiając wnioski i nie mówiąc nic”?

Czy córka Jeftego była gorsza? A może bardziej wierząca – i dlatego gotowa na wytrzymanie tych głupich ślubów swojego ojca? Może Bóg pozostaje nieobecny tam, gdzie próbuje się Go użyć jako strony w transakcji kupna-sprzedaży? Może ta historia w ogóle potoczyła się inaczej, ale w ludziach, którzy przekazywali ją z pokolenia na pokolenie, ukształtowała się w taki, a nie inny sposób?

A może, ostatecznie, i za Seilę umarł Baranek? Wprawdzie jakiś czas później, trochę inny i zdecydowanie niezaplątany w krzaki – a jednak najpiękniejszy z możliwych?

Wszystkie odcinki wielkopostnego cyklu „Wiara w pęknięciach” dostępne są tutaj.

Idź do oryginalnego materiału