Kazanie Ojca Gwardiana

filipini.eu 23 godzin temu

Radość, która prowadzi do Boga

o. Maciej Fryzowicz OFM
Gwardian Klasztoru Ojców Bernardynów w Tarnowie

……W zaproszeniu, które otrzymałem jest mowa o euforii z okazji: Uroczystości Odpustowej ku czci św. Filipa Neri w 475 rocznicę Jego świeceń kapłańskich, oraz 100-lecia erygowania Kongregacji Tarnowskiej.

A Ja chciałbym w tą euforia wpisać jeszcze Rok Jubileuszowy Św. Franciszka, ogłoszony 10 stycznia przez papieża Leona XIV z racji pamiątki 800-lecia śmierci św. Franciszka z Asyżu. Dlatego postanowiłem, iż tematem dzisiejszego rozważania, które chcę do was skierować, będzie – euforia która prowadzi do Boga.

Kiedy patrzymy na współczesny świat, łatwo zauważyć pewien paradoks. Nigdy wcześniej ludzie nie mieli tylu możliwości, tylu wygód, tylu sposobów na rozrywkę — a jednak tak wielu nosi w sercu smutek. Coraz więcej ludzi mówi o zmęczeniu, samotności, wypaleniu. Wielu potrafi się śmiać na zewnątrz, ale w środku przeżywa pustkę.

Dlaczego tak się dzieje?

Bo człowiek został stworzony nie tylko do wygodnego życia. Człowiek został stworzony do miłości, do relacji z Bogiem, do życia pełnego sensu. I dopóki nie odnajdzie Boga, jego serce pozostaje niespokojne.

Dlatego Kościół daje nam niezwykłych przewodników: pierwszy z nich to św. Filip Neri, którego dzisiaj uroczystość odpustową przeżywamy a drugi to św. Franciszek z Asyżu. Dwóch świętych bardzo różnych, ale podobnych w jednym — obaj odkryli, iż prawdziwa euforia rodzi się z Ewangelii. Nie z pieniędzy. Nie z sukcesu. Nie z wygody. Ale z życia blisko Boga.

Święty Filip Neri żył w Rzymie w XVI wieku. Czasy były trudne, podobne do naszych. W Kościele było wiele problemów, ludzie przeżywali kryzysy wiary, społeczeństwo było pełne zepsucia i egoizmu. Można powiedzieć, iż św. Filip miał wiele powodów do narzekania. A jednak on wnosił wszędzie radość.

Kiedy ludzie spotykali św. Filipa, odchodzili spokojniejsi, pogodniejsi, pełni nadziei. Potrafił żartować, śmiać się, rozmawiać z prostymi ludźmi i uczonymi. Dzieci go kochały. Młodzi garnęli się do niego. Nie dlatego, iż opowiadał tylko zabawne historie, ale dlatego, iż ludzie czuli: że ten człowiek naprawdę kocha Boga.

Św. Filip wiedział, iż chrześcijaństwo bez euforii staje się ciężarem. Dlatego mówił: „Smutny święty to żaden święty.”

Ale trzeba dobrze zrozumieć te słowa. Św. Filip nie mówił, iż chrześcijanin nigdy nie cierpi. Nie mówił, iż mamy udawać szczęśliwych. On wiedział, iż życie przynosi trudności. Sam doświadczał zmęczenia, niezrozumienia czy też choroby. Jego radość była głębsza. Była owocem Ducha Świętego.

Radość rodzi się z modlitwy, mało kto wie, że św. Filip Neri spędzał długie godziny na modlitwie. Czasami całe noce trwał przed Najświętszym Sakramentem. To właśnie tam rodziła się jego pogoda ducha. Człowiek, który nie modli się, gwałtownie staje się rozdrażniony, zgorzkniały i pełen lęku. A człowiek, który naprawdę spotyka Boga, zaczyna patrzeć na świat inaczej.

Pewną starszą kobietę, która codziennie chodziła do kościoła. Ktoś zapytał:
Czy ty naprawdę codziennie musisz tam chodzić? A ona odpowiedziała: – Nie muszę. Ja tam idę oddychać.

Tak właśnie rozumieli modlitwę święci.
Nie jako obowiązek. Ale jako źródło życia.

Św. Filip szczególnie troszczył się o młodzież. Widział, iż młodzi często szukają szczęścia w złych miejscach. Dlatego nie odrzucał ich, nie potępiał, ale zapraszał. Organizował spotkania, rozmowy, wspólne śpiewy, pielgrzymki. Wiedział, iż człowieka łatwiej przyprowadzić do Boga przez dobroć niż przez surowość.

Pewnego razu pewien chłopak powiedział św. Filipowi: – Ojcze Filipie, ja nie nadaję się do świętości. A Święty odpowiedział: – Nadajesz się, tylko jeszcze o tym nie wiesz.

Jak bardzo dzisiejszy świat potrzebuje takich słów! Ilu ludzi żyje przekonanych, że są bezwartościowi. Że już nic z nich nie będzie. Że Bóg ich nie kocha. A święci przypominają: Bóg nie przestaje wierzyć w człowieka.

A kiedy myślimy o św. Franciszku z Asyżu, często widzimy obraz człowieka uśmiechniętego, rozmawiającego z ptakami, żyjącego w prostocie. Ale zanim Franciszek został świętym, był młodym człowiekiem marzącym o sławie i bogactwie. Chciał wielkiego życia. Chciał być podziwiany. Chciał sukcesu. I dopiero kiedy spotkał Chrystusa, zrozumiał, iż jego serce szuka czegoś więcej.

Św. Franciszek odkrył wielką prawdę: człowiek przywiązany do rzeczy nigdy nie będzie naprawdę wolny. Dlatego zostawił bogactwo. Nie dlatego, iż gardził światem. Ale dlatego, iż odkrył większy skarb.

Dzisiaj świat mówi: „Im więcej posiadasz, tym jesteś szczęśliwszy.” Św. Franciszek pokazuje coś odwrotnego: „Im bardziej twoje serce jest wolne, tym więcej masz pokoju.” On potrafił cieszyć się:

  • kawałkiem chleba,
  • śpiewem ptaków,
  • deszczem,
  • drugim człowiekiem,
  • pięknem stworzenia.

Dla niego cały świat był darem Boga.

Wielu ludzi dziś nie umie się cieszyć codziennością. Wszystko wydaje się zwyczajne. Człowiek ciągle chce więcej: lepszy telefon, większy dom, więcej pieniędzy, więcej uznania. A kiedy już coś zdobędzie — za chwilę znów czuje pustkę. To trochę jak picie słonej wody. Im więcej pijesz, tym bardziej jesteś spragniony.

Św. Franciszek przypomina: serce człowieka nie nasyci się rzeczami materialnymi. Ale największą lekcję zostawił nam św. Franciszek, wtedy gdy mówił o „doskonałej radości”. Pewnego zimowego dnia Franciszek z bratem Leonem szli głodni i zmarznięci. Franciszek tłumaczył, iż doskonała euforia nie polega na sukcesach, cudach ani pochwałach. I powiedział coś niezwykłego: jeśli przyjdą do klasztoru, a bracia ich wyrzucą, upokorzą i zamkną przed nimi drzwi — a oni mimo tego zachowają pokój serca — wtedy będzie doskonała radość. Dlaczego? Bo prawdziwa euforia nie zależy od tego, jak traktują nas ludzie, ale od tego, czy jesteśmy blisko Boga.

To bardzo trudna nauka. Bo my często mówimy: „Będę szczęśliwy, kiedy znikną problemy.” A święci uczą: „Możesz mieć pokój choćby pośród trudności.” To nie znaczy, iż cierpienie przestaje boleć. Ale człowiek nie zostaje sam.

Jeśli mamy być uczciwi, trzeba zapytać: dlaczego tak często tracimy radość?

a) Przez narzekanie

Narzekanie potrafi zatruć całe życie. Są ludzie, którzy zawsze znajdą powód do niezadowolenia: za zimno, za gorąco, za mało, za dużo, za wcześnie, za późno. Człowiek narzekający powoli przestaje dostrzegać dobro.

Pewien mnich powiedział kiedyś: „Wdzięczność jest pamięcią serca.” Kto dziękuje — ten widzi więcej dobra.

b) Przez porównywanie się

Dzisiaj ludzie ciągle patrzą na innych: kto ma więcej, kto lepiej wygląda, kto odniósł sukces. To rodzi zazdrość i smutek.

Święty Filip Neri miał wielki dystans do siebie. Nie próbował być kimś innym. Wiedział, iż najważniejsze jest to, jak patrzy na nas Bóg.

c) Przez życie bez Boga

Największym źródłem pustki jest oddalenie od Boga. Można mieć wszystko — a nie mieć pokoju.
Można mieć wiele rzeczy — i nie mieć sensu życia.

Święty Augustyn powiedział: „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie, Boże.”

Świat potrzebuje dziś ludzi pełnych nadziei. Nie ludzi sztucznie uśmiechniętych. Nie ludzi udających idealnych.

Ale takich, którzy mimo trudności niosą pokój. Może ktoś w naszej rodzinie dawno nie słyszał dobrego słowa. Może ktoś jest samotny. Może ktoś przeżywa kryzys. Może ktoś traci sens życia. Czasami jeden uśmiech, jedno życzliwe słowo, jedna chwila cierpliwości mogą zmienić czyjś dzień.

Święty Filip Neri potrafił przyciągać ludzi dobrocią. Święty Franciszek przemieniał świat swoją łagodnością. Święci pokazują, iż ewangelizacja zaczyna się od serca pełnego pokoju.

Pewien człowiek przechodził obok budowy i zobaczył dwóch kamieniarzy. Zapytał pierwszego:
– Co robisz? Tamten odpowiedział ponuro:
Układam kamienie. Ciężka robota. Podszedł do drugiego i zadał to samo pytanie. A ten odpowiedział z uśmiechem: – Buduję katedrę. Obaj robili to samo. Ale jeden widział tylko trud. A drugi widział sens. Tak samo jest z naszym życiem. Jeśli człowiek żyje tylko obowiązkami — gwałtownie się zmęczy. Ale jeżeli odkryje, iż jego życie ma sens w Bogu, wtedy choćby codzienny trud nabiera euforii i światła.

Ponadto Święci zostawiają nam bardzo konkretne wskazówki jak odzyskać radość?.

Święty Filip Neri mówi:

  • módl się codziennie,
  • zachowaj poczucie humoru,
  • nie obrażaj się łatwo,
  • czyń dobro po cichu,
  • nie bierz siebie zawsze tak bardzo serio.

A Święty Franciszek przypomina:

  • żyj prościej,
  • ucz się wdzięczności,
  • przebaczaj,
  • szanuj stworzenie,
  • pomagaj ubogim,
  • zatrzymuj się, by dostrzec dobro.

I jeszcze jedna ważna rzecz: radość trzeba wybierać każdego dnia. Nie zawsze pojawi się sama. Czasem trzeba powiedzieć: „Panie Boże, dziś jest trudno, ale nadal chcę Ci ufać.”

… Najgłębsza euforia chrześcijanina rodzi się przy Chrystusie. To dlatego święci tak kochali Eucharystię. Bo wiedzieli, iż człowiek sam z siebie gwałtownie słabnie. Kiedy przychodzimy na Mszę Świętą tylko z obowiązku, wtedy łatwo staje się ona ciężarem. Ale kiedy odkrywamy, iż spotykamy żywego Boga — serce zaczyna się przemieniać. Święci nie byli ludźmi silnymi własną siłą. Oni czerpali siłę od Boga.

św. Filip Neri i św. Franciszek z Asyżu pokazują nam, że świętość nie odbiera człowiekowi euforii — ona ją pogłębia.

Prawdziwa radość:

  • nie zależy od pieniędzy,
  • nie zależy od sukcesu,
  • nie zależy od wygodnego życia.

Prawdziwa radość rodzi się wtedy, gdy człowiek wie: „Nie jestem sam. Bóg jest ze mną.”

Prośmy dziś Boga:

  • o serce pełne pokoju,
  • o wdzięczność za codzienne dobro,
  • o umiejętność dostrzegania piękna życia,
  • i o radość, która prowadzi innych do Chrystusa.

Niech św. Filip Neri uczy nas pogody ducha,
a św. Franciszek z Asyżu prostoty i pokoju serca.

…Kilka słów chciałbym jeszcze skierować do Mam, które dziś przeżywają swoje święto. Dlatego posłużę się tekstem, który jakiś czas temu przeczytałem w Internecie. Pozwólcie iż go teraz odczytam:

„Nazywa się Mama”

Nie dokonała rzeczy wielkich,
ale przez całe życie robiła te najważniejsze.
Gdy była młoda, dźwigała drewno po górskich ścieżkach,
a jej dłonie podtrzymywały codzienność całej rodziny.
Ciepła zupa i znoszone ubranie zszywane wiele razy —
to był jej sposób na okazywanie miłości. Zawsze po cichu.
Nie znała słów takich jak „marzenia” czy „wolność”,
znała tylko pytania: „Czy moje dziecko nie jest głodne?”, „Czy mu ciepło?”.
To, co dla innych było zwyczajne,
dla niej było wszystkim.
Czas zostawił śnieg w jej włosach,
a w zmarszczkach zapisał troskę.
Nigdy nie prosiła o nic w zamian —
nawet gdy odchodziłeś, ona wciąż czekała w tym samym miejscu.
Oddała ci to, co miała najcenniejszego,
a ciężar i zmęczenie ukrywała w ciszy.
Nazywa się Mama.
Nigdy nie żyła dla siebie,
ale była twoim ciepłem i oparciem przez całe życie.
Nie zapominaj o niej —
nie tylko w Dniu Matki zasługuje na pamięć.
Póki jeszcze jest, wracaj do niej.
Czasem wystarczy jedno zdanie:
„Mamo, wróciłem”,
by wywołać uśmiech… i łzy.

Drogie Mamy z okazji waszego święta życzę wam Bożego Błogosławieństwa i wielu łask Bożych i zdrowia na każdy dzień życia i przede wszystkim wiele euforii z dzieci i także euforii na co dzień w waszych rodzinach, czego wam i sobie życzę. Amen

Galeria fotografii z uroczystości odpustowej
foto: Marek Cieszkowski
ZOBACZ↓

Pielgrzymka do 7. kościołów
foto: Witold Stachnik
ZOBACZ↓

Rajd ze św. Filipem po Beskidzie Sądeckim
ZOBACZ↓

Idź do oryginalnego materiału