Święto 15 sierpnia to dla Polaków nie tylko uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, ale także historyczna rocznica „Cudu nad Wisłą”. Przeczytaj wyjątkowe rozważanie kardynała Roberta Sarah wygłoszone podczas Mszy Świętej na Ergo Arenie w Gdańsku 15 sierpnia 2026, które łączy teologiczną głębię Apokalipsy z pamięcią o bohaterstwie księdza Ignacego Skorupki. To tekst, który stawia trudne pytania o naszą dzisiejszą wolność, wiarę i postęp techniczny próbujący wyprzeć ze świata sacrum.
Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl
Źródło: EWTN PolskaPhoto credit: EWTN Polska/Anna Pietrus-Sionko
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Drodzy bracia i siostry,
Jestem wdzięczny Panu za cenny dar przewodniczenia tej uroczystej eucharystii w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, czułej Matki każdego wierzącego. Została Ona wybranej przez Boga, by otworzyć nam nową drogę do nieba, gdzie króluje jako królowa, ukoronowana dwunastoma gwiazdami – dokładnie tak, jak głosi Księga Apokalipsy, której fragment wysłuchaliśmy w pierwszym czytaniu, a także w antyfonie na wejście tej uroczystej Mszy Świętej, którą dziś celebrujemy w łączności z całym Kościołem:
„… wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. […] I ukazał się inny znak na niebie: oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów – a na głowach jego siedem diademów” (Ap 12, 1.3).
Apokalipsa rozdziera niebo historii, gdzie ścierają się dobro i zło: z jednej strony: Niewiasta i Syn, z drugiej ognisty, ukoronowany smok. Chrześcijańska lektura dostrzegła na tych kartach Maryję Dziewicę, obraz Kościoła, i Chrystusa. Maryja i Chrystus, głęboko ze sobą zjednoczeni, są najwyższym znakiem dobra i zbawienia. Po drugiej stronie znajduje się smok, potworny symbol okrucieństwa i przemocy; jest czerwony jak krew, którą przelewa, upojony władzą, jaką reprezentują ukoronowane głowy.
Maryja wraz z Jezusem są rzeczywistością, która zbawia świat. Na początku historii Adam i Ewa zostali pokonani przez Złego; w pełni czasów nowy Adam i nowa Ewa ostatecznie pokonują wroga. Tak, wraz ze zwycięstwem Jezusa nad złem, pokonana zostaje również śmierć wewnętrzna i fizyczna. A na horyzoncie historii zarysowują się Zmartwychwstanie Syna i Wniebowzięcie Matki.
Drodzy bracia i siostry z Polski,
tę kartę Apokalipsy nosicie zapisaną także w waszej historii. 15 sierpnia to dla was nie tylko data w kalendarzu liturgicznym. Ponad wiek temu, w tych samych dniach, wasz naród dopiero co zmartwychwstał: po stu dwudziestu trzech latach zaborów powrócił do istnienia w 1918 roku, a niespełna dwa lata później musiał już walczyć, by nie stracić tego, na co czekał przez ponad sto lat.
Ze wschodu nadciągała rewolucja, która nie zamierzała zatrzymać się na Warszawie: wasza stolica nie była tylko miastem do zdobycia, była bramą, a za tą bramą znajdowała się Europa. Ewangelia zabrania nam odczłowieczać choćby wroga, i wielu z tamtych żołnierzy (armii czerwonej) było ludźmi porwanymi przez machinę dziejową większą od nich samych. Jednak ideologia, która ich popychała, niosła w sobie głęboką wrogość wobec Boga, co kolejne dziesięciolecia miały ukazać milionom wiernych: zamykane kościoły, prześladowani kapłani, niezliczeni męczennicy. Ognisty smok z Apokalipsy nie jest abstrakcyjną figurą: narody, które poznały prześladowania, potrafią rozpoznać jego oblicze.
Apostoł Paweł pisze w drugim czytaniu:
„Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1 Kor 15, 21-22).
Wzięcie do nieba Maryi z duszą i ciałem mówi nam o naszej przyszłości: my również będziemy z ciałem i duszą u boku Pana.
Wraz z dzisiejszym świętem rozpoczyna się pełne zwycięstwo zmartwychwstania, rozpoczynają się nowe niebo i nowa ziemia, zapowiedziane w Apokalipsie.
Można powiedzieć, iż 15 sierpnia to w pełnym tego słowa znaczeniu święto Matki Bożej, święto, w którym kontemplujemy wspaniały sposób, w jaki Maryja zostaje otoczona chwałą przez Pana. Jest to święto wywyższenia Maryi Dziewicy, a zarazem Jej człowieczeństwa – już nie jako znaku słabości, ale jako możliwości wiernego przylgnięcia do planu miłości i zbawienia Pana. W tę uroczystość Maryja jaśnieje w niebie i w oczach każdego człowieka, który patrzy na Nią jako na nową drogę nadziei w swojej własnej ludzkiej wędrówce ku ostatecznemu szczęściu. Dzięki Maryi człowiek uświadamia sobie, iż jego życie jest stworzone do chwały, iż przeznaczenie Matki Bożej może stać się również jego udziałem. Stanie się tak, jeżeli tylko pozwoli się prowadzić przez posłuszeństwo Woli Bożej z taką samą pokorą jak Maryja, pragnąc wypowiadać – tak jak Ona – to codzienne „oto jestem”, które pozwala obecności Pana zapanować nad wszystkim, działać w naszym życiu i kosztować owoców łaski.
Wniebowzięcie Maryi musi stać się naszym codziennym horyzontem, punktem, w który nieustannie się wpatrujemy, i z którego wyruszamy na nowo, zwłaszcza w okolicznościach trudnych i szczególnie uciążliwych. jeżeli pragniemy uczestniczyć w chwale Matki Bożej, musimy powierzyć w Ręce Boga nasze ubogie życie, tak jak zrobiła to Ona. Bożej chwały nie osiąga się jedynie ludzkim wysiłkiem, ale ufnym powierzeniem własnego człowieczeństwa w świadomości, iż sami z siebie nie możemy przynieść owocu, jak przypomina nam Jezus: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5).
Tylko w jedności z Panem Jezusem człowiek może kosztować obfitych owoców dobra. Zdany tylko na siebie, człowiek ryzykuje, iż się zagubi i runie w otchłań pychy oraz rozpaczy, przygnieciony własnymi, iluzorycznymi myślami, iż może być szczęśliwy wyłącznie o własnych siłach.
To powierzenie się, na waszej ziemi, miało konkretne oblicza… Myślę o księdzu Ignacym Skorupce, kapelanie wojskowym, trzydziestojednoletnim, który 14 sierpnia 1920 roku pod Ossowem zginął w samym środku walk, u boku młodziutkich ochotników, którym towarzyszył. Nie miał strategii zdolnej ocalić Warszawę. Miał krzyż. I ten krzyż mówił tym chłopcom to, czego nie mógłby im powiedzieć żaden rozkaz wojskowy: wasze życie ma większy sens niż wasz strach. Pasterz był przy swoim stadzie w godzinie niebezpieczeństwa, a w tej obecności jest coś głęboko ewangelicznego.
Nikt w tamtych dniach nie myślał, iż modlitwa zwalnia z walki. Wiara chrześcijańska nigdy nie oznaczała biernego czekania, aż Bóg zrobi za nas to, o co nas prosi. Żołnierze walczyli, rodziny oddawały swoich synów, kapłani trwali przy mężczyznach wyruszających na front — a Polska się modliła. Odmawiano różaniec, a potem szło się bronić Warszawy; klękano przed ikoną Jasnogórską, a potem wracano do okopów. To dokładnie to, czego Maryja uczy w Kanie. Ona nie mówi „nie róbcie nic”, mówi: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5).
Zawierzenie Matce Bożej nigdy nie zwalniało narodu z jego własnej odpowiedzialności: dawało mu powód, by się nie poddawać, gdy strach podszeptywał ucieczkę. Zresztą Opatrzność nie konkuruje z ludzką inteligencją: Bóg może działać przez odwagę żołnierza, kunszt dowódcy, ofiarę kapłana, wierność matki i modlitwę całego narodu.
Z jednej strony postęp naukowy niewątpliwie pokazał człowiekowi, iż jego życie może aspirować do wyższej jakości i dłuższej perspektywy. Z drugiej jednak strony wyłania się niewiadoma w postaci rezultatów, które nie zawsze są pozytywne, ale bywają zagrożone nieustannymi porażkami. Ponadto, w poszukiwaniu szczęśliwej drogi wolnej od bólu, cierpienia oraz szczególnych udręk i trudów, człowiek stracił z oczu perspektywę Bożej chwały. A tę można osiągnąć jedynie ścieżką wytyczoną przez Jezusa: poprzez cierpienie krzyża – nie traktowanego już jako trywialne narzędzie bólu, ale jako droga prowadząca do zmartwychwstania. Tymczasem człowiek, korzystając z pomocy techniki, nie tylko odłącza się od Pana, ale jest wręcz przekonany, iż może się bez Niego obejść. Wierzy, iż uda mu się stworzyć nie tylko zwykłego nadczłowieka, ale człowieka nieśmiertelnego, niezwyciężonego, zdolnego do samowystarczalności i samostanowienia.
Idąc tym tropem, współczesny człowiek zatracił sens sacrum, a przez to jego życie zmierza ku nicości, pogrążając się w nowym pogaństwie. Nie odczuwa już w nim potrzeby spoglądania na Boga, który daje nam życie i sprawia, iż w każdej chwili bije nasze serce. Przeciwnie – jego wzrok jest zwrócony tylko na siebie samego, co prowadzi człowieka do uznania siebie za własnego boga i, w konsekwencji, za źródło swojej własnej euforii i szczęścia. Unieważniając zatem sens sacrum, unieważnia się obecność Pana. W efekcie nie ma już jednego Boga, który oddał za nas życie na krzyżu, ale pojawia się wielu bożków, tak jak w przeszłości. Przybierają oni oblicza rozmaitych odkryć naukowych i obiecują dać człowiekowi dobrobyt, spokój i pełnię szczęścia – czego w rzeczywistości nigdy nie będą w stanie ofiarować.
I właśnie w tym miejscu pamięć o 1920 roku stawia dziś Polsce kolejne pytanie: co robisz z wolnością, która została ci darowana? Wolność nigdy nie jest zdobyta raz na zawsze. Można stracić kraj pod nawałem obcej armii, ale można też stracić wewnętrznie to, o co walczyły poprzednie pokolenia. Naród może zachować swoje granice i zapomnieć o własnej duszy: i to być może najbardziej ciche ze wszystkich niebezpieczeństw. Ci, którzy bronili Warszawy, mieli za sobą sto dwadzieścia trzy lata niewoli, a przed sobą dzieci, którym chcieli zostawić wolną ojczyznę. A my, co chcemy przekazać? Naród nie żyje samym chlebem: żyje także pamięcią, wiernością, rodziną, prawdą i wiarą, ale przede wszystkim: „każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4, 4).
Dzisiejsze święto przypomina nam, iż zostaliśmy stworzeni do nieba i iż droga do niego została nam ofiarowana przez Boga za pośrednictwem Maryi. Więc to nie człowiek, dzięki własnych środków może wytyczyć sobie drogę do szczęścia; można to osiągnąć jedynie poprzez przylgnięcie do Bożego planu i pozwolenie, by prowadziło nas czułe spojrzenie Najświętszej Maryi Panny. Dogmat o Wniebowzięciu, na który kierujemy dziś nasz wzrok, potwierdza, iż w dniu ostatecznym, podczas Paruzji, nasze ciało połączy się z naszą duszą, zostanie przyobleczone w nieśmiertelność, czystość i piękno, i wejdzie do wiecznego Królestwa Bożego, na wzór Najświętszej Maryi Panny.
To wejście do chwały ciała Niepokalanie Poczętej, Matki Naszego Pana Jezusa Chrystusa, ukazuje fundament godności naszej osoby, każdej osoby ludzkiej – w tym małego dziecka w łonie matki, osoby starszej przykutej do łóżka czy niepełnosprawnej. Ukazuje w szczególności godność naszego ciała, które musimy szanować i otaczać czcią, ponieważ jest ono powołane do zmartwychwstania. Apostoł Paweł wyraża to wspaniałe objawienie, mówiąc, iż nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego, otrzymanego na chrzcie – tego samego Ducha Świętego, który ukształtował Słowo Boże, Chrystusa, naszego Zbawiciela, w przeczystym i dziewiczym Ciele Matki Bożej.
Dziś objawia się nam, iż Matka Boża weszła do chwały nieba nie tylko ze swoją duszą, ale także ze swoim ciałem. To właśnie to samo ciało pospieszyło w góry Judei, aby odwiedzić swą krewną, świętą Elżbietę, która – jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii – pełna Ducha Świętego, wydała okrzyk: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1, 42). Maryja Dziewica, prowadzona przez Ducha Świętego, otworzyła swoje serce na miłość względem starszej krewnej, ucząc nas troski o tych, którzy są w potrzebie. Troska Maryi musi stać się troską każdego chrześcijanina i każdego człowieka, w pełni świadomego, iż ożywiane miłością ludzkie życie rozkwita i ukazuje swój prawdziwy blask. To przez miłość uobecnia się Pan; co więcej, poprzez gesty miłości okazywane potrzebującemu bratu, kochamy i służymy samemu Bogu.
Dzięki Maryi możemy uświadomić sobie, iż miłość do Boga prowadzi przez drogę służby braciom. W tej służbie miłosierdzia obecność Boga staje się wyczuwalna i namacalna, pozwalając naszemu sercu zasmakować bezgranicznego szczęścia.
Dlatego, drodzy bracia i siostry, Kościół nie świętuje dziś potęgi wojska: świętuje Maryję wziętą do nieba, przypominając nam w ten sposób, iż żadne ziemskie zwycięstwo nie jest nigdy zwycięstwem ostatecznym. Wszystkie imperia przemijają. Wszystkie ideologie przemijają. Zmieniają się granice, znikają możni tego świata. Bóg pozostaje! I pozostaje z nami Ta, którą od wieków nazywacie waszą Królową: ta Dziewica z Jasnej Góry, która niesie Dzieciątko Jezus i której oblicze naznaczone jest bliznami, ponieważ matka nie przechodzi przez historię swoich dzieci, nie odnosząc ran. Pod Jej obronę uciekamy się, dziś tak samo jak wtedy.
Podsumowując, w tę uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w której uprzedzone zostało nasze zmartwychwstanie, prośmy Pana, by wspierał rozwój Kościoła swojego Syna, Jezusa Chrystusa. Prośmy, aby żadne z jego dzieci nie straciło nadziei na osiągnięcie szczęścia w Raju, gdzie Maryja wyprzedza nas jako Królowa aniołów i świętych.
Dziękuję Wam z całego serca za cierpliwe wysłuchanie i po ojcowsku Wam błogosławię. Amen!
ZOBACZ RÓWNIEŻ:

1 godzina temu















