Katolicyzm rzymski czy… talmudyczny?
Dlaczego nie powinniśmy wpadać w religijny rygoryzm
Filip Obara pch/katolicyzm-rzymski-czy-talmudyczny

(Oprac. PCh24.pl)
Dlaczego się umartwiamy i czy Pan Bóg chce, byśmy byli smętni i stronili od przyjemności życia? Zaskakującej odpowiedzi na to pytanie udziela natchniony autor Księgi Koheleta.
Księga Koheleta (w Biblii Wujka zwana Księgą Eklezjastesa) kojarzy nam się głównie ze słowami marność nad marnościami i wszystko marność. choćby w szkole kładzie nam się do głowy wykład o „motywie wanitatywnym”. Tymczasem, gdy wczytamy się nie tylko w pierwszy wers, przekonamy się, iż pojawia się motyw zgoła zaskakujący i bynajmniej nie wanitatywny.
Przez pół księgi autor faktycznie buduje narrację o marności. Ale gdy wskaże już, jak ulotne (pozbawione wartości trwania wobec wieczności Boga) są sprawy tego świata, wprowadza element swoistej kontry. Okazuje się, iż jednak jest coś pod słońcem, co jest „udziałem” człowieka i choć samo również jest marnością, to jednak warto z tego korzystać. Przetoż to zdało mi być się dobre, aby człowiek jadł i pił, i używał wesela z pracy swej, którą sam pracował pod słońcem, w liczbie dni żywota swego, które mu Bóg dał: i to jest dział jego. I każdemu człowiekowi, któremu Bóg dał bogactwa i majętności, i moc mu dał, aby jadł z nich, i używał cząstki swojej, i weselił się z pracej swojej: toć jest dar Boży. Bo kilka będzie pamiętał dni żywota swego, iż Bóg zabawił rozkoszami serce jego – czytamy (5, 17-19).
Retorycznie zabieg genialny! I wyłania się z niego pytanie: Czy faktycznie proste euforii życia jako nagroda za pracę (wypełnianie obowiązków stanu) człowieka sprawiedliwego są jedyną rzeczą, która wymyka się ulotnej mgle ludzkiej marności?
Niesłychanie interesujący jest fakt, iż w pierwszych wiekach o księgę tę toczył się spór. Niektórzy wątpili czy należy traktować ją jako kanoniczną właśnie przez wzgląd na jej „epikurejską” (jak zarzucano) afirmację uciech życia. Niemniej, Kościół uznał ją za pełnoprawną część Starego Testamentu, a cytaty z niej pojawiają się już u pisarzy kościelnych z II i III wieku. Ten spór potwierdzałby tezę, iż księga Eklezjastesa faktycznie pochwala proste uciechy życia.
Dalej czytamy: Idźże tedy a jedz chleb swój z weselem, a pij wino swe z radością: bo się uczynki twoje Bogu podobają. Na każdy czas niech będą białe szaty twoje a olejek niechaj nie schodzi z głowy twojej. Zażywaj żywota z żoną, którą miłujesz, po wszytkie dni żywota niestateczności twojej, któreć dane są pod słońcem przez wszytek czas marności twojej: bo to jest dział w żywocie i w pracej twej, którą pracujesz pod słońcem (9, 7-9).
Ciekawej analizy tych słów dokonuje św. Hieronim w swoim komentarzu do księgi Eklezjastesa. Po pierwsze, uważa on, iż słowa te należy rozumieć tak: skoro wszystko jest marnością i nic nie zabierzemy na tamten świat, to jedynym, co nam tu pozostaje są proste euforii życia. Po drugie czyni pewne zastrzeżenia. Proponuje alternatywne ujęcie, aby lepiej oddać myśl natchnionego autora: cokolwiek czynisz radując się, czyń to na chwałę Bożą. Jest jasne, iż ta radość, tym bardziej, gdy mówimy o wzmacnianiu jej „używkami” spełnia się w określonych warunkach moralnych (Hieronim przypomina: pij wino z ostrożnością). Ponadto, Ojciec Kościoła wskazuje, iż euforia nie bierze się „znikąd”. Prowadzi do niej duch uniżony przed Bogiem, a wręcz pokutujący. I dodaje: przestrzegaj przykazań, a otrzymasz mądrość od Pana, ale kto pożywa chleb i pije wino, nie przestrzegając przykazań, nadużywa darów Bożych.
Mamy jeszcze taki fragment: Weselże się tedy, młodzieńcze, w młodości twojej a niech zażyje dobrego serce twe we dni młodości twojej i chodź drogami serca twego i według wejrzenia oczu twoich: ale wiedz, iż za to wszytko przywiedzie cię Bóg na sąd. Oddal gniew od serca twego i odrzuć złość od ciała twego. Bo młodość i rozkosz są rzeczy marne (11, 9-10). Niestety Hieronim nie komentuje go, a wydaje się on szczególnie wymowny w kontekście euforii życia. Eklezjastes zdaje się tu sugerować, iż powinniśmy nie tamować popędów naszej natury, choć w domyśle wiemy, iż mają się one realizować w sposób moralny i celowy.
Niemniej, euforia (ta prosta, codzienna, przyrodzona) była obecna i w życiu Pana Jezusa i w historii Kościoła. Krąży na ten temat mnóstwo anegdot, takich jak ta o świętych Teresie z Avila i Janie od Krzyża, którzy siedzieli razem przy stole. Święty wpatrywał się w ogień świecy i widać było, iż przeżywa jakąś mistyczną refleksję, Święta zaś… zajadała się ciastkiem. W końcu zapytała: Czemu nie jesz swojego ciastka? Zatapiam się myślą w ogniu Bożej miłości – brzmiała odpowiedź. Ja wolę rozważać słodycz wiecznej szczęśliwości – odparła Święta, po czym porwała niechciane ciastko swego duchowego przyjaciela.
Przytoczę jeszcze jedną. Rzym, o. Jacek Woroniecki (najwybitniejszy polski tomista) leży w Rzymie złożony ciężkimi wrzodami na nogach i odwiedza go inny, francuski tomista, o. Reginald Garrigou-Lagrange. Wywiązał się następujący dialog (który przytacza obecny tam o. Józef Maria Bocheński):
– A co szewc u ojca robi? (Zagadnął Francuz)
– Ano, rany mi opatruje. (Odpowiedział o. Woroniecki)
– Szewc?
– Cóż naturalniejszego? On jest przecież specjalistą od skóry.
– Widzę, iż ojciec nie traci humoru.
– Wolno wszystko stracić tylko nie humor.
– Tak, honor to wielka rzecz.
– Głupstwo ojcze kochany, honor można stracić, ale humoru nie.
– Co ojciec opowiada! Niby dlaczego?
– Dlatego, drogi ojcze, iż honor jest podporządkowany cnocie mocy, należącej do etyki naturalnej, podczas gdy humor, radość, jest według św. Pawła owocem miłości, cnoty teologicznej bez porównania wyższej.
Zarówno euforia (której nienawidzi szatan, będąc do niej niezdolnym i wiedząc, iż Bóg sam jest radością), jak i jej rodzinne i społeczne wyrazy oraz atrybuty (takie jak alkohol, będący dziełem natury i pracy rąk ludzkich) są wpisane w historię Kościoła. Wszak to właśnie mnisi rozmaitych reguł przyczynili się do rozwoju winiarstwa, browarnictwa, a choćby produkcji whisky, zaś święci duchowni, a choćby papieże nie stronili nieraz i od alkoholu i od tytoniu, co nigdy nie stanowiło przeszkody w procesach kanonizacyjnych – używając oczywiście tych dóbr zgodnie z cnotą umiarkowania.
Czyli co adekwatnie nie jest marnością? Gorliwe wypełnianie obowiązków stanu i czerpanie euforii z życia rodzinnego i z owoców pracy. To jest życie chrześcijanina.
Tak jest zbudowana księga Eklezjastesa i nie bez powodu pochwała życia następuje w niej po długiej tyradzie na marność tegoż samego życia. Taka też – można powiedzieć – jest wymowa Wielkiego Postu: pokuta nie jest celem samym w sobie, ale ma unieść duszę do Boga, gdzie w naturalnej kolei rzeczy odnajduje ona radość.
Rzymski czy… żydowski?
Od dłuższego czasu zastanawiam się, skąd bierze się wśród katolików skłonność do popadania w rygoryzm i mniej lub bardziej bezpośrednie przekonanie, iż uciechy życia są domeną jakiegoś światowego hedonizmu, a nie naturalną dla człowieka czynnością, podczas której może chwalić swego Stwórcę, świętować ważne chwile i regenerować siły do dalszych trudów.
Intuicja – wsparta przez lekturę ważnego eseju Rémi Brague’a Europa. Droga rzymska – podpowiada mi, iż chodzi o napięcie pomiędzy nurtem „hebrajskim” (ze skłonnością do tłumaczenia wszystkiego religią), a „hellenistycznym” (polegającym na opieraniu się przede wszystkim na rozumie i porządku naturalnym, dla których objawienie jest niejako uzupełnieniem – ten nurt w dużej mierze przyswoiło później chrześcijaństwo na bazie filozofii Arystotelesa). Przyznam, iż zdecydowanie bliższy jest mi ten drugi. Nie wszystko jest bowiem potrzeba tłumaczyć religią, ale pewne rzeczy po prostu płyną z natury, której Stwórcą i Prawodawcą jest ten sam Bóg, który dał nam objawienie pozytywne.
Brague wyszczególnia te dwa nurty i zwraca uwagę, iż ten drugi – oparty na dziedzictwie greckim – został zaadoptowany przez Rzym. Doświadczenie rzymskie, jak dowodzi francuski filozof, jest konstytutywne dla naszej tożsamości kulturowej, a choćby religijnej. Oznacza ono zdolność do przejęcia tego, co dawne i nadaniu temu waloru nowości. W tym sensie myśl Greków stała się udziałem Rzymian. W tym sensie katolicyzm stał się rzymski, ponieważ dzieło założenia i wzrostu Kościoła spełniło się w określonym krajobrazie kulturowym.
Zwróćmy uwagę, iż praktycznie cała Suma Teologiczna w zagadnieniach moralnych bazuje głównie na rozumnym rozpoznaniu rzeczywistości i na filozofii realistycznej. W tym sensie nie potrzebujemy cytatów z Pisma Świętego, by moralnie uzasadnić korzystanie z euforii życia, natomiast Księga Eklezjastesa jest takim głosem i niejako legitymizuje, potwierdza autorytetem Słowa Bożego to, co odczytujemy z natury. Można być wręcz powiedzieć, iż księga ta jest swoistym błogosławieństwem dla radości, jaką czerpią z życia ci, którzy są czystego sumienia. Tu w pamięci stają nieśmiertelne strofy Mistrza z Czarnolasu:
Ale to grunt wesela prawego,
Kiedy człowiek sumnienia całego.
Wracając do Księgi Eklezjastesa, o przeciwstawności żydowskiej i greckiej recepcji tego tekstu pisał ks. Marek Starowieyski (w artykule Księga Eklezjastesa w starożytności chrześcijańskiej). Autor zauważył, iż „egzystencjalna i uniwersalna tematyka tej księgi znajdowała większy oddźwięk w społeczeństwie hellenistycznym niż mogły znaleźć inne, bardziej przepojone duchem hebrajskim, księgi Starego Testamentu”.
Czy jesteśmy spadkobiercami dziedzictwa hebrajskiego czy rzymskiego? Kulturowo i religijnie jesteśmy Rzymianami (jak pisał Norwid, iż go Rzym nazwał człekiem) i tą drogą dziedziczymy spuściznę grecką. Przekazuje nam ją św. Tomasz i nie bez znaczenia jest fakt, iż metoda jego dowodzenia jest rozumowa, a nie religijna.
Co najważniejsze, mam wrażenie, iż te dwie recepcje – żydowska i rzymska – wciąż spierają się ze sobą i to również w Polsce. Żydzi przed przyjściem Chrystusa byli rzuceni w morze pogaństwa i nie posiadali sakramentów, w których znaleźliby łatwy dostęp do przebaczenia grzechów i pomnożenia łaski Bożej. Dlatego musieli zorganizować sobie życie zgodnie z Prawem (Zakonem) religijnym, które porządkowało każdą jego dziedzinę. Ale po przyjściu Mesjasza zmienił się charakter religii objawionej. Przestała ona być wsobna w wymiarze społecznym. Stała się misyjna, a chrześcijanie zaczęli przenikać do pogańskiego społeczeństwa.
W pewnym uproszczeniu: żydostwo to plemienność i sztywne trzymanie się reguł. Rzymskość to światło rozumu i otwartość umysłu. Żydostwo to wrogość wobec świata zewnętrznego. Rzymskość to znacznie bardziej zniuansowane postrzeganie tego świata. Można choćby powiedzieć, iż żydostwo to lęk przed światem, podczas gdy rzymskość – to ciekawość świata, choćby przy całej świadomości tego, jak jest marny i zwodniczy. Mówiąc psychologicznie: żydostwo jest bardziej behawioralne, podczas gdy rzymskość to przede wszystkim praca na świadomości. W tym sensie, kiedy żydostwo odwraca oblicze i mówi „do tego zjawiska się nie zbliżam, bo jest złe”, to rzymskość odważnie podejmuje temat i dokonuje jego analizy w duchu prawdy.
Owa żydowska postawa wobec świata (i wobec samej moralności, objawiająca się rygoryzmem) jest obecna w dzisiejszym katolicyzmie i to zarówno w „konserwatywnym novusie”, jak i w nurcie „tradycjonalistycznym”.
Pytanie, czy chrześcijaństwo jako takie jest rygorystyczne? Wydaje się, iż tak, choć odpowiedziałbym inaczej: ono jest ostrożne. Ma bowiem świadomość odpowiedzialności. Kościół w swojej mądrości, wie, iż o ile zbyt lekko podejdzie do rzeczy, których można nadużyć, to przyłoży rękę do ich niewłaściwego użycia. Dlatego mamy nieraz wrażenie pewnej zachowawczości w podejściu do spraw moralnych czy politycznych.
Niemniej, świadomość skutków grzechu pierworodnego i zła tego świata nie powinna rodzić w nas postawy eskapistycznego zasklepienia się w rygoryzmie. Celem naszego życia jest szczęście, na płaszczyźnie naturalnej, jak i nadprzyrodzonej. I o ile to osiąganie tego, co wydaje nam się szczęście nie stoi na drodze do moralnego postępowania i do zbawienia, to Pan Bóg chce udzielić nam szczęśliwości (przedsmaku) już na tym świecie, a uciechy życia są tą przyjemnością, która ma nas motywować do dalszej walki.
Filip Obara