Giedroyc, niechętnie podporządkowujący się wyrokom losu i usiłujący unikać roli pasażera własnego przeznaczenia, nie był skłonny akceptować trwania „Kultury” w formule wielotematycznego magazynu.
Fragment wstępu do książki „Listy 1949-1951”, tomu korespondencji Jerzego Giedroycia i Józefa Czapskiego, nowości Wydawnictwa Więź oraz Instytutu Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską.
Uporawszy się z trudnościami spowodowanymi przeniesieniem Instytutu Literackiego z Rzymu do Maisons‑Laffitte, Jerzy Giedroyc nie znalazł się w położeniu dającym powody do uzasadnionego optymizmu. „Kultura” zdobywała wprawdzie wymiar pisma przewyższającego poziomem inne ukazujące się poza krajem, zwracając uwagę swoją indywidualnością, ale nie towarzyszyło temu poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.
Na domiar złego kwestie natury materialnej nie były jedynym powodem trosk Redaktora. Sprawą wymagającą pilnego rozstrzygnięcia był charakter „Kultury”, przesądzający pełnione przez pismo funkcje. Giedroyc, niechętnie podporządkowujący się wyrokom losu i usiłujący unikać roli pasażera własnego przeznaczenia, nie był skłonny akceptować trwania „Kultury” w formule wielotematycznego magazynu. choćby wówczas, gdyby jego pismo było „rewią intelektualną”, innymi słowy, gdyby zawsze miało do dyspozycji wybitne teksty najlepszych autorów.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Jeśli „Kultura” miała sprostać swemu powołaniu, musiała być zgoła czymś innym; czymś, co w nowych warunkach przypominać miało zadania stawiane przed „Buntem Młodych” i „Polityką”, pismami, które redagował przed wojną. Potwierdzać aspiracje Giedroycia, który chciał widzieć w „Kulturze” niezależne „biuro studiów”, kierujące gros uwagi ku rozwiązywaniu zagadnień wynikających ze specyfiki „sprawy Polskiej”, ale utrzymujące w przestrzeni chłodnych analiz środowisko międzynarodowe.
Biorąc sprawczy udział w inspirowaniu stanowisk, a choćby tworzeniu doktryn, „Kultura” powinna dochowywać wierności założeniu, iż działanie, czynna polityka uzgodniona z realiami, jest ważniejsze niż koncepcje polityczne. Być pismem pozostającym w kontakcie z kulturą zachodnią, ale nietraktującym politycznych związków Polski z Zachodem jako remedium na zagrożenia, którym podlegała.
Korzystając z przywileju, który dawała obecność w wolnym świecie, „Kultura” mocą obaw Giedroycia skazana była na kontestujący sceptycyzm wobec formuły i stylu działania emigracji politycznej. Zdaniem Redaktora bezradnej wobec wymagań rzeczywistości, zaskakiwanej wypadkami, żyjącej w świecie złudzeń zaludnionym „widmami przeszłości”, tkwiącej w bezpłodnych sporach odbierających zdolność sprostania własnemu powołaniu.
Sensem istnienia „Kultury”, posłannictwem przesądzającym jej tożsamość, musiała być gotowość do stawiania czoła wyzwaniom ewoluującej sytuacji. Dbałość o to, by nie zaprzepaszczać szans stwarzanych przez rozwój wypadków, nie tracić nadziei oraz patrzeć w przeszłość bez przekonania, iż adekwatny wychodźcom odruch nostalgii i towarzysząca jej kompensacyjna mitologia stanowią remedium na współczesność.
Poza zdolnością do obrony nonkonformizmu i odwagą wybiegania w przyszłość, zabiegiem ryzykownym, ale zawsze separowanym od iluzji, zadania stawiane programowi „Kultury” zmuszały Redaktora do pragmatycznej elastyczności. Jej nieodzowność wynikała z żywionego przezeń przekonania o legitymizowanym bieżącą sytuacją polityczną prawie do zmieniania stanowisk przy zachowaniu wierności podstawowym założeniom i celom („polityka i programy to nie są sakramenty”).
Giedroyc miał świadomość, iż pismo reprezentuje wyłącznie siebie, czyli szczupłe grono ludzi o podobnych poglądach i niewielkich wpływach, którym nie pomagało to, że, jak ironizował Józef Czapski, Redaktor nie był ani generałem, ani eksministrem, a on sam, Czapski, jedynie malarzem
Rafał Habielski
Wolna od ulegania mirażom „Kultura” musiała potrafić przekonywać, iż konsekwencja i wierność przekonaniom jest przymiotem weryfikowalnym. Niekiedy – utrudniającym manewr balastem, muszącym ustąpić nieodzownej umiejętności przystosowania się do otoczenia. Walcząc o wielkie sprawy, Giedroyc, niezapominający, iż działania polityczne nie mogą być odrębne od wartości, uznawał za uzasadnione formułowanie projektów możliwych do osiągnięcia, wierząc, iż miarą znaczenia pomysłów politycznych jest przede wszystkim zdolność wcielenia ich w życie.
Dopiero spełnienie tych wymagań sprawiało, iż „Kultura” stałaby się uosobieniem ambicji Redaktora. Zaczynem działania, dostawcą diagnoz, interpretacji, inicjatyw i propozycji układających się w porządek reakcji na konstatowany w kraju i na emigracji deficyt myślenia politycznego. Wykładem wizji Polski, której chciała być zwiastunem.
Nie było to mało i nie było łatwe do osiągnięcia. Giedroyc miał świadomość, iż pismo reprezentuje wyłącznie siebie, czyli szczupłe grono ludzi o podobnych poglądach i niewielkich wpływach, którym nie pomagało to, że, jak ironizował Józef Czapski, Redaktor nie był ani generałem, ani eksministrem, a on sam, Czapski, jedynie malarzem.
Nie zważając na te trudne do przezwyciężenia ułomności, Giedroyc dążył do tego, by oprócz prezentowania wzniosłych wizji „Kultura”, nie bojąc się formułowania tez niepopularnych oraz nie szukając poklasku, wpływała na opinie i postawy. Potrafiła przekonywać czytelnika krajowego i emigracyjnego, uwzględniając różnice w ich położeniu i wynikające stąd niejednakowe oczekiwania.
Zanim pismo przyjęło adekwatności, które przesądzą o jego bezprecedensowości (proces ten przypadnie na przełom lat 40. i 50., do czego przyczynił się Czapski), niezbędne stało się zadbanie o stabilność materialną, zagadnienie na pozór tylko odrębne od spraw programowych.
Od początku 1949 r. listy Redaktora poświęcone położeniu finansowemu „Kultury” zaczęły tchnąć niepokojem. Jakiś czas później uważał za stosowne napomykać o powolnym dogorywaniu Instytutu Literackiego, nie unikając słowa „katastrofa”. W liście do Józefa Wittlina z 22 kwietnia 1949 r. pisał o kończących się wpływach ze sprzedaży książek wydanych w rzymskich latach Instytutu oraz długiej i wyboistej drodze do samowystarczalności „Kultury”, czego warunkiem miało być ok. 3 tys. prenumeratorów (przy 1100 w 1949 r.).
- Jerzy Giedroyc
- Józef Czapski
Listy 1949-1951
Wsparciem dla nakładu „Kultury” nie była z pewnością oferta wydawnicza. O ile w 1947 r. Giedroyc wydał 17 tytułów, to w 1948 r. zdobył się tylko na jeden, a w 1949 r. na cztery. Mniej niż umiarkowane wzięcie, jakim cieszyły się książki Instytutu, dawało pewność, iż wpływy z ich sprzedaży nie przyczynią się do rozwiązania trudności.
Powstrzymanie niebezpiecznego obrotu spraw stawało się zatem pilną koniecznością, a jednym z pierwszych pomysłów, który przyszedł Redaktorowi do głowy, było odwoływanie się do ofiarności potencjalnych fundatorów kolejnych numerów „Kultury”. Oczywistość tego przedsięwzięcia wcale nie oznaczała łatwości wcielenia go w życie. Zarówno w Europie Zachodniej, jak i poza nią w środowiskach polskich do rzadkości należały osoby, organizacje i instytucje dysponujące, poza ochotą wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom Redaktora, wystarczającymi do tego funduszami. Pomimo tego obliczona na szybki efekt metoda ta okazała się najlepsza, głównie z braku innych.
Początki wydawały się obiecujące. Pierwszym indywidualnym donatorem „Kultury” została osoba znakomicie nadająca się do tej roli. Był nią Stefan Zamoyski, spowinowacony z Czartoryskimi (przez żonę, prawnuczkę księcia Adama), współwłaściciel i zarządca Hôtel Lambert, który dał schronienie inicjatywom Czapskiego w okresie tuż powojennym. Gest Zamoyskiego miał znaczenie natury tak symbolicznej, jak materialnej, niemniej okazał się dalece niewystarczający, chyba iż widzieć w nim godną kontynuacji zachętę do kolejnych przejawów ofiarności.
Nic też dziwnego, iż większe oczekiwania Giedroycia wzbudziła sympatia okazywana „Kulturze” przez Witolda Małcużyńskiego. Doświadczający popularności w skali światowej pianista zdecydował się przeznaczyć na rzecz „Kultury” dochód ze swoich paryskich koncertów (17 i 22 października 1949 r.), uświetniających setną rocznicę śmierci Fryderyka Chopina. Dodatkowe źródło dochodów przysporzyć miał wykonany przez Czapskiego rysunkowy portret Małcużyńskiego (w ocenie portretowanego znakomity), opatrzony autografem pianisty i sprzedawany podczas jego kolejnych, europejskich i pozaeuropejskich tournée koncertowych.
Przedsięwzięcie planowane z rozmachem uzasadnianym globalnymi planami Małcużyńskiego, mające za sprawą renomy pianisty przynieść powodzenie „Kulturze”, zakończyło się rezultatem finansowym rozczarowującym Redaktora. Efekty nie były wszelako błahe. Z korespondencji Giedroycia wynika, iż zespół „Kultury” już od września 1949 r. egzystował a conto wpływów z koncertów. Redaktor ujęty gestem Małcużyńskiego dał wyraz swemu uznaniu dziękczynnym tekstem Czapskiego i nie ustawał w wysiłkach zdobycia kolejnych fundatorów.
Zabiegom mającym sprawić, by paryskie występy Małcużyńskiego stały się wydarzeniem wyposażonym w aspekty pozamaterialne (jeden z koncertów miał się odbyć w Hôtel Lambert), towarzyszyły gorączkowe przygotowania do wyjazdu Czapskiego do Kanady i Stanów Zjednoczonych. Powody wyprawy, o której Giedroyc wspomina w korespondencji od czerwca 1949 r., były rozmaite, nie zawsze precyzyjnie i konsekwentnie przedstawiane, co nie zmienia faktu, iż podróż ta miała dla „Kultury” „zasadnicze znaczenie”.
Celem najważniejszym, ale nie jedynym istotnym, było zapewnienie pismu bezpiecznej przyszłości. Wedle wyjaśnień Redaktora złożonych m.in. w „Autobiografii na cztery ręce” Czapski miał do spełnienia powinność wielkiego jałmużnika, z czego wolno wnosić, iż głównym celem wyprawy było szukanie pieniędzy, co – zdaniem Giedroycia – przynieść miało spore efekty, a choćby uratować „Kulturę”.
Współczesna korespondencja zarówno Redaktora, jak i Czapskiego nie potwierdza tych opinii.

2 godzin temu
![Informacje Dnia 22.01.2026 [08.00]](https://img.youtube.com/vi/TQT1kVkNvlA/maxresdefault.jpg)














