Godność do ostatniego tchu

1 godzina temu

Dlaczego prawdziwe miłosierdzie nigdy nie skraca drogi człowieka

Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: opracowanie własne
Photo credit: Photo Credit: EWTN Polska by AI
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

W historii cywilizacji zdarzają się chwile, które wykraczają daleko poza zwykły spór polityczny. Są decyzje, od których zależy nie tylko kształt prawa, ale także odpowiedź na pytanie, kim jest człowiek i jaką wartość ma jego życie. Taką chwilę przeżywa dziś Wielka Brytania. Do Izby Gmin ponownie trafił projekt ustawy o wspomaganym samobójstwie dla osób terminalnie chorych. Zwolennicy mówią o współczuciu, autonomii i prawie wyboru. Kościół przypomina prawdę znacznie głębszą – autentyczne miłosierdzie nigdy nie polega na skracaniu życia, ale na wiernym towarzyszeniu człowiekowi aż do jego naturalnego kresu.

Nie jest przypadkiem, iż właśnie w epoce zachwyconej skutecznością i technologią coraz częściej pojawia się pokusa, aby także śmierć podporządkować procedurom. Człowiek zaczyna być oceniany przez pryzmat swojej sprawności, samodzielności i kosztów, jakie generuje. Kiedy życie przestaje być postrzegane jako dar, a staje się kategorią użyteczności, bardzo łatwo przekroczyć granicę, zza której nie ma już powrotu.

Dlatego Kościół od początku z taką stanowczością sprzeciwia się wszelkim formom wspomaganego samobójstwa. Nie dlatego, iż nie rozumie cierpienia. Przeciwnie – od dwóch tysięcy lat jest obecny przy łóżkach chorych, buduje szpitale, hospicja i domy opieki. Wie jednak coś, o czym współczesny świat coraz częściej zapomina. Cierpienie domaga się miłości, a nie eliminacji cierpiącego.

Brytyjscy biskupi nie kryją głębokiego niepokoju wobec powracającego projektu ustawy. Ostrzegają, iż mimo zapewnień o licznych zabezpieczeniach pozostaje on obciążony poważnym ryzykiem dla osób najbardziej bezbronnych. Zamiast rozwijać opiekę paliatywną i zapewnić każdemu choremu godne warunki przeżywania ostatnich dni, państwo może stworzyć mechanizm, który z czasem zacznie podpowiadać, iż śmierć jest rozwiązaniem prostszym niż troska.

Historia ostatnich lat pokazuje, iż obawy te nie są jedynie teorią. Tam, gdzie otwarto drzwi dla wyjątków, bardzo gwałtownie pojawiały się kolejne wyjątki. To, co miało dotyczyć wyłącznie nielicznych przypadków, obejmowało następne grupy ludzi. Zmieniały się przepisy, ale przede wszystkim zmieniało się społeczne sumienie. Granica, która jeszcze wczoraj wydawała się nieprzekraczalna, po kilku latach przestawała istnieć.

Najbardziej dramatyczna presja nie zawsze wypowiadana jest na głos. Czasem rodzi się w sercu starszego człowieka, który patrzy na zmęczone twarze swoich dzieci. W oczach chorego, który słyszy o rosnących kosztach leczenia. W samotności człowieka przekonanego, iż stał się ciężarem. Nie trzeba nikogo zmuszać. Wystarczy, iż zacznie myśleć, iż jego odejście byłoby dla innych ulgą. Trudno nazwać wolnością decyzję dojrzewającą w takim milczeniu.

Chrześcijaństwo proponuje drogę znacznie trudniejszą, ale jedyną naprawdę ludzką. Nie ucieka od cierpienia. Przynosi obecność. Modlitwę. Czułość. Rozwój medycyny paliatywnej. Hospicja. Dłoń trzymaną do ostatniego tchu. Chrześcijanin nie walczy o życie za wszelką cenę. Walczy o to, aby każda chwila życia była przeżyta z godnością, miłością i nadzieją, iż po drugiej stronie czeka Ojciec. Właśnie tam objawia się prawdziwa wielkość człowieka i dojrzałość całego społeczeństwa.

Święty Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae przypominał, iż „eutanazja jest poważnym naruszeniem prawa Bożego jako moralnie niedopuszczalne dobrowolne zabójstwo osoby ludzkiej” (EV 65). Człowiek nigdy nie przestaje być darem. choćby wtedy, gdy nie potrafi już mówić. choćby wtedy, gdy cierpi. choćby wtedy, gdy świat zaczyna wątpić w sens jego dalszego życia.

Zwolennicy wspomaganego samobójstwa przekonują, iż proponują człowiekowi godną śmierć. Kościół od dwóch tysięcy lat odpowiada inaczej. Godności nie daje śmierć. Godność posiada każdy człowiek od chwili poczęcia aż do naturalnego kresu życia. Nie nadaje jej parlament, nie odbiera choroba i nie może jej unieważnić żadne głosowanie.

Dlatego miarą naszego człowieczeństwa nigdy nie będzie to, jak gwałtownie potrafimy zakończyć czyjeś cierpienie. Prawdziwą miarą będzie to, czy potrafimy zostać przy cierpiącym do końca.

Bo cywilizacja śmierci zawsze pyta, kiedy człowiek przestaje być potrzebny.

Cywilizacja miłości nigdy o to nie pyta.

Siada przy jego łóżku.
Bierze go za rękę.
I cicho szepcze:

„Jesteś kochany.
Jesteś potrzebny.
Jesteś bezcenny.
Do ostatniego tchu.”

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Idź do oryginalnego materiału