Mam nadzieję, iż w opowiadaniu o życiu zakonnym wszystkie siostry i byłe siostry będą miały te same prawa – bez sprowadzania tych, które nie mieszczą się w kluczu, do rangi osób z objawami psychopatologicznymi.
2 lutego 2026 roku, z okazji Dnia Życia Konsekrowanego, opublikowaliśmy list s. Dyzmy skierowany do osób konsekrowanych. Na list odpowiedziała Izabela Mościcka, kierująca Centrum Pomocy Siostrom Zakonnym. Niniejszy tekst stanowi odpowiedź s. Dyzmy.
Zatrzymuję się dziś przy odpowiedzi pani Izabeli Mościckiej na mój list z okazji Dnia Życia Konsekrowanego. To zatrzymanie uruchamia we mnie wiele różnych odczuć, którymi – na tyle, na ile potrafię – chciałabym się podzielić.
Mamy coś wspólnego
Pierwszym, co sprawia mi trudność, jest zrozumienie istoty oporu wobec mojej wypowiedzi. Dlaczego? Ponieważ to, co pani Izabela Mościcka uznaje za przestrzeń, która nas dzieli, ja odczytuję jako doświadczenie wspólne. Autorka w swojej odpowiedzi używa bowiem wprost tych samych określeń, co ja – a miejscami rozwija je w interpretacjach, które są synonimiczne wobec moich. Sens pozostaje ten sam.
WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Pani Izabela pisze o posłuszeństwie: „Chodzi o wszechwładzę wynikającą z posłuszeństwa, które przestaje być ewangeliczne, a staje się narzędziem kontroli”. Ja napisałam: „Ta nieprzyzwoitość to idea posłuszeństwa przekształcona we wszechwładzę”.
O ubóstwie jako mechanizmie poniżenia czytam w tekście pani Izabeli: „Chodzi o przemoc ekonomiczną, w której dorosłe kobiety muszą prosić o pieniądze na podstawowe potrzeby, tłumaczyć się z każdej złotówki i uczyć się, iż zależność jest cnotą”. Ja z kolei wskazałam, iż ubóstwo bywa „zmienione w narzędzie upokorzenia”.
Autorka pisze o czystości: „Chodzi o zniekształconą wizję czystości, w której jakakolwiek potrzeba seksualna zostaje nazwana brudem, słabością albo winą”, a w moim liście pojawia się opis relatywizacji i manipulacji redukującej czystość do „zwykłej teorii, której definicja i jej granice zależą od kontekstu”.
Pani Izabela wspomina także o konieczności nazwania rzeczy po imieniu: „Dlatego dziś uważam, iż czas przestać mówić tylko o rozczarowaniu, a zacząć mówić wprost o przemocy. Czas nazwać rzeczy po imieniu”. Tę samą potrzebę wplotłam w życzenia: „Życzę Ci realizmu, który podpowie, kiedy trzeba strząsnąć proch z sandałów i wyjść, kiedy nazwać rzecz po imieniu (choćby to imię budziło najwyższe obrzydzenie)” – celowo nie nadając temu imienia, aby nie pominąć żadnego rodzaju krzywdy i nie zawęzić pola tylko do wybranych doświadczeń, pozostawiając inne bez prawa do sprzeciwu.
Odpowiedź pani Mościckiej porusza również temat reakcji na usłyszaną lub poznaną krzywdę: „Jeśli mamy być sobie Siostrami i Braćmi, to nie poprzez wspólne znoszenie krzywd w milczeniu, ale poprzez odwagę stanięcia po stronie skrzywdzonych”, co opisałam w ten sposób: „Mam nadzieję, iż był wtedy przy Tobie ktoś, przy kim można było się wypłakać, wyzłościć, wykrzyczeć, bezpiecznie pomilczeć, ochłonąć i… nie ‘zamodlić’ sprawy” oraz: „Czasem wybieramy patetyczność i górnolotne deklamacje, a niekiedy ordynarne i prostackie żarty. Dokonujemy heroicznych działań, poświęcamy się i ryzykujemy dla dobra najmniejszych, ale też odwracamy wzrok od zła, które dzieje się tuż obok”.
- Zbigniew Nosowski
Szare, a piękne
Przyglądam się tym sformułowaniom i zastanawiam się, co się dzieje, iż nie zostają one usłyszane jako wspólne. Dlaczego muszą zostać wypowiedziane raz jeszcze – w tekście pani Izabeli, mającym być uzupełnieniem mojego listu? Po co uzupełniać coś, co już zostało napisane?
Duży obszar doświadczenia mamy wspólny – choćby jeżeli w moich ustach (na mojej klawiaturze) pozostaje on niezauważony. Takie doświadczenie zawsze może stać się przestrzenią dialogu i porozumienia – o ile obie strony uznają je za rzeczywiście wspólne.
Mamy coś osobnego
Jednocześnie nasze doświadczenia pozostają różne. Osobne. Nie doświadczyłam w zakonie tego, czego doświadczyła pani Izabela. Doświadczyłam własnej historii. To, co przeżyłam, nie jest tożsame z doświadczeniem ponad dwustu kobiet, którym – na szczęście – pani Izabela pomogła. Każde doświadczenie jest osobne.
Wiem, iż w zakonach dochodzi do przemocy. Nigdy w żaden sposób tego rodzaju doświadczeń nie zanegowałam. Wiem, iż nie muszę ich opisywać na łamach „Więzi”, gdyż o nich pisano tu już wielokrotnie. Z przejęciem czytałam w ostatnich latach chociażby reportaż Katarzyny Jabłońskiej czy rozmowę Tośki Szewczyk z Doris Reisinger „Przemoc duchowa po katolicku”. Odkryłam też po latach numer „Więzi” z 2004 roku z czołowym tekstem s. Aliny Merdas RSCJ „Zakonnica – rodzaj nijaki”.
Wiem też jednocześnie, iż – Bogu dzięki – opowiadając o własnym doświadczeniu (a redakcja poprosiła mnie właśnie o świadectwo z okazji Dnia Życia Konsekrowanego), nie muszę mówić o przemocy. Mogę powiedzieć prawdę – o rozczarowaniu, ale też o prześwitach dobra.
Znam zakonne historie przepełnione przemocą, krzywdą i cierpieniem – historie, które ktoś z zewnątrz próbował uszlachetnić wyrwanymi z kontekstu fragmentami Pisma Świętego. Te historie mają konkretne twarze i imiona, swoje miejsce w historii połączeń w moim telefonie i ślad w skrzynce mailowej. Dobro nie przykrywa cierpień konkretnych osób – dopóki ktokolwiek doświadcza przemocy, należy jej przeciwdziałać. Każdy w ramach swoich kompetencji.
Zastanawiam się, czy o doświadczeniu życia zakonnego możemy mówić wspólnie – nie tylko deklaratywnie, ale rzeczywiście. Czy możemy opowiadać o doświadczeniach bez potrzeby wzajemnego ich negowania
s. Dyzma
Wiem jednocześnie, zarówno od tych osób, jak i z własnego doświadczenia, iż – przy wielkim dramacie, który się tam dokonał i ogromie jego konsekwencji – to nie jest cała prawda o życiu zakonnym. Tak jak całą prawdą o zakonnym życiu nie jest opowieść o drodze usłanej różami.
Moje świadectwo, wplecione w list do osób konsekrowanych, mieści się w słowie „rozczarowanie”. Jednocześnie te kilkanaście lat – od wstąpienia do zgromadzenia po dzień dzisiejszy – obejmuje całe spektrum doświadczeń. Uczciwość nie pozwala mi ani umniejszać dobra, ani eksponować wyłącznie zła. Nie pozwala mi też na ruch odwrotny – pomniejszanie zła i ekspozycję samego dobra.
Bardzo rozumiem słowa pani Mościckiej: „Moje doświadczenie domaga się innego języka”. Rozumiem je, bo… moje także. Nigdy nie oczekiwałam i nie będę oczekiwać, by autorka opowiadała o swoim doświadczeniu moim językiem. Sama również nie chciałabym musieć spełniać takiego oczekiwania.
Pani Mościcka pisze o sobie: „nie jestem wyjątkiem”. Na szczęście… ja też nie. Są kobiety, które w zakonach doświadczyły przemocy jak pani Izabela. Są też kobiety, które doświadczyły rozczarowania podobnego do mojego.
Redakcja „Więzi” poprosiła mnie z okazji Dnia Życia Konsekrowanego o list – osobistą refleksję o życiu zakonnym, które w moim doświadczeniu nie rozszczepia się na idealne i patologiczne, ale jest znacznie bardziej złożone.
Nie miał to być artykuł analizujący systemowe uwarunkowania, ale opowieść o osobistej drodze. Nie uważam więc, by moim obowiązkiem było ujęcie całej rozciągłości tematu – również tej, która wykracza poza moje doświadczenie.
Kto ma prawo do mojego życia?
Czytam także na Facebooku komentarze dotyczące mojego tekstu, wywołane odpowiedzią pani Izabeli Mościckiej. Czytam o rozmywaniu – jakoby przeze mnie – języka i używaniu go do uzasadniania zniekształcania rzeczywistości. Czytam o „pudrowaniu przemocy Panem Jezusem” (też przeze mnie). Czytam w końcu analizy mojego położenia i rzekomych powodów, dla których publikuję anonimowo. Oraz o tym, kiedy wystąpię ze zgromadzenia.
Czytam i zastanawiam się, czy to wciąż ja. Czy to wciąż o mnie.
Interpretacji mojego życia i intencji dokonują osoby, które nigdy nie patrzyły mi w oczy. Siłą rzeczy, aby figura stała się pełna, w niepoznane miejsca pomiędzy słowami umieszczone zostały zdania opisujące doświadczenia, które ktoś arbitralnie uznał za celowo przemilczane.
- Tośka Szewczyk
Nie umarłam. Od krzywdy do wolności
Oczywiście nikt nikomu nie zabroni komentowania w internecie. Zastanawiam się jednak nad łatwością, z jaką bierze się cudze życie w ręce, wystawia mu oceny i przypisuje motywacje – w imię walki z przemocą. Zastanawiam się nad użyciem języka insynuacji w imię walki o adekwatny język. I nad tym, jakie sytuacje sprawiają, iż ktoś pozwala sobie dopowiadać historie do cudzych biografii.
Czy możemy mówić razem?
Zastanawiam się w końcu nad różnicą między zwykłym uzupełnieniem – które na początku swojego tekstu zapowiada pani Mościcka – a późniejszym zarzutem, iż język, którego używam, rozmywa odpowiedzialność. Czy taki zarzut wciąż mieści się w definicji uzupełnienia? Czy raczej czyni z tekstu – mimo deklaracji – tekst polemiczny? A jeżeli jest to polemika, to dlaczego nie można powiedzieć tego wprost?
Zastanawiam się, czy o doświadczeniu życia zakonnego możemy mówić wspólnie – nie tylko deklaratywnie, ale rzeczywiście. Czy możemy opowiadać o doświadczeniach bez potrzeby wzajemnego ich negowania. Negowanie to widać już w samym tytule odpowiedzi pani Izabeli: wobec mojego „Rozczarowałam się życiem zakonnym” pojawia się „A ja nie”. W porządku. To jednak ustawia nas w antagonizmie. Nie czuję, by było to rzeczywiste wspólne mówienie różnymi doświadczeniami.
Powtarzam: nie neguję przemocy w zgromadzeniach zakonnych. Mój pierwotny tekst jej nie neguje. Wierzę również, iż moje własne doświadczenie nie musi być negowane ani używane jako punkt odbicia. Nie musi być sprowadzane w komentarzach do rangi psychopatologii.
Pani Mościcka pisze o idealizowaniu życia zakonnego oraz o wizji bycia Braćmi i Siostrami poprzez wspólne znoszenie krzywd w milczeniu. Nie zarzuca tego wprost mnie, ale fakt, iż pojawia się to w komentarzu do mojego świadectwa, pozwala uznać, iż jest to reakcja na mój tekst. jeżeli tak – chcę jasno powiedzieć: nie ma tego w moim liście. Z idealizowaniem życia zakonnego ja też się nie zgadzam i wprost o tym pisałam. Skąd to niezrozumienie?
Myślę, iż mogłybyśmy opowiadać o swoich doświadczeniach wspólnie – bez stawiania ich w opozycji. Wspólnie naprawdę, a nie tylko w deklaracjach. Moje doświadczenie życia zakonnego jest ważne i wystarczające – bez uzupełnień. Nie piszę bowiem o całości życia zakonnego, ale o tym, co sama przeżyłam. Doświadczenie pani Izabeli jest ważne i wystarczające – bez uzupełnień. To jej własna historia.
Jeśli pani Mościcka stwierdza, iż „nie pisze z pozycji kogoś, kto chce zniszczyć życie konsekrowane”, pozwala mi to zakładać, iż ma ona również zgodę na… przejawy życia wśród konsekrowanych.
Mam nadzieję, iż w opowiadaniu o życiu zakonnym wszystkie siostry i byłe siostry będą miały te same prawa – bez automatycznego sprowadzania tych, które nie mieszczą się w kluczu danej odpowiedzi, do rangi osób z objawami psychopatologicznymi. Nie jestem produktem przemocowego systemu. Jestem zakonnicą. Tak świadomie wybrałam i świadomie wybór ten każdego dnia potwierdzam. Chciałabym zachować do tego prawo.
W ramach dyskusji przy okazji tegorocznego Dnia Życia Konsekrowanego ukazały się następujące teksty:
s. Dyzma, „Rozczarowałam się, i to dobrze. Zakonnica pisze do osób konsekrowanych”
Izabela Mościcka, „Nie zawiodłam się na życiu zakonnym. Doświadczyłam w nim przemocy”

2 godzin temu







![Dzieci darem Boga i euforią ludzi [MISYJNE DROGI]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2024/04/mid-epa11263801.jpg)








