Zwolnienie popularnej autorki z „Przewodnika Katolickiego” to przykład aktualnej sytuacji polskich mediów kościelnych. Spadająca jakość episkopatu skutkuje obniżaniem się poziomu mediów, których właścicielem jest Kościół instytucjonalny.
Pamiętam do dziś moją straszną wpadkę na pierwszym w moim życiu zebraniu kolegium redakcyjnego miesięcznika „Więź”. Działo się to bodaj na przełomie lat 1988/1989, niedługo przed obradami Okrągłego Stołu. Wcześniej już uczestniczyłem w zebraniach redakcji pod kierownictwem ówczesnego redaktora naczelnego Wojciecha Wieczorka, ale oto po raz pierwszy miałem wystąpić przed dużo szerszym gremium, któremu przewodniczył Tadeusz Mazowiecki. Było to moje pierwsze z nim spotkanie osobiste.
A na dodatek podczas tego zebrania miał być przedstawiony wniosek o przyjęcie mnie do kolegium redakcyjnego. Żeby się jakoś przyzwoicie zaprezentować, ułożyłem sobie w głowie parozdaniową wypowiedź o sobie, ale przede wszystkim o wielkim potencjale „Więzi” jako pisma katolickiego. Pech chciał, iż z tremy pomyliłem się i zamiast o „piśmie katolickim” powiedziałem o „piśmie kościelnym”, wywołując salwy śmiechu zgromadzonych doświadczonych redaktorów. Najadłem się okropnego wstydu, bo przecież właśnie o to mi chodziło, iż jesteśmy środowiskiem katolickim, ale całkowicie niezależnym od instytucji kościelnych.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Już nie pomnę, jak w praktyce wybrnąłem z tej kłopotliwej sytuacji. Z zebrania wychodziłem jednak, jak to się mówi, z tarczą – zostałem przyjęty do grona członków kolegium, więc w sumie wpadka nie okazała się tragiczna w skutkach.
Nie, nie jestem księdzem
Wówczas na całe życie zapamiętałem, iż media katolickie to nie tylko media kościelne. Do dziś niektórzy mają z tym rozróżnieniem kłopot. Zdarzają się osoby (niekiedy bardzo poważne, ale mało zorientowane w sprawach kościelnych), które – wiedząc, iż kieruję pismem katolickim – uważają, iż jestem księdzem (bo przecież inaczej być nie może, ich zdaniem). Wielu, także lepiej zorientowanych, przekonanych jest, iż szef „Więzi” musi jednak bywać u jakiegoś hierarchy i coś z nim uzgadniać. Otóż: nie musi.
Tym właśnie różnią się media katolickie od mediów kościelnych! My w „Więzi” kierujemy się własnymi sumieniami i wydyskutowanym odczytaniem sytuacji, a wydawcą jest w naszym przypadku stowarzyszenie (czyli Towarzystwo „Więź”, którego działalność statutową mogą Państwo wspierać swoimi darowiznami). Możemy się mylić, ale mylimy się na własny rachunek.

W Poznaniu zwyciężył najważniejszy święty Kościoła w Polsce – święty spokój. W tej perspektywie samo stawianie znaków to sianie niepokoju
Zbigniew Nosowski
Media kościelne natomiast są własnością podmiotów kościelnych – kiedyś bezpośrednio, w tej chwili częściej za pośrednictwem różnych spółek czy fundacji, ale ostatecznie właścicielem 100 proc. udziałów i tak jest diecezja czy zakon. Właściciel oczywiście ma swoje prawa i, jak można się domyślać, niezwykle rzadko zdarza się kościelny właściciel samoograniczający się, czyli dający wolną rękę redaktorowi naczelnemu.
Właściciel szczególnie nie lubi być krytykowany. W kapitalizmie nie powinno to dziwić. Który właściciel jakiegokolwiek medium toleruje artykuły czy inne materiały krytyczne o swojej działalności? Nie znam takiego. Sęk w tym, iż zgodnie ze swoją nauką, Kościół nie ma być taki jaki inne podmioty życia społecznego, ale ma być sakramentem zbawienia – zatem również jako właściciel mediów powinien zachowywać się inaczej niż kapitalistyczni przedsiębiorcy. Ale nie zachowuje się inaczej.
Spadająca jakość
I to choćby coraz bardziej nie zachowuje się inaczej. Wynika to z przyspieszonej negatywnej ewolucji, jakiej podlegają, zwłaszcza w ostatniej dekadzie, instytucje hierarchiczne Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. Zwolnienie Moniki Białkowskiej z „Przewodnika Katolickiego” to kolejny przykład pułapek, w jakie wpadły polskie media kościelne.

- Zbigniew Nosowski
Krytyczna wierność
Książka z autografem
Spadająca jakość episkopatu skutkuje bowiem obniżaniem się poziomu mediów, których właścicielem jest Kościół instytucjonalny. Dotyczy to np. Katolickiej Agencji Informacyjnej (działa jako spółka z o.o., należąca do powołanej przez Konferencję Episkopatu Polski w 1993 r. Fundacji na rzecz Wymiany Informacji Katolickiej), która stale boryka się z cenzorskimi zapędami biskupów, a w tej chwili walczy o przetrwanie wobec zamiarów właściciela, dążącego do faktycznego połączenia jej z Biurem Prasowym KEP. Nie inaczej jest z portalem Opoka, należącym do KEP, który w swojej publicystyce stanowczo skręcił w stronę radykalnego konserwatyzmu.
Obniża poziom również Sekcja Polska Vatican News (dawniej: Radio Watykańskie). W 2023 r. przestali nią kierować jezuici, którzy troszczyli się o standardy profesjonalne. w tej chwili szefem polskiej sekcji mediów watykańskich jest ks. Paweł Rytel-Andrianik, w latach 2015–2020 rzecznik KEP. Niestety, równocześnie jest on dyrektorem Centrum Heschela KUL (to instytucja dialogu katolicko-żydowskiego, która powstała w celu zmiany wizerunku lubelskiej uczelni, rozwijająca w tej chwili działalność dzięki olbrzymiej dotacji ministerialnej – 7.717.985 zł, przyznanej w październiku 2023 r., czyli tuż przed końcem rządów PiS). Łączenie dwóch tak różnych funkcji kierowniczych zdecydowanie źle wpływa na poziom Vatican News, w którego informacjach pojawia się w tej chwili m.in. nieproporcjonalnie dużo doniesień o działaniach KUL, a zwłaszcza osobiście rektora uczelni, ks. Mirosława Kalinowskiego.
Na tym tle „Przewodnik Katolicki” świecił w ostatniej dekadzie jasnym światłem. To wydawane w Poznaniu pismo jest najstarszym w Polsce tygodnikiem o tematyce społeczno-religijnej, ze wspaniałą 130-letnią tradycją. W konkurencji z „Gościem Niedzielnym” i „Niedzielą” poznański tygodnik długo jednak zdecydowanie przegrywał i dochodziło do marginalizacji jego znaczenia.
Ewolucja tego pisma w drugiej dekadzie XXI wieku – najpierw pod kierunkiem ks. Mirosława Tykfera, a następnie ks. Wojciecha Nowickiego – była największą pozytywną zmianą w drukowanych polskich mediach kościelnych w tym czasie. „Przewodnik Katolicki” stał się pismem, którego opinie trzeba znać, żeby być na bieżąco z dyskusjami w polskiej katolickiej opinii publicznej.
„Nasze drogi się rozeszły”
Monika Białkowska pracowała w „Przewodniku Katolickim” od 18 lat. Przez cały ten czas była czołową publicystką religijną poznańskiego tygodnika. Pisała, komentowała, analizowała. Dla takiej redakcji osoba jak ona to prawdziwy skarb – to przecież kompetentna teolożka z doktoratem z teologii fundamentalnej, która dysponuje tzw. lekkim piórem. Wielokrotnie gościliśmy ją także na łamach „Więzi” (zapraszamy teraz jeszcze częściej!). Wszystkie jej publikacje na naszych łamach można znaleźć tutaj.
Rozmowa z Moniką Białkowską w podcaście Zbigniew Nosowskiego „Półprzewodnik po nocy ciemnej”
Podczas pandemii Białkowska zaczęła prowadzić internetowy program „Reportaż z wycinków świata”, w którym do dziś dwa razy w tygodniu wieczorami na żywo rozmawia z widzami/słuchaczami/czytelnikami, komentując bieżące wydarzenia z życia Kościoła. Program ten gwałtownie pomógł jej zdobyć popularność i zbudować sporą społeczność oddanych, wspierających ją finansowo, patronów. Najpierw prowadziła „Reportaż…” pod egidą „Przewodnika”, a później już całkowicie na własną rękę.
W roku 2022 Monika zasłużenie została laureatką Nagrody Dziennikarskiej „Ślad” im. bp. Jana Chrapka. Jest także autorką popularnych książek, m.in. „Nawet jeżeli umrę w drodze. Twarzą w twarz z uchodźcami” (wydane poza „światem katolickim”, w komercyjnym wydawnictwie), „Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach” (oparta o rozmowy z byłymi zakonnicami) czy najnowsza „Połamany celibat” (to z kolei historie księży, którzy odeszli z kapłaństwa oraz osób im aktualnie najbliższych). Podejmuje tematy kontrowersyjne, ale jej myślenie nie odbiega od katolickiej ortodoksji, sama wiele razy polemizowała z kościelnymi progresistami.
I oto 28 marca br. Monika Białkowska usłyszała od zarządu spółki Święty Wojciech Dom Medialny: „Musi Pani przyznać, iż nasze drogi się rozeszły”. Spodziewając się, po co ją wezwano, wręczyła rozmówcom długi 20-stronicowy dokument zbierający refleksje słuchaczy „Reportażu z wycinków świata”. Powiedziała, iż podpisze rozwiązanie umowy za porozumieniem stron, jeżeli oni uważnie przeczytają opinie wyrażone w dokumencie. Tak też się stało.
Najważniejszy święty Kościoła w Polsce
Jednoosobowym właścicielem spółki Święty Wojciech Dom Medialny jest metropolita poznański, a od 2014 r. kieruje nią jako prezes zarządu ks. dr Tomasz Siuda, biblista i ekumenista. Informując w internecie o zwolnieniu z „Przewodnika Katolickiego”, Monika Białkowska stanowczo podkreśliła, iż redaktor naczelny pisma, ks. Wojciech Nowicki, stał po jej stronie.
To nie Monika Białkowska szkodzi Kościołowi. To Kościół szkodzi sam sobie, nie potrafiąc znaleźć w swoich strukturach miejsca dla osób takich jako teolożka z Gniezna
Zbigniew Nosowski
W bardzo obszernym dokumencie, jaki otrzymał od zwalnianej redaktorki zarząd poznańskiej spółki kościelnej, znajdują się takie m.in. opinie o „Reportażu z wycinków świata”: „Czuję się tu w samym środku Kościoła”, „Głos Moniki Białkowskiej dociera do ludzi, którzy często do Kościoła już tylko zaglądają lub z nim się pożegnali”, „Moje zniechęcenie Kościołem w Polsce było tak wielkie, iż tylko dzięki temu programowi daję mu jeszcze szansę”, „Tu można odetchnąć Ewangelią”, „Cenię Monikę za to, iż kocha Kościół. Nie «polukrowany». Taki jaki jest. Prawdziwy”, itd. itp.
Autorkom i autorom tych opinii zarząd kościelnej spółki wydawniczej powiedział w istocie: nie interesują nas wasze refleksje, trudności, wahania, problemy. My przede wszystkim chcemy mieć spokój, w imię którego nie należy poruszać pewnych tematów. Wolno nam zwolnić panią redaktor, no to ją zwalniamy. Bo rozeszły się nasze drogi…
Decyzja władz spółki Święty Wojciech Dom Medialny jest oczywiście bolesnym doświadczeniem dla samej Moniki Białkowskiej. Przede wszystkim krzywdzi ona jednak ludzi, którzy tej autorce ufają i cenili fakt, iż jako niezależnie myśląca teolożka była ona publicystką pisma kościelnego. W Poznaniu musiał zwyciężyć najważniejszy święty Kościoła w Polsce – święty spokój. A w tej perspektywie już samo stawianie znaków zapytania czy przedstawianie historii, które inni chcą ukrywać – to sianie niepokoju…
Prasa katolicka = wolność
Mam nadzieję, iż w dłuższej perspektywie Monice krzywda się nie stanie. Wsparcie od jej patronów błyskawicznie wzrosło – i liczebnie, i kwotowo (zawsze prześladowania rodzą odruch solidarności). Ma też przychody z książek i zapowiada kolejne projekty wydawnicze. prawdopodobnie nie tylko „Więź” będzie ją teraz częściej zapraszać na swoje łamy. Może znajdzie się wydział teologiczny, który zechce zaprosić ją do współpracy. Nie o koleżeńskie czy branżowe wsparcie tu zatem idzie. Tu naprawdę chodzi o Kościół!
Bo to nie Monika Białkowska szkodzi Kościołowi. To Kościół szkodzi sam sobie, nie potrafiąc znaleźć w swoich strukturach miejsca dla osób takich jak teolożka z Gniezna. I będzie tak, dopóki prasa kościelna nie stanie się bardziej katolicka – w źródłowym sensie słowa katholikos, czyli powszechna.
„Wciąż jesteśmy razem w Kościele” – usłyszała zwalniana redaktorka na zakończenie rozmowy, w której kościelna spółka się z nią rozstawała. Owszem, tyle iż ta decyzja to dowód, iż ten Kościół (w swym wymiarze instytucjonalnym) jest coraz mniej katolicki – a wraz z nim: media, których jest właścicielem.
Ech, zatęskniło mi się za latami osiemdziesiątymi, kiedy z pełnym przekonaniem można było postawić znak równości między prasą katolicką a wolnością. Ba! Także między mediami kościelnymi a wolnością.
Wtedy przecież – pomimo komunistycznej cenzury – zaczęły ukazywać się tak znakomite czasopisma, jak tygodnik „Przegląd Katolicki” wydawany przez archidiecezję warszawską czy miesięcznik „Powściągliwość i Praca”, wydawany przez zakon michalitów, a kierowany przez ks. Jana Chrapka. W tych (i innych) redakcjach pism kościelnych było miejsce dla dziennikarek i dziennikarzy zwalnianych z mediów oficjalnych, także dla osób zachowujących dystans do instytucji religijnych.
Wszyscy oni znajdowali przestrzeń wolności właśnie pod parasolem Kościoła. Wtedy było wręcz oczywiste, iż Kościół jest obrońcą ludzkiej wolności. Czemu ten wielki kapitał został tak łatwo i gwałtownie roztrwoniony? Za cenę swojego (zdecydowanie nie-świętego) spokoju kościelni decydenci doprowadzili do sytuacji, w której Kościół postrzegany jest w tej chwili jako przeciwnik wolności. Panowie, naprawdę było warto?