Czy usłyszymy jeszcze głos, który przez wieki ratował chrześcijański kontynent?

1 godzina temu

Dzwony przez wieki przypominały Europie o Bogu, modlitwie i sumieniu. Dziś ich głos staje się pytaniem: czy kontynent odcięty od chrześcijańskich korzeni ocali swoją tożsamość?

Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: EWTN Polska
Photo credit: EWTN Polska/AI
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Są dźwięki, których człowiek przestaje słuchać nie dlatego, iż zamilkły, ale dlatego, iż jego serce przywykło do ich obecności.
Tak właśnie stało się z dzwonami.
Od setek lat każdego dnia, gdy słońce wspina się najwyżej nad Europą, z wież tysięcy kościołów rozlega się ten sam głos. W wielkich metropoliach i małych wioskach. Nad fiordami Norwegii, pośród równin Polski, w dolinach Austrii, na wzgórzach Italii i Hiszpanii. Ich brzmienie niesie się ponad dachami domów, ponad rynkami, polami, lasami i drogami. Dla jednych jest ledwie słyszalnym tłem codzienności. Dla innych jedynie zabytkiem dawnej kultury. A przecież ten dźwięk nigdy nie był zwykłym sygnałem odmierzającym czas.

To był głos Europy, która jeszcze wierzyła.

Głos matek przerywających pracę, aby na chwilę uklęknąć. Głos ojców zdejmujących nakrycie głowy pośród pól i warsztatów. Głos zakonników, rycerzy, kupców, uczonych i dzieci, którzy na jedno wezwanie zwracali swoje serca ku Temu, od którego pochodzi wszelkie życie.
Nie biły wtedy tylko dzwony.
Biły serca.
Europa nie zrodziła się z traktatów handlowych ani z politycznych kompromisów. Nie powstała z giełd, banków czy parlamentów. Jej kamieniem węgielnym nie były granice państw, ale Ewangelia. Jej pierwszym językiem była modlitwa. Jej pierwszym oddechem był śpiew psalmów. Jej pierwszym uniwersytetem był klasztor, a pierwszym szpitalem – chrześcijańskie miłosierdzie.
To właśnie z klasztornych skryptoriów ocalały dzieła starożytności. Z katedralnych szkół wyrosły uniwersytety. Z chrześcijańskiego przekonania, iż każdy człowiek nosi w sobie obraz Boga, narodziły się szpitale, przytułki, troska o ubogich, prawa człowieka i kultura, która przez wieki zachwycała świat.
Europa nie była doskonała. Znała wojny, grzechy, pychę i niesprawiedliwość. Jej historia nie jest historią ludzi bez winy. Jest historią ludzi, którzy – mimo własnych upadków – nie przestawali patrzeć ku Niebu.
To właśnie dlatego pośród ruin wznosili katedry.
Dlatego po epidemiach odbudowywali miasta.
Dlatego po wojnach wracali do ołtarzy.
Bo wiedzieli, iż cywilizacja nie zaczyna się od potęgi armii ani od bogactwa skarbców. Cywilizacja zaczyna się od ludzkiego sumienia.
Dzisiaj żyjemy w epoce, która z niezwykłą łatwością korzysta z owoców chrześcijaństwa, a jednocześnie coraz częściej odcina się od jego korzeni. Zachwycamy się gotyckimi katedrami, ale nie znamy modlitwy ludzi, którzy je budowali. Bronimy godności człowieka, zapominając, iż to właśnie Ewangelia przypomniała światu, iż każdy człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Mówimy o wolności, ale coraz częściej rozumiemy ją jako prawo do życia tak, jakby Boga nie było.
A przecież drzewo odcięte od korzeni jeszcze przez jakiś czas pozostaje zielone.
Dopiero później zaczyna usychać.

Czy właśnie tego nie oglądamy na naszych oczach?

Wojna ponownie rozdarła Europę. Narody coraz trudniej ze sobą rozmawiają. Polityczne spory rozbijają rodziny. Lęk przed przyszłością zastępuje nadzieję. W wielu miejscach wiara staje się prywatnym wspomnieniem, a kościoły zamieniają się w muzea, restauracje lub sale koncertowe. Jednocześnie Europa mierzy się z wyzwaniami związanymi z migracją, integracją i bezpieczeństwem. Tam, gdzie zawodzi roztropna polityka, rodzą się napięcia, a tam, gdzie pojawia się fanatyzm religijny lub ideologiczny, cierpią przede wszystkim niewinni. Odpowiedzią chrześcijanina nie może być ani nienawiść, ani naiwność. Musi nią być prawda połączona z miłością oraz odpowiedzialność za dobro wspólne.
Nie wolno nam jednak popełnić jeszcze większego błędu.
Największym zagrożeniem dla Europy nie jest człowiek przychodzący z zewnątrz.
Największym zagrożeniem jest Europejczyk, który zapomniał, kim jest.
Naród pozbawiony pamięci można łatwo podzielić. Cywilizację pozbawioną wiary można łatwo przekonać, iż nie warto jej bronić. Ludzi, którzy przestali wierzyć w istnienie prawdy, można poprowadzić w niemal dowolnym kierunku.
Historia uczy, iż wielkie cywilizacje najczęściej nie ginęły dlatego, iż zostały podbite.
Najpierw umierały we własnych sercach.
Dlatego pytanie, które chcę postawić na kolejnych stronach, nie brzmi: czy Europa przetrwa?
Znacznie ważniejsze jest inne:
Czy Europa będzie jeszcze Europą?
I dlatego warto zatrzymać się na chwilę, gdy jutro w południe ponownie zabrzmią dzwony.
Być może nie są one jedynie pamiątką dawnego zwycięstwa.
Być może są ostatnim wezwaniem Boga skierowanym do kontynentu, który przez ponad tysiąc lat nosił imię chrześcijańskiego.
A może są ostatnim dzwonem Europy.

Autor: Ks. Piotr W. Wiśniowski – kapłan archidiecezji wrocławskiej, współzałożyciel i dyr. duchowy EWTN Polska, publicysta oraz współzałożyciel Fundacji Vide et Crede im. św. Jana Pawła II. Od lat zajmuje się ewangelizacją poprzez media katolickie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Poszanowanie życia – Intencja papieska na lipiec
Idź do oryginalnego materiału