Czy ks. prof. Jerzy Szymik naprawdę odrzuca psychoterapię? O łasce, Opatrzności i nieporozumieniu

1 dzień temu

W centrum kontrowersji znalazły się dwa fragmenty felietonu. W pierwszym ks. Szymik, zwracając się do młodego kapłana, pisze: „Cierpienie jest dla Ciebie, miłość dla owiec”, dodając polemiczną uwagę o współczesnej kulturze terapeutycznej. W drugim stwierdza, iż życiowych sprzeczności i komplikacji nie rozwiążą terapia, nauka ani work-life balance. Rozwiązanie widzi w łasce i współpracy z nią.

Słowa te spotkały się z krytyką. Wskazywano, iż mogą zniechęcać księży przeżywających kryzysy psychiczne do korzystania z profesjonalnej pomocy. W dyskusji zabrał głos również metropolita warszawski abp Adrian Galbas, który zdecydowanie podkreślił znaczenie takiej pomocy.

Nie ma powodu lekceważyć tych zastrzeżeń. Szczególnie w sytuacji, gdy problemy zdrowia psychicznego dotykają także duchownych, nieostrożne słowo może mieć poważne konsekwencje. Warto jednak postawić pytanie, czy krytyka rzeczywiście dotyczy tego, co ks. prof. Szymik rzeczywiście napisał, czy raczej tego, co z jego słów można wywnioskować przy określonym sposobie lektury?

Teolog pisze jako teolog

W dyskusji umyka bowiem okoliczność pozornie oczywista: ks. Jerzy Szymik jest teologiem i swój list do młodego księdza pisze przede wszystkim jako teolog. Nie jest to tekst z zakresu psychologii klinicznej, poradnik zdrowia psychicznego ani choćby praktyczny przewodnik po rozwiązywaniu problemów życia kapłańskiego. To refleksja o sensie powołania, ofierze, wierności i relacji człowieka z Bogiem.

Nie oznacza to oczywiście, iż wypowiedź teologa jest wyłączona spod oceny innych nauk, w tym psychologii. Oznacza natomiast, iż zanim poddamy ją krytyce, powinniśmy odczytać ją zgodnie z adekwatnym jej porządkiem myślenia.

A w tym porządku istnieje prawda fundamentalna, której ksiądz Szymik nie musi szczegółowo wyjaśniać, ponieważ należy ona do podstaw katolickiej nauki o Bogu: nic nie wymyka się Bożej Opatrzności. Wszystko, co się wydarza, pozostaje w zasięgu Bożej woli albo Bożego dopuszczenia.

Wynika z tego również przekonanie, iż człowiek nie może osiągnąć swojego ostatecznego celu bez Boga i Jego łaski. Nie oznacza to jednak przecież, iż ludzkie działania, wysiłki i osiągnięcia nauki są zbędne.

Gruźlica, antybiotyki i Opatrzność Boża

Wyobraźmy sobie człowieka, u którego zdiagnozowano gruźlicę. Czy powinien poddać się antybiotykoterapii? Oczywiście, iż tak. Powinien rozpocząć leczenie, przestrzegać zaleceń lekarza i korzystać z dostępnych osiągnięć medycyny.

Z perspektywy wiary chrześcijańskiej jednak najlepsze, co może zrobić, to powierzyć siebie Bożej Opatrzności. Uznając, iż jego życie pozostaje w rękach Boga, powinien z ufnością przyjąć Jego wolę.

Co więcej, w takim postępowaniu nie ma najmniejszej sprzeczności z przekonaniem, iż ostatecznie wszystko zależy od Boga. Antybiotyki działają dzięki określonym adekwatnościom biologicznym i chemicznym. Medycyna potrafi te adekwatności badać, wyjaśniać i wykorzystywać. Ale z teologicznego punktu widzenia również ten naturalny porządek działania pozostaje zależny od Stwórcy.

Człowiek wierzący może zatem powiedzieć, iż jego zdrowie jest w rękach Boga, i równocześnie uznać, iż bez adekwatnego leczenia naraża swoje życie. Nie są to dwa konkurencyjne wyjaśnienia tej samej rzeczywistości. Odnoszą się do dwóch różnych poziomów przyczynowości.

Bóg i przyczyny wtórne

Nie jest to żadna nowa koncepcja wymyślona na potrzeby obrony ks. Szymika. To klasyczna nauka Kościoła. Katechizm Kościoła Katolickiego w punktach 306–308 wyjaśnia relację między Bożą Opatrznością a tak zwanymi przyczynami wtórnymi.

Bóg jest pierwszą przyczyną wszystkiego, co istnieje i działa, ale posługuje się także działaniem swoich stworzeń. Nie pozbawia ich własnej sprawczości. Przeciwnie, pozwala im rzeczywiście działać i współuczestniczyć w realizacji Jego zamysłu. Katechizm mówi wprost, iż Bóg działa w swoich stworzeniach i przez nie.

Jeszcze ciekawszy w kontekście obecnego sporu jest punkt 304. Wyjaśnia on, iż Pismo Święte często przypisuje określone działania Bogu, pomijając przyczyny wtórne. Nie czyni tego z niewiedzy ani dlatego, iż odrzuca naturalny porządek przyczyn i skutków, ale dlatego, iż chce podkreślić pierwszeństwo Boga. To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie.

Kiedy wierzący mówi, iż Bóg dał mu zdrowie, nie zaprzecza skuteczności leczenia. Kiedy dziękuje Bogu za uratowanie życia podczas operacji, nie kwestionuje umiejętności chirurga. I kiedy twierdzi, iż tylko łaska Boża pozwoliła mu przezwyciężyć życiowy kryzys, nie musi przez to zaprzeczać pomocy psychoterapeuty.

Dlaczego mielibyśmy zakładać, iż ks. Szymik, wybitny teolog, doskonale znający tę tradycję, posługuje się słowem „łaska” w sposób sprzeczny z podstawowymi zasadami katolickiej teologii? Taka interpretacja wymagałaby mocniejszych dowodów niż jeden kategorycznie sformułowany akapit.

Czego nie rozwiąże psychoterapia?

Warto zauważyć jeszcze jedną rzecz. Szymik nie wymienia wyłącznie terapii. Zestawia ją z nauką oraz popularną koncepcją work-life balance. Czy naprawdę chce przez to powiedzieć, iż nauka jest bezwartościowa albo iż ksiądz nie powinien troszczyć się o równowagę między pracą a odpoczynkiem?

Znacznie bardziej prawdopodobne wydaje się inne odczytanie: wszystkie te rzeczy, choć mogą być pożyteczne, pozostają niewystarczające wobec najgłębszego problemu, który interesuje autora. Tym problemem jest sens życia oddanego Bogu.

Psychoterapia może pomóc człowiekowi zrozumieć własne emocje, zmienić destrukcyjne wzorce zachowania, leczyć zaburzenia psychiczne czy przepracować traumatyczne doświadczenia. Nie jest jednak w stanie odpowiedzieć, w sposób adekwatny teologii, na pytanie o nadprzyrodzony sens kapłaństwa, łaskę powołania czy zbawienie.

Podobnie medycyna potrafi leczyć gruźlicę, ale nie odpowiada na pytanie o ostateczny sens cierpienia i śmierci.

Nie jest to zarzut wobec medycyny ani psychoterapii. To po prostu uznanie granic ich kompetencji.

Profesor Szymik wydaje się przypominać młodemu księdzu, iż kapłaństwa nie da się sprowadzić do dobrze zorganizowanej aktywności zawodowej, komfortu psychicznego ani satysfakcjonującego stylu życia. Jego fundament leży gdzie indziej.

I w tym sensie stwierdzenie, iż jedynie łaska może rozwiązać zasadniczy dramat kapłańskiego powołania, jest teologicznie całkowicie uprawnione.

Czy abp Galbas i ks. Szymik naprawdę się spierają?

Wydaje się, iż przynajmniej część tego sporu bierze się z operowania na różnych poziomach. Ks. Szymik przypomina o nadprzyrodzonym wymiarze kapłaństwa, jego ofiarniczym charakterze i konieczności całkowitego zawierzenia Bogu.

Abp Galbas zwraca uwagę na realną sytuację księży przeżywających kryzysy, którym należy zapewnić wsparcie, również profesjonalne.

Czy te dwa stanowiska rzeczywiście muszą być sprzeczne?

W świetle katolickiej nauki o Opatrzności nie muszą. Przeciwnie, można je ze sobą pogodzić bez jakiegokolwiek teologicznego kompromisu. Bóg działa przez przyczyny wtórne. Psychoterapeuta, lekarz psychiatra, przyjaciel czy kierownik duchowy mogą być rzeczywistymi uczestnikami procesu, w którym człowiek odzyskuje równowagę i siły. Nie zastępują Boga, ale też zaufanie Bogu nie czyni ich zbędnymi.

Być może ks. Szymik mógł powiedzieć to wyraźniej. Być może jego słowa, wypowiedziane w określonym kontekście duchowym, zabrzmiały zbyt bezwzględnie w uszach ludzi zmagających się z psychicznym cierpieniem. Ale czym innym jest dostrzeganie niebezpieczeństwa takiego odczytania, a czym innym przypisywanie autorowi poglądu, którego nie wyraził.

Łaska nie konkuruje z naturą

Na koniec warto przywołać klasyczną zasadę teologii katolickiej: gratia non tollit naturam, sed perficit — łaska nie niszczy natury, ale ją doskonali.

Nie trzeba wybierać między Opatrznością a medycyną, między modlitwą a psychoterapią, między zawierzeniem Bogu a odpowiedzialnością za własne zdrowie.

Można natomiast, i w przypadku chrześcijanina należy, pamiętać, iż żaden z tych naturalnych środków nie stanowi ostatecznego fundamentu ludzkiej egzystencji.

Tak właśnie, w świetle całego felietonu i jego wyraźnie teologicznego charakteru, proponowałbym odczytywać słowa ks. Jerzego Szymika.

Nie jako wezwanie do rezygnacji z psychoterapii, ale jako przypomnienie, iż człowiek, a tym bardziej człowiek powołany do kapłaństwa, nie może w niej odnaleźć wszystkiego.

Oczywiście taki sposób lektury nie rozstrzyga definitywnie, co autor miał na myśli. Pozwala jednak odczytać jego wypowiedź w zgodzie z katolicką nauką, bez przypisywania mu poglądów, dla których w tekście brakuje dostatecznych podstaw.

Można więc jednocześnie uznać zasadność duszpasterskiej troski abp. Galbasa i bronić teologicznej intuicji ks. Szymika. Być może nie jest to spór o to, czy księdzu potrzebna jest psychoterapia. Może jest to dyskusja o sprawie choćby bardziej fundamentalnej: czy język teologii może i powinien wciąż mówić o bezwzględnym pierwszeństwie Boga i czy nie będzie wtedy automatycznie rozumiany jako zakwestionowanie wartości ludzkiego działania?

Czytaj także:Abp Galbas do kleryków: Kościołowi nie potrzeba oferm i panów o mentalności hrabiego
Czytaj także:Jak pomóc bliskiej osobie z depresją? Słowa i gesty, które mogą uratować życie
Czytaj także:Co najbardziej boli Benedykta XVI? I jakie jest jego najważniejsze orędzie?
Idź do oryginalnego materiału