125 lat temu urodził się jeden z największych Polaków w historii Polski. Człowiek, który nie bał się mówić prawdy choćby gdy groziło mu za to więzienie. Kapłan, który powinien być wzorem nie tylko dla księży. Bł. kard. Stefan Wyszyński.
Więcej artykułów o Kościele znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl
Źródło: Jan Włodzimierz Brewczyński / EWTN PolskaPhoto credit: Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Historię bł. kard. Stefana Wyszyńskiego można opisać na tysiąc sposobów. I mniej więcej na tyle już została opisana przez osoby, które znają ją dużo lepiej niż ja. Choć mi za to nikt nie płaci, zawsze polecam muzeum Mt 5,14 w dachu Świątyni Opatrzności Bożej. Łączy ono w sobie historię kardynała Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II.
Oczywiście przypadająca dziś 125. rocznica urodzin Prymasa Tysiąclecia, to nie tylko historyczna data, ale przede wszystkim okazja do refleksji nad tą postacią. Osoby, które urodziły się w roku jego śmierci mają dziś 45 lat. Dlatego dla większości naszego społeczeństwa jest osobą znaną jedynie z opowiadać. A więc odpowiedzmy sobie na pytanie – Jak to się stało, iż stał się filarem narodowej tożsamości i duchowej wolności?
Przed II Wojną
Urodzony 3 sierpnia 1901 roku w Zuzeli nad Bugiem, w Cesarstwie Rosyjskim, Stefan Wyszyński od najmłodszych lat wzrastał w atmosferze głębokiej wiary i polskiego patriotyzmu. Pochodzący z rolniczej rodziny doskonale rozumiał wyzwania społeczno-gospodarcze międzywojennej Polski, co skłoniło go do zgłębiania katolickiej nauki społecznej.
W środowisku kapłańskim stał się rozpoznawalny jeszcze przed 1939 rokiem. Przypomnę tylko, iż był wykładowcą w seminarium we Włocławku, redaktorem naczelnym Ateneum Kapłańskiego, sędzią sądu biskupiego, a za za osiągnięcia na polu pracy społecznej otrzymał Złoty Krzyż Zasługi.
Próba w ogniu
Jednak początek wojny spędził na ukrywaniu się. Dostał takie polecenie od bł. bp. Michała Kozala, a wynikało ono z obawy aresztowania przez Gestapo. Do aresztowania doszło w Zakopanem w 1941 roku. Na szczęście nie trwało ono długo. Następnie jeszcze ksiądz Wyszyński posługiwał niewidomym w Kozłówce i Żułowie. Dopiero później został kapelanem w Laskach. Oczywiście w 1942 nie była to jego pierwsza w podwarszawskim ośrodku dla niewidomych. Błogosławioną Różę Czacką poznał jeszcze w 1926 roku, gdy do Lasek zaprosił go jego przyjaciel, Czcigodny Sługa Boży ks. Władysław Korniłowicz. Te wszystkie nazwiska przypominam, aby podkreślić, iż Stefan Wyszyński miał z kim dojrzewać w świętości. Nie był oderwany od społeczeństwa i znał bezradność ludzką w czasach bez państwowej pomocy socjalnej i techniki ułatwiającej życie niewidomym.
Bł. Stefan Wyszyński zasłynął również jako kapelan Armii Krajowej. W 1944 roku przyjął pseudonim „Radwan III”. Nawiązywał on do herbu Radwan, nadanego w średniowieczu rycerzowi odznaczonemu męstwem w obronie Kościoła. Przysięgę złożył w obecności „Radwan II” – ks. Jerzego Baszkiewicza, naczelnego kapelana Zgrupowania AK „Kampinos”.
Ks. Wyszyński nie ograniczał się jedynie do odprawiania mszy i spowiedzi. Nosząc rannych z pola bitwy na własnych barkach, wspomagał jedynego obecnego na miejscu lekarza, dr. Kazimierza Cebertowicza. Pomagał przy praniu i prasowaniu bandaży, asystował przy operacjach oraz zabiegach chirurgicznych (m.in. trzymając za rękę rannych żołnierzy podczas amputacji). Ze względu na to, iż powierzono mu jedyny działający w szpitalu instrument do pomiaru temperatury, nazywano go dowcipnie księdzem „od termometru”. Pewnego dnia zgubił go, co oczywiście było przyczyną zmartwienia. Na szczęście termometr znalazł się w jego ulubionych kwiatach – nasturcjach.
Z wykładów prowadzonych na UKSW na temat wielkiego patrona tej uczelni, najbardziej zapadła mi w pamięć historia opowiedziana przez prof. Chrostowskiego. Gdy ks. Wyszyński patrzył na płonącą Warszawę nie miał dobrych myśli o niemieckim okupancie. Wówczas podleciał w jego stronę kawałeczek kartki, której większość spłonęła. Gdy go przeczytał zrozumiał pouczenie i wspominał je przez lata – był to fragment z poleceniem „będziesz miłował”.
Granica, której przekroczyć nie wolno
Gdy w 1948 roku objął urząd Arcybiskupa Gnieźnieńskiego i Warszawskiego oraz Prymasa Polski, nasz kraj już znajdował się w kleszczach brutalnej stalinizacji. Władze komunistyczne, pod hasłem wolności robotniczej dążyły do całkowitego podporządkowania sobie Kościoła i zniszczenia autonomii myśli obywateli. Wyszyński początkowo szukał możliwości porozumienia. W 1950 roku podpisał deklarację ustalającą relacje państwo-Kościół – co miało dać wiernym przestrzeń do biologicznego i duchowego przetrwania.
Kiedy jednak reżim przekroczył wszelkie granice, decydując się na bezpośrednią ingerencję w obsadę stanowisk kościelnych i brutalne aresztowania, Prymas odpowiedział z bezkompromisową odwagą. W maju 1953 roku, w imieniu Episkopatu, skierował do władz memoriał zwieńczony słynnym łacińskim zwrotem: Non possumus!. Oznajmił w nim jasno, iż w sprawach bożych i moralnych Kościół nie pójdzie na żaden kompromis ze złem, a granica ustępstw została osiągnięta.
Cena za tę postawę była natychmiastowa. W nocy z 25 na 26 września 1953 roku kardynał Wyszyński został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Przez ponad trzy lata był więziony w kolejnych miejscach izolacji. Okres uwięzienia stał się czasem jego największego zwycięstwa. W warunkach ścisłej izolacji Wyszyński opracował program duchowej odnowy narodu – Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego oraz projekt Wielkiej Nowenny przed Milenium Chrztu Polski.
Pokazał wówczas, iż wolność wewnętrzna nie zależy od zewnętrznych murów czy decyzji partyjnych dygnitarzy. Jego niezłomność nie była ślepym uporem, ale przemyślaną strategią moralną, która uchroniła Polaków przed duchową dewastacją.
Architekt narodowej wolności i żywe dziedzictwo
Powrót kardynała do Warszawy w październiku 1956 roku był triumfem jego niezłomnej postawy. W kolejnych dekadach, mimo nieustannych prowokacji i inwigilacji, konsekwentnie budował opór oparty na prawdzie i przebaczeniu. Polska miała szczęście do wierzących biskupów i kardynałów. Kard. Wyszyński był jednym z mentorów Karola Wojtyły. Słynne słowa Papieża Polaka – przypominające, iż na Stolicy Piotrowej nie byłoby polskiego papieża, gdyby nie było heroicznej nadziei i niezłomności kardynała Wyszyńskiego – najlepiej podsumowują rolę, jaką Prymas Tysiąclecia odegrał w dziejach.
Dziś, w 125. rocznicę jego urodzin, postać Prymasa przypomina, iż prawdziwa siła nie wynika z politycznego przewrotu czy przemocy, ale z wierności sumieniu. Jego niezłomność pozostaje ponadczasowym wzorem odwagi w obronie wartości stanowiących fundament ludzkiej wolności. Wzorem, z którego wszyscy musimy czerpać.
ZOBACZ RÓWNIEŻ:

1 godzina temu







.webp)







