Bóg karzący, Bóg policjant, Bóg nieczuły. Żaden nie jest prawdziwy

2 godzin temu

W odniesieniu do postrzegania Boga „demoniczne” może oznaczać coś, co na pierwszy rzut oka trudno rozpoznać jako zło.

Odświeżam sobie po latach książkę Karla Frielingsdorfa SJ „Demoniczne obrazy Boga”, wszak to temat wciąż aktualny. Traktuje ona o tym, jak w naszym umyśle już na bardzo wczesnym etapie tworzą się różne wyobrażenia Boga, potem sami je utrwalamy w zależności od tego, jak wygląda nasza modlitwa, wiedza, otoczenie. Te „wizerunki” Boga wpływają na nasze życie, decyzje, wiarę. I choć powinny się zmieniać, to znaczy przechodzić w stronę bardziej dojrzałych, ale nigdy adekwatnych do tego, kim Bóg jest, zwykle mocno się w nas cementują. Okazuje się, iż wcale nie tak łatwo wypuszczamy je z rąk.

Na nasz obraz i podobieństwo

Gdy słyszymy słowo „demoniczne”, być może przychodzi nam na myśl coś przerażającego, odpychającego, zagrażającego nam. Ale w odniesieniu do postrzegania Boga, „demoniczne” może oznaczać coś, co na pierwszy rzut oka trudno rozpoznać jako zło. Na przykład jansenistyczne podejście do sakramentów, przeniknięte lękiem wobec Boga i rygoryzmem moralnym, wzywa do moralnej nieskazitelności i czystości pod pozorem czci do Najświętszego Sakramentu i spowiedzi. Dotyczyła ona choćby najdrobniejszych myśli, nazywanych często „nieczystymi”, które miały ludzi dyskwalifikować od przyjęcia komunii świętej. A ci, którzy często chodzili do spowiedzi, chociaż znowu wpadali w te same grzechy, oskarżani byli o świętokradztwo, bo, zdaniem jansenistów, nie chcieli zerwać z grzechem. Wymyślono więc, iż najpierw powinni odbyć surową pokutę, a potem dopiero przystąpić do spowiedzi. Skutkiem tego ludzie ze strachu stronili od sakramentów.

To jest właśnie subtelna forma demoniczności w postrzeganiu Boga. Ukazać Go jako tak nieskończenie innego, dalekiego, świętego – co zresztą jest prawdą – przy jednoczesnym pomniejszeniu prawdy, iż stał się On bliski nam, ponieważ sam zbliżył się do ukochanej przez Niego i grzesznej ludzkości.

WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Jezus został przybity do krzyża, ponieważ ważył się zmienić dominujące i podtrzymywane przez faryzeuszów i uczonych w Piśmie wyobrażenia Boga. Reprezentuje je starszy syn z przypowieści o miłosiernym ojcu.

Demoniczne są tak naprawdę wszelkie „wizerunki” Boga tworzone na nasz obraz i podobieństwo. Nie tylko Bóg karzący, policjant, Bóg spełniający nasze życzenia albo Bóg, który jest zimny i nieczuły. Jest nim także „Bóg” systemu kościelnego, czyli tego tworu w Kościele, w którym elementy Ewangelii wymieszane zostały ze „światowością”. Bardzo silnym wyobrażeniem Boga, które na trwałe weszło do świadomości wielu wierzących, jest obrażony Bóg Ojciec, który wymagał zadośćuczynienia ze strony Syna, aby ponownie wpuścić nas do nieba. A to dość stary twór, bo sprzed kilkuset lat. Stąd do dzisiaj przebłagujemy, wynagradzamy, zadośćuczyniamy. Tego bowiem wymaga „Bóg” drzemiący w religijności naturalnej – tak naprawdę nigdy nieoczyszczonej przez światło Ewangelii.

Taki „Bóg” doskonale nadaje się do podtrzymywania systemu kościelnego w Kościele opierającego się głównie na jurydycznym podejściu do moralności, na sakramentalizmie, na zewnętrznej, głównie negatywnej motywacji w postaci strachu, dyscyplinowania sankcjami i groźbami, manipulacją, Ma to wymusić pożądane osobiste i społeczne zachowanie. Ale wszystko tak naprawdę opiera się na „Zeusie”, który siedzi w głębinach ludzkiego serca. I ma się tam dobrze.

Innym demonicznym obrazem Boga jest Bóg, który tak kocha ludzi, iż na wszystko im pozwala, bo i tak na końcu wszyscy wylądujemy w niebie. Trochę tak jakby wyrazem miłości rodziców było to, aby dziecko brało do buzi co tylko mu wpadnie w ręce, bo przecież miłość nikogo nie ogranicza. Jedna i druga postawa wypacza powołanie człowieka, który ma się stać podobny do Boga. Ani strach, ani lekkomyślność i pobłażliwość kilka mają wspólnego z podobieństwem do Boga.

Słabość Boga

O. Henryk Pietras SJ z adekwatną sobie ironią powiedział kiedyś, iż Duchowi Świętemu udało się uwolnić świat od feudalizmu, ale Kościoła jeszcze nie. A czemu? Bo w Kościele feudalizm został uduchowiony, zteologizowany, sam Bóg przecież za nim stoi. A wtedy bardzo trudno porzucić taki model bycia w świecie.

Ani strach, ani lekkomyślność i pobłażliwość kilka mają wspólnego z podobieństwem do Boga

o. Dariusz Piórkowski

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Obecnie jesteśmy świadkami nasilenia jednego z najbardziej pierwotnych demonicznych obrazów Boga, mianowicie używania autorytetu Boga – czego świetnym biblijnym obrazem jest wniesienie przez Izraelitów Arki Przymierza na pole bitwy z Filistynami, by realizować swoje polityczne i wojenne cele. Jak wiemy, próba zawłaszczenia Boga skończyła się katastrofą. To, moim zdaniem, najbardziej obrzydliwa forma bałwochwalstwa i wykorzystywania pozornej „słabości” Boga, który właśnie dlatego, iż nie stosuje przemocy i manipulacji, jest przewrotnie i demonicznie wykorzystywany jako „Bóg” naszego narodu, naszej racji, naszej partii. Bo w imię tego bałwochwalstwa giną niewinni ludzie.

To już zjawisko powszechne, iż coraz więcej ludzi w średnim wieku boleje nad tym, iż ich dzieci, często dorosłe, odchodzą od praktyk religijnych. Rodzice się obwiniają, szukają przyczyn w błędach wychowawczych. Myślę, iż to znacznie bardziej złożona sprawa. Niemniej, to także powolny rozpad demonicznych obrazów Boga, głoszonych przez wieki w Kościele, a także rozpad takiej wizji Ewangelii, która zasadniczo stała się prawem karnym i ciężarem dla wielu, stoi u źródeł odchodzenia od Kościoła.

Po prostu te fałszywe obrazy Boga, instrumentalne wykorzystywanie Jego autorytetu – czy to w celu podtrzymania feudalno-klerykalnego systemu kościelnego, czy dla celów politycznych i narodowych – muszą być nam zabrane. Na polu bitwy zostaniemy bez Arki Przymierza, bez naszych demonicznych obrazów Boga, które zaczynają upadać często dopiero wtedy, gdy nadchodzi ciemność i kryzys.

Oczyszczenie serca

Katechizm Kościoła adekwatnie w jednym punkcie mówi o konieczności oczyszczenia serca od tych fałszywych wyobrażeń. Myślę, iż można go rozszerzyć także na zbiorową świadomość:

Sale!

Dyskretny urok softalitaryzmu | Przyszłość polskiej religijności | Czy słuchania muzyki można się nauczyć?

32,30 35,90
Do koszyka
Książka – 32,30 35,90 E-book – 29,00 32,30

„Zanim uczynimy naszym to pierwsze wezwanie Modlitwy Pańskiej, dobrze będzie najpierw pokornie oczyścić nasze serce z niektórych fałszywych wyobrażeń «tego świata». Pokora każe nam uznać, iż «Ojca nikt nie zna, tylko Syn» i ci, którym «Syn zechce objawić», to znaczy «prostaczkowie» (Mt 11, 25-27). Oczyszczenie serca dotyczy powstałych w naszej historii osobistej i kulturowej wyobrażeń ojca lub matki, które wpływają na naszą relację do Boga. Bóg, nasz Ojciec, przekracza kategorie świata stworzonego. Odnosić nasze idee w tej dziedzinie do Niego lub przeciw Niemu, byłoby tworzeniem bożków po to, by je czcić lub burzyć. Modlić się do Ojca, to znaczy wejść w Jego misterium, którym jest On sam i które objawił nam Jego Syn” (KKK, 2779).

Katechizm zwraca uwagę, za współczesnymi odkryciami nauki, iż na nasze postrzeganie Boga ma wpływ: rodzina, wychowanie, kultura, osobiste doświadczenia. Model Odkupienia z obrażonym nieskończenie Ojcem jest kalką ze stosunków społecznych. Model moralności, do której motywuje się ludzi strachem i piekłem, to coś wyniesionego z domu, gdzie surowy rodzic wymagał pod groźbą sankcji. Oczywiście, iż człowiek nie chce tego widzieć, albo chce, żeby Bóg taki był, żeby był po „naszej stronie”, bo jest to dość prymitywny mechanizm obronny: niczego nie muszę wtedy zmieniać w sobie, skoro „Bóg” taki jest. Tyle iż to „Bóg” na nasz obraz i podobieństwo.

Takiego oczyszczenia serca potrzebuje nie tylko konkretna osoba wierząca, ale też głoszone przez wieki modele teologiczne, bezwiednie powtarzane teologiczne slogany. Potrzebują oczyszczenia nasze pieśni i modlitwy. Myślę, iż takiego oczyszczenia potrzebuje każdy ksiądz, katecheta, pisarz czy publicysta wierzący. Ile bowiem z naszych ambon, na portalach i w czasopismach miejsce Boga zajmuje ludzkie „superego”, rozmaite fałszywe wyobrażenia i „zawłaszczenia” Boga podawane jako objawione i jedyne prawdziwe. Wielu z nas, księży, głosi nie tyle Boga, co swojego własnego ojca lub matkę, nie zdając sobie z tego w ogóle sprawy. Bez zdrowej psychoterapii nie sposób tego zobaczyć.

Katechizm na razie tylko napomyka, iż w tym procesie oczyszczenia serca musimy uwzględnić odkrycia nauk, nie tylko w kwestii przenoszenia wyobrażeń ojca lub matki na Boga. Ale jeżeli nie stanie się to stałą praktyką Kościoła, zwłaszcza w formacji, w czasach, gdy ludzie są coraz bardziej świadomi i wykształceni, to się nie dziwmy, iż przez cały czas będzie to jedna z wiodących przyczyn odchodzenia od praktyk religijnych. Po co chodzić do kościoła, skoro się w nim słyszy to samo co w mediach, w polityce, w wyobrażeniach „tego świata”?

Tekst ukazał się na blogu o. Dariusza Piórkowskiego. Tytuł i śródtytuły od redakcji Więź.pl

Idź do oryginalnego materiału