„500 mil” to poruszający irlandzki film o rodzinnych relacjach. O nadziei, potrzebie bliskości i radzenie sobie z poczuciem winy…i stratą. To ciepły, nostalgiczny, ale i zaskakujący obraz –
do tego ze świetną i rozpoznawalną obsadą!
Reżyser Morgan Matthews o filmie:
Dla mnie ta historia rodziny w kryzysie ma w sobie coś uniwersalnego – rodzina jest rozdarta i rozdzielona, ale przez cały czas łączą ją potężne siły, które przyciągają jej członków do siebie. Zawsze interesowały mnie chaotyczne, niedoskonałe rodziny, które rozpadły się i ponownie połączyły w innej formie. Albo rodziny, które na pozór są niekonwencjonalne, ale znajdują sposób, by funkcjonować jako całość. Częściowo w wyniku moich własnych doświadczeń, ponieważ zostałem ojcem w bardzo młodym wieku, rozumiem również, jak istotną rolę w utrzymaniu rodziny mogą odgrywać dziadkowie. I iż słowo „razem” niekoniecznie oznacza fizyczną bliskość, a raczej utrzymywanie rodziny w ryzach, stając się jednocześnie źródłem ciepła i stabilności – a taką rolę dziadek John tradycyjnie pełnił w rodzinie w filmie „500 mil”.
Zarys fabuły: Nastoletni Finn (Roman Griffin Davis, znany z „Jojo Rabbit”) i jego młodszy brat Charlie (Dexter Sol Ansell, „Rycerz siedmiu królestw”) uciekają z domu, by uniknąć rozdzielenia po rozstaniu rodziców. Ich celem jest dzikie zachodnie wybrzeże Irlandii oraz dom ukochanego dziadka Johna (Bill Nighy, „To właśnie miłość”) – ostatnia bezpieczna przystań w ich rozpadającym się świecie. Przed nimi 500 mil niełatwej podróży, podczas której muszą polegać na sprycie, uroku osobistym i życzliwości napotkanych ludzi – zwłaszcza wolnej duchem ulicznej muzykantki Kait (Maisie Williams, „Gra o tron”).
„500 mil” to jednak coś więcej, niż film drogi. To szczera, pozbawiona fałszywej nuty i głęboko refleksyjna opowieść o rodzinie, nadziei i potrzebie bliskości, która w finale nabiera nowego znaczenia i sprawia, iż po seansie wraca się myślami do pierwszych scen.
Premiera kinowa zaplanowana jest na 4 września!


1 godzina temu












