1,5%, czyli jak Ty i ja możemy wesprzeć niezależne media, nie wychodząc z domu

2 godzin temu

Sugestie, iż można zrobić coś dobrego bez specjalnego wysiłku, a do tego za darmo, na pierwszy rzut oka wyglądają na scam lub inny wysublimowany rodzaj oszustwa. A jednak to prawda.

Obyś żył w ciekawych czasach – ta „starochińska” klątwa najprawdopodobniej wcale nie jest starochińska. Po raz pierwszy zanotowano ją jako słowa sir Austena Chamberlaine’a, zdobywcy Pokojowej Nagrody Nobla, brata brytyjskiego premiera Neville’a Chamberlaine’a – Austen zaś najprawdopodobniej zaczerpnął je od swojego ojca, Josepha. Dlaczego o tym piszę? Bo skoro choćby tak prosta sprawa jak pochodzenie znanego przysłowia okazuje się po chwili badania bardziej skomplikowana, niż się na początku wydawało, to co dopiero bieżące wydarzenia światowe?

Wszystko, wszędzie, naraz

A w tych naprawdę można się pogubić. Zataczająca coraz szersze kręgi afera Epsteina, aresztowanie byłego księcia Yorku (w jego urodziny!), ataki ICE na migrantów i obywateli Stanów Zjednoczonych, ciągłe konflikty na Bliskim Wschodzie, atak USA na Wenezuelę i aresztowanie prezydenta Maduro wraz z żoną, trwająca dłużej niż wielka wojna ojczyźniana agresja Rosji na Ukrainę… A nie wspomniałam jeszcze choćby o big techach, wyzwaniach związanych z AI, dyskusji nt. ograniczeń mediów społecznościowych…

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Do tego dochodzą dystopijne marzenia odklejonych od rzeczywistości technooligarchów – na przykład Sama Altmana, który porównał niedawno trenowanie modeli AI do… „trenowania” człowieka. Dlaczego oburzamy się – pytał – na to, jak wiele zasobów pożera to pierwsze, a nie mówimy o tym, iż wychowanie człowieka to 20 lat: czasu, jedzenia, wody; nie wspominając choćby o ewolucji, która gatunkowi ludzkiemu zajęła miliony lat? Brzmi niedorzecznie? W ciekawych czasach, w których przyszło nam żyć, ludzie tacy jak Altman dzierżą pieniądze i władzę – i próbują podstępem wprowadzić swoje, często niebezpieczne, projekty w życie.

Wszystko dzieje się tak szybko, iż trudno nadążyć, a wydarzenia, które jeszcze wczoraj rozgrzewały opinię publiczną, dziś znikają, „przykryte” kolejnymi. Gdyby rzeczywistość miała filmowy tytuł, wahałabym się między „Wszystko, wszędzie, naraz” a „Jedna bitwa po drugiej”.

„Więź” i „The Washington Post” łączy nie tylko pierwsza litera nazwy

Ale właśnie w takiej sytuacji niezastąpione są niezależne media, które informują i tłumaczą nam świat. Dziś nie wystarczy już tylko podać dalej informację – to „równie skutecznie” robią anonimowe konta na Facebooku, boty czy sztuczna inteligencja. Dopiero fakty wyłowione spośród całego, zalewającego nas codziennie, informacyjnego szumu, sprawdzone, opatrzone kontekstem, ułożone w większą całość – pomagają zrozumieć chaotyczną rzeczywistość, w której żyjemy.

I wcale nie jest to odkrycie ery upadku mediów społecznościowych czy przewidywanego przez niektórych naukowców w niedalekiej przyszłości zjawiska „martwego internetu”. Już dawno zorientowaliśmy się, iż bez zaprawionych w swoim fachu dziennikarzy, którzy dysponują nie tylko wiedzą, ale także wsparciem zespołu redakcyjnego i czasem, którego brakuje obywatelom zajętym codziennością, nie uda nam się zgłębić tematów, które są ważne, ale niekoniecznie pilne i o wiele bardziej skomplikowane niż opatrzony kilkuwyrazowym napisem mem. Tematów, które wymagają pochylenia się nad nimi, wiedzy, wyczucia, zdobycia zaufania tych, którzy o nich opowiedzą.

Jednym z najsłynniejszych przykładów takiego śledztwa dziennikarskiego jest praca „The Washington Post”, która pokazała Amerykanom aferę Watergate. I to właśnie o tym tytule mówiło się ostatnio wiele po tym, jak jego właściciel, jeden z najbogatszych ludzi świata, Jeff Bezos, zwolnił około 300 osób z redakcji – czyli ponad 1/3 załogi. Najgłośniej było oczywiście o przypadkach takich jak korespondentki wojennej, Lizzie Johnson – która o utracie pracy dowiedziała się, przebywając w Kijowie, w strefie wojennej. Drastyczne zmniejszenie działu międzynarodowego, ale również zamknięcie działu sportowego czy książkowego nie wróżą dobrze nie tylko pismu, ale całej amerykańskiej – a więc i światowej – debacie publicznej.

Co to wszystko ma wspólnego z „Więzią”, zapytacie? Z polskim medium o prawie 70-letniej tradycji, założonym przez Tadeusza Mazowieckiego? Nie, nie kupił nas milioner ani miliarder. Nie chodzi też o wspólną pierwszą literę nazwy. My również prowadzimy śledztwa, układamy pozornie niepowiązane fakty w całość, staramy się w naszej publicystyce tłumaczyć odbiorcom coraz bardziej skomplikowaną rzeczywistość. A to wszystko dzięki kilkuosobowemu zespołowi redakcyjnemu i kilkanaściorgu współpracowników. Robimy to, bo wierzymy, iż warto.

Dopiero fakty wyłowione spośród całego, zalewającego nas codziennie, informacyjnego szumu, sprawdzone, opatrzone kontekstem, ułożone w większą całość – pomagają zrozumieć chaotyczną rzeczywistość, w której żyjemy

Katarzyna Nowak

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Jak Zbigniew Nosowski, który w pięcioodcinkowym cyklu „Przeczekamy i prosimy o przeczekanie” opisał sprawę (nie)działania władz kościelnych w sprawie ks. Andrzeja Dymera. Cyklu nominowanego do najważniejszych nagród dziennikarskich w Polsce, ale przede wszystkim – odsłaniającego indolencję kościelnej hierarchii wobec cierpienia zranionych, wobec pozostałych wiernych, wobec opinii publicznej. Takie śledztwa to godziny spędzone w archiwach, wizyty w sądzie, a przede wszystkim spotkania i rozmowy – te oficjalne i nieoficjalne. Małe odkrycia, które z czasem pozwalają ułożyć cały materiał w sensowną całość; dostrzec zjawisko, które było tuż obok nas, ale nikt go dotąd nie zauważył i nie nazwał – a może choćby ktoś celowo je ukrył.

A przecież to tylko jeden z przykładów spraw, o których w polskich mediach mówiłoby się mało albo wcale – gdyby nie „Więź”. Śledztwa dziennikarskie, ale również pogłębione analizy rzeczywistości, teksty filozoficzne, poruszające wywiady, refleksje o duchowości: to wszystko znajdą Państwo na naszych łamach – przefiltrowane przez unikalną, więziową optykę.

Dlaczego mam płacić za coś, co jest darmowe?…

I właśnie dlatego, iż w „Więzi” wierzymy w wartość mądrej debaty publicznej, wszystkie treści naszego portalu Więź.pl są darmowe i dostępne dla wszystkich. Z kolei teksty kwartalnika „Więź” (do którego prenumeraty zapraszamy) udostępniamy w całości po roku od ukazania się danego numeru (wcześniej publikujemy fragmenty objęte paywallem). Świadomie bardzo oszczędnie umieszczamy w naszych mediach reklamy – dbając o komfort odbiorców, a czasem również odrzucając propozycje reklam niezgodnych z naszymi wartościami.

Tak, otrzymujemy dotacje z Instytutu Książki, jednak, co oczywiste, pokrywają one tylko niewielką część kosztów naszej pracy. Tak, otrzymujemy również wsparcie od Was – dziękujemy! Bez Was nasza praca nie byłaby możliwa! To dzięki Wam „Więź” może istnieć i się rozwijać.

Nadal potrzebujemy jednak środków – bo niezależne media wymagają właśnie czasu i pracy zespołowej. Potrzebują godnie wynagradzanych pracowników. Siedziby, w której realizowane są kolegia, działają komputery, drukarka – a za którą trzeba zapłacić czynsz, koszty ogrzewania, a czasem zrobić w niej remont.

Niezależne media mają trudniej – właśnie dlatego, iż nie siedzą w kieszeniach lobbystów, milionerów czy partii politycznych. Ale mają też lepiej – bo mogą pisać to, co chcą, bez obawy przed zwolnieniami czy niezadowoleniem politycznego mocodawcy.

Do tego można dodać również, nieco przykurzone dziś, słowo: misja. Jak w naszym haśle: „Łączymy w czasach chaosu” – chcemy tłumaczyć świat, by łączyć ludzi ponad podziałami. By współtworzyć społeczny klimat, w którym każdy traktowany jest personalistycznie, jako wartościowa, wyjątkowa, posiadająca niezbywalną godność osoba. By tworzyć więź – zwłaszcza w czasach chaosu, których nadejścia nie życzylibyśmy nikomu, ale które już tu są.

… i dlaczego wcale nie muszę płacić!

No właśnie, najwyższy czas wrócić do obietnicy ze wstępu do tego tekstu! Obiecałam przecież Państwu, iż zdradzę „jeden prosty sposób”, by pomagać bezkosztowo, bez wysiłku i w ramach swoich obowiązków.

Przekazanie nam 1,5% swojego podatku daje taką szansę – od listopada zeszłego roku Towarzystwo „Więź” posiada status organizacji pożytku publicznego, można nam więc odpisać 1,5%. Warto – jeżeli nie wybierzemy żadnego OPP, nasz podatek powędruje do fiskusa. A PIT i tak musimy złożyć – to nasz wymagany prawem obowiązek.

Wystarczy, iż wpiszą Państwo w rubryce dotyczącej przekazania 1,5% [L. Przekazanie 1,5% podatku należnego na rzecz organizacji pożytku publicznego (OPP)] nasz numer KRS: 0000119537 (znajdą go też państwo, razem z instrukcją przekazania odpisu, tutaj). W wersji elektronicznej na stronie podatki.gov.pl dodatkowo wyświetli się Państwu nazwa naszego stowarzyszenia, czyli Towarzystwo „Więź”. A całą operację można przeprowadzić, nie wychodząc z domu.

Każda wpłata się liczy – i pomaga nam porządkować ten chaotyczny świat. Dołączą Państwo swoje 1,5%?

Idź do oryginalnego materiału