Życie nie polega na unikaniu strat, ale na umiejętności ich przeżywania

2 godzin temu

Każda żałoba, każda utrata iluzji, każda rezygnacja z wyobrażonej wersji świata otwiera przestrzeń dla czegoś nowego – choć to „nowe” prawie nigdy nie jest tak doskonałe jak to, co zostało utracone w fantazji.

W rozumieniu potocznym żałoba kojarzy nam się z utratą kogoś bliskiego – wydarzeniem granicznym, wyraźnie oddzielającym nasze psychiczne „przed” i „po”. Psychoanaliza proponuje jednak znacznie szersze ujęcie doświadczenia żałoby. Według Zygmunta Freuda, który w tekście „Żałoba i melancholia” opisał proces przepracowywania straty, żałoba nie dotyczy wyłącznie śmierci realnej osoby, ale każdej utraty obiektu – także wyobrażonego, upragnionego czy symbolicznego.

Opłakanie niewydarzonego

Nasze życie psychiczne utkane jest z kolejnych żałób. Każdy etap rozwoju wymaga porzucenia czegoś, co było wcześniej źródłem sensu, bezpieczeństwa lub identyfikacji. Nie chodzi przy tym wyłącznie o utraty oczywiste – relacji, miejsc, ról – ale także o utraty subtelniejsze: wyobrażeń o sobie, fantazji o innych, iluzji, które organizowały nasze wewnętrzne i zewnętrzne doświadczenie.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Niektórzy psychoanalitycy idą jeszcze dalej, sugerując, iż właśnie w umiejętności przeżywania i przepracowywania tych strat kryje się istota samej psychoanalizy. Tak rozumiana psychoanaliza nie jest procesem „naprawiania” czy „ulepszania” osoby, ale przestrzenią, w której możliwe staje się opłakanie tego, co nigdy się nie wydarzyło, a co było psychicznie realne – niespełnionych wersji życia, wyidealizowanych relacji, fantazmatycznych scenariuszy.

W tym kontekście szczególnie bliskie są mi koncepcje Christophera Bollasa. Bollas pisze o „nieznanym znanym” – tym, co w nas obecne, ale niewypowiedziane, co kształtuje nasze wybory i relacje, choć pozostaje poza świadomym uchwyceniem. Według niego każdy człowiek nosi w sobie pewien idiom, unikalny sposób bycia, który rozwija się poprzez spotkania z obiektami – ludźmi, miejscami, doświadczeniami – rezonującymi z jego wewnętrzną strukturą.

Wiele naszych cierpień wynika nie tylko z tego, co utraciliśmy realnie, ale także z tego, czym nigdy nie mogliśmy się stać. Żałoba dotyczy nie tylko przeszłości, ale i potencjalności – wszystkich możliwych wersji siebie, które nie zostały zrealizowane

Marta Rużyłowicz-Szeremeta

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Jednak rozwój tego idiomu wymaga również strat. Bollas podkreśla, iż wiele naszych cierpień wynika nie tylko z tego, co utraciliśmy realnie, ale także z tego, czym nigdy nie mogliśmy się stać. Żałoba dotyczy więc nie tylko przeszłości, ale i potencjalności – wszystkich możliwych wersji siebie, które nie zostały zrealizowane. Dla Bollasa życie jest nieustannym wyborem i jednocześnie nieustannym traceniem.

Proces analityczny, w jego ujęciu oczywiście, polega często na stopniowym uświadamianiu sobie tych utrat – na rozpoznawaniu, jakie iluzje podtrzymywały naszą tożsamość i jakie fantazje organizowały nasze relacje. To bolesne, ponieważ oznacza konfrontację z ograniczeniem: z tym, iż nie wszystko jest możliwe, iż inni nie są tacy, jak chcielibyśmy, aby byli, i iż my sami nie jesteśmy tym, kim moglibyśmy być w naszych wyobrażeniach.

Pożegnanie z iluzją

A jednak to właśnie ta konfrontacja otwiera przestrzeń dla autentyczności. Podobnie jak Donald Winnicott, Bollas widzi w rezygnacji z iluzji nie tyle stratę, ile warunek powstania „prawdziwego self”. Iluzje, choć konieczne na pewnym etapie naszego życia, z czasem zaczynają nas ograniczać. Ich rozpad bywa doświadczeniem dezorganizującym – jakby grunt usuwał się nam spod nóg – ale zarazem umożliwia bardziej realny kontakt z własnym doświadczeniem.

Można powiedzieć, iż psychoanaliza w tym sensie jest praktyką żegnania się z iluzjami. Nie chodzi jednak o brutalne „odzieranie ze złudzeń”, ale o proces, w którym jednostka sama zaczyna rozpoznawać, co było fantazją, a co może stać się żywe i prawdziwe. To subtelne przesunięcie: od życia opartego na wyobrażeniu do życia zakorzenionego w doświadczeniu.

Wkrótce Nowość Sale!
  • Mateusz Filipowski OCD
  • Agata Kulczycka

Tkanie
PRZEDSPRZEDAŻ

32,94 54,90
Do koszyka
Książka – 32,94 54,90

Ten motyw odnajdujemy również w literaturze i filmie. W powieści „Never Let Me Go” Kazuo Ishiguro bohaterowie stopniowo tracą iluzje dotyczące własnego przeznaczenia. Ich dojrzewanie nie polega na zdobywaniu nowych możliwości, ale na uznaniu ograniczeń, które były obecne od początku, ale pozostawały niewidoczne. To bolesne przebudzenie nie prowadzi jednak do nihilizmu – przeciwnie, pozwala na bardziej świadome przeżywanie tego, co pozostaje.

Podobnie w psychoanalizie: uznanie straty nie zamyka życia, ale je intensyfikuje. To, co zostaje opłakane, nie znika całkowicie; zostaje przekształcone i włączone w strukturę psychiki w nowy sposób. Freud pisał, iż energia psychiczna może zostać ponownie zainwestowana – Bollas dodałby, iż dzięki temu możliwe staje się bardziej autentyczne rozwijanie własnego idiomu.

Ruch niełatwy

Żałoba okazuje się więc nie tyle końcem, ile przejściem. Jest ruchem od iluzji ku doświadczeniu, od fantazji ku realności, od potencjalności ku temu, co rzeczywiście może zostać przeżyte. Nie jest to ruch łatwy – często wiąże się z oporem, zaprzeczeniem, powrotami do tego, co znane. A jednak bez niego nie ma rozwoju.

Można więc powiedzieć, iż życie psychiczne nie polega na unikaniu strat, ale na umiejętności ich przeżywania. Każda żałoba, każda utrata iluzji, każda rezygnacja z wyobrażonej wersji świata otwiera przestrzeń dla czegoś nowego – choć to „nowe” prawie nigdy nie jest tak doskonałe jak to, co zostało utracone w fantazji.

I być może właśnie w tym paradoksie kryje się sens: iż dopiero wtedy, gdy przestajemy trzymać się tego, co nie istnieje, możemy naprawdę spotkać to, co jest.

Tekst ukazał się na Facebooku. Tytuł i śródtytuły od redakcji Więź.pl

Idź do oryginalnego materiału