„Zrozumiałem, iż Bóg mnie kocha”. Od czarów do chrztu – droga Josepha-Marie

19 godzin temu

Święty Paweł napisał w Pierwszym Liście do Koryntian: „Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie” (1 Kor 7, 14). Słowa te szczególnie mocno wybrzmiewają w historii Josepha-Marie Bantaby. W dzieciństwie rodzina wprowadziła go w praktyki magiczne, a on przez długi czas próbował uwolnić się spod ich wpływu. Ostatecznie jego życie odmieniły wiara i wytrwała modlitwa żony Ginette. Dziś, jako ojciec siedmiorga dzieci, opowiada o długiej drodze do Chrystusa, która doprowadziła go do chrztu w Wielkanoc 2022 r.

Dzieciństwo naznaczone czarami

Joseph-Marie dorastał w Kongu, w wielodzietnej rodzinie liczącej 19 dzieci. Jego ojciec był wojskowym i merem szóstej dzielnicy Brazzaville, stolicy kraju. Joseph-Marie, siódmy z rodzeństwa, dobrze wspomina swoje dzieciństwo. „Miałem cztery mamy” – mówi bez ogródek w rozmowie z Aleteią, wyjaśniając, iż poligamia należy do tradycji północnej części kraju.

Ojciec był człowiekiem „hojnym i dobrym”. Był wykształcony, miał pokaźną bibliotekę i chciał, by wszystkie jego dzieci mogły studiować za granicą, tak jak on. Oczekiwał jednak również, iż pójdą w jego ślady w dziedzinie czarów.

W mojej rodzinie czary były częścią wychowania, tak jak w rodzinach katolickich częścią wychowania jest katolicyzm – wyjaśnia Joseph-Marie.

Jego dziadek ze strony ojca był szamanem zajmującym się czarami, którego uważano za przywódcę, a choćby króla. Po jego śmierci praktyki te przejął ojciec Josepha-Marie. W ten sposób wiedza i obrzędy związane z okultyzmem przechodziły w rodzinie z pokolenia na pokolenie. Joseph-Marie już od najmłodszych lat był wtajemniczany w sekrety czarów. Stopniowo zaczął posługiwać się fetyszami i uczyć się rzucania uroków, między innymi po to, by podporządkowywać sobie innych. Wydawało mu się to czymś zupełnie naturalnym.

Pamięta sytuację, gdy miał około dziewięciu lat. Poskarżył się ojcu na kolegę, który dokuczał mu w szkole. Ojciec odpowiedział krótko: „Rzuć na niego urok”.

Nawet w świecie, w którym czary odgrywały tak istotną rolę, nie brakowało jednak miejsca dla chrześcijaństwa. Babcia Josepha-Marie ze strony matki, Jacqueline, była katoliczką. Jej mąż, plemienny wódz, który również praktykował poligamię i czary, nawrócił się pod koniec życia po spotkaniu z misjonarzami. Ciężko chory zgodził się przyjąć sakrament namaszczenia chorych, a następnie został ochrzczony wraz ze wszystkimi swoimi żonami i dziećmi.

Kiedy Joseph-Marie spędzał wakacje u babci, nie próbowała ona szczególnie go ewangelizować. Po prostu modliła się w jego obecności, zwłaszcza przed posiłkami. Chłopiec nauczył się w ten sposób na pamięć modlitwy „Zdrowaś Maryjo”. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy, jak wielkie znaczenie będzie ona miała w jego życiu.

Nawrócenie św. Pawła w malarstwie:

Galeria zdjęć

„Szukałem po prostu wyjścia”

Jako nastolatek Joseph-Marie wydawał się przeznaczony do wielkiej kariery w świecie czarów. Pod koniec liceum zaczął jednak coraz częściej zadawać sobie pytania. Nie chciał ani pójść w ślady ojca i zostać wojskowym, ani przejąć po nim praktyk okultystycznych. Pragnął znaleźć własną drogę. Pokusa władzy wciąż była jednak silna.

Człowiek czuje się bardzo potężny, może dominować nad innymi – przyznaje.

W marcu 1992 r. śmierć ojca wywróciła jego życie do góry nogami. „Członkowie kultu, do którego należał mój ojciec, próbowali przejąć moje moce. Byłem młody i czułem się zagrożony” – wspomina.

Zaczął też doświadczać niepokojących zdarzeń. Śnił o swoich przodkach, którzy mu się ukazywali. Zdarzało się, iż budził się nocą z obrażeniami, ponieważ podczas snu uderzał o meble w pokoju. Był przekonany, iż stał za tym demon.

Jak zauważa, na Zachodzie diabeł bywa postrzegany jako coś abstrakcyjnego, podczas gdy on sam jest przekonany o realności demona.

A on chce tylko jednego: doprowadzić nas do grzechu śmiertelnego. W czarach jest to jak najbardziej możliwe! – mówi.

W 1993 r. Joseph-Marie postanowił opuścić Kongo i wyjechać do Francji, by studiować nauki ścisłe w Paryżu. Nie zdołał jednak odciąć się od swojej okultystycznej przeszłości. przez cały czas śnił o dziadku, który zdawał się wskazywać mu drogę.

Jednocześnie zaczęło budzić się w nim poszukiwanie duchowe.

Szukałem po prostu wyjścia. Nie wiedziałem, jak zapanować nad tym, co działo się we mnie – wyznaje.

Podczas konferencji w rosyjskim Petersburgu zetknął się z prawosławiem. To pierwsze spotkanie z chrześcijaństwem poruszyło w nim coś ważnego, ale nie doprowadziło jeszcze do prawdziwej przemiany.

Świat okultystyczny przez cały czas trzymał mnie w swoich szponach, dlatego nie kontynuowałem poszukiwania Boga – przyznaje. – Kiedy siły okultystyczne trzymają człowieka w niewoli, nie pozwalają mu zbliżyć się do światła, które dostrzega.

Ginette – nieustępliwa wiara

Joseph-Marie zaczął dostrzegać to światło w 2009 r., kiedy poznał Ginette, swoją przyszłą żonę. Kończył wówczas studia w Orleanie. Młoda kobieta, trzynaście lat od niego młodsza, również właśnie przeprowadziła się tam na studia. Mieszkali po sąsiedzku. Joseph-Marie gwałtownie uległ jej urokowi. Z czasem lepiej się poznali i zaczęli się spotykać, a w 2011 r. zostali parą.

Ich związek nie był jednak łatwy. Ginette była praktykującą katoliczką, podczas gdy Joseph-Marie wciąż zmagał się z tym, co uważał za działanie sił zła. „Początki były chaotyczne” – przyznaje.

Ginette dużo się za niego modliła. Przywoziła mu wodę święconą z Lourdes i próbowała przybliżyć go do Jezusa. Nic jednak nie wydawało się skuteczne. Joseph-Marie pragnął mimo wszystko założyć z nią rodzinę. Sytuację dodatkowo komplikował sprzeciw rodziny Ginette. Dla jej matki nie wchodziło w grę, by córka poślubiła człowieka praktykującego czary.

Mimo przeszkód para kontynuowała wspólne życie i przeniosła się do Turenii, gdy oczekiwała narodzin pierwszego dziecka. Problemy nie znikały, ale Ginette nie traciła nadziei.

Odkryła grupy modlitewne o charakterze charyzmatycznym działające w okolicach L’Île-Bouchard w departamencie Indre-et-Loire. To miejsce pielgrzymkowe związane z objawieniami maryjnymi z grudnia 1947 r., kiedy – według relacji – Maryja ukazała się wraz z archaniołem Gabrielem. Ginette zaczęła regularnie uczestniczyć w spotkaniach. Była przekonana, iż jej partner może tam znaleźć uwolnienie, którego od tak dawna szukał.

Mijały jednak lata, a Joseph-Marie pozostawał zamknięty na wiarę. Ich związek przechodził głęboki kryzys i kilka brakowało, by się rozstali. Wtedy Ginette postanowiła całkowicie zawierzyć Maryi. przez cały czas modliła się za ukochanego, nie wiedząc, iż jej wytrwałość niedługo przyniesie owoce.

Nawrócenie w Niedzielę Palmową

W każdą niedzielę Joseph-Marie zawoził Ginette samochodem na Mszę Świętą. Sam jednak nie chciał wejść do kościoła i wolał czekać na parkingu.

Zmieniło się to 9 kwietnia 2017 r., w Niedzielę Palmową. Tego dnia Ginette nalegała, by uczestniczył z nią w liturgii. W końcu się zgodził, ale postawił warunek: usiądą na samym końcu kościoła. Nie wiedział, iż dla Ginette była to ostatnia próba przybliżenia go do Boga.

Podczas Mszy Świętej, gdy odczytywano opis Męki Chrystusa, Joseph-Marie nagle został ogarnięty silnymi emocjami. Rozpłakał się.

Zrozumiałem, iż Bóg mnie kocha, iż wiele otrzymałem, ale co ja daję Bogu? Praktykowałem czary, byłem zwrócony ku demonom… Tego dnia zobaczyłem swoją winę – wspomina.

Po raz pierwszy w pełni uświadomił sobie, jak wielka jest miłość Chrystusa do niego. Zaczął też inaczej patrzeć na własne życie.

Łzy, które tego dnia wylałem w kościele, oczyściły mi oczy i uszy. Już nie słyszałem tak jak wcześniej. Nie patrzyłem na świat w ten sam sposób – opowiada.

Poruszyło go również to, iż słowa, które słyszał w kościele, nie były mu obce. Ginette od lat mówiła mu o Jezusie, ale on odmawiał słuchania. Brakowało przełomu, który pozwoliłby mu przyjąć to, co do niego docierało.

Ten przełom przyniosła mi Maryja, ponieważ była obecna w moim życiu już od dzieciństwa. Najpierw za sprawą babci i odmawianego przez nią przed posiłkami «Zdrowaś Maryjo», później dzięki pielgrzymkom Ginette do Lourdes i Paray-le-Monial, a w końcu do L’Île-Bouchard, położonego zaledwie kilka kilometrów od naszego domu – wyjaśnia.

Droga nadziei

To doświadczenie zapoczątkowało prawdziwą drogę nawrócenia Josepha-Marie. Postanowił poprosić o chrzest i rozpoczął przygotowanie do jego przyjęcia. Dla Ginette oznaczało to również nadzieję, iż wreszcie będą mogli zawrzeć małżeństwo w Kościele – od dawna pragnęła przyjąć ten sakrament.

Jego drogę do chrztu opóźniła jednak pandemia COVID-19. Ostatecznie sakrament przyjął dopiero podczas Wigilii Paschalnej, 16 kwietnia 2022 r. W chwili wyrzekania się szatana i jego dzieł, jak sam relacjonuje, przeżył szczególnie intensywne doświadczenie.

Poczułem, iż opuszczają mnie siły zła – świadczy.

Dwa tygodnie później, w trzecią niedzielę wielkanocną, 1 maja 2022 r., Joseph-Marie i Ginette wreszcie pobrali się w kościele. Mieli już wówczas pięcioro dzieci. euforia Ginette była ogromna!

Joseph-Marie Bantaba

„Chcę, żeby moje dzieci poznały moją historię”

Joseph-Marie zdecydował się opisać swoją historię dopiero kilka lat po chrzcie. Przede wszystkim chciał pozostawić świadectwo swoim dzieciom.

„Chcę, żeby znały moją historię” – wyjaśnia. Dodaje jednak, iż szczególnie zależy mu na dotarciu do osób praktykujących czary lub voodoo.

Moja historia nie jest odosobnionym przypadkiem – zapewnia. – W Afryce wciąż są katolicy, którzy w niedzielę rano idą do kościoła, a zaraz potem praktykują voodoo.

Młodych ludzi, których pociągają praktyki okultystyczne, przestrzega przed traktowaniem ich jak niewinnej zabawy.

To nie jest przygoda z Harrym Potterem. Siły okultystyczne to nie zabawa. Można przez nie stracić życie. To prawdziwe niebezpieczeństwo! – podkreśla.

Przede wszystkim chce jednak przekazać przesłanie nadziei. Na zakończenie przywołuje słowa Psalmu 34 (33): „Biedak zawołał, a Pan go usłyszał”.

Tłumaczenie z francuskiej edycji Aletei.

Idź do oryginalnego materiału