Jeśli zmartwychwstanie dokonuje się w ciemnościach, to znaczy, iż On jest w bezradnym płaczu, tęsknocie, w tym, co dla nas trudne, niezrozumiałe, nie-do-rozwiązania.
Dopadła mnie. Obłapiła mnie swymi śliskimi mackami bezsilności, rozczarowania, zgorzknienia, stagnacji. Ogromna ciemność.
Tak, doskonale wiedziałem, iż słowo „kryzys” ma wiele znaczeń, a jednym z nich jest „przełom”, tyle iż taka teoretyczna wiedza w chwili próby nie na wiele się przydawała. Ponazywałem przecież swą niemoc po imieniu, a nie znajdowałem w sobie mechanizmów, by zmienić kierunek.
Sprawdzam!
„Zachowaj w piekle swoją duszę, a ty chodź za mną” – dewiza ta znakomicie sprawdza się podczas wielkopostnych konferencji. Gorzej gdy słyszy się delikatny głos: „Sprawdzam!”
WIĘŹ – wspieraj niezależne media katolickie!
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
W tym ciemnym czasie zaczytywałem się w pachnących drukiem „Księdze gaju laurowego” i „Godzinie owoców”, które akurat wpadły w moje ręce. Wydane właśnie nad Wisłą książki Béli Hamvasa, skazanego po II wojnie światowej na milczenie i wykluczonego z kręgu publikujących węgierskiego erudyty, znakomicie opisywały stan, w którym ugrzęzłem. Chłonąłem każde słowo.
Bliskie szaleństwu pomieszanie, ciemność, piekło, kołowanie infernalnego wiru, dusza, która w męce rozszarpuje samą siebie, gniew Boży, płomień z głębiny. Gorzkie i odarte z nadziei cierpienie. Strach, strach, strach. Imaginacja: nie znajdujesz niczego poza sobą, więc samego siebie trawisz. Chciwość, bluźnierstwo, urąganie, zawiść, wściekłość, nienawiść, kłamstwo i strach, strach, strach.
Béla Hamvas starał się nazwać po imieniu duchową ciemność.
Modliłem się cały w skurczu, choć jednocześnie wiedziałem, iż dla kurczowej modlitwy niebo się nie otwiera. Prawdziwym sensem każdej ciemności jest światło. Misterium grzechu, piekła i potępienia – trzeba przez to przejść, jak przez śmierć. Biada temu, kto ucieka przed straszliwą tajemnicą ciemności. Trzeba ją przyjąć.
W słowach Węgra rozpoznawałem siebie. To było moje doświadczenie. Zwłaszcza słowa: „prawdziwym sensem każdej ciemności jest światło”.
Noc przesadza
„Noc przesadza” – pisał w „Łuku triumfalnym” Erich Maria Remarque. Wsącza w nas pokusę myślenia, iż ciemność nigdy się nie skończy, a po strapieniu nie nadejdzie pocieszenie. Po tygodniach marazmu, bezsilności i snucia czarnych scenariuszy, jednego dnia (nie było żadnego zewnętrznego bodźca czy dopalacza) usiadłem i zacząłem przekuwać tę ciemność w kreatywność.
Krok po kroku. Słowo po słowie. Na białym ekranie zapisałem słowa, które usłyszałem przed laty od trapisty o. Michała Zioły i które mocno we mnie rezonowały: „Pan Bóg nie lubi siły”. Tak zacząłem pisać książkę „Ogrody w ruinach”.
- Zbigniew Nosowski
Szare, a piękne
Jednym z moich najważniejszych duchowych odkryć było to, iż Jezus zmartwychwstał, „gdy jeszcze było ciemno” (J 20,1). To był prawdziwy przewrót kopernikański, bo przecież zmartwychwstanie kojarzy się wielu z oślepiającym blaskiem, kosmiczną eksplozją, atomowym rozbłyskiem, snopem światła, rozdzierającym kryjące ziemię ciemności. Tak przedstawiane jest zwykle na ikonach czy słynnym, zbudowanym na zasadzie kontrastu, obrazie Matthiasa Grünewalda, z którego wprost wylewa się jasność.
Tymczasem Jezus zmartwychwstał „wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno”. To wówczas złamał pieczęcie śmierci! Życie objawiło się, gdy zdruzgotana Maria Magdalena stała nad grobem, płacząc. Stała z pytaniami bez odpowiedzi, nie mając pojęcia, iż grób jest już pusty.
Spotkanie w ogrodzie
Przecież to zmienia wszystko! jeżeli zmartwychwstanie dokonuje się w ciemnościach, to znaczy, iż On jest w bezradnym płaczu, tęsknocie, w tym, co dla nas trudne, niezrozumiałe, nie-do-rozwiązania. W martwej sytuacji. „W pracy Tyś ochłodą, w skwarze żywą wodą, w płaczu utulenie” – śpiewamy o zapowiedzianym przez Niego Paraklecie. „W”, nie „po”.
Zazwyczaj skupiamy się wówczas na rozdrapywaniu ran, nuceniu mantry: „A myśmy się spodziewali”, roztrząsaniu filozoficznych zagadnień dotyczących „śmierci Boga”, a On w tym czasie spaceruje już po ogrodzie. Jesteśmy tak skupieni na traumie Wielkiego Piątku, iż możemy pomylić Jezusa ze zwykłym ogrodnikiem.
„Bóg potrzebuje człowieka. Nieustannie, wytrwale, wychodzi nam na spotkanie, jeżeli tylko zapragniemy Go poznać. Bóg nie chce być sam, zaś człowiek nie może pozostawać na zawsze nieczuły na to, co On pragnie mu pokazać” – pisał Joshua Abraham Heschel, najpopularniejszy chasyd czytany przez chrześcijan całego świata, dodając: „Wiara to rumieniec wywołany obecnością Boga”.
Życie objawiło się, gdy zdruzgotana Maria Magdalena stała nad grobem, płacząc. Stała z pytaniami bez odpowiedzi, nie mając pojęcia, iż grób jest już pusty
Marcin Jakimowicz
„Żeby dojść do światła, trzeba wszystkie ciemności porozbijać. Taka to robota. Co chwilę coś staje się ciemne i trzeba znowu tę ciemność rozświetlić. Nie usunąć, bo się nie da, tylko rozświetlić. Rzucić na nią światło słowa, światło wiary” – przypominał o. Joachim Badeni. Jak bardzo pomaga mi w tym rada jego żyjącego w XIII wieku współbrata z Akwinu, podpowiadającego: „Jeśli nie masz wiary, wypowiadaj słowa, a wiara pójdzie za nimi”.
Uratowani!
Wypowiadam słowa. W ciemno. Wierząc w nie i wypowiadając na tym samym oddechu: „zaradź memu niedowiarstwu”. Już wielokrotnie przekonałem się, iż dewiza Ewagriusza z Pontu: „Modlitwa jest lekarstwem na smutek i zniechęcenie”, nie jest przypudrowaną pobożną agitką.
Jesteśmy uratowani. Od czasu, gdy Bóg zstąpił do otchłani, nie ma rzeczywistości, której nie mógłby dotknąć i przemienić swą życiodajną łaską. Jasne, wymaga to odwagi, uznania swej bezradności, bezbronności, kruchości, grobowej sytuacji, ale sam przecież zapowiedział przez proroka, iż rozpoznamy Go po tym, „gdy otworzy nasze groby i z grobów nas wydobędzie” (Ez 37,13).
Rozbijam ciemności, czytając intuicje Teresy z Lisieux:
Jeśli chodzi o moje dziękczynienie, nie mogę powiedzieć, bym opływała w pociechy; przeciwnie, są to chwile, kiedy ich miewam najmniej. Uważam to za rzecz zupełnie naturalną, ponieważ oddałam się Jezusowi z pragnieniem przyjmowania Jego odwiedzin nie dla własnej przyjemności, ale przeciwnie, by sprawić przyjemność Temu, który mnie się oddaje.
Sam Bóg zaniesie mnie do celu
Teresa stała się moją przewodniczką. „Bez autentycznej tęsknoty i bez rozpoznania własnej słabości nie wejdzie się na małą drogę. Jest ona przezwyciężonym zwątpieniem” – pisał o. Wilfrid Stinissen.
- Wiesław Dawidowski OSA
- Damian Jankowski
Leon XIV. Papież na niespokojne czasy
Doskonale wiedziałem, iż gdy karmelitanka pisała: „Sama z siebie nic zdziałać nie mogę”, w jej ustach słowo „nic” nie było pobożną metaforą. W swym życiu duchowym doszła do ściany. Wierzyła jednak, iż bezradność nie jest ostatnim słowem.
Urodzona w 1873 roku w Alençon karmelitanka w czasie rodzinnych eskapad widziała windę (pierwszym dźwigiem nowojorczyk Elisha Otis pochwalił się dwadzieścia lat wcześniej na Wystawie Światowej). W trzecim rękopisie pisanym od lipca 1897 roku notowała: „Chcę szukać sposobu, by dotrzeć do nieba małą drogą, prostą, krótką, małą drogą zupełnie nową. Obecnie, żeby wyjść na piętro, nie trzeba już używać schodów, u ludzi bogatych zastępuje je świetnie winda. Windą, którą mnie wzniesie aż do nieba, są Twoje ramiona, Jezu!”.
Bardzo podnosiły mnie te słowa.
Zmartwychwstały nas zaskoczył
„Bóg godzi się na to, iż w wyniku buntu jego własne stworzenie może Go odrzucić, zapomnieć o Nim i wyrzec się Go. Na krzyżu Bóg opowiedział się za człowiekiem przeciwko Bogu” – pisał w „Szalonej miłości Boga” Paul Evdokimov. „Od Adama ludzkość czekał tylko Szeol, mroczne przebywanie umarłych. W wielkosobotnim nabożeństwie paschalnym śpiewamy: «Zszedłeś na Ziemię, by ocalić Adama, a nie znajdując go, o Panie, poszedłeś szukać go w piekle». Chrystus zstąpił do piekieł, aby szukać tam człowieka”.
Zmartwychwstały nas zaskoczył. Sytuacja wymknęła się nam spod kontroli, a my, przyznajmy, nie lubimy takich niespodzianek.
„Wczesnym rankiem, gdy było jeszcze ciemno”, runęło to, co misternie sobie poukładaliśmy, a Jego niosące życie światło wtargnęło, gdy byliśmy kompletnie nieprzygotowani, nieufni, niedowierzający i przerażeni opowiadaniem kobiet mówiących o pustym grobie i odwalonym kamieniu.
Szamotaliśmy się w bezradności, ciemności, zwątpieniu, paraliżującym rozdrapywaniu ran. Podskórnie baliśmy się trudnej, pełnej uzasadnionych zarzutów rozmowy, drżeliśmy przed pytaniem: „Gdzie byliście w kulminacyjnym momencie dramatu?”. A On wszedł mimo zamkniętych drzwi i powiedział: „Szalom!”.
Przeczytaj też: Bóg mocny inaczej. Medytacja na Triduum Paschalne

1 dzień temu







![Ukraina: Niedziela Palmowa na froncie [GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/04/mid-epa12870619.jpg)









