Zapominając o centrum, przegrywa się wybory w Polsce

2 dni temu

Kto dziś traci zdolność dotarcia do wyborców o centrowej wrażliwości, ten skazuje się na wyborczą porażkę – mówi politolog Sławomir Sowiński.

Roch Zygmunt: Co oznacza nominacja Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera z ramienia Prawa i Sprawiedliwości?

Sławomir Sowiński: To ruch bardzo ryzykowny, być może choćby na granicy politycznej desperacji. Ale prawdę mówiąc, chyba i tak to wybór najlepszy z możliwych w trudnej sytuacji, w jakiej pół roku po wielkim sukcesie w wyborach prezydenckich paradoksalnie znalazł się PiS.

Związane z nim ryzyko wiążę się po pierwsze z pytaniem, jak długo ostrą polityczną linię Przemysława Czarnka akceptować będzie frakcja Mateusza Morawieckiego. A po drugie, z realnym niebezpieczeństwem wypalenia się tej kandydatury przez długie półtora roku do kampanii wyborczej. Ton desperacji wpisany w tę misję słychać doskonale w sposobie, w jaki kandydat PiS ściga się dziś z Grzegorzem Braunem na odmalowanie ciemnego, chwilami karykaturalnego wizerunku UE, po to rzecz jasna, by odbić temu drugiemu eurosceptycznych wyborców.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

I choć w szerszej perspektywie kandydatura ta zamyka chyba PiS-owi drogę do wyborców bardziej umiarkowanych, to tu i teraz daje jakąś szansę na wyprowadzenie partyjnych szeregów z marazmu i powalczenie o status jedynej liczącej się prawicy na scenie. A to dla partii Jarosława Kaczyńskiego być albo nie być.

Dla wyborców umiarkowanych pojawiła się ostatnio nowa oferta – Klub Parlamentarny Centrum. Będzie coś z niego?

– Na razie to głównie klub techniczny i swego rodzaju polityczna poczekalnia.

Poczekalnia na co?

– Na rozwój wypadków albo możliwość kontynuowania dalszej kariery przez byłych parlamentarzystów Polski 2050 pod innymi sztandarami. Może w Koalicji Obywatelskiej, może w PSL, a może w Nowej Lewicy.

Możliwe jest też zaangażowanie tego Klubu w jakiś nowy, liberalny projekt polityczny. Jako wątpliwe oceniam natomiast jego szanse na sukces w obecnej formule.

„Nowa partia konserwatywno-liberalna” to już w niektórych kręgach mem.

– Szeroki elektorat chyba tak tego nie postrzega. Jako wyborcy spektakl polityczny traktujemy czasem podobnie do popularnych seriali telewizyjnych – gdy nadchodzi nowy sezon, ze świeżą fabułą i ciekawą zapowiedzią rozwoju akcji, gotowi jesteśmy dać kolejną szansę znanym aktorom. Przesadnie nie przeszkadza nam to, iż są już trochę ograni.

W tym jednak sezonie nie objawi się chyba polityczna siła, która odwoływałaby się głównie do – po arystotelesowsku rozumianego – centrum, czyli umiaru i rozsądku.

Dlaczego?

– Nasza polityka jest rozemocjonowana, rządzi nią przesada. Przebicie się z umiarem czy roztropnością okazuje się niezwykle trudne. Jednocześnie fundamentalne znaczenie będzie miało to, kto obsieje trzecie pole polskiej polityki.

Obsieje trzecie pole?

– Przestrzeń poza dwiema dominującymi partiami, która jest dziś bardziej jak archipelag niż wyspa. I obejmuje różne polityczne wyspy, od Konfederacji Korony Polskiej aż po Partię Razem. To właśnie na owym trzecim polu rozstrzygnął się los wyborów 2023 roku. Mimo iż PiS je wygrał, stracił władzę właśnie z powodu braku wpływów tam, poza duopolem.

Znaczenie trzeciego pola stale rośne. Kandydaci duopolu PiS-KO w pierwszej turze wyborów prezydenckich z 2025 roku zdobyli niespełna 60 proc. głosów, co oznacza, iż sporo wyborców szuka innej opcji.

Kto głosuje na partie trzeciego pola?

– To cały konglomerat oczekiwań i poglądów. Myślę, iż są w nim dwie podstawowe grupy. Po pierwsze, to elektorat aspiracyjny, zwolennicy modernizacji. Z drugiej strony mamy tu wyborców rebelianckich, dla których cały obecny układ jest strukturalnie nie do zaakceptowania i trzeba go po prostu legalnie zmienić.

Jako wyborcy spektakl polityczny traktujemy czasem podobnie do popularnych seriali telewizyjnych – gdy nadchodzi nowy sezon, ze świeżą fabułą i ciekawą zapowiedzią rozwoju akcji, gotowi jesteśmy dać kolejną szansę znanym aktorom

Sławomir Sowiński

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Odnajdziemy tu zwolenników Grzegorza Brauna czy części Konfederacji, natomiast po stronie aspiracyjno-modernizacyjnej mamy PSL, ale i lewicowe Razem, którego wyborcy oczekują zmian o charakterze socjalnym.

To ci słynni „normalsi”?

– Trudno tę grupę zdefiniować. Na pewno to wyborcy nieuwiedzeni emocją sporu politycznego, po mistrzowsku wykreowanego przez Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska. Wyborcy ci swoje polityczne oczekiwania lokują bliżej własnych codziennych spraw i potrzeb.

Istotna jest tu również kwestia pokoleniowa: to w większości wyborcy młodsi oraz w średnim wieku. Emeryci bowiem są dziś mocniej przywiązani do PiS-u lub Koalicji Obywatelskiej.

Chyba osobnym przypadkiem jest Razem. Dotąd – może poza Samoobroną – partie trzeciego pola odwoływały się do wolnego rynku jako bardzo ważnego elementu swojej tożsamości.

– Dałoby się znaleźć więcej takich przykładów, wychodzących poza wolnorynkową poetykę. Był chociażby epizod z Wiosną Roberta Biedronia, gdzie wyraźnie pobrzmiewały elementy socjalne. Podobnie Ruch Palikota, chociaż to był twór bardziej eklektyczny. Niemniej, ma pan rację – większość kontestatorów systemu protestuje przeciwko wszechobecnemu w Polsce populizmowi socjalnemu.

Wróćmy do centrum. Mówił pan, iż nikt nie chce umiaru, ale jednocześnie PSL-owi ostatnio w sondażach rośnie.

– Rzeczywiście. Fenomenem stanowiącym o sile tej partii jest jej lider – Władysław Kosiniak-Kamysz. Połączył on stosunkowo młody wiek ze sporym doświadczeniem politycznym, zdobywanym jeszcze za czasów pierwszego rządu Donalda Tuska. Wicepremier wprowadził też na szczyty sprawnych polityków młodszego pokolenia, jak Dariusz Klimczak czy Miłosz Motyka. istotny jest wreszcie kontekst – wyróżnianie się stabilności i przewidywalności PSL-u, na kilku planach.

Jakich?

– Po pierwsze, na tle wizerunkowej autokompromitacji Polski 2050, po drugie – niepokoju, jaki u części wyborców budzi rosnąca popularność i nieprzewidywalność Grzegorza Brauna, po trzecie zaś – na tle napięć wewnętrznych, ujawniających się w szeregach PiS-u. Polskie Stronnictwo Ludowe jawi się zatem jako projekt umiarkowanie konserwatywny i bezpieczny, idealnie dopasowany do wrażliwości dużej części Polaków.

Sale!

Dyskretny urok softalitaryzmu | Przyszłość polskiej religijności | Czy słuchania muzyki można się nauczyć?

34,83 39,96
Do koszyka
Książka – 34,83 39,96 E-book – 29,00 32,30

Polityka jest jak żeglowanie – sztuka polega na umiejętnym ustawieniu żagla w taki sposób, aby złapać wiatr aktualnych nastrojów społecznych. PSL-owi zaczyna się to powoli udawać. Doczekali momentu, w którym wyborcy poczuli zmęczenie wewnętrznymi burzami w innych formacjach, i potrafili się na ich tle wyróżnić.

PSL chciał w ramach rządowej koalicji stanowić swego rodzaju konserwatywną kotwicę, ale mam poczucie, iż projekty w rodzaju wychowania patriotycznego porzucono, a skupiono się na tych mało popularnych – jak likwidacja dwukadencyjności.

– Ludowcy grają dziś przede wszystkim o integrację i polityczną sterowność tego licznego środowiska, z dobrze rozbudowanymi strukturami. Wicepremierowi Kosiniakowi-Kamyszowi dobrze się to udaje. Nie tylko sam wygrał partyjne wybory w cuglach, ale sprawnie umocnił też pozycję Piotra Zgorzelskiego jako numeru dwa w hierarchii. Zbudowanie w miarę zwartej i sterownej drużyny politycznej to pierwszy krok do sukcesu. Najpierw tworzy się zespół, potem przypomina się dotychczasowym wyborcom, a na samym końcu szuka się wyborców nowych.

Na odpalanie bardziej innowacyjnych projektów przyjdzie czas na pół roku przed wyborami. Zbyt wczesne osiągnięcie szczytu formy, w sporcie i w polityce, bywa zgubne. Przypomnijmy przypadek Konfederacji z 2023 roku, która miała świetne, kilkunastoprocentowe notowania w okresie przedwakacyjnym. Nie wstrzeliła się jednak z tą formą we adekwatny moment, na samym finiszu kampanii, we wrześniu. Na mecie zabrakło im tempa i świeżości.

A co z dawną łatką PSL-u jako partii obrotowej, która może wejść w sojusz z każdym? Przez jakiś czas to przestało działać, bo PiS ostro atakował ludowców, jednak dzisiaj w prasie czytamy o kolejnym rzekomym „kuszeniu” Kosiniaka-Kamysza przez obóz Zjednoczonej Prawicy. Coś może z tego być?

– prawdopodobnie są to pogłoski miłe sercu Władysława Kosiniaka-Kamysza, bo pozycjonują go jako polityka cennego, o którego względy zabiega się po różnych politycznych stronach. kilka jednak z tego wynika. choćby jeżeli plotki o kuszeniu są prawdziwe, taki sojusz tu i teraz nie wchodzi w grę. Szeregi ludowców odebrały przez osiem lat rządów PiS po roku 2015 zbyt bolesną i brutalną lekcję od partii prezesa Kaczyńskiego, która robiła wiele, by ich do siebie zniechęcić.

Ewentualne zmiany mogłyby nastąpić dopiero po ustąpieniu Jarosława Kaczyńskiego z funkcji lidera, co zresztą samo w sobie wywoła głębokie trzęsienie ziemi w krajowej polityce. Dopóki to się nie wydarzy, skazani jesteśmy na spekulacje.

To może jakaś koalicja z partią samorządowców?

– Samorządowcy z poziomu powiatów, gmin i sejmików województw już od dawna są głównym filarem struktury PSL-u. Partia ta jest bodaj najbardziej samorządowa ze wszystkich formacji na polskiej scenie. Warto pamiętać, iż wybory parlamentarne to logistycznie aż 41 osobnych kampanii wyborczych, prowadzonych w poszczególnych okręgach, gdzie wsparcie lokalnych struktur jest absolutnie kluczowe.

Co zaś do prób zorganizowanego przekształcania kapitału samorządowego na parlamentarny nie wróżę im większego sukcesu. Te dwa szczeble władzy to bardzo różne światy operujące niemal innymi systemami walutowymi. Przeniesienie rozpoznawalności i zaufania między nimi w skali kraju jest arcytrudne.

Dlaczego?

– Wskazuje na to los wielu podobnych inicjatyw w przeszłości. Przy wszystkich podobieństwach polityka samorządowa i ogólnokrajowa to ostatecznie różne polityczne światy. W pierwszym szukamy jako wyborcy bezpieczeństwa, spokoju na naszej ulicy i dobrych usług politycznych. Drugi znacznie bardziej rządzi się teatralnymi regułami spektakularności i spektaklu.

Co więcej, ogólnokrajowe wybory prowadzi się – jak zauważyliśmy – jednocześnie w 41 bardzo różnych okręgach wyborczych, z których każdy jest trochę odrębnym mikrokosmosem, ze swą własną tożsamością, szansami i wyzwaniami. jeżeli więc jakiś ruch polityczny stawia na swym czele samorządowca X, Y, Z, który legitymuje się głównie dobrym zarządzaniem Warszawy, Wrocławia czy Nowej Soli, to nie musi być to argument przekonujący dla wyborców z Białegostoku, Szczecina czy Przasnysza. Do tego dochodzą bariery w postaci systemu finansowania, który faworyzuje istniejące byty polityczne.

Głęboko wierzę w tezę, iż władzy ostatecznie się nie zdobywa, ale traci. O losach zmian rządowych decyduje w głównej mierze kondycja lub jej brak po stronie dotychczasowego obozu władzy

Sławomir Sowiński

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Potrzebujemy niewątpliwie doświadczenia samorządowców w polityce ogólnopolskiej. Ale droga z jednego do drugiego świata wiedzie moim zdaniem przez istniejące partie polityczne, a nie tworzone ad hoc doraźne samorządowe inicjatywy.

Co zostanie z Polski 2050? Formacja Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz zostanie w centrum czy może – jak wieszczą niektórzy – zawiąże sojusz z Partią Razem?

– To rzeczywiście jedno z kluczowych dziś pytań. Moim zdaniem dopóki trwać będzie przy niej piętnaścioro posłów tworzących klub, a Szymon Hołownia będzie przez cały czas wicemarszałkiem Sejmu, dopóty, przez kolejne miesiące, chwiejna równowaga w koalicji jest niezagrożona. A klub Polski 2050 pozostanie w polu grawitacji politycznej rządzącej koalicji, choć na najdalszej być może jego orbicie.

Gdyby jednak któryś z tych dwu warunków owej chwiejnej równowagi został naruszony, dojść może do większych przetasowań. Na przykład, oddalania się Polski 2050 w kierunku środowiska Razem. Ale nikomu w koalicji chyba na tym nie zależy, więc nie spodziewam się póki co zmian obecnego status quo.

W kontekście centrowych tworów mówi się jeszcze o jednym – secesji w PiS-ie i powołaniu nowej partii pod auspicjami Mateusza Morawieckiego.

– Ambicje byłego premiera koncentrują się moim zdaniem raczej na przygotowaniu do przyszłej walki o sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim niż na ryzykownym budowaniu nowej struktury. Jego przyszła pozycja wewnątrz ugrupowania będzie w jakiejś mierze uzależniona od finału sprawy Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych sprzed 2023 roku. jeżeli sprawa ta ponownie zawładnie wyobraźnią opinii publicznej i wróci na pierwsze strony gazet, oponenci Morawieckiego w partii zyskają potężny argument, by go marginalizować i osłabić.

Jeśli zaś temat ucichnie, pozycja byłego premiera, a dziś bardzo sprawnego opozycyjnego technokraty, państwowca i lidera frakcji wewnątrz PiS, może rosnąć. Zwłaszcza, iż dla pewnej politycznej równowagi, jak dżdżu potrzebował będzie go przed wyborami Przemysław Czarnek.

Wybory dalej wygrywa się w centrum?

– Inaczej: zapominając o centrum, się je przegrywa. Głęboko wierzę w tezę, iż władzy ostatecznie się nie zdobywa, ale traci. O losach zmian rządowych decyduje w głównej mierze kondycja lub jej brak po stronie dotychczasowego obozu władzy. PiS wprawdzie formalnie zajął pierwsze miejsce przy urnach w 2023 roku, ale stracił kontrolę nad szerszymi, społecznymi nastrojami. Ugrupowanie to osierociło aspiracje modernizacyjne i socjalne dużej część społeczeństwa, które samo obudziło w latach 2015-2019. Podchwyciła je natomiast w jakiejś mierze Trzecia Droga.

Kto dziś traci zdolność dotarcia do wyborców o centrowej wrażliwości – zrzeszonych, przypominam, na bardzo zróżnicowanym światopoglądowo archipelagu stanowisk od prawa do lewa – ten skazuje się na utratę władzy.

Sławomir Sowiński – ur. 1968, politolog, dr hab. Pracuje w Instytucie Politologii UKSW, kieruje Zespołem badań nad związkami polityki i religii. Autor książki „Boskie, cesarskie, publiczne. Debata o legitymizacji Kościoła katolickiego w Polsce w sferze publicznej w latach 1989-2010” , współautor wielu innych książek, publicysta. Członek Zespołu Laboratorium „Więzi”, stały współpracownik kwartalnika „Więź”. Mieszka w Legionowie.

Idź do oryginalnego materiału