Cierpienie uszlachetnia? Bzdura. Jedynie co: cierpienie, którego zaznajesz, może uszlachetniać ludzi, którzy są obok. Oni na chwilę zrezygnują z rytmu własnego życia i poświęcą czas tobie – mówi „Tygodnikowi Powszechnemu” Urszula Zajączkowska.
W nowym numerze „Tygodnika Powszechnego” Katarzyna Kubisiowska pyta o żałobę Urszulę Zajączkowską, poetkę i botaniczkę.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Zajączkowska nazywa zmarłego męża, Stefana, miłością swojego życia. – Wzięłam Stefana całego, z jego miłością do roślin, myśleniem o fizyce świata przyrody, pasją i wyobraźnią – wspomina. Mąż był „skromnym, ale pasjonującym człowiekiem. Z ogromną pogodą ducha, nietrzymającym urazy. Żywe dobro. A nasza miłość szła błyskawicznie, po kilku miesiącach od pierwszej randki Stefan się oświadczył”.
- Ks. Jan Kaczkowski
- Katarzyna Jabłońska
Szału nie ma, jest rak
– Nie da się do pustki przyzwyczaić. Mózg nie zna: nie ma. Więc choćby te dwa słowa „nie ma” jest stworzeniem ich istnienia w samym języku. Nie ma czego? Tego nie ma, jego nie ma. Nie ma, iż nie ma Stefana, bo on cały czas jest. W różnych obszarach. W pracy, badaniach, w roślinach, choćby w sposobie nauczania – zaznacza poetka.
– Mówi się, iż cierpienie uszlachetnia, iż niby nabywa się specjalne cnoty. Bzdura. Wcale cię nie uszlachetnia, tylko tarza w błocie, sprowadza do poziomu robala. Jedynie co: cierpienie, którego ty zaznajesz, może uszlachetniać ludzi, którzy są obok. Oni na chwilę zrezygnują z rytmu własnego życia i poświęcą czas tobie – dodaje.
Jej zdaniem „rak to jednak jest wyrok, ale pod warunkiem, iż się nie leczysz. Kiedyś los mnie skazał, dziś żyję dzięki naukowcom, laborantom, lekarzom, pielęgniarkom i niekończącemu się strumieniowi ludzi niosących pomoc, dzięki sumie ich wiedzy i decyzji”.
Zajączkowska stwierdza, iż żałoba to „miłość, która nie ma gdzie pójść. Więc zostaje i szuka miejsca obok tych, którzy są. Tu jest Hania, rodzina, przyjaciele. Jest też las. jeżeli kochasz, chcesz dla tej drugiej osoby tego, czego ona by chciała”.
– Wiem więc, iż ostatnią rzeczą, jakiej Stefan by chciał, byłoby tracenie życia na smutek przez niego. […] Czasami się w tym smutku tarzam… Ale jest też pewien poziom decyzji, w którym mówisz stop, masz kontrolę nad tym, co się dzieje. Nie brniesz w to dalej – zauważa.
DJ

1 godzina temu















