Wojna przynosi Libanowi zarówno nadzieję, jak i rozpacz

pkwp.org 55 minut temu


Arcybiskup Hanna Rahme z Baalbek-Deir El-Ahmar w Libanie nie przestaje wspierać ewangelizacji mimo kolejnych kryzysów i wojen. Jednocześnie Kościół otwiera się na uchodźców, buduje relacje z szyitami i stara się nieść ludziom nadzieję.

Zgromadzenie Mnichów z Beit Maroun, Sług Cedru Libanu, to młoda wspólnota założona w 2019 roku. w tej chwili tworzy ją trzech kapłanów i dwudziestu braci, którzy pozostają pod opieką abp. Hanny Rahme. Tym, co wyróżnia zgromadzenie, jest szczególny ślub ewangelizacji. Hierarcha podkreśla, iż misja ta wymaga solidnego przygotowania, dlatego zależy mu na umożliwieniu zakonnikom dalszych studiów.

Arcybiskup z wdzięcznością mówi o wsparciu organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie, które pozwala młodym mnichom zdobywać wykształcenie.

Obecnie 15 naszych braci studiuje, a część z nich otrzymała stypendia dzięki bardzo dobrym wynikom w nauce. Te środki nie pokrywają jednak wszystkich kosztów czesnego, dlatego pomoc ACN jest dla nas tak ważna. Mamy też nowe powołania – pięciu nowicjuszy niedługo rozpocznie studia – mówi abp Rahme.

Zdaniem hierarchy wspólnota zdobyła dużą popularność dzięki pracy z młodzieżą oraz aktywności w mediach społecznościowych. Szczególne zainteresowanie budzą organizowane przez zakon konkursy dla uczniów katechezy.

Młodzi potrzebują nadziei

Temat młodzieży był jednym z głównych wątków podczas niedawnej wizyty abp. Rahme w siedzibie organizacji w Niemczech.

Dzięki wsparciu PKWP organizujemy letnie obozy dla młodych ludzi z całego Libanu, a także z Syrii. To jedno z najważniejszych zadań Kościoła. Załamanie gospodarcze doprowadziło wielu ludzi do rozpaczy, a narkotyki stały się łatwą drogą ucieczki, szczególnie dla młodych przesiedlonych Libańczyków. Na obozach staramy się dawać im sens i nadzieję – tłumaczy arcybiskup.

Jak dodaje, sytuacja młodych w Libanie jest dziś dramatyczna. Wielu z nich nie jest w stanie myśleć o małżeństwie czy samodzielnym życiu. „Chcemy dać im nadzieję i zachęcić, by pozostali w swoim kraju” – podkreśla.

Nowa sytuacja polityczna w Syrii mogłaby sugerować, iż syryjscy uchodźcy zaczną wracać do ojczyzny. W rzeczywistości jednak proces ten przebiega znacznie wolniej.

Sunnici czują się bezpiecznie pod rządami nowych władz, ale wielu alawitów, szyitów i chrześcijan woli pozostać w Libanie, ponieważ przez cały czas obawiają się o swoje bezpieczeństwo – wyjaśnia hierarcha.

„Bez Jezusa nie przetrwałbym tej wojny”

Zapytany o trwający konflikt w Libanie, abp Rahme przyznaje, iż mimo wszystko nie traci nadziei.

Mam 66 lat i należę do pokolenia, które zna wyłącznie wojnę. Nie przetrwałbym tego wszystkiego bez Jezusa. Mam nadzieję i nie potrafię sobie wyobrazić, jak ludzie radzą sobie z tym cierpieniem bez obecności Jezusa w swoim życiu – mówi.

Hierarcha zwraca uwagę, iż przemoc, która początkowo była wymierzona głównie w szyitów, zaczęła dotykać także chrześcijan.

Dziś zbombardowano chrześcijańską wioskę na południu kraju. Wszyscy chcemy zakończenia terroryzmu, ale przemoc nie jest odpowiedzią. Prosimy ONZ o wsparcie dialogu – apeluje.

Wojna paradoksalnie stała się również okazją do budowania nowych relacji między chrześcijanami a szyitami. Wielu chrześcijan początkowo z trudem akceptowało fakt, iż szyici – postrzegani przez nich jako odpowiedzialni za konflikt – zwracali się do Kościoła o pomoc. Mimo to wspólnoty chrześcijańskie otworzyły przed nimi swoje drzwi.

Arcybiskup przywołuje historię muzułmańskiej rodziny, która trafiła do jednej z parafii po ucieczce ze swojej miejscowości.

Kapłan przyjął ich serdecznie i pomógł im odbudować życie. Kilka dni później usłyszał, jak córka mówi do rodziców: „Wygląda na to, iż chrześcijanie są dobrzy i naprawdę nas lubią”. W zamkniętych społecznościach ludzie często wierzą we wszystko, co usłyszą o innych – opowiada abp Rahme.

Świadectwo Kościoła

Według hierarchy wojna sprawiła, iż wielu szyitów zaczęło inaczej patrzeć na Kościół i jego misję.

Ludzie widzą, iż Kościół nawołuje do pokoju i współistnienia, podczas gdy inne głosy podsycają przemoc. To zupełnie inne spojrzenie. Mam nadzieję, iż gdy sytuacja się ustabilizuje, wielu odważy się zrobić krok ku Chrystusowi, mimo ryzyka utraty pracy czy odrzucenia przez rodzinę. Coraz więcej osób dostrzega ten kontrast – podsumowuje arcybiskup.

Idź do oryginalnego materiału