Wspomniane kobiety sądziły, iż ciało Chrystusa wciąż spoczywa w grobie i chciały, zgodnie ze starożytnym zwyczajem, namaścić je, aby uchronić je przed
smrodem, rozkładem spowodowanym przez robaki i popiołem; ale myliły się, ponieważ ciało Chrystusa zostało zabalsamowane przez boskość: dlatego choćby gdyby pozostało ukryte w ziemi przez dziesięć tysięcy lat, nie mogłoby ani ulec rozkładowi, ani spopielić się, ani zostać zjedzone przez robaki.
Natomiast Najświętsza Maryja Panna wiedziała, iż Go tam nie ma, ale iż już zmartwychwstał jako nieśmiertelny i niezniszczalny; dlatego nie chciała tam iść, tak jak nie mogła. Odkąd więc ujrzała swojego jedynego Syna pojmanego, biczowanego i ukrzyżowanego, uderzając się delikatnymi dłońmi w czułą pierś i smucąc się z powodu zbyt wielkiego bólu, czuwania i postów, ze słabnącymi siłami i duchem, siedziała sama w jakimś sekretnym miejscu domu i płakała, lamentując nad nieszczęściami, które ją spotkały.
Gdy więc Pani modliła się i łagodnie roniła łzy, oto nagle pojawił się Pan Jezus, odziany w najbielsze szaty chwały i swojego nowego Zmartwychwstania; ukazał się piękny, chwalebny i odświętny, z pogodną twarzą, okazując się całkowicie radosny wobec zrozpaczonej i lamentującej Matki. A ona, wielbiąc Go i wstając, objęła Go ze łzami radości, a cała gorycz bólu zamieniła się w radość. Następnie, siedząc razem, przyglądała się z ciekawością Jego twarzy i blizn, pilnie sprawdzając całe Jego ciało, czy każda męka minęła i czy każdy ból zniknął z Niego. O, jaką euforią napełnia się Matka, kontemplując Syna, który jest już niewzruszony, przeznaczony nie tylko do życia wiecznego, ale także do panowania nad niebem, ziemią i każdym stworzeniem z wiecznym prawem! Siedzą więc razem i rozmawiają między sobą z radością, świętując Wielkanoc w sposób przyjemny i pełen miłości; a Pan Jezus opowiada jej, jak wyzwolił swój lud z piekła i co dokonał w ciągu tych trzech dni. Oto więc wielka Pascha. O tym objawieniu, w którym, jak się wierzy, ukazał się On chwalebnej Dziewicy przed wszystkimi innymi, nie ma wzmianki w Ewangelii; ale umieściłem je i to umieściłem przed innymi, ponieważ pobożnie jest w to wierzyć, jak szerzej opisano w pewnej Legendzie o Zmartwychwstaniu Pańskim. Było bowiem godne, by najpierw odwiedził Matkę i jako pierwszą ucieszył ją swoim Zmartwychwstaniem – ją, która kochała Go bardziej niż inni, która bardziej niż inni tęskniła za Jego miłością, bardziej cierpiała z powodu Jego śmierci i w większym smutku oczekiwała Jego Zmartwychwstania. I choć ewangeliści o tym milczą, to jednak wierzy się w to z głęboką pobożnością. Dlatego też Kościół rzymski zdaje się to potwierdzać, ponieważ właśnie tego dnia obchodzi stację w bazylice Santa Maria Maggiore w Rzymie, wskazując tym samym, iż pierwsze objawienie zmartwychwstania miało miejsce przed Najświętszą Marią Panną.
Co z tego, iż ewangeliści o tym nie wspominają? Jak mówi św. Jan, nie wszystkie Jego czyny zostały spisane. Gdyby bowiem nie wierzyć w to tylko dlatego, iż żaden z ewangelistów tego nie potwierdza, wynikałoby z tego, iż po Zmartwychwstaniu nigdy im się nie ukazał, skoro żaden ewangelista nie opisuje, gdzie ani kiedy. Ale niech nikt choćby nie pomyśli, iż taki Syn zhańbił taką Matkę tak wielkim zaniedbaniem, On, który nakazał czcić ojca i matkę! Być może jednak ewangeliści przemilczeli to, ponieważ ich zadaniem było jedynie przytoczenie świadków Zmartwychwstania; a nie wypadało powoływać Matkę, by świadczyła na rzecz własnego Syna. jeżeli bowiem słowa obcych kobiet wydawały się majaczeniami, o ileż bardziej nie uwierzyliby, iż Matka majaczyła dla chwały Syna? Dlatego ewangeliści nie chcieli tego zapisać, ale pozostawili to jako fakt oczywisty. Św. Ambroży również to potwierdza, mówiąc: „Maria pierwsza ujrzała Zmartwychwstanie Pańskie; ujrzała i uwierzyła. Maria Magdalena ujrzała, choć wciąż wątpiła”. Św. Anzelm mówi również: „Jeśli ktoś pyta, dlaczego Ewangeliści nie donoszą, iż najmiłosierniejszy Pan, zmartwychwstały, ukazał się najpierw i przede wszystkim tej najsłodszej Matce, aby ulżyć Jej w cierpieniu, powiedzmy to, co usłyszeliśmy od pewnego mądrego człowieka, którego zapytano o radę w tej sprawie. Powiedział on: „Autorytet Ewangelii jest taki, iż nie ma w niej nic zależnego, próżnego ani zbędnego. Gdyby zatem napisano, iż sam Syn, powstając z piekieł, ukazał się Matce, Pani świata, i pouczył Ją o swoim Zmartwychwstaniu, któż nie powiedziałby, iż taki zapis jest zbędny? Byłoby to jak zrównanie Królowej nieba i ziemi z tym mężczyzną lub tą kobietą, którym się ukazał. Jego Duch spoczywał w Niej w pełni i doskonale i objawił Jej jaśniej niż światło zarówno Swoją istotę, jak i wszystkie Swoje czyny”. Stąd też Seduliusz: „Pozostając zawsze dziewicą, stojąc przed Nią, Pan najpierw otwarcie zaofiarował światłość Jej wzroku”. Również św. Ignacy mówi, iż Pan ukazał się najpierw Swojej Matce po Zmartwychwstaniu i pocieszał ją, przez co została ona napełniona taką radością, iż zapomniała o każdym bólu, jaki odczuwała z powodu Męki. Dlatego też, gdy później mówi się, iż ukazał się najpierw Marii Magdalenie, rozumie się to w kontekście iż była ona wśród tych, którym chciał udowodnić swoje Zmartwychwstanie. W rzeczywistości najpierw ukazał się Najświętszej Maryi Pannie przed wszystkimi nie po to, by udowodnić swoje Zmartwychwstanie, ale by uradować Ją Swoim widokiem.