Watykan mówi „stop” liturgicznej samowoli. istotny sygnał także dla Kościoła w Polsce

30 minut temu

Liturgia nie jest własnością księdza ani wspólnoty – przypomina Watykan. Ks. Piotr Wiśniowski analizuje najnowsze nauczanie Leona XIV. Dlaczego podczas Mszy nie ma miejsca na kreatywne eksperymenty? Odkryj prawdziwe piękno Eucharystii i wagę pokory.

Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: EWTN Polska
Photo credit: Arc Celebrandi fot. Paweł Kucharski
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

To nie jest nowy watykański dekret ani zapowiedź rewolucji w liturgii. Nie warto więc budować wokół tej wiadomości sensacji. Warto natomiast bardzo uważnie jej posłuchać, ponieważ z Rzymu kolejny raz dochodzi głos przypominający rzecz fundamentalną: liturgia nie jest własnością księdza, wspólnoty ani grupy, która ją przygotowuje. Należy do Chrystusa i Kościoła. I właśnie dlatego nie może stać się przestrzenią dowolnego eksperymentowania.

Takie przesłanie skierował do nowych biskupów abp Aurelio García Macías, podsekretarz Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. 4 września wystąpił podczas organizowanego w Rzymie kursu dla nowych biskupów z terenów misyjnych. Mówiąc o inkulturacji liturgii, wskazał trzy niebezpieczeństwa: niepotrzebne innowacje, synkretyzm oraz sprowadzanie liturgii do folkloru czy wydarzenia o charakterze kulturowym. Jednocześnie przestrzegł przed drugą skrajnością: liturgia nie może być ani „muzeum niezmiennych form”, ani „permanentnym laboratorium”.

To ważne rozróżnienie. Kościół nie odrzuca inkulturacji ani uprawnionego rozwoju liturgii. Sam Sobór Watykański II mówił przecież o potrzebie zachowania zdrowej tradycji przy jednoczesnym otwarciu drogi dla uzasadnionego postępu. Ale ten sam Sobór bardzo jasno zaznaczył, iż nikt, choćby kapłan, nie może na własną rękę niczego do liturgii dodawać, z niej usuwać ani jej zmieniać. Co więcej, Sacrosanctum Concilium stwierdza, iż nie należy wprowadzać innowacji, jeżeli nie wymaga tego prawdziwe i pewne dobro Kościoła, a nowe formy powinny organicznie wyrastać z już istniejących.

Właśnie w tym miejscu wypowiedź watykańskiego hierarchy przestaje być zagadnieniem dotyczącym wyłącznie Afryki, Azji czy Ameryki Łacińskiej. Sam abp García Macías zaznaczył zresztą, iż potrzeba ewangelizacji kultury dotyczy również Europy. Każda kultura zawiera to, co prawdziwe, dobre i piękne, ale żadna kultura nie jest Ewangelią. Ewangelia przyjmuje to, co dobre, a zarazem oczyszcza, przemienia i — kiedy trzeba — koryguje.

Co zatem powinien usłyszeć w tych słowach Kościół w Polsce?

Przede wszystkim wezwanie do odzyskania adekwatnego rozumienia liturgii. W naszych kościołach problemem nie jest zwykle synkretyzm w takim znaczeniu, z jakim spotykają się misjonarze w niektórych częściach świata. Mamy jednak inne pokusy: nadmierną kreatywność celebransa, dopowiadanie własnych komentarzy, zmienianie ustalonych tekstów, mnożenie elementów mających „uatrakcyjnić” Eucharystię, zastępowanie ciszy kolejnymi słowami, a czasem podporządkowywanie liturgii wydarzeniu, jubileuszowi, koncertowi czy potrzebie medialnego efektu.

Nie wszystko, co robi na ludziach wrażenie, służy liturgii. Nie wszystko, co wzrusza, prowadzi głębiej w misterium. I nie wszystko, co jest duszpastersko pomysłowe, powinno znaleźć się podczas Mszy Świętej.

To bardzo potrzebne przypomnienie również dla nas, kapłanów. Kapłan podczas Eucharystii nie jest autorem przedstawienia, konferansjerem ani właścicielem ołtarza. Jest sługą misterium, które zostało mu powierzone. Jego osobowość, temperament i duszpasterska kreatywność mogą być wielkim darem w wielu obszarach posługi, ale przy ołtarzu pierwszeństwo należy do Chrystusa i modlitwy Kościoła.

Warto zauważyć, iż głos abp. Garcíi Macíasa nie pojawia się w próżni. Leon XIV w ostatnich miesiącach poświęcił liturgii znaczącą część swoich katechez o konstytucji Sacrosanctum Concilium. 27 maja przypomniał zasadę Soboru: „zachować zdrową tradycję, a jednocześnie otworzyć drogę do uprawnionego postępu”. Jednocześnie zaapelował szczególnie do kapłanów przewodniczących celebracjom, aby szanowali teksty i normy liturgiczne. Papież powiązał tę wierność nie z formalizmem, ale z pokorą wobec wielkości Boga i wiernością komunii Kościoła.

Miesiąc później Leon XIV ponownie podkreślił konieczność wierności zatwierdzonym tekstom i przepisom liturgicznym. W liście do kard. Arthura Roche’a zwrócił uwagę, iż adekwatna celebracja sama staje się szkołą wiary: katolicy są nie tylko przygotowywani do liturgii, ale również przez liturgię formowani.

To pozwala dostrzec coś więcej niż pojedynczą wypowiedź watykańskiego urzędnika. Nie należy jeszcze mówić o jakimś „liturgicznym zwrocie” pontyfikatu Leona XIV, ale trudno nie zauważyć konsekwencji pojawiających się akcentów: tradycja i rozwój, uczestnictwo wiernych i sacrum, duszpasterska roztropność i posłuszeństwo normom, otwartość na kulturę i jednoczesna ochrona liturgii przed arbitralnością człowieka.

Szczególną odpowiedzialność mają tutaj biskupi. Abp García Macías użył bardzo dobrego określenia: biskup nie powinien być „policjantem liturgicznym”. Jest jednak pierwszym odpowiedzialnym za życie liturgiczne swojej diecezji. Musi więc mieć odwagę zarówno wspierać to, co przynosi autentyczne dobro, jak i powstrzymywać to, co niedojrzałe. Jak zauważył watykański hierarcha, „nie każda roztropność jest lękiem i nie każda innowacja jest odwagą”.

W Polsce warto te słowa potraktować poważnie. Nie po to, aby rozpoczynać kolejną wojnę liturgiczną, dzielić wiernych na „postępowych” i „tradycyjnych” albo urządzać publiczne polowania na błędy księży. Taka droga bardzo gwałtownie może zagubić istotę problemu. Potrzebujemy raczej spokojnego powrotu do dobrej formacji liturgicznej w seminariach, wśród duchowieństwa i świeckich, większej troski o piękno celebracji, ciszę, muzykę sakralną, godność znaków oraz wierność temu, co Kościół rzeczywiście ustanowił.

Potrzebujemy też czegoś jeszcze prostszego: pokory.

Eucharystia nie potrzebuje naszych pomysłów, aby stać się czymś niezwykłym. Ona już jest największym wydarzeniem, jakie może dokonać się na ziemi. Chrystus staje się realnie obecny pośród swojego ludu, dokonuje się Jego Ofiara, a Kościół uczestniczy w misterium Jego śmierci i zmartwychwstania. jeżeli naprawdę w to wierzymy, przestajemy odczuwać potrzebę ciągłego „ulepszania” liturgii według własnego gustu.

Dlatego sygnał dochodzący dziś z Watykanu warto w Polsce odczytać bez strachu i bez triumfalizmu. Nie jako wezwanie do cofania zegara, ale jako wezwanie do odzyskania adekwatnych proporcji. Sobór nie przeciwstawił Tradycji odnowie. Leon XIV przypomina właśnie, iż prawdziwa odnowa wyrasta z Tradycji, a nie z zerwania z nią.

Najważniejsze zdanie całej tej dyskusji padło jednak na końcu wystąpienia abp. Garcíi Macíasa: liturgia nie jest naszym dziełem. To Chrystus przez cały czas działa w swoim Kościele.

Jeżeli Kościół w Polsce naprawdę przyjmie tę prawdę, nie będzie potrzebował ani liturgicznej rewolucji, ani liturgicznej wojny. Będzie potrzebował przede wszystkim wiary, pokory i wierności. Bo przy ołtarzu nie chodzi o to, żeby pokazać siebie. Chodzi o to, żeby pozwolić działać Chrystusowi.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

Bydgoszcz: Po ponad 100 latach dzwony kościoła Świętej Trójcy mają zamilknąć
Idź do oryginalnego materiału