Jak postąpić, gdy ktoś nas zrani lub postępuje źle? Upomnienie braterskie to sztuka, o której często zapominamy. Zamiast obgadywać innych, Jezus zachęca do trudnej, ale leczącej rozmowy w cztery oczy. Przeczytaj rozważanie ks. Piotra Wiśniowskiego i dowiedz się, jak mądrze stawiać granice.
Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl
Źródło: EWTN PolskaPhoto credit: EWTN Polska z wykorzystaniem AI
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Drodzy Bracia i Siostry,
dzisiejsza Ewangelia dotyka czegoś, z czym chyba każdy z nas miał kiedyś problem. Co zrobić, kiedy drugi człowiek postępuje źle? Kiedy mnie zranił, zawiódł, skrzywdził albo widzę, iż robi coś, co niszczy jego samego lub innych? Jezus daje nam dzisiaj bardzo konkretną odpowiedź: „Jeśli brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy”.
Zwróćmy uwagę na te słowa: idź do niego. Nie do sąsiada. Nie do koleżanki. Nie do internetu. Nie opowiadaj wszystkim dookoła, jaki ten człowiek jest straszny. Idź najpierw do niego.
To jest chyba jedna z najbardziej nieprzestrzeganych zasad Ewangelii. Jak łatwo jest nam rozmawiać o człowieku, a jak trudno rozmawiać z człowiekiem. Ktoś zrobił coś złego i zanim dowie się o tym od nas, często wiedzą już inni. W rodzinie powstają obozy. W pracy zaczynają krążyć opowieści. W parafii jedni mówią drugim, co zrobił trzeci. Dzisiaj dochodzą do tego media społecznościowe, gdzie można człowieka osądzić, skazać i publicznie upokorzyć, zanim ktokolwiek zapyta go, jak naprawdę wyglądała sytuacja.
A Jezus mówi: najpierw spotkanie twarzą w twarz.
Dlaczego? Bo Jezusowi nie chodzi o to, żeby wygrać spór. Chodzi o to, żeby odzyskać człowieka. Mówi przecież: „Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata”. Nie: udowodnisz mu, iż miałeś rację. Nie: pokażesz mu, gdzie jego miejsce. Nie: odniesiesz moralne zwycięstwo. Pozyskasz brata.
To zmienia wszystko.
Chrześcijańskie upomnienie nie może być zemstą przebraną za troskę. Nie może być okazją do pokazania komuś jego słabości. jeżeli idę do drugiego człowieka tylko po to, żeby go zranić, zawstydzić albo pokazać swoją wyższość, to choćby o ile mam rację, mogę być bardzo daleko od Ewangelii.
Święty Augustyn powiedział krótko: „Kochaj i czyń, co chcesz”. To zdanie bywa czasem źle rozumiane. Augustyn nie mówi: rób, co ci się podoba. Mówi: o ile naprawdę kochasz, wtedy również twoje wymaganie, sprzeciw czy upomnienie będą wyrastały z miłości. Czasem miłość przytuli. Czasem przebaczy. Ale czasem miłość musi powiedzieć: zatrzymaj się, bo to, co robisz, jest złe.
I tutaj dochodzimy do drugiej ważnej rzeczy. Chrześcijaństwo nie oznacza udawania, iż wszystko jest w porządku. Jezus nie mówi: jeżeli brat grzeszy, machnij ręką, żeby przypadkiem go nie urazić. Przeciwnie: „idź i upomnij go”.
To jest bardzo ważne także dzisiaj, kiedy coraz częściej mylimy miłość z bezwarunkową akceptacją wszystkiego. Można kochać człowieka i jednocześnie nie zgadzać się na jego postępowanie. Można przebaczyć i jednocześnie postawić granicę. Można być miłosiernym i powiedzieć zdecydowane „nie”. Można powiedzieć komuś trudną prawdę bez nienawiści.
Rodzic, który widzi, iż jego dziecko idzie w złą stronę, nie kocha go bardziej dlatego, iż milczy. Przyjaciel, który widzi, iż przyjaciel niszczy swoje życie, nie jest prawdziwym przyjacielem, o ile dla świętego spokoju udaje, iż niczego nie widzi. Czasem najtrudniejszym dowodem miłości jest właśnie spokojne powiedzenie: martwię się o ciebie; to, co robisz, prowadzi cię w złym kierunku.
Ale Jezus wie również, iż jedna rozmowa nie zawsze wystarczy. Dlatego mówi: o ile nie posłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch. A jeżeli przez cały czas nie chce słuchać, powiedz wspólnocie. Widzimy tutaj niezwykłą cierpliwość Boga. Nie ma natychmiastowego przekreślenia człowieka. Są kolejne próby. Jest czas. Jest szansa na zmianę.
Ale jest również granica.
To także trzeba dzisiaj powiedzieć. Ewangeliczne miłosierdzie nie oznacza zgody na to, żeby ktoś bez końca krzywdził innych. Są sytuacje, w których trzeba powiedzieć: dalej już nie. Są relacje, w których trzeba postawić granicę. Są zachowania, których nie wolno tolerować. Przebaczenie nie oznacza przecież zgody na dalsze zło.
I może właśnie tutaj potrzebujemy największej mądrości: wiedzieć, kiedy jeszcze cierpliwie walczyć o człowieka, a kiedy postawić granicę. Nie robić tego z gniewu. Nie robić tego z zemsty. Ale też nie nazywać słabości miłosierdziem.
Jezus kończy dzisiejszą Ewangelię czymś niezwykle pięknym. Po tych trudnych słowach o grzechu, upomnieniu i odpowiedzialności mówi o modlitwie: „Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca”. A potem dodaje: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.
Może właśnie dlatego Jezus najpierw mówi o pojednaniu, a dopiero potem o wspólnej modlitwie. Bo trudno naprawdę stanąć razem przed Bogiem, o ile wcześniej nie próbujemy uczciwie stanąć przed sobą.
Możemy przychodzić do kościoła, składać ręce, odmawiać te same modlitwy, a jednocześnie nosić w sercu urazy pielęgnowane przez lata. Czasem rodziny rozpadają się z powodów, których po dwudziestu latach nikt już dokładnie nie pamięta. Ktoś kiedyś coś powiedział. Ktoś nie przyszedł. Ktoś poczuł się pominięty. Potem była duma, milczenie i mijają lata.
A może dzisiejsza Ewangelia jest właśnie dla kogoś z nas bardzo konkretnym zaproszeniem: idź i porozmawiaj.
Nie pisz długiej wiadomości pełnej pretensji. Nie szukaj kolejnego człowieka, któremu opowiesz swoją wersję. Nie czekaj, aż tamten pierwszy przyjdzie. Jezus mówi: „idź”.
Oczywiście może się nie udać. Drugi człowiek może nas nie przyjąć. Może odrzucić wyciągniętą rękę. Nie wszystko od nas zależy. Ale możemy zrobić to, co zależy od nas.
Święta Matka Teresa z Kalkuty mówiła: „Jeśli osądzasz ludzi, nie masz czasu ich kochać”. To zdanie dobrze pasuje do dzisiejszej Ewangelii. Jezus nie każe nam być naiwnymi. Każe nam jednak patrzeć na człowieka inaczej: choćby kiedy zgrzeszył, choćby kiedy zawiódł, choćby kiedy trzeba go upomnieć — on przez cały czas jest człowiekiem, którego Bóg chce odzyskać.
Za chwilę staniemy razem przy jednym ołtarzu. Różni ludzie, różne historie, różne charaktery. Być może są tutaj osoby, które się lubią, i takie, którym trudno na siebie patrzeć. A jednak Jezus mówi: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.
On jest tutaj.
Dlatego może warto zabrać dzisiaj z kościoła jedno bardzo proste postanowienie. jeżeli mam z kimś problem — najpierw porozmawiam z nim, a nie o nim. jeżeli muszę kogoś upomnieć — zrobię to tak, żeby go odzyskać, a nie upokorzyć. jeżeli sam zostanę upomniany — zanim się obrażę, spróbuję zapytać siebie: a może jest w tym choć trochę prawdy? A jeżeli noszę w sobie starą urazę — zrobię jeden krok w stronę pojednania.
Bo chrześcijaństwo nie zaczyna się od naprawiania całego świata.
Bardzo często zaczyna się od dwóch ludzi, którzy wreszcie mają odwagę usiąść naprzeciwko siebie, powiedzieć sobie prawdę, przebaczyć i pomodlić się razem.
A wtedy Chrystus mówi: „Jestem pośród nich”.
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

39 minut temu

![Podejrzenie naruszenia przestrzeni powietrznej Polski. Komunikat wojska [AKTUALIZACJA]](https://static.deon.pl/storage/image/core_files/2026/9/6/1f22a8191d8f112dcd29f305552fd636/jpg/deon/feed/images.webp)
![Jasnogórskie Dożynki „Do Maryi, Pierwszej Nauczycielki” [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/09/26906136.jpg)






![Insect Day w Centrum Przyrodniczym [ZDJĘCIA]](https://rzg.pl/wp-content/uploads/2026/09/8449bf0dc800632fe35091d146d21019_xl.jpg)




