Umowa z Mercosur to szansa. Nie tylko dla polskiego rolnictwa

2 godzin temu
Zdjęcie: Fot. Ursula von der Leyen | @vonderleyen, X


Europa pokazała, iż pomimo różnic i narastających napięć wartości współpracy i kompromisu, na których zbudowano tę wspólnotę, są przez cały czas żywe.

Państwa Unii Europejskiej osiągnęły porozumienie, które od miesięcy budziło kontrowersje w europejskich stolicach. Choć Polska, Francja, Irlandia, Węgry i Austria opowiedziały się przeciwko, a Belgia wstrzymała od głosu, decyzja została przyjęta większością – porozumienie handlowe z krajami Mercosur (Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem) stało się faktem, choć formalnie decyzja ta musi być jeszcze zatwierdzona przez Parlament Europejski, który dzisiaj będzie głosował nad tym, czy nie skierować tej umowy do konsultacji TSUE.

Polskie władze, mimo prób zablokowania prac nad dokumentem, powinny być zadowolone z podpisania umowy, i to co najmniej z dwóch powodów.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Z perspektywy polityki krajowej sprzeciw rządu wobec umowy z krajami Ameryki Łacińskiej odbiera nieco paliwa do ataku oponentom z prawej strony sceny politycznej, którzy głośno atakowali porozumienie z Mercosur. Rzecz jasna, fale oburzenia wciąż będą bić w obecną koalicję, ale ich społeczny wydźwięk pozostanie znacznie słabszy, niż gdyby Polska znalazła się po stronie zwolenników umowy.

Z perspektywy międzynarodowej i gospodarczej zaś okazuje się, iż bliższa kooperacja z krajami Ameryki Południowej… po prostu się opłaca.

Make Europe Great Again?

Zanim przejdziemy do tego, czy i jak Polska skorzysta, zadajmy sobie pytanie: co umowa z państwami Mercosur mówi o kondycji Unii Europejskiej?

Wraz z przyjęciem umowy z krajami Mercosur Europa pokazała, iż pomimo różnic politycznych i narastających napięć międzynarodowych wartości współpracy i kompromisu, na których zbudowano wspólnotę, są przez cały czas w żywe.

Gdy w 1999 roku rozpoczęto rozmowy z południowoamerykańskim blokiem handlowym, świat wyglądał zupełnie inaczej. Euro dopiero wchodziło do obiegu, państwa Europy Środkowej – w tym Polska – wkraczały do NATO, a wielu wierzyło, iż era globalizacji i współpracy demokratycznych państw niesie ze sobą koniec wielkich konfliktów. Dziś patrząc na rosnące lekceważenie międzynarodowych norm, postępujące wojny handlowe oraz realne zagrożenia militarne, trudno nie odnieść wrażenia, iż nadzieje tamtej epoki brzmią raczej naiwnie. W końcu ostatnie, co dzisiaj można powiedzieć o sytuacji geopolitycznej, to, iż jest przewidywalna.

W czasach, gdy wraca zasada „rządów najsilniejszych” – politycznego i społecznego darwinizmu – Europa staje przed szansą pokazania, iż wspólna polityka gospodarcza może być narzędziem równowagi, a nie dominacji.

Dwutorowa strategia – jednoczesne rozszerzanie sieci umów handlowych i wzmacnianie integracji wewnętrznej poprzez efektywniejsze wykorzystanie jednolitego unijnego rynku – wydaje się najlepszą receptą na utrzymanie globalnej konkurencyjności

Kacper Mojsa

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

To porozumienie jest największą umową handlową w historii Unii – obejmuje niemal jedną czwartą światowej gospodarki i populację blisko 700 milionów ludzi. Otwiera nowe rynki, zwiększa przewidywalność w globalnym handlu i wzmacnia strategiczną pozycję Europy w regionie, gdzie rosną zarówno ambicje gospodarcze, jak i polityczne. Szacuje się, iż europejski eksport do państw Mercosuru wzrośnie choćby o 70 proc., a przedsiębiorstwa z UE zaoszczędzą ponad 4 miliardy euro rocznie dzięki zniesieniu ceł. Nowa strefa wolnego handlu jest zatem również znakiem sprzeciwu wobec protekcjonistycznej polityki celnej Donalda Trumpa.

Dwutorowa strategia – jednoczesne rozszerzanie sieci umów handlowych i wzmacnianie integracji wewnętrznej poprzez efektywniejsze wykorzystanie jednolitego unijnego rynku – wydaje się dziś najlepszą receptą na utrzymanie globalnej konkurencyjności. jeżeli chcemy, jako państwa europejskie, odgrywać znaczącą rolę na globalnej scenie, a nie być jedynie biernym widzem, potrzebujemy więcej takich umów, jak ta z państwami Mercosur.

Co nas nie zabije, to nas wzmocni

Choć umowa między Unią Europejską a Mercosurem budzi emocje, trudno odmówić jej jednego: jest konstruktem wyważonym. Porozumienie zawiera zapisy chroniące europejskich rolników – utrzymuje surowe standardy bezpieczeństwa żywności i wprowadza mechanizmy kontroli, a jednocześnie otwiera nowe możliwości przed unijnym sektorem rolno-spożywczym. Hiszpańskie wina czy oliwa z oliwek zyskają łatwiejszy dostęp do południowoamerykańskich rynków, podczas gdy europejscy konsumenci odczują korzyści w postaci tańszych i bardziej zróżnicowanych towarów, takich jak soja.

Trzeba przy tym wspomnieć o obawach ekologów dotyczących zwiększonego popytu na południowoamerykańskie produkty rolne w Europie, który może przyczynić się do wylesiania tamtejszych lasów deszczowych. Ponadto spodziewają się negatywnych skutków dla różnorodności biologicznej i tradycyjnego stylu życia społeczności tubylczych.

Dla Polski umowa to bez wątpienia wyzwanie – choć nie egzystencjalne. Konkurencja wzrośnie głównie w trzech sektorach: produkcji cukru, wołowiny oraz drobiu i jaj. To realne wyzwanie dla części producentów, ale nie „tsunami” towarów z Ameryki Południowej, jak próbują sugerować przeciwnicy porozumienia.

Promocja!

Polskie ćwiczenia z wieloetniczności | Gdy episkopat zawodzi | Po co instytucje kultury?

32,30 35,90
Do koszyka
Książka – 32,30 35,90 E-book – 29,00 32,30

Polskie rolnictwo ma strukturę, która sprzyja rozwojowi produkcji lokalnej, a jednocześnie budowaniu marki kojarzonej z wysoką jakością na rynkach zagranicznych. To model z realnym potencjałem rynkowym – potrzeba jedynie konsekwencji i mądrego wykorzystania istniejących atutów. O ile rozwój eksportu pozostaje ważny, równie istotne jest wzmocnienie krajowego rynku poprzez promocję sprzedaży bezpośredniej, rozwój krótkich łańcuchów dostaw oraz umiejętne wykorzystanie zamówień publicznych opartych na lokalnej żywności.

W rzeczywistości więc strefa wolnego handlu z krajami Ameryki Południowej może być impulsem (choć nie „automatycznym”) do modernizacji i zwiększenia efektywności krajowego rolnictwa, które – jak wynika z danych Banku Światowego – wciąż pozostaje jednym z najmniej wydajnych w Unii. Pod względem produktywności na jednego pracownika Polska w UE wyprzedza jedynie Rumunię, a ustępuje choćby takim krajom jak Egipt czy Kazachstan.

Głos rolników, który zdominował debatę o umowie z Mercosurem, zniekształcił szerszy obraz. Powstało wrażenie, iż skoro część rolników ucierpi, cała gospodarka musi stracić. Tymczasem jest odwrotnie. Polska gospodarka stoi na przemyśle – według danych GUS aż 70,9 proc. naszego eksportu stanowią produkty przemysłowe, podczas gdy żywność i surowce rolne to zaledwie 13,5 proc.

Z analizy warszawskiego Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych wynika, iż Polska będzie jednym z krajów, które najbardziej zyska poprzez liberalizację handlu (zaraz po Holandii oraz Niemczech). Równocześnie, powiększenie niemieckiej nadwyżki eksportowej – z którą Polska jest gospodarczo mocno sprzężona – prawdopodobnie przyniesie dodatkowe korzyści również polskim firmom.

Czy polskie rolnictwo zostało sprzedane?

Nie oznacza to, iż głosy sprzeciwu rolników zlekceważono i całkowicie pominięto kwestię bezpieczeństwa żywnościowego. Negocjacje doprowadziły do dodania zapisów ochronnych i bardzo niskich limitów importowych na najbardziej wrażliwe towary, co ma ograniczyć ryzyko destabilizacji rynku. Dodano również klauzule bezpieczeństwa, zgodnie z którymi w przypadku np. nadmiernego spadku cen można gwałtownie podjąć środki zaradcze.

Zatem wbrew alarmistycznym głosom, skala importu produktów rolnych przewidziana w umowie z Mercosurem nie stanowi zagrożenia dla unijnego rynku. Dopuszczalne ilości stanowią zaledwie niewielki procent całkowitej produkcji w Europie.

Przykładowo, import wieprzowiny z Ameryki Południowej ma wynieść zaledwie 28 tysięcy ton przy unijnej produkcji przekraczającej 20 milionów ton (w Polsce – około 1,85 miliona). W przypadku drobiu limit to 120 tysięcy ton wobec 13,4 miliona ton wytwarzanych w UE i ponad 3 milionów ton w Polsce. choćby w segmencie pszenicy, gdzie maksymalną kwotę importową ustalono na 1 milion ton, to zaledwie ułamek europejskiej produkcji wynoszącej 126 milionów ton, z czego ponad 12 milionów przypada na Polskę.

W krajowej debacie temat umowy z Mercosurem stał się jednak przede wszystkim narzędziem – a jakże! – polaryzacji politycznej. Pojawiły się oskarżenia o „sprzedanie polskiego rolnictwa” czy „uleganie Brukseli”, mimo iż to właśnie Polska – obok Francji – należała do koalicji blokującej przyjęcie porozumienia.

Zapewne Donald Tusk i Emmanuel Macron rozumieją, jakie korzyści płyną z tej umowy, ale polityczny rachunek wewnętrzny okazał się silniejszy. Sądzę więc, iż sprzeciw wobec wspólnej strefy wolnego handlu z Ameryką Południową miał mniej wspólnego z ekonomią, a więcej z krajową polityką – w obu przypadkach zależną od nastrojów potężnych rolniczych lobby.

Idź do oryginalnego materiału