Trump w Wenezueli nie tylko złamał zasady – pokazał, iż ich nie ma

1 dzień temu
Zdjęcie: Fot. The White House / X


Po wydarzeniach w Wenezueli każdy reżim dysponujący pewną siłą finansową i militarną oraz ambicjami regionalnymi byłby szalony, gdyby nie spróbował przynajmniej sprawdzić gruntu – pisze Nesrine Malik w „The Guardian”.

W dziale opinii w „The Guardian” ukazał się tekst sudańskiej publicystki Nesrine Malik pod tytułem „Przewrót Trumpa w Wenezueli nie tylko złamał zasady – pokazał, iż ich nie ma. Wszyscy będziemy tego żałować”.

Autorka wskazuje, iż prezydent Nicolás Maduro został „w istocie porwany”, a kraj „przejęty przez Stany Zjednoczone” oraz iż nie widać „prawie żadnych wysiłków, aby uzasadnić ten zamach stanu inaczej niż interesami USA”. – Nie podejmuje się również żadnych prób uzyskania zgody krajowych lub międzynarodowych organów ustawodawczych i sojuszników, nie mówiąc już o opinii publicznej. Czasy, kiedy Stany Zjednoczone próbowały przekonać świat, iż Saddam Hussein faktycznie posiadał broń masowego rażenia, mimo iż w tajemnicy nie dysponowały wiarygodnymi informacjami wywiadowczymi, były w rzeczywistości starymi dobrymi czasami – pisze Malik.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Dziennikarka ocenia, iż obecne wydarzenia w Wenezueli nie stanowią „pokazu długiego ramienia sprawiedliwości”, ale dowód na to, iż „Stany Zjednoczone są prawem i nie podlegają żadnemu wyższemu prawu”. Jak zauważa, amerykańska potęga militarna pozwala im „w środku nocy wykorzystywać jej potęgę i śmiercionośność”, co w opinii autorki prowadzi do śmierci „dziesiątek niewinnych osób” bez jakichkolwiek konsekwencji czy „nawet potępienia”.

Zniszczone resztki pozorów

Nesrine Malik podkreśla, iż reakcje światowych przywódców były „słabe i sprzeczne”, co jest charakterystyczne dla sytuacji, gdy „dyplomacja zderza się z rzeczywistością, w której sojusznicy postradali zmysły”.

– Keir Starmer twierdzi, iż sytuacja „szybko się zmienia” i iż „ustali wszystkie fakty”, podczas gdy fakty prowadzą Maduro na przesłuchanie na Brooklynie. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen „bardzo uważnie śledzi sytuację w Wenezueli… Każde rozwiązanie musi być zgodne z prawem międzynarodowym i Kartą Narodów Zjednoczonych”. Szefowa polityki zagranicznej UE Kaja Kallas zapewnia nas, iż „uważnie monitoruje sytuację”, podobnie jak rząd Australii i inne podmioty – wymienia publicystka.

Wkrótce Nowość Promocja!
  • Krystyna Czerni

Cisza i zgiełk obrazów

44,94 74,90 Do koszyka

Zauważa też, iż „incydent w Wenezueli” może ostatecznie „zniszczyć resztki pozorów”, iż istnieje jeszcze wola obrony międzynarodowych norm stanowiących fundament globalnego bezpieczeństwa. W jej ocenie zanikło już „poczucie, iż będą jakiekolwiek konsekwencje” – materialne lub społeczne – które mogłyby powstrzymać takie działania jak „przejmowanie ziemi, aneksje czy zmiany reżimów”.

– Inne nieprawdopodobne scenariusze stają się możliwe. Chiny przeprowadzają ćwiczenia wojskowe wokół Tajwanu. Władimir Putin nie potrzebuje specjalnej zachęty, ale doktryna Trumpa dotycząca imperialnej dominacji i swobodnego prawa do prowadzenia kampanii wojskowych odzwierciedla w tej chwili doktrynę samego Putina i dodatkowo nadaje działaniom Rosji na Ukrainie zasadność. Po wydarzeniach w Wenezueli każdy reżim dysponujący pewną siłą finansową i militarną oraz ambicjami regionalnymi byłby szalony, gdyby nie spróbował przynajmniej sprawdzić gruntu – pisze Malik.

W tekście czytamy dalej, iż „można argumentować”, iż rozsądne jest „nie drażnić Trumpa” – choćby poprzez samo „stwierdzanie prawdy o jego działaniach”. Autorka zwraca jednak uwagę, iż takie podejście rodzi pytanie, „co kraj taki jak Wielka Brytania mógłby w ogóle zrobić” wobec tej sytuacji. Jak podkreśla, „opieranie się łamaniu zasad i naleganie na ich przestrzeganie”, choćby jeżeli wydaje się bezcelowe, pozostaje jedynym sposobem „ustanowienia i utrzymania norm”. Unikanie reakcji oznacza „tchórzostwo, zaprzeczanie rzeczywistości i historyczną ignorancję”.

– Konsekwencje będą coraz bardziej odczuwalne, i to nie tylko przez nieszczęśników w odległych miejscach. Ogrodzenia, zarówno te praktyczne, jak i symboliczne, które utrzymywały porozumienie – kruche i niedoskonałe, ale jednak porozumienie – są rozbierane. Milczenie nie oznacza bezpieczeństwa – podsumowuje Nesrine Malik.

KM

Idź do oryginalnego materiału