Technologiczni bogacze chcą władzy dla siebie. Nadchodzi ciemne oświecenie Petera Thiela

2 godzin temu

Thiel przekonuje, iż demokracja jest nie do pogodzenia z wolnością elit i jednostek wybitnych. Dlatego trzeba użyć technologii: manipulacji mediami społecznościowymi, algorytmami, prawem, żeby ominąć demokratyczną politykę – mówi politolog, Michał Zabdyr-Jamróz.

Wojciech Albert Łobodziński: Jeszcze przed objęciem władzy przez Trumpa wiedzieliśmy, iż w Dolinie Krzemowej wokół postaci takich jak Peter Thiel – założyciela PayPala i Palantira, a także jednego z pierwszych inwestorów w Facebooka – czy skrajnie prawicowego ideologa Curtisa Yarvina wykluwa się nowa idea, tzw. ciemne oświecenie, czy w oryginale Dark Enlightenment. Dziś, rok po inauguracji prezydentury, możemy już mówić o pewnej praktyce tej ideologii, więc zacznijmy od tego: czym ona jest i jak łączy się z obecną władzą?

Michał Zabdyr-Jamróz: Ciemne oświecenie (Dark Enlightenment) to ruch o charakterze amalgamatycznym – z pozoru szeroki, ale w rzeczywistości mocno skupiony w kręgach Doliny Krzemowej, do których należą takie osoby, jak inwestorzy: Balaji Srinivasan, Marc Andreessen; czy politycy: Blake Masters, JD Vance i inni, wszyscy zebrani wokół Petera Thiela. Należy do niego również Elon Musk, którego z Thielem łączy wychowanie w apartheidowym reżimie RPA i okupowanych przez nią państw sąsiednich. Całość sprowadza się do idei, iż nie chcemy powszechnego oświecenia w jego oryginalnym znaczeniu. Zamiast tego postuluje powrót do rozwiązań politycznych o charakterze monarchicznym i arystokratyczno-oligarchicznym lub wręcz despotycznym, przy jednoczesnym wykorzystaniu najnowocześniejszych osiągnięć techniki.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Technologia ma tutaj służyć jako narzędzie do obchodzenia tradycyjnej polityki. Peter Thiel opisał to wprost w swoich publicznych wystąpieniach: Demokracja nie jest do pogodzenia z wolnością, tak jak on ją rozumie, czyli wolnością elit i jednostek wybitnych. Dlatego trzeba użyć technologii – manipulacji mediami społecznościowymi, algorytmami, prawem – żeby ominąć demokratyczną politykę – i to jest proces, który właśnie obserwujemy w praktyce.

Jakie są główne założenia tego nurtu i jakie konkretne reformy włączają się w ten program?

– Jednym z fundamentalnych tekstów dla tej ideologii jest „Dark Enlightenment” Nicka Landa, a także i twórczość wspomnianego Yarvina. Ten ostatni twierdzi otwarcie, iż interesuje go silna władza jednostki, jaką reprezentowały postacie historyczne pokroju Napoleona czy Ludwika XIV. W kontekście bliższym naszym czasom, Yarvin przywołuje postać Franklina Delano Roosevelta. Wskazuje on, iż to właśnie silna, scentralizowana władza Roosevelta pozwoliła na realizację tak gigantycznych przedsięwzięć, jak Projekt Manhattan, który Yarvin opisuje jako swego rodzaju gigantyczny państwowy start-up.

Rzeczywiście, w jednym z wywiadów Yarvin wspomniał, iż Roosevelt był kimś w rodzaju CEO Ameryki, posiadającym niemal dyktatorskie uprawnienia nad całym państwem.

– Tak, on dokładnie w ten sposób reinterpretuje historię i amerykańską konstytucję. Twierdzi wręcz, iż oryginalnym zamysłem ojców założycieli była swego rodzaju monarchia. Termin Chief Executive Officer, czyli prezes firmy, jest tu kluczowy. Yarvin wyobraża sobie, iż władza w państwie powinna odpowiadać modelowi znanemu ze świata wielkiego biznesu.

Nie chodzi jednak o żadnego prezesa, ale o model „baronów przemysłowych” z tzw. złotej ery kapitalizmu – postaci takich jak David Rockefeller, J.P. Morgan czy Andrew Carnegie. Byli to liderzy, dominujący udziałowcy w wielkich firmach, którzy dzięki ogromnej władzy wykonawczej i minimalnej liczbie hamulców prawnych byli w stanie realizować potężne, często monopolistyczne wizje.

W tej wizji państwa albo są rządzone jak korporacje, albo stają się tak słabe, iż to wielkie firmy przejmują ich tradycyjne role.

– Jednak, co istotne, nie jest to wizja oświeconych monarchów dbających o reformy społeczne. Choć Napoleon wprowadził rewolucyjny Kodeks Cywilny, Yarvin nie kładzie nacisku na prawa obywatelskie czy społeczne. Chodzi mu o maksymalne wzmocnienie klasy właścicieli, inwestorów i kapitalistów. W głębszym sensie jest to projekt stworzenia nowej, technologicznej arystokracji.

Albo oligarchii w sensie Arystotelesowskim.

– Tak jest. W całym tym projekcie chodzi o wzmocnienie oligarchii w taki sposób, aby wielki kapitał miał zawsze możliwość łatwego wyjścia z danego państwa w poszukiwaniu jeszcze niższych podatków i jeszcze słabszych regulacji. Skoro w demokracji najbogatsi nie wygrają prawem głosu, to skorzystają z prawa wyjścia (exit). Poruszamy się tu w obszarze dyskursu rządzenia korporacyjnego (corporate governance), o którym niestety rzadko uczy się na politologii. W tym modelu jako udziałowiec masz prawo głosu albo prawo wyjścia. jeżeli Twój głos jest osłabiony przez inne uwarunkowania lub „rozmyty” przez pozostałych uczestników, powinieneś móc wzmocnić swoje prawo wyjścia.

Skrajna prawica kooptuje inicjatywy wywodzące się z ruchów antyestablishmentowych i hipisowskich, New Age’owego spirytualizmu czy medycyny naturalnej – i tworzy z nich szeroką koalicję o bardzo wyraźnych wątkach eugenicznych i antynaukowych

Michał Zabdyr-Jamróz

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Na tym właśnie zależy zwolennikom ciemnego oświecenia. Choć nie musi to być proces intencjonalnie koordynowany, istnieje tu uderzająca zbieżność interesów między postaciami takimi jak Putin a neoreakcyjnymi technobaronami pokroju Petera Thiela. Jednym i drugim zależy na osłabieniu państw oraz organizacji międzynarodowych. Chodzi o to, by prawo międzynarodowe nie było w stanie ścigać ucieczek do rajów podatkowych, ani egzekwować globalnych regulacji dotyczących podatków, zwalczania handlu ludźmi i niewolnictwa, bezpieczeństwa pracy i praw pracowniczych czy zdrowia publicznego i ochrony środowiska.

Rozumiem, iż ten fetysz „CEO” – dotyczący klasy właścicieli wielkiego kapitału – wynika z przekonania Yarvina, Thiela, ale też Muska, iż tacy liderzy ucieleśniają pewną wyjątkową potencję. Można to pomylić z arystotelesowską arystokracją, która miała być oparta na cnocie, a nie na bogactwie w przeciwieństwie do oligarchii.

Nawet gdy Yarvin mówi o Trumpie jako o „najlepszym CEO naszych czasów”, zdaje się sugerować, iż posiada on wolę i moc zmieniania świata, a więc swego rodzaju cnotę, coś, co budzi w tym ruchu pewnego rodzaju uwielbienie dla czystej sprawczości. Jednak wydaje się, iż ta cnota nie ma wymiaru etycznego, a jej manifestacją jest właśnie bogactwo i wpływy wynikające z niego.

– Można powiedzieć, iż to powrót do idei władzy charyzmatycznej, jeżeli posłużymy się terminologią Maxa Webera. Weber wyróżnił trzy „czyste” typy panowania, które w rzeczywistości często się przenikają. Pierwszym jest władza tradycjonalna, oparta na zadawnieniu i nawyku, gdzie selekcja elit odbywa się często poprzez dziedziczenie. Drugim jest władza racjonalna, oparta na profesjonalnym sztabie administracyjnym, biurokracji. To właśnie tutaj kluczowa jest idea rządów prawa – panowanie odbywa się według spisanych, powszechnie obowiązujących reguł.

Weber zauważył, iż biurokracja łączy nowoczesne państwo z nowoczesnym przedsiębiorstwem kapitalistycznym. Opiera się ona na oddzieleniu właściciela od menadżera oraz urzędu od urzędnika. Pracownik operuje nie swoimi narzędziami w nie swoich pomieszczeniach, działając na podstawie wiedzy, zastanych reguł i pensji. To właśnie ta profesjonalna klasa menedżerska jest przedmiotem głębokiej nienawiści techno-oligarchów i zwolenników ciemnego oświecenia.

Dlaczego?

– Nienawidzą oni ludzi, którzy przychodzą z uniwersytetów i dysponują wiedzą ekspercką, ponieważ postrzegają ich jako systemowych aparatczyków i uzurpatorów. Curtis Yarvin wrzuca do jednego wora: biurokrację, uniwersytety oraz media i nazywa to „katedrą”. To nienawiść do wszystkich profesjonalistów, którzy nie posiadają wielkiego kapitału, ale działają według reguł i procedur – w demokracji operując dla ludu i regulacjami ograniczając elity. Właśnie to najbardziej boli ciemnooświeceniowców: demokratyczne państwo regulacyjne, stawiające granice kaprysom woli genialnego prezesa-właściciela. Ten, bowiem, uosabia trzeci typ weberowskiej władzy: panowanie charyzmatyczne.

Promocja!

Polskie ćwiczenia z wieloetniczności | Gdy episkopat zawodzi | Po co instytucje kultury?

32,30 35,90
Do koszyka
Książka – 32,30 35,90 E-book – 29,00 32,30

„Katedrą” są instytucje państwa prawa.

– Owszem. Dla Maxa Webera biurokracja była wspaniałym wynalazkiem, ponieważ wprowadziła wyraźny rozdział między mocodawcą (właścicielem) a wykonawcą. To sprawiło, iż choćby jeżeli legitymizacja władzy opiera się na względach pozamerytorycznych (np. dziedziczenie korony czy majątku) to dana instytucja może działać profesjonalnie. choćby w monarchiach oświeconych, jak u Ludwika XIV, aparat służby cywilnej zaczął pełnić funkcję apolityczną. Potem w demokracjach politycy mogą się zmieniać, ale kompetentni urzędnicy zostają na miejscach i wykonują literę oraz ducha prawa na zasadzie profesjonalizmu. Ich siła polega też na tym, iż nie będą wykonywać poleceń niezgodnych z prawem, niezależnie jak charyzmatyczne by nie były.

Ten rozdział władzy między politics (polityką partyjną) a policy (służbą cywilną), jest nie mniej ważnym aspektem praworządności jak tradycyjny, monteskiuszowski trójpodział władzy (na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą). Dobrym przykładem jest rozdzielenie funkcji Ministra Sprawiedliwości od Prokuratora Generalnego – polityk może być niezadowolony z antykorupcyjnego dochodzenia przeciw jego partyjnemu koledze, ale nie ma prawa interweniować w proces toczący się z urzędu. Ta niezależność jest solą w oku „starej szkoły” fanów kapitalistycznej oligarchii, w której można łatwo kupować polityków, a ci skrzętnie pod dywan zamiotą wszelkie uciążliwe dochodzenia.

James Burnham w książce „Rewolucja menadżerska” z 1941 roku zauważył, iż w pierwszej połowie XX wieku władza przestała należeć do kapitału. Ale też nie trafiła do proletariatu, jakby tego sobie życzył Marks.

Przeszła za to w ręce tych, którzy mają wiedzę – profesjonalnej klasy menedżerskiej: biurokracji prywatnej i publicznej.

– Właśnie. Burnham doszedł do wniosku, iż korporacje i państwa – zarówno kapitalistyczne, jak i „kapitalizm państwowy” ZSRR – są rządzone w ten sam sposób: przez biurokratów. To właśnie ten system stał się naczelnym wrogiem tradycyjnej oligarchii, bo tworzył przeciwwagę dla jej wszechwładzy.

Czyli dziś mamy, wydaje się, do czynienia z rywalizacją dwóch typów władzy.

– Tak. choćby więcej: to rywalizacja dwóch zasad legitymizacji władzy. Z jednej strony jest merytokracja – władza oparta na kompetencjach, wykształceniu i zasługach. Z drugiej strony mamy tzw. propertarianizm, uwielbiany przez tradycyjnych feudałów i oligarchów, gdzie legitymacją do panowania jest sam tytuł własność (uti et abuti – prawo do używania i nadużywania).

Paradoks kapitalizmu, tak jak opisał go choćby Weber, wynika z faktu, iż sukces opiera się na rozdziale tych dwóch typów władzy (na udziałowców i na menedżerów) i swoistej równowadze między nimi. Te dwa typy władzy występują łącznie w małych rodzinnych firmach. Jednak w wielkich korporacjach (jak niegdyś Niderlandzka czy Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska) kluczem do sukcesu był dość wyraźny rozdział roli właścicielskiej od menadżerskiej z kluczową relacją ograniczonej odpowiedzialności.

Co ciekawe, w potocznej wyobraźni z archetypem kapitalizmu kojarzymy dokładnie to, co było pewnym odstępstwem od jego kluczowych założeń. XIX-wieczni „baronowie rabusie”, przemysłowcy tacy jak Rockefeller, skupiali w jednej osobie oba typy władzy: właścicielską i menedżerską. Posiadali najważniejsze udziały i jednocześnie osobiście sterowali firmami dzięki swoim talentom i bezwzględności. W takim układzie zaciera się dylemat, czy władza opiera się na tytule własności czy na kompetencji. Zanika ten weberowski podział władzy, dając „CEO-założycielom” niemal absolutną władzę monarchy.

Dlatego ci XIX-wieczni kapitanowie przemysłu są dziś wzorem dla ludzi pokroju Muska – uosabiają geniusza, który rzekomo sam wszystko zbudował i zasłużył na swoje bogactwo. Taka władza dąży do kumulacji – chce decydować suwerennie, bez ograniczeń ze strony reguł czy administracji. Dlatego ciemne oświecenie tak chętnie cytuje Carla Schmitta: dla nich suwerenem jest ten, kto ma moc decydowania o stanie wyjątkowym i podejmowania decyzji poza prawem.

Przejdźmy do kwestii materialnych reform Trumpa. Z jednej strony mamy działania wymierzone w administrację publiczną – masowe zwolnienia, które mają nadać prezydentowi kompetencje zbliżone do CEO. Widzimy też ogromne wsparcie finansowe dla projektów AI, hołubionych przez Dolinę Krzemową i ludzi związanych z Peterem Thielem.

Z drugiej strony ruch MAGA jest znacznie szerszy. Mamy tam etnonacjonalistów pokroju Bannona, Carlsona czy Fuentesa, a także środowisko Heritage Foundation z ich „Projektem 2025”. Jak widzisz wpływ mrocznego oświecenia na ten konglomerat?

– To najważniejsze pytanie. Techno-oligarchowie spod znaku ciemnego oświecenia dążą przede wszystkim do likwidacji profesjonalnej, apolitycznej służby cywilnej. Postulują powrót do tzw. systemu łupów (spoils system), czyli totalnego upolitycznienia urzędów publicznych. Curtis Yarvin sformułował postulat RAGE (Retire All Government Employees), czyli masowego zwolnienia urzędników, by zastąpić ich lojalnymi siepaczami lub całkowicie przenieść władzę na rynek. W ten sposób monarcha-CEO zyskuje pełną kontrolę.

Zwolennicy Dark Enlightment wyobrażają sobie oni świat, w którym monarcha zleca algorytmowi zaplanowanie i organizację wszystkiego, a następnie wydaje instrukcje bezpośrednio robotnikom, eliminując klasę średnią, która mogłaby mitygować jego despotyzm

Michał Zabdyr-Jamróz

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

W tym kontekście sztuczna inteligencja nie ma służyć poprawie życia obywateli, ale przejęciu kompetencji, które dotychczas dzierżyła „Katedra”: profesjonalna klasa menedżerska, media uniwersytety. Dawniej despotyzm władzy był ograniczany faktem, iż przy realizacji dużych projektów władca musiał polegać na kompetentnych ludziach, rekrutowanych z klasy średniej, wszechstronnie edukowanych na uniwersytetach (a nie tylko w szkołach zawodowych). Już samo to osłabiało jego samowolę, wymagało przynajmniej elementarnego dbania o reguły i ogólny dobrobyt społeczny.

AI ma być sposobem na obejście tego ograniczenia, czyż nie?

– Tak. Zwolennicy Dark Enlightment wyobrażają sobie świat, w którym monarcha zleca algorytmowi zaplanowanie i organizację wszystkiego, a następnie wydaje instrukcje bezpośrednio robotnikom, eliminując klasę średnią, która mogłaby mitygować jego despotyzm.

Projekt likwidacji służby cywilnej jest niemal w 100 proc. zgodny z „Projektem 2025” Heritage Foundation. Fundacja ta stała się narzędziem nowych raubritterów, tworząc aparat rekrutacyjny dla lojalnych ideologicznie, choć niekoniecznie kompetentnych urzędników.

A co z populistycznym skrzydłem, a więc tym najbardziej szerokim?

– jeżeli zaś chodzi o populistyczny ruch MAGA (mający znamiona kultu jednostki) to w tej chwili trudno go uznać za coś innego niż instrument zarządzania masami. Teoretycznie między techno-oligarchami a MAGA powinien istnieć antagonizm, co sugerowały dawne komentarze Steve’a Bannona (stratega ruchu). Jednak ujawniona korespondencja Epsteina pokazuje, iż ci ludzie byli w ścisłej komitywie. Okazuje się, iż MAGA to klasyczny mechanizm reżimów faszystowskich: do mobilizacji i sterowania wściekłości „motłochu” – grupami pokroju groyperów Nicka Fuentesa, faszystowskich aktywistów internetowych, czasem wychodzących na ulice w postaci bojówek.

I z tego, co widzimy, to właśnie z ludzi tego pokroju Heritage masowo rekrutuje nowych funkcjonariuszy reżimu: gorliwych, prawomyślnych i osobiście lojalnych wobec charyzmatycznego wodza, ale też nagminnie niekompetentnych. Ruch MAGA służy do przekierowania społecznej złości: zamiast uderzać w tych, którzy eksploatują pracowników, monopolizują rynki itd., jest ona celowo szczuta na wrogów reżimu: urzędników przestrzegających prawa, Lügenpresse, oraz kozły ofiarne: migrantów, mniejszości itd.

Wśród projektów ludzi Thiela pojawia się miasto na Grenlandii – prywatna enklawa dla milionerów. Obok sztucznej inteligencji kolejnym filarem jest dążenie do nieśmiertelności, co często przewija się w mediach. Jak myślisz, czy działania Trumpa, szczególnie w kontekście Grenlandii, są podyktowane lobbingiem wielkich oligarchów, czy to już zbyt daleko idąca teoria?

– Te dwa wątki – nieśmiertelność dla najbogatszych i ich prywatne czy korporacyjne państwa-miasta – są teoretycznie odrębne, ale łączą się w projekcie Ciemnego Oświecenia. Po pierwsze, chodzi tu o zbudowanie współczesnym magnatom księstw udzielnych, wolnych od demokratycznych i konstytucyjnych ograniczeń ich samowoli. Absolutnie tak, tutaj widać wyraźne powiązania z projektem grenlandzkim. Świadczy o tym choćby fakt, iż aktualny ambasador USA w Danii, Ken Howery, jest powiązany z Peterem Thielem. To jeden z motywów, dla których były prezydent Hondurasu, Juan Orlando Hernández został ułaskawiony przez Trumpa. Istnieje bowiem inny projekt powiązany z Thielem, realizowany na terenach przybrzeżnych Hondurasu pod nazwą Prospera.

Nowość Nowość Promocja!
  • Jacek Hajduk

Józef Wittlin w Ameryce. Klasycznie obcy

47,20 59,00 Do koszyka

Prezydent ten ostatecznie trafił do więzienia w USA za handel narkotykami, ale ułaskawiono go dokładnie wtedy, gdy Maduro był oskarżany o to samo. Hernández był kluczowy, ponieważ przełamywał wszelkie opory prawne Sądu Najwyższego Hondurasu w zapewnianiu kompletnej autonomii w Prosperze.

To zresztą cały wielowątkowy i fascynujący wątek, pokazujący, jak wiele elementów jest tu połączonych. Od lat techno-oligarchowie i fani ciemnego oświecenia z Doliny Krzemowej realizują ideę powolnego wykupywania obszarów, by budować elitarne enklawy, raje podatkowe jeszcze bardziej wolne od balastu demokratycznych rządów prawa.

Tym samym stając się utopiami rodem z libertariańskich marzeń.

– Tak. To projekty silnie inspirowane prozą Ayn Rand („Atlas zbuntowany”) – swoisty eksterytorialny azyl dla najbogatszych, dla geniuszy przedsiębiorczości i technologii. Całkowicie wolni w panowaniu nad swoimi pracownikami. Gdzie nie istnieją prawa pracownicze, BHP ani ochrona środowiska, a jedyną zasadą panowania jest kapitał i wola monarchicznych CEO. W rzeczywistości najprawdopodobniej wyglądać to będzie bardziej jak dystopia podwodnego miasta Rapture z gry Bioshock, gdzie te wszystkie wybujałe ambicje, zamknięte w szybkowarze, eksplodują wojną domową i wreszcie kompletną anarchią.

A to dążenie do nieśmiertelności?

– To, iż techno-oligarchowie mają kompleks nadczłowieka i chcieliby żyć wiecznie raczej nie zaskakuje. Śmierć to ostateczna bariera dla akumulacji kapitału i władzy. Nieśmiertelność to koniec z podatkiem spadkowym. Kres ryzyka marnotrawnych potomków. A nadzieję robi im postęp technologii i różne popularne wizje transhumanizmu.

Groteskowe jest to, jak składa się to na wizję przygnębiających cyberpunkowych i zarazem neo-feudalnych dystopii znanych z popkultury i mitologii. Prezesi wszechpotężnych korporacji i własnych państw-miast dążą do tego, żeby wskrzesić jakąś wizję antycznego politeizmu. Oligarchowie chcą być kastą nieśmiertelnych bogów na tym nowym Olimpie: z własnymi domenami i posłusznymi wyznawcami. To przywołuje na myśl fabułę serialu „Altered Carbon”, czy gry „Cyberpunk 2077”. To postapokaliptyczne Nowe Vegas z serii „Fallout”, rządzone przez ponad dwustuletniego tajemniczego biznesmena, pana House’a.

Tutaj pozostało jeden osobliwy wątek. Jeden z liderów tego ruchu z Doliny Krzemowej, Balaji Srinivasan, w odniesieniu do San Francisco wprost nazywa tę strategię „techno-syjonizmem”, bo polegać ma na powolnym a systematycznym (w drodze procesowej i wykupu ziemi) wypieraniu lokalnej populacji i zastępowaniu jej nowym ładem. Wszystko to na wzór metodycznych czystek etnicznych realizowanych przez izraelskich osadników na okupowanych ziemiach palestyńskich. Zresztą, tutaj powiązania nowych technologii z syjonizmem są znacznie głębsze. Izrael w ogóle był prototypem takiego modelu fuzji wysokich technologii z polityką etnonacjonalizmu, permanentnej inwigilacji i kolonializmu osadniczego.

Mówisz teraz o „doktrynie szoku”.

– Tak, Naomi Klein wspominała o tym modelu już w „Doktrynie szoku” z 2007 roku i rozwijała w niedawno wydanej książce pt. „Doppelgänger”. Opisywała państwo, które może funkcjonować w stanie permanentnej wojny i jednocześnie odnosić sukcesy gospodarcze. Izrael stał się laboratorium takiego systemu, rozwijając przemysł inwigilacji i technologii bezpieczeństwa, takich jak drony czy sztuczna inteligencja wyznaczająca cele ataków rakietowych. Często te systemy działają błędnie, ale w tym modelu chodzi raczej o rozmycie odpowiedzialności i pewność realizacji celów politycznych, jakim jest terroryzowanie rodowitej populacji i jej wypieranie.

Promocja!

Lud i elity – konflikt nieuchronny? | Wierzący rodzice niewierzących dzieci | Ucieczki i powroty

32,30 35,90
Do koszyka
Książka – 32,30 35,90 E-book – 29,00 32,30

Okazuje się, iż te projekty są ze sobą silnie powiązane. No i jak wiemy z najnowszych publikacji akt, łącznikiem był tu Epstein. W kontaktach z Ehudem Barakiem, byłym premierem Izraela polecał mu przedsięwzięcia Thiela w zakresie systemów permanentnej inwigilacji opartej na AI (vide firma Palantir). To układa się w kompletny obraz. Prawdopodobnie dlatego Epstein szukał porozumienia z Putinem, wspierając go w budowie alternatywnej gospodarki, pomagając w łamaniu sankcji po 2014 roku czy współpracując w agentami FSB.

Dochodzi do tego jeszcze systematyczne przejmowanie mediów.

– I to tych zarówno nowych, jak i tradycyjnych – przez powiązanych z tym projektem techno-baronów. Teraz te przejęcia procentują, gdy Jeff Bezos zaczął cenzurować „The Washington Post” i masowo zwalniać dziennikarzy (porzucając na łaskę losu choćby korespondentów w strefach wojennych). Innym, mniej znanym w Polsce przykładem jest przejęcie koncernu medialnego CBS przez Larry’ego Ellisona (prezesa firmy Oracle zajmującej się zarządzaniem danymi). Skutkiem tego są niebywale nieudolne próby cenzurowania dziennikarstwa śledczego krytycznego wobec administracji Trumpa (np. w wydaniu legendarnego programu „60–minutes”).

Z kolei syn Ellisona, David prezesuje konglomeratowi Paramount Skydance, który aktualnie planuje wchłonąć legendarną wytwórnię Warner Bros., ale także polską stację TVN. Zarówno Larry, jak i David są zagorzałym syjonistami, i ten pierwszy przejął niedawno amerykańskiego TikToka m.in. wprost po to, żeby algorytmicznie cenzurować nagrania dokumentujące izraelskie zbrodnie wojenne w Gazie.

Warto dodać, iż Klein w „Doppelgängerze” wspaniale wyjaśnia, jaką w tym wszystkim rolę odgrywają teorie spiskowe, antyszczepionkowcy, feminizm nieprzychylny osobom trans, a choćby niektóre ruchy prozdrowotne (wellness, joga). Wpisują się one w tzw. diagonalizm – zjawisko polityczne przekraczające tradycyjne podziały. Polega ono na tym, iż skrajna prawica kooptuje (oryginalnie apolityczne lub lewicowe) inicjatywy wywodzące się z ruchów antyestablishmentowych – hipisowskich, New Age-owego spirytualizmu czy medycyny naturalnej – i tworzy z nich szeroką koalicję o bardzo wyraźnych wątkach eugenicznych i anty-naukowych. To wyjaśnia włączenie do sojuszu MAGA postaci takich jak Robert F. Kennedy, Jr. (do tej pory należący do Partii Demokratycznej), czy Naomi Wolf (popularnej niegdyś feministki, doradczyni prezydenta Clintona).

Czy uważasz, iż te wizje techno-oligarchów i etnonacjonalistów, połączonych na najwyższych szczeblach, mogą się rzeczywiście ziścić? Dokumenty z afery Epsteina pokazują ich współpracę, ale wydaje się, iż reprezentują oni zbyt wiele wewnętrznych sprzeczności, co widać chociażby w ostatnich sondażach Donalda Trumpa. Jego polityka jest tak sprzeczna, iż rozpada się jak domek z kart.

– Te sprzeczności wychodzą w sondażach, ale nie istnieją na poziomie samych planistów. Dziś jest już całkowicie transparentne, iż Steve Bannon posługuje się z lewicowym, antymonopolowym dyskursem krytyki techno-oligarchów tylko po to, by zarządzać masami. Kreuje wizerunek „wrażliwej społecznie prawicy”, co w rzeczywistości jest czystą mistyfikacją i zarządzaniem nastrojami społecznymi.

Na szczęście ten plan zaczął pękać. Ludzie, którzy chcieli oczyszczenia polityki z wpływów potężnych korporacji i bezkarności elit, wierzyli, iż Trump to zrealizuje. Tymczasem okazało się, iż Trump jest jedynie narzędziem tych samych warstw, przeciwko którym rzekomo występował. To efekt tej „pięciowymiarowej szachownicy” – Bannon i inni podjęli ryzykowną grę i w zasadzie to sami się okiwali. Teraz sprawa Epsteina najbardziej uderza właśnie w Trumpa, przez co znaczna część dotychczasowego elektoratu MAGA przestaje ufać populistycznemu przekazowi.

Choć techno-oligarchowie wciąż mają ogromną władzę – w tym tę narracyjną i algorytmiczną – ich projekt doznał poważnego ciosu. Można powiedzieć, iż z tej misternej konstrukcji MAGA nagle wypadło dno, a z bańki masowego poparcia dla reżimu zaczęło schodzić powietrze. Jest nadzieja, iż postęp ciemnego oświecenia zostanie skutecznie powstrzymany. Pytanie tylko, czy nie jest już za późno: czy projekt Thiela – obejścia demokratycznej polityki przy pomocy technologii – nie zaszedł za daleko i czy reżim Trumpa odda pokojowo władzę.

Michał Zabdyr-Jamróz – doktor politologii, adiunkt w Instytucie Zdrowia Publicznego CMUJ. Współpracownik Europejskiego Obserwatorium Systemów i Polityk Zdrowotnych w Brukseli oraz Partnerstwa na rzecz Zrównoważonych i Odpornych Systemów Ochrony Zdrowia. Gościnny wykładowca Uniwersytetu Kopenhaskiego. Prowadził badania m.in. na uniwersytetach Maastricht i Harvarda.

Idź do oryginalnego materiału