Najbardziej powszechnym przeciwieństwem Bożej miłości, Bożego współczucia, Bożego miłosierdzia jest obojętność. Obojętność to także agresja, która może zabić.
Fragment książki „Franciszek. Nadzieja. Autobiografia”, tłum. Anna T. Kowalewska, Wydawnictwo Świat Książki, Ożarów Mazowiecki, 2025. Tytuł i śródtytuły Więź.pl
We współczesnym świecie wiele mówi się o sekularyzacji. […] Trzeba jednak pamiętać, iż sekularyzacja może przyjmować rozmaite formy i jest uzależniona od kultury swoich czasów. We współczesnym Kościele jest podobnie.
Przemyśleć świadectwo
Dziś mamy większą wiedzę, dokonujemy odkryć dotyczących władzy nad życiem i śmiercią. Jednak zjawisko światowości i sekularyzacji zawsze istniało. Dlatego właśnie Jezus w modlitwie podczas Ostatniej Wieczerzy prosi Ojca, aby nas „zachował” i ustrzegł nas, abyśmy nie stali się światowi.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Światowość duchową, światowy styl życia Kościół poznał już na samym początku swoich dziejów. Dość przypomnieć historię Ananiasza i Safiry opisaną w Dziejach Apostolskich (Dz 5,1–11). To przypowieść o dwojgu małżonków z Jerozolimy, którzy sprzedawali dobra wspólnoty, zatrzymując część zysku dla siebie.
Według teologa Henriego de Lubaca to najgorsze zło, jakie może spotkać Kościół, i pokusa, która podstępnie się odradza. Duchowa światowość, pisze w swoich „Medytacjach o Kościele”, pozostało gorsza niż hańba, którą w przeszłości okrył się Kościół, zasłaniając klejnotami prawdziwe oblicze Jezusa.
To choćby jeszcze gorsze niż papieże żyjący w konkubinacie. Takie niebezpieczeństwo dostrzegał także Jezus i prosił Ojca w modlitwie, która jest aktem założycielskim Kościoła, aby nie zagroziło ono Jego uczniom.
To ostrzeżenie dotyczy przede wszystkim pasterzy, ale także nas wszystkich. To my wszyscy bowiem jesteśmy Kościołem. Jesteśmy ludem Bożym, a nie ozdobnym murem, który ten lud otacza.
Dziś, kiedy młode pokolenie otwarcie mówi o trudnościach w swojej relacji z Kościołem, bardziej niż martwić się sekularyzacją, powinniśmy zastanowić się nad naszym świadectwem. Gdyż przecież to świadkowie poruszają serca. Już św. Ignacy Antiocheński pisał, iż „lepiej być chrześcijaninem, do tego się nie przyznając, niż mówić to, nim nie będąc”, ponieważ na koniec życia nie będziemy pytani, czy byliśmy wierzący, ale czy byliśmy wiarygodni.
Poza strefą komfortu, czyli uczta Babette
Kościół musi rozwijać swoją kreatywność, rozumienie wyzwań współczesnego świata, otwierać się na dialog, a nie zamykać się zalękniony. Zamknięty, przestraszony Kościół jest Kościołem martwym. Musimy zaufać Duchowi Świętemu, który jest inspiracją i przewodnikiem Kościoła i który potrafi sprawić, byśmy go słyszeli.
Chrześcijaństwo nie powinno być sztywne, gdyż zaprzeczy wtedy dynamice Ducha Świętego. Skostnienie jest sekciarskie i egoistyczne. To po prostu herezja. Formalizm zamienia Kościół w samowystarczalną fortecę
Franciszek
Wystarczy przypomnieć sobie relację apostołów z jakże hałaśliwego dnia Pięćdziesiątnicy. „Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali”(Dz 2,2), a potem wszyscy zaczęli mówić nieznanymi im dotąd językami i wyszli na zewnątrz. Wyszli na ulicę i znaleźli się poza strefą komfortu.
Harmonia rodzi się tylko z otwartości. Duch Święty jest Parakletem, jest tym, który wspiera i towarzyszy w podróży, jest tchnieniem życia. To nie jest środek znieczulający! Pewnego dnia, kiedy głosiłem kazanie w San Miguel dla kilkuset dzieci, jedno z nich pomyliło Parakleta z paralitykiem. Wywołało to mój uśmiech, ale też dało do myślenia.
Nie możemy być Kościołem skostniałym w bezruchu. Powinniśmy rozeznawać, rozumieć, czego tak naprawdę wymaga od nas współczesność. Trzeba pamiętać, iż chrześcijaństwo nie powinno być sztywne, gdyż zaprzeczy wtedy dynamice Ducha Świętego. Skostnienie jest sekciarskie i egoistyczne. To po prostu herezja. Formalizm zamienia Kościół w samowystarczalną fortecę. Przebywając w wysokim zamku, tylko przyglądamy się światu i życiu, zamiast w nich uczestniczyć.

Bardzo lubię i oglądam, kiedy tylko mogę, wielokrotnie nagrodzony film „Uczta Babette”, będący ekranizacją opowiadania Karen Blixen. Film znalazł się na watykańskiej liście 45 filmów fabularnych, które propagują szczególne wartości religijne, moralne lub artystyczne.
Akcja rozgrywa się w szarej i smutnej skandynawskiej wiosce, której mieszkańcy mają obsesję przestrzegania zasad do tego stopnia, iż zatracili ich sens. Przyjazd do wioski Babette jako gosposi zmienia wszystko. Babette dowiaduje się, iż kiedy była jeszcze w Paryżu, wygrała na loterii. Zamiast jednak wykorzystać wygraną dla siebie, wszystkie pieniądze wydaje na przygotowanie wspaniałej „francuskiej uczty” dla wszystkich mieszkańców wioski. Ci początkowo patrzą na nią podejrzliwie, ale bezinteresowność Babette zmienia ich nastawienie. W końcu odbudowują swoją wspólnotę i otwierają się na euforia życia.
Trzeba wyswobodzić się ze sztywnych kanonów, nie popadając przy tym w relatywizm. Musimy podjąć ryzyko i iść naprzód. Nie dając się przy tym zwieść pokusie nadzorowania wiary, bo Jezusa nie trzeba kontrolować. On nie potrzebuje ani opiekunów, ani strażników. Duch Święty jest wolnością. A wolność to także ryzyko. […]
Nie odtrącając nikogo
Kościół potrzebuje każdego z nas, a wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem. Nikt nie jest samotną wyspą, autonomicznym i niezależnym „ja”. Przyszłość zaś to coś, co możemy zbudować tylko wspólnie, nie odtrącając nikogo. Mamy obowiązek być czujni i świadomi, przezwyciężając pokusę obojętności. Prawdziwa miłość nie oznacza spokoju.
Często się mówi, iż przeciwieństwem miłości jest nienawiść. To prawda, ale wielu ludzi wcale nie żywi w sercu świadomej nienawiści. Najbardziej powszechnym przeciwieństwem Bożej miłości, Bożego współczucia, Bożego miłosierdzia jest obojętność. By unicestwić mężczyznę lub kobietę, wystarczy ich ignorować. Obojętność to także agresja, która może zabić. Miłość nie toleruje obojętności.
Jako chrześcijanie nie możemy obojętnie czekać z założonymi rękami. Nie możemy też rozkładać ich bezradnie. Chrześcijanin powinien wyciągnąć rękę do drugiego człowieka.
[…] Szczęście jest zawsze spotkaniem. Inni są dla nas konkretną okazją, byśmy spotkali Chrystusa. W naszych czasach ewangelizacja to przekazywanie euforii i nadziei. Czy nadzieja zaczyna się, gdy mówimy „my”? Nie, nadzieja pojawia się już wtedy, kiedy mówimy „ty”. Kiedy mówimy „my”, to już jest rewolucja.

- kard. Walter Kasper
Papież Franciszek
Jeśli naprawdę żyjemy Ewangelią i nie posługujemy się nią tylko na pokaz, jeżeli Ewangelia przenika nasze życie w sposób konkretny, dajemy świadectwo rewolucji. To rewolucja czułości. […]
Kiedy dajemy świadectwo życia, słowa przychodzą na końcu. Są tylko konsekwencją naszego postępowania. Warto też pozostawić miejsce na wątpliwości. One także są ważne. Nie jest dobrze, kiedy ktoś twierdzi z całkowitą pewnością, iż spotkał Pana Boga. jeżeli zna odpowiedzi na wszystkie pytania, to dowód, iż Go nie zna. Taki ktoś jest fałszywym prorokiem. Tylko posługuje się religią, korzystając z niej dla własnych celów. Wszyscy prawdziwi przywódcy ludu Bożego, jak Mojżesz, zawsze pozostawiali miejsce na wątpliwości.
Musimy być pokorni, aby zrobić miejsce dla Pana, a nie po to, by zapewnić sobie samym fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
Czułość nie jest słabością. To prawdziwa siła. Tą drogą podążają tylko najsilniejsi i najbardziej odważni. Idźmy nią i my, z czułością i odwagą.
Idźcie naprzód z czułością i odwagą… Moja historia to ledwie jeden krok.
Przeczytaj też: Człowiek celem Kościoła. Pontyfikat Franciszka jako odwrócenie porządków