Świętego… spotkałem, Rafael Arnáiz Barón OCSO

filipini.eu 1 dzień temu

Jego życie jako osoby chorej nie miało innego „centrum” ani sensu niż krzyż Jezusa

Joaquín López OCSO

Św. Rafael Arnáiz Barón urodził się w Burgos w Hiszpanii 9 kwietnia 1911 roku w bardzo religijnej rodzinie z wyższych sfer, która wychowała swojego syna Rafaela – najstarszego z czworga rodzeństwa – w atmosferze głębokiej wiary i praktyk religijnych. Studiował malarstwo i był wielkim miłośnikiem muzyki. Z Oviedo w Asturii, gdzie później przeniesiono jego ojca, wyjechał na studia architektoniczne do Madrytu, ale porzucił naukę na drugim roku, aby zostać mnichem w klasztorze San Isidro de Dueñas w Palencji (La Trapa), do którego wstąpił 15 stycznia 1934 r. w wieku 22 lat.

Po czterech miesiącach musiał opuścić klasztor z powodu rozpoznania cukrzycy. Ponieważ jednak czuł prawdziwe powołanie do życia monastycznego, po ponad półtora roku spędzonym w domu został ponownie przyjęty jako oblat ze względu na swoją chorobę. Ponownie musiał opuścić klasztor z powodu hiszpańskiej wojny domowej; powrócił do niego, ale po nawrocie choroby znów musiał wrócić do domu. Nie tracąc nadziei, iż umrze jako trapista, po raz ostatni został przyjęty 15 grudnia 1937 r., a zmarł 26 kwietnia 1938 r., mając zaledwie 27 lat.

Pozostawił po sobie liczne listy i różne pisma duchowe, które zostały opublikowane kilka lat po jego śmierci przez jego wuja, księcia Maquedy, oraz przez samą matkę. niedługo stał się znany wśród zakonników i w seminariach diecezjalnych, którzy podziwiali jego pisma charakteryzujące się prostą, ale głęboką duchowością, podziw ten przeniósł się na wiernych i stał się powodem, dla którego w 1960r. rozpoczęto proces beatyfikacyjny, który zakończył się beatyfikacją przez papieża św. Jana Pawła II 27 września 1992 r. oraz kanonizacją przez Benedykta XVI 11 października 2009 r.

Łaski i rzekome cuda przypisywane młodemu bratu Rafaelowi były od samego początku bardzo liczne i wciąż napływają świadectwa o łaskach – nie tylko dotyczących pomocy fizycznej, ale przede wszystkim pomocy duchowej, jaką ludzie czerpią z jego pism skupionych na miłości do Boga i akceptacji krzyża, jaki Bóg dla niego przeznaczył. Pisma te trafiają do serc wielu ludzi z całego świata, którzy, jak wszyscy, mają swoje krzyże i problemy, wątpliwości i choroby, ale potrafią je zaakceptować dzięki przykładowi i doświadczeniu św. Rafaela, którego życie jako osoby chorej nie miało innego „centrum” ani sensu niż krzyż Jezusa. W cieniu krzyża Chrystusa potrafił przeżyć swoje krótkie życie i opowiedzieć nam, czym była dla niego „mądrość Krzyża”.

Mężczyźni i kobiety z całego świata, którzy odkryli pisma św. Rafaela, zdołali na nowo ułożyć swoje życie, uporać się z problemami i chorobami dzięki pomocy brata Rafaela, którego Pan postawił nam za wzór i orędownika w naszej wędrówce przez świat. Jest on bez wątpienia narzędziem w rękach Boga, które pomaga nam łatwiej zbliżyć się do Niego.

tłumaczenie: s. Anna Musiał RSCJ

Joaquín López OCSO

mnich w klasztorze San Isidro de Dueñas,
w którym zmarł św. Rafael Arnáiz Barón

proponujemy jeszcze lekturę 3 bardzo ciekawych świadectw,
których Autorami są:

Ángel Alonso Pachón
María Isabel Acosta
Brunna Samara Cândido Bezerra

*

W momencie jego kanonizacji papież powiedział o nim, iż był „mistykiem XX wieku”; wzorem dla młodzieży dzięki swojej radości, naturalności i miłości do wartości, które czerpał z WIARY. (…)

Poznałem Rafaela, kiedy wstąpiłem do postulatu Zgromadzenia Towarzystwa Maryi (Marianistów)… a gdy osiągnąłem wiek trzynastu lat, pokazano mi małą książeczkę, w której opisano postać dzisiejszego św. Rafaela Arnaiza Baróna.

Myślę, iż z takim samym entuzjazmem, jaki miał Rafael, patrzyłem na wizerunek Maryi i rozmawiając z Nią, nauczyłem się modlić, głębiej odczuwać pragnienie służenia Bogu…

Dziękuję, bracie Rafaelu!

Od tego momentu podążałem ścieżką duchową z Rafaelem. Później, z Bożej Opatrzności, miałem szczęście poznać jego brata Leopoldo, uczyć grupę jego siostrzeńców i traktować tę rodzinę jakby byłem jej członkiem. Przez kilka lat moim duchowym przewodnikiem był Leopoldo, brat św. Rafaela Arnaiza, a jego dzieci stały się częścią mojego życia…

Później życie zadawało mi wiele ran, a moim lekarstwem zawsze było przypominanie sobie zdania, które Leopoldo, spacerując popołudniami nad zbiornikiem wodnym Entrepeñas, powtarzał mi: „Aniołku, staraj się zawsze nosić w kieszeni gumkę do mazania. Kiedy coś lub ktoś cię zrani, wyjmij ją, przesuń po czole i wymazuj wszelkie uczucie urazy… A potem UŚMIECHNIJ SIĘ”…

Nadal to robię, choć często wolałbym mieć zszyte kieszenie, żeby nie musieć wyjmować gumki.

Dziękuję, bracie Rafaelu!

Niedługo będę mógł odwiedzić jego dom w Dueñas i mocno go uściskać w podziękowaniu za opiekę nad moją żoną Amparo, kiedy była w bardzo, bardzo ciężkim stanie, a ja, siedząc przy niej, rozmawiałem ze św. Rafałem Arnaizem… A On mnie słuchał… ZAWSZE SIĘ UŚMIECHAŁ.

Drogi Bracie Rafaelu, poproś Pana, aby wyprostował drogę, którą ludzkość podąża w tym stuleciu, bo jest ona dość zawiła. Myślę, iż On Cię wysłucha i, podobnie jak Mojżesz, Rafael zejdzie i z uśmiechem pokaże nam TABLICE PRAWA… WOLI BOŻEJ.

Ángel Alonso Pachón, El Zorba 2025

**

Chciałabym opisać zdarzenie, które miało miejsce 14 sierpnia 2024 roku. Pięciu członków naszej rodziny jechało przez prowincję León, kiedy inny kierowca ciężarówki zjechał na nasz pas ruchu bez żadnego sygnału… To były ułamki sekund, w których kierowca (którym był jeden z moich synów) zachował spokój, wykonał kilka gwałtownych ruchów kierownicą, zjechał z drogi i obrócił się trzy razy w powietrzu. Można sobie wyobrazić to, co się działo w samochodzie, krzyki, płacz… a po wyjściu z samochodu nasze zdumienie. Zaczęły przyjeżdżać nam z pomocą karetki ze szpitala w León. Jeden z moich synów szukał pod samochodem okularów i jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył, iż ze schowka wypadły przedmioty, które tam były, a pośród nich obrazek św. Rafaela, który nosił mój syn. Zaskoczyło nas to, iż obrazek znalazł się na pierwszym miejscu, a jego spojrzenie było tak spokojne i przenikliwe, jakby mówił: „Przychodzę wam pomóc”. Wybuchnęliśmy płaczem, bo naprawdę widzieliśmy jego pomoc, bo skutkiem tak poważnego wypadku były tylko siniaki, zadrapania…, wprawdzie jeden z członków rodziny miał pewne komplikacje, ale to nic w porównaniu z tym, co mogło się stać. Udaliśmy się do La Trapa, aby podziękować św. Rafaelowi za tę wielką łaskę. Mój mąż i ja mamy osiemdziesięciu lat, a lekarze byli zdumieni, iż nie mieliśmy żadnych złamań.

Obiecałam to zrobić publicznie, więc dziś dotrzymuję słowa. Niech Bóg was błogosławi.

María Isabel Acosta, Palencia 2025

***

Nazywam się Brunna Samara, mam 24 lata. W wieku 15 lat poznałam klasztor sióstr klarysek i od razu poczułam w sercu, iż to jest moje miejsce, ale nie miałam jeszcze odpowiedniego wieku do wstąpienia, a moja rodzina nie wyrażała na to zgody. Czekałam przez pięć lat, z wiernością i wytrwałością, aby zobaczyć, jak wypełnia się wola Boża w moim życiu. Jednak, podobnie jak w życiu mojego drogiego przyjaciela z nieba, św. Rafaela, „wolą Bożą było, abym nie złożyła ślubów zakonnych, abym powiedziała: «nie jestem zakonnikiem, nie jestem kapłanem, nie jestem niczym, jestem tylko duszą zakochaną w Bogu»”. Zachorowałam i wysłano mnie do domu, gdzie spędziłam cztery miesiące, wyzdrowiałam, po czym wróciłam do mojego ukochanego klasztoru, jednak po dwóch miesiącach ponownie wysłano mnie do domu, spędziłam kolejne dwa miesiące w domu, wróciłam do klasztoru i w niecałe dwa miesiące, z powodu choroby, wysłano mnie do domu, i tym razem bez imienia zakonnego, bez habitu, dziewięć lat temu, 25 stycznia złożyłam moje śluby. Pośród tych bolesnych wydarzeń poznałam św. Rafaela, którego świadectwo życia wniosło światło do mojego życia, odwagę i siłę, by nie rezygnować z Bożego powołania w moim życiu. Zrozumiałam, iż tak jak on kochałam „La Trapa” – mój klasztor, ten sposób życia, ten rytm oraz Boga, który tak bardzo jest zazdrosny o miłość swoich stworzeń. Odesłano mnie z klasztoru. 24 stycznia miną trzy miesiące, odkąd jestem w domu. Przyjęłam imię s. Maria Chiara od Jezusa Ukrzyżowanego. Pan chciał przybić mnie do krzyża, wyciągnęłam ręce i widziałam, jak wbijają gwoździe. Poprzez to świadectwo proszę was, abyście, jeżeli to możliwe, obdarzyli mnie odrobiną waszej obecności, jako znaku siły i wsparcia na mojej drodze.

Brunna Samara Cândido Bezerra, Brazylia 2025

Idź do oryginalnego materiału