Spojrzenie na „Odyseję” oczami św. Augustyna

1 godzina temu

Film „Odyseja” w reżyserii Christophera Nolana wzbudza ogromne emocje. Sama obsada zapowiada epickie widowisko. Dzieło Nolana jest jednak zaledwie najnowszym przejawem głębszego zjawiska: mitologia grecka znów przeżywa swój kulturowy renesans.

Więcej artykułów znajdziesz na stronie głównej: ewtn.pl

Źródło: Brendan Towell - National Catholic Register
Photo credit: św. Augustyn Public Domain/ Plakat Uniwersal Studios/EWTN Polska by AI
Tekst został przetłumaczony i opracowany na podstawie oryginalnych materiałów źródłowych przez EWTN Polska.
Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszamy do zapisania się do newslettera.
Subskrybuj newsletter
Wesprzyj naszą misję

Brendan Towell

W ostatnich latach pojawiły się nowe adaptacje homerowskiego świata (m.in. „The Return” z Ralphem Fiennesem), a znany aktor i pisarz Stephen Fry swoimi bestsellerowymi książkami przybliżył starożytne opowieści milionom czytelników. Choć nie podzielam ateizmu Frya, trzeba przyznać, iż oddaje on kulturze prawdziwą przysługę. Przypomina bowiem współczesnemu odbiorcy, iż te stare historie wciąż mają niezwykłą moc. Greckie mity pozostają żelaznym punktem programów nauczania literatury na całym anglosaskim świecie. Uczniowie przez cały czas znają imiona Achillesa, Perseusza i Meduzy, i z zaskakującym entuzjazmem dyskutują o cnotach i wadach tych postaci. Służąc Kościołowi w szkolnictwie średnim przez prawie 20 lat, obserwowałem tę fascynację na własne oczy.

Moje własne zainteresowanie zaczęło się wcześnie. Jako dziecko oglądałem stare adaptacje filmowe, takie jak „Jazon i Argonauci” czy „Zmierzch tytanów”. Efekty specjalne mogą dziś wydawać się przestarzałe, ale tamte filmy wywarły na mnie ogromne wrażenie. Sprawiały, iż starożytny świat wydawał się żywy i dawały poczucie, iż te opowieści w jakiś sposób należą do nas – iż są częścią dziedzictwa przekazywanego z pokolenia na pokolenie.

Dlaczego wciąż do nich wracamy? Odpowiedź jest prosta: mity przemawiają do tego, co w ludzkim sercu niezmienne. Dramatyzują uniwersalne doświadczenia walki, tęsknoty, odwagi, pychy, przeznaczenia i porażki. Raz za razem przedstawiają nam postaci, które wędrują w poszukiwaniu domu, trudzą się bez końca i wytchnienia lub dążą do prawdy za potworną osobistą cenę. Aby zrozumieć, dlaczego te opowieści przetrwały, warto przyjrzeć się trzem z najtrwalszych w kulturze Zachodu postaciom, zanim zwrócimy się do człowieka, który dobrze znał te mity i odkrył, iż ostatecznie wskazują one na coś więcej niż one same.

Odyseusz: Sprytny wędrowiec

Pierwszy z nich to Odyseusz, król Itaki. Pamięta się go nie tyle z brutalnej siły, co ze sprytu i inteligencji. To on wymyśla konia trojańskiego, przeżywa spotkania z potworami i katastrofy morskie, opiera się pokusom i przechytrza wrogów, walcząc o powrót do domu po wojnie trojańskiej. Jego podróż trwa 10 długich lat wypełnionych niebezpieczeństwami, opóźnieniami i niepewnością.

Jednak jego historia to nie tylko opowieść o heroicznej wytrwałości. To także przestroga przed pychą. Kiedy Odyseusz wyjawia swoje imię pokonanemu Cyklopowi, ten moment triumfu prowokuje gniew Posejdona i przedłuża jego cierpienie. Spryt prowadzi go daleko, ale obnaża też granice ludzkiej pomysłowości.

W głębi serca opowieść o Odyseuszu to historia o tęsknocie za domem. Pragnie on ponownego spotkania z żoną Penelopą, synem Telemachem oraz porządku w swoim królestwie. Święty Augustyn opisałby później takie życie jako należące do „Państwa Ziemskiego” – ukształtowane przez ziemskie cele i ludzkie dążenia, choćby jeżeli są one szlachetne. Odyseusz ostatecznie odnosi sukces dzięki wytrwałości i inteligencji, wspomagany i powstrzymywany przez nieprzewidywalnych bogów. Jego opowieść rezonuje, ponieważ odzwierciedla godność ludzkiego wysiłku. Przypomina nam jednak również, iż pokój, który znajdujemy na tym świecie, nigdy nie jest ostateczny.

Syzyf: Wieczny pracuś

Druga z mitycznych postaci oferuje mroczniejszy obraz kondycji ludzkiej. Za próbę oszukania śmierci i przechytrzenia bogów, Syzyf zostaje skazany na wieczne pchanie pod górę potężnego głazu, tylko po to, by za chwilę patrzeć, jak ten stacza się z powrotem na dół. Obraz ten stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli w całej mitologii.

Tragedia Syzyfa to nie tylko ciężka praca. To praca bez nadziei. Jego trud nie ma zakończenia, nie ma odpoczynku, nie ma ostatecznego celu. Filozof Albert Camus określił Syzyfa mianem bohatera absurdalnego, który wyzywająco kontynuuje swoje zadanie mimo jego daremności. A jednak obraz ten wydaje się przerażająco współczesny. Wiele osób żyje dziś w ciągłym ruchu (pracując, dążąc do czegoś, optymalizując i osiągając), nigdy jednak nigdzie nie docierając. Życie staje się niekończącym się cyklem aktywności, która nigdy nie przynosi prawdziwego zaspokojenia.

Syzyf reprezentuje coś głęboko znanego we współczesnym świecie: niespokojne dążenie bez celu podróży. Jego kara odzwierciedla doświadczenie wielu, którzy czują się złapani w pułapkę życia polegającego na nieustannym wysiłku, ale wciąż nie są bliżej odnalezienia pokoju. To obraz duchowej bezdomności.

Edyp: Poszukiwacz zniszczony przez prawdę

Trzecia postać ukazuje kolejną tragiczną ścieżkę. Edyp postanawia ocalić swoje miasto przed niszczycielską plagą, odkrywając stojącą za nią prawdę. Zdeterminowany, by zaprowadzić sprawiedliwość, nieustępliwie prowadzi śledztwo, odmawiając zaprzestania, dopóki zagadka nie zostanie rozwiązana. Prawda, którą odkrywa, okazuje się jednak nie do zniesienia. Szukając przyczyny cierpienia miasta, uświadamia sobie, iż to on sam jest za nie odpowiedzialny.

Mimo wszelkich starań, by uciec przed przepowiednią, Edyp ją wypełnił. W jednej z najbardziej poruszających scen w greckiej tragedii, w rozpaczy sam pozbawia się wzroku. Oczy, które kiedyś tak zaciekle szukały odpowiedzi, stają się symbolem ograniczeń ludzkiego postrzegania.

Edyp szuka prawdy, ale ta prawda go niszczy. Jego historia stawia niepokojące pytanie, które wciąż rozbrzmiewa: czy wiedza wystarczy? Święty Augustyn ostrzegał później, iż ludzka inteligencja, bez względu na to, jak błyskotliwa by nie była, nie jest w stanie samodzielnie uleczyć najgłębszych ran serca. Tragedia Edypa niesie tę samą lekcję: sama wiedza nie zbawi.

Św. Augustyn: Niespokojny pielgrzym

Święty Augustyn z Hippony dobrze znał te opowieści. Wykształcony w tradycji klasycznej, podziwiał literaturę starożytnego świata i chłonął jego pytania filozoficzne. Dostrzegł jednak w sobie coś głębszego – tę samą niespokojną tęsknotę, która napędza tak wielu mitycznych bohaterów.

Jego „Wyznania” czyta się mniej jak heroiczny epos, a bardziej jak bezlitośnie szczery duchowy pamiętnik. Augustyn opisuje swoje młodzieńcze ambicje, poszukiwanie przyjemności, intelektualną pychę i głęboki głód sensu. Jak Odyseusz, wędruje w poszukiwaniu domu. Jak Syzyf, bez końca walczy o zaspokojenie. Jak Edyp, z nieustępliwą intensywnością dąży do prawdy.

Podróż Augustyna prowadzi jednak w innym kierunku. „Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie” – pisze w swoim słynnym zdaniu. W przeciwieństwie do Odyseusza, Augustyn nie znajduje ostatecznego domu na tym świecie. W przeciwieństwie do Syzyfa, nie trudzi się bez końca pod ciężarem, od którego nie może uciec. I inaczej niż Edyp, nie zostaje zniszczony przez odkrytą prawdę.

Zamiast tego Augustyn napotyka coś, o czym mity mogły tylko napomknąć: łaskę. Jego podróż to nie przejście od ignorancji do wiedzy, ale od polegania na sobie do poddania się. Tam, gdzie mit wychwala heroiczne dążenie, Augustyn odkrywa pokorę. Tam, gdzie mit często kończy się tragedią lub wyczerpaniem, Augustyn wskazuje na nawrócenie i odkupienie. W jego historii starożytna odyseja staje się pielgrzymką, los ustępuje opatrzności, a poszukiwanie sensu staje się spotkaniem z żywym Bogiem.

Dlaczego to ma dziś znaczenie

Powrót Hollywood do greckiej mitologii nie jest przypadkowy. Te opowieści są spektakularne wizualnie, poważne moralnie i fascynujące emocjonalnie. Pozwalają współczesnej publiczności badać cierpienie, heroizm i przeznaczenie bez wymogu wiary czy nawrócenia. Ale to jest również ich ograniczenie. Mit może rozbudzić tęsknotę, ale nie potrafi jej zaspokoić. Może stawiać głębokie pytania o dom, los, cierpienie i sens, ale nie jest w stanie udzielić na nie ostatecznej odpowiedzi.

W tym miejscu pojawia się św. Augustyn (a ostatecznie Jezus Chrystus). Podobnie jak św. Paweł na Areopagu, chrześcijanie mogą dostrzec, iż te starożytne historie wskazują na prawdziwe ludzkie pytania. Zwracają się ku prawdom, których w pełni nie potrafią pojąć. Chrześcijaństwo nie wymazuje tych pytań, ale je spełnia. Oferuje nie tylko porywającą historię, ale i komunię; nie tylko sens, ale Zbawiciela.

Dla rodzin i katolickich wychowawców ponowna popularność mitów stanowi prawdziwą okazję. Te historie budzą coś głęboko w ludzkim sercu: tęsknotę za domem, sensem, prawdą. Stawiają pytania o cierpienie, ofiarę i przeznaczenie, z którymi każde pokolenie w końcu musi się zmierzyć.

Mit może nas jednak zaprowadzić tylko do pewnego momentu. Może wzniecić pragnienie, ale nie potrafi go wypełnić. Każdy mit kończy się na bohaterze, który wciąż szuka. Historia Augustyna kończy się inaczej. Jego niespokojne poszukiwania w końcu prowadzą go do domu, do którego i my jesteśmy zaproszeni.

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Błoto, uwielbienie i techno „Bogurodzica”. Młodzi znów to zrobili – Festiwal Życia 2026 przeszedł do historii!
Idź do oryginalnego materiału