Spieszmy się kochać śnieżną zimę

3 godzin temu
Zdjęcie: Zima


Fakt, iż nagle wróciły śnieg i mrozy, nie oznacza odwrócenia trendu ani powrotu stabilnego klimatu. To raczej kolejny dowód, jak nieprzewidywalna staje się pogoda.

Uwielbiam tę porę, gdy za oknem robi się biało. Korzystam wtedy z okazji i codziennie staram się być tam, gdzie nie ma ludzkich śladów, gdzie tylko zwierzęta zostawiają swoje tropy.

Śnieg uzmysławia nam najlepiej, iż nie jesteśmy w lesie sami. Zdradza obecność unikających naszego towarzystwa dzikich mieszkańców. Jednak coraz częściej biały puch staje się wyłącznie wspomnieniem.

Tej zimy jest trochę inaczej.

Zima jako wspomnienie

To były jeszcze lata dziewięćdziesiąte. Byłem wtedy wciąż bardzo młodym człowiekiem. Razem z moim kolegą Krzyśkiem wybraliśmy się do Puszczy Knyszyńskiej. Plan był prosty: przejdziemy od Królowego Mostu – to miejsce, gdzie stał najsłynniejszy patrol policji znany z filmów Jacka Bromskiego – do Supraśla. Najpierw przez las i Wzgórza Świętojańskie, potem przekroczymy rzekę w Surażkowie i zrobimy sobie postój w Krzemiennych Górach. Tak też się stało.

W autobusie zamarzły wszystkie szyby i nie było nic widać. Mróz był tak siarczysty, iż tuż po opuszczeniu pojazdu sklejały się nam od mrozu rzęsy, a śnieg był powyżej kolan. I szliśmy tak przez las. Kominiarki kostniały od ciepłego oddechu. W Krzemiennych Górach, na moim ulubionym zboczu, po paru solidnych godzinach marszu wyjąłem termos. Herbata, którą w nim niosłem z myślą o łyku ciepłego napoju, stała się zimna, wręcz lodowata.

WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu

Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.

Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram

Potem był Supraśl i autobus do mojego rodzinnego Białegostoku. Kominiarka trafiła w domu na kaloryfer, ja zaś byłem szczęśliwy z tego ekstremalnego wyjścia w teren przy temperaturze, która sięgała poniżej minus dwudziestu stopni.

Kolejne zimy stawały się jednak coraz rzadsze. Owszem, w dekadzie lat dwudziestych zdarzyła się ta pamiętna, śnieżna zima 2021 roku, kiedy pracowałem nad książką „Łoś”. Wtedy, w poszukiwaniu jej bohatera, nieraz zdarzało mi się brodzić w śniegu po pas, albo i głębiej. Była taka zima. A potem długo nic – pustka, buro, bezśnieżnie. Zaledwie krótkie zimowe epizody przypominały o dawnych mrozach.

Teraz jednak najsurowsza wśród pór roku jakby znów nabrała sił. Przynajmniej w moim mateczniku – w północno-wschodnim kole polsko-podbiegunowym!

Życiodajna i upiększająca moc śniegu

Kiedy zimą spada śnieg, wraca do nas coś więcej niż tylko typowe dla tej pory roku zjawisko. Dzięki niemu cały krajobraz zyskuje na urodzie. Nie chodzi mi o malownicze drzewa otulone białym puchem – one są piękne zawsze, niezależnie od sezonu.

Myślę raczej o tych mało urodziwych połaciach pól, pozbawionych dziś miedz, zdominowanych przez wielkie wielkoobszarowe uprawy kukurydzy i innych roślin. Zmieniają się one w rozległe połacie białego, migoczącego piasku. Wystarczy, iż wiatr poruszy sypkim śniegiem, a ten rusza w drogę – w swój własny, zimowy taniec. Przysypane są też chaotyczne zabudowania, byle jakie domy, gospodarcze szopy. Ukryte zostaje to, co zwykle razi moje oczy. Świat wokół mnie na chwilę pięknieje – za sprawą tej jednej, śnieżnej zasłony.

Oczywiście biały puch nie jest tylko i wyłącznie doznaniem estetycznym. To życiodajna siła wpisana w świat przyrody, która powinna być czymś oczywistym w okresie zimy, a jednak czymś takim już nie jest. jeżeli biały puch w ogóle się pojawia, to raczej w styczniu, bo grudniowe święta coraz częściej mijają bez niego. W ostatnich latach ze śniegiem było więc krucho.

Ważne, by śnieg topniał powoli, dzień po dniu, zasilając ziemię wodą. Jak będzie naprawdę – nie wiadomo. Taka jest rzeczywistość zmian klimatu, w które wciąż wielu nie chce wierzyć

Paweł Średziński

Udostępnij tekst
Facebook
Twitter

Poprzednia zima minęła praktycznie bez bieli – choćby tam, gdzie zwykle mówi się, iż mróz trzyma najdłużej, na nizinach północno-wschodnich. W efekcie moje rodzinne strony, doliny Biebrzy i Narwi, zostały pozbawione wiosennych rozlewisk, tak ważnych dla przetrwania skomplikowanych ekosystemów. Ziemia wyschła na wiór. W marcu pod butami trzeszczały przesuszone rośliny, a między olszowymi kępami nie było już ani śladu wody.

Być może w tym roku będzie inaczej i śnieg utrzyma się dłużej. Oby! Gdyby udało mu się przetrwać, a choćby jeszcze przybyć do końca lutego, mielibyśmy roztopy przypominające te sprzed lat – przynajmniej w części naszego kraju. Ważne, by nie przyszło gwałtowne ocieplenie, ale by śnieg topniał powoli, dzień po dniu, zasilając ziemię wodą. Jak będzie naprawdę – nie wiadomo. Taka jest rzeczywistość zmian klimatu, w które wciąż wielu nie chce wierzyć, choćby światowi przywódcy.

Fakt, iż nagle wróciły śnieg i mrozy, nie oznacza odwrócenia trendu ani powrotu stabilnego klimatu. To raczej kolejny dowód, jak nieprzewidywalna staje się pogoda. Coraz częściej doświadczamy tego na własnej skórze: wiosną brak opadów, deszcze przychodzą nieregularnie, a prognozy zawodzą choćby w najbliższej perspektywie. Wieczorem sprawdzam więc kilka różnych serwisów pogodowych – z przyzwyczajenia – i czytam, iż jutro ma nie padać. Rano wyglądam za okno… i widzę deszcz zamiast słońca.

W śniegu schronienie

Śnieg to jednak nie tylko woda. To element, który pomagał przetrwać niejedną zimę wielu gatunkom. Weźmy choćby kuropatwy czy cietrzewie, ptaki znikające z naszego krajobrazu w dramatycznym tempie. Korzystały z puchowej pokrywy, „zaśnieżając się” w niej i budując niewielkie schronienia, które chroniły je zarówno przed chłodem, jak i przed drapieżnikami.

Biała kurtyna pomagała też drobnym drapieżnikom – gronostajom i łasicom – którym zimą biel sierści zapewniała skuteczny kamuflaż. Tak samo zając bielak. Dziś adekwatnie już nieobecny, poza pojedynczymi obserwacjami w Puszczy Augustowskiej. Wszystkie te gatunki zawdzięczały śnieżnej okrywie nie tylko ciepło, ale także szansę, by pozostać niezauważone.

Od wieków wiele gatunków dostosowywało się do cyklicznego rytmu pór roku – do tego, iż zimą jest mróz i śnieg, a między zimą a wiosną pojawia się krótki oddech przedwiośnia. Dziś to wszystko się zmienia. Coraz wyższe temperatury i łagodne zimy sprawiają, iż pojawiają się u nas gatunki dotąd znane raczej z południa Europy – np. szakal.

Promocja!

Polskie ćwiczenia z wieloetniczności | Gdy episkopat zawodzi | Po co instytucje kultury?

32,30 35,90
Do koszyka
Książka – 32,30 35,90 E-book – 29,00 32,30

Z kolei ptaki, zarówno te rodzime, jak i migrujące z północy, coraz częściej odlatują później, lecą na krótsze dystanse lub w ogóle rezygnują z wędrówek. Suchsze wiosny pozbawiają mokradła wody, a wraz z tym bezpiecznych kęp i wyniosłości, na których mogłyby się chronić ptaki, przystępujące do lęgów. Wbrew pozorom wiele się w tym świecie zmienia, ale nierzadko tego nie zauważamy. Część zwierząt już przesuwa swoje granice na północ.

Klikbajtowa narracja

Świadomość, iż jesteśmy świadkami zjawisk, jakich wcześniej nie znaliśmy, wciąż nie jest powszechna. Łatwiej zaprzeczać nadchodzącej katastrofie. Dla wielu to wciąż nie jest powód dla niepokoju: brak śniegu zimą, długie okresy suszy, nieregularne opady. Przypomnijmy sobie, jak politycy negujący globalne ocieplenie bagatelizowali jego skutki. Zresztą w modzie jest to do dziś, odkąd Donald Trump w Stanach Zjednoczonych uznał, iż zmiany klimatu można po prostu… odwołać.

Nie lepiej bywa z mediami – także na naszym, polskim podwórku. Przyznam, iż to właśnie jeden z medialnych przekazów skłonił mnie do napisania tego felietonu. Ukazał się w popularnym serwisie pogodowym i już we wstępie zapowiadał: „Nadchodzą olbrzymie zmiany w pogodzie, które tym razem powinny większość z nas zadowolić”.

Pomyślałem wtedy: świetnie, będzie więcej śniegu, zima potrwa do końca lutego. Nic bardziej mylnego. Otóż dalej w tekście czytam coś zupełnie innego: „Dni mroźnej i śnieżnej aury są już na szczęście policzone”, a nam „pozostaje więc uzbroić się w cierpliwość raptem na kilka dni”. O ile podobny komunikat w lipcu byłby zrozumiały – w końcu wakacje, ludzie marzą o cieple – o tyle tu mówimy o styczniu. Co więcej, kilka dni później okazało się, iż prognoza rozmija się z rzeczywistością. Teraz ten sam serwis alarmuje: „Prognoza na luty, od której włosy stają dęba. Dawno tego nie było”.

Po takim krzykliwym tytule następuje litania ostrzeżeń przed nadchodzącym mrozem, którą kończą słowa: „Jednak są też dobre wieści, ponieważ modele prognostyczne przez cały czas wieszczą wcześniejsze niż zwykle nadejście wiosny. Niewykluczone, iż już w drugiej połowie lutego średnie temperatury będą oscylować powyżej normy wieloletniej, za co trzymamy kciuki”.

I tu chciałoby się zapytać: co poszło nie tak w procesie edukacji osób odpowiedzialnych za takie przekazy? A może to już nie człowiek, tylko algorytm – czat napędzany sztuczną inteligencją – komponuje te „dobre wieści”, a rola redaktora staje się już prawie żadna?

Niestety coraz częściej sprawdzają się słowa wypowiedziane przez dziadka Fotona, bohatera świetnego filmu „Pełnia”, którego zagrał Tadeusz Fijewski: „Tu trzeba panie trąbić w trąbę wielką. Bić na alarm. Woda zatruta, niebo zatrute, ziemia sponiewierana. Coś ty uczynił synie Adamowy! Bez rybów, bez ptactwa wył będziesz w stygnące niebiosa. Panie! W zimie deszcz będzie padał, a w lato śnieg będzie sypać. I co? Gdzie człowiek będzie szukał szczęścia? Na inszej planecie?”.

Przeczytaj również: Zimowanie, czyli odpoczywanie

Idź do oryginalnego materiału