Sława w nagrodę za agresję

1 dzień temu

Dzień po zabójstwie woźnej w szkole pod Wyszkowem policja zatrzymała w całej Polsce 59 osób, wśród nich nastolatków publikujących w sieci groźby i uczniów, którzy przynieśli do szkoły noże. Trudno uznać to za przypadek. Mechanizm, który za tym stoi, Albert Bandura opisał ponad sześćdziesiąt lat temu.

Nagroda za agresję napędza spiralę zła

W 1965 roku Albert Bandura pokazał dzieciom film, na którym dorosły bił i kopał dużą lalkę. Jedne dzieci widziały, iż za to został nagrodzony, inne – iż spotkała go kara. Potem same trafiały do pokoju z taką lalką. Te, które widziały karę, naśladowały agresję wyraźnie rzadziej.

Wniosek z badania był prosty: dziecko nie musi samo dostać nagrody, ani kary żeby się czegoś nauczyć. Wystarczy, iż zobaczy, co spotyka innych. Psychologia nazywa to wzmocnieniem zastępczym.

A co jest nagrodą dla nastolatka? Przede wszystkim uwaga. Sława. To, iż staje się bohaterem (nawet czarnym) mediów społecznościowych. Po tragedii w szkole, gdzie od ciosów noża nastolatka zginęła woźna media prześcigały się w szczegółach z życia sprawcy, z rozmową z jego siostrą włącznie. Dorosły widz odbiera to jako sensację. Młody człowiek, który czuje się niewidzialny, może jednak zobaczyć coś innego: iż jest sposób, by w jeden dzień cała Polska poznała twoją historię.

Efekt Wertera działa nie tylko przy samobójstwach

Od 1974 roku, gdy socjolog David Phillips opisał wzrost liczby samobójstw po ich nagłośnieniu w prasie, mówimy o efekcie Wertera (nazwanym tak od zaobserwowanej fali samobójstw, która przetoczyła się po Europie po publikacji książki „Cierpień młodego Wertera” w 1774 roku). Dlatego Światowa Organizacja Zdrowia publikuje wytyczne, jak o samobójstwach informować, żeby nie wywoływać naśladownictwa.

Najnowsza wersja tych wytycznych ukazała się w 2023 roku. Zalecają one, by nie umieszczać takich informacji na czołówkach, nie powtarzać ich bez potrzeby, unikać sensacyjnych tytułów, nie opisywać metody ani miejsca i nie publikować zdjęć czy nagrań. Z rodziną zmarłego trzeba rozmawiać bardzo ostrożnie. Warto za to podawać, gdzie szukać pomocy, i pokazywać historie ludzi, którzy wyszli z kryzysu, bo takie relacje działają ochronnie. Wytyczne dotyczą samobójstw, ale ich logika pasuje do każdej tragedii, która może znaleźć naśladowców: mniej sensacji, mniej uwagi dla sprawcy, więcej rzetelnej informacji.

Ten sam mechanizm opisano przy atakach w szkołach. Zespół Sherry Towers wykazał w 2015 roku, iż po głośnej strzelaninie w USA przez mniej więcej dwa tygodnie rośnie ryzyko kolejnej.

Polska dostała właśnie bolesną ilustrację. Do piątkowego popołudnia, dzień po tragedii, policja skontrolowała 35 tysięcy szkół, odnotowała 172 zdarzenia i zatrzymała 59 osób. Część nastolatków tłumaczyła, iż filmiki z groźbami nagrała „dla żartu”. Być może tak było. Ale choćby taki żart pokazuje, iż przemoc stała się czymś, czym można zaistnieć, zdobyć sławę i popularność.

Wszystko oprócz sprawcy

Amerykańscy kryminolodzy Adam Lankford i Eric Madfis zaproponowali zasadę: nie nazywajcie, nie pokazujcie, relacjonujcie wszystko inne. Gdy wydarza się tragedia można pisać o tym, co się stało, o ofiarach, o tych, którzy powstrzymali napastnika, o reakcji służb i o problemie przemocy wśród młodzieży. Na pewno warto dokładnie opisywać skuteczne procedury zapobiegania oraz podkreślać karę, jaka czeka sprawcę przemocy. Nie należy natomiast budować portretu sprawcy, jego otoczenia, przyjaciół, cytować jego rodziny ani rozbierać jego życia na części w pogoni za kliknięciami.

Istnieje kodeks etyki dziennikarskiej. Nie ma kodeksu moralnego influencera. A to oni często żerują na tragediach, ujawniają sensacyjne szczegóły z nimi związane. Jednak to media profesjonalne wyznaczają standard i to z nich czerpie internet.

Bandura pokazał też drugą stronę: widok kary zniechęca do naśladowania. Dlatego obok powściągliwości mediów potrzebna jest szybka i wyraźna reakcja na samą przemoc. Inni młodzi ludzie powinni zobaczyć, iż przemoc nie przynosi sławy, tylko konsekwencje.

Czytaj także:Niezłomny przysięgły w procesie Lindsay Clancy
Czytaj także:Nie chodzi o przemoc. Chodzi o człowieka
Czytaj także:Zdrowi weszli, chorzy wyszli. Ciemna strona kampanii o zdrowiu psychicznym
Idź do oryginalnego materiału