Choć Adwent dotyczy przychodzenia Pana, to oczekiwanie na Niego nie jest statyczne. Jest ono zgodą – zarówno ze strony Boga, jak i Jego ludu – na wyruszenie w drogę.
Publikujemy pierwszy odcinek adwentowego cyklu „Wstań i idź”. Kolejne odcinki cyklu będą publikowane w trzy adwentowe niedziele: 7, 14 i 21 grudnia oraz w czwartek, 25 grudnia 2025 roku.
Dwa lata temu poproszono mnie, bym towarzyszył grupie młodych ludzi podczas kilkudniowego wyjazdu do Utah. Ponieważ żaden z moich wykrętów nie zadziałał, znalazłem się pewnego dnia na skraju pustyni, dostałem ciężki plecak z namiotem i całym potrzebnym sprzętem, pozwoliłem, żeby zabrano mi telefon (i tak nie było zasięgu) i ruszyłem – wraz z innymi towarzyszami – w nieznane. Dowiedziałem się też (dopiero wtedy!), iż jesteśmy na obozie przetrwania, a nasi przewodnicy mają czuwać, byśmy, wychodząc ze strefy komfortu, nie wpadli do strefy paniki. Do tej drugiej było mi blisko, gdy do picia wody z potoku i śniegu na pobudkę doszło wspinanie się po skałach i zjazdy na linie z wysokości.
WIĘŹ – łączymy w czasach chaosu
Więź.pl to pogłębiona publicystyka, oryginalne śledztwa dziennikarskie i nieoczywiste podcasty – wszystko za darmo! Tu znajdziesz lifestyle myślący, przestrzeń dialogu, personalistyczną wrażliwość i opcję na rzecz skrzywdzonych.
Czytam – WIĘŹ jestem. Czytam – więc wspieram
Gdybym wcześniej wiedział o tym, jaką formę przyjmie nasza wyprawa, przenigdy bym się na nią nie zgodził. Gdy jednak zdobywaliśmy kolejną górę, uświadomiłem sobie, iż przecież… zawsze o tym marzyłem. Marzenie – aż do obozu przetrwania w Utah – pozostawało niezrealizowane: najpierw nie było możliwości, potem byłem zbyt zajęty, aż wreszcie stałem się, jak mi się wydawało, za stary.
Ten wyjazd uruchomił jednak we mnie drogę. Rok później – pierwszy raz w życiu – wyruszyłem z namiotem na samotną wyprawę do Montany. Była to droga podwójna: jedną mierzyć można było w milach i kolejnych postojach; na drugą, istotniejszą, nie ma odpowiedniej jednostki miary. Trwa ona jednak do dzisiaj i ciągle nie wiem, dokąd mnie zaprowadzi.
Zawracanie serca
„Radosne oczekiwanie” – ta dość popularna definicja Adwentu zakłada pewną statyczność: jestem na swoim miejscu i czekam na Pana, który przyjdzie właśnie tutaj. Mogę już od pierwszej niedzieli Adwentu tworzyć dla Niego żłóbek, a On z każdym dniem zbliża się o jeden krok. Mogę też przeżywać ten czas – i ruch z nim związany – w metaforze adwentowego wieńca: jako zamknięty krąg powtarzalnych, z góry wiadomych zachowań. Nawracanie wygląda wtedy raczej na zawracanie – niezależnie od tego, czy jest ono nostalgiczne, lękowe, rutynowe czy po prostu bezrefleksyjne, bo „tak zawsze było”.
- Krzysztof Grzywocz
Na początku był sens
Myślę jednak, iż choć Adwent dotyczy przychodzenia Pana, to oczekiwanie na Niego nie jest statyczne. Jest ono zgodą – zarówno ze strony Boga, jak i Jego ludu – na wyruszenie w drogę. To dlatego Izajasz woła: „Przygotujcie na pustyni drogę dla Pana, wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu!” (Iz 40,3), ale także: „Budujcie, budujcie, przygotujcie drogę! Usuńcie przeszkody z drogi mojego ludu!” (Iz 57,14).
Spotkanie dwóch tęsknot
Obie te drogi – a może lepiej: ta jedna droga, na której szukamy się wzajemnie, Pan i Jego lud – wydają się bardziej szkicem niż precyzyjnie wytyczonym traktem. To dwie tęsknoty, które szukają swojego spełnienia: ta pierwsza, Boga zakochanego w człowieku, i ta druga, człowieka, błąkającego się jak oblubienica z Pieśni nad Pieśniami: „Wstanę, obejdę miasto, po ulicach i placach szukać będę Ukochanego mej duszy” (Pnp 3,2).
Tęsknotą jest przecież wspomnienie domu przez syna, który roztrwonił wszystkie dobra. Jednocześnie w domu spotyka on drugą, ojcowską, tęsknotę: „A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go” (Łk 15,20). Tęskni też w swojej ciekawości Zacheusz, który robi z siebie wariata, wdrapując się na drzewo, by zobaczyć Jezusa – a jednocześnie czy to nie z tęsknoty Jezus szuka właśnie jego? To kolejne spotkanie dwóch przemożnych pragnień: „Dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” (Łk 19,5).
Najbardziej – z mojego punktu widzenia – niezwykłe spotkanie dwóch tęsknot miało miejsce pod Damaszkiem. Czy Szaweł nie szukał Boga? W Liście do Galatów wyznaje przecież: „W żarliwości dla judaizmu przewyższałem wielu moich rówieśników z mego narodu, bo byłem szczególnie wielkim zapaleńcem w zachowywaniu tradycji moich przodków” (Ga 1,14). choćby dla walczących z Bogiem gorliwców jest nadzieja na spotkanie.
Podróż w nieznane
Choć tak odmienne, wszystkie te historie wzajemnego poszukiwania się i odnajdywania dzieją się na drodze, w ruchu. Czy słowa Jezusa: „Szukajcie, a znajdziecie…” (Mt 7,7) nie są zaproszeniem do wyruszenia w drogę? To droga Abrahama, który „wyszedł, nie wiedząc dokąd idzie” (Hbr 11,8). To droga apostołów, której mapę kreśliły słowa: „Pójdź za Mną”.
Kościołowi, który kontempluje chwalebne karty swojej historii, grozi pokusa zamknięcia się w swoich pałacach i konsumowania własnych zwycięstw z zupełnym pominięciem ludzi, którzy ciągle zmagają się i giną
Henryk Cisowski OFMCap
Zdarzyło mi się kiedyś jechać w ostatnim wagonie pociągu, który kończył się przeszklonymi drzwiami. Stojąc przed nimi, wpatrywałem się w przebytą drogę, układającą się w dwie równe linie torów. Mogłem jedynie założyć, iż podobna droga istnieje także przede mną i prowadzi do celu, choć mnie nie było dane ani jej widzieć, ani kontrolować.
W adwentowym poszukiwaniu moja tęsknota sprawia, iż odważam się wsiąść do tego pociągu; tęsknota Boga jest z kolei powodem, dla którego trzyma On do końca otwarte drzwi – tak, żebym zdążył wskoczyć do środka. On jednak prowadzi ten skład. A jeżeli ja widzę drogę, to jedynie tę, którą już przejechaliśmy.
Pułapka postoju
Chrześcijanin jest „skazany na drogę”, na której postoje są niewskazane – co więcej, okazują się niebezpieczne! Zastanawiam się, czy największy, tak detalicznie opisany grzech króla Dawida, nie wynikał z faktu, iż pozostał on w swoim pałacu, gdy jego wojska walczyły z nieprzyjaciółmi Izraela (por. 2 Sm 11,1). Przecież to właśnie w tamtym czasie zauważył on kąpiącą się Batszebę. Dawid robiący nieplanowany postój przestaje być sobą: znika gdzieś mężny, charyzmatyczny przywódca, który walczył ramię w ramię ze swoimi żołnierzami.
Ta historia to przestroga zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i wspólnotowym. Z jednej strony droga wiary każdego chrześcijanina jest jak jazda na rowerze – albo jedziesz naprzód, albo się wywracasz. Z drugiej strony – Kościołowi, który kontempluje chwalebne karty swojej historii, grozi pokusa zamknięcia się w swoich pałacach i konsumowania własnych zwycięstw z zupełnym pominięciem ludzi, którzy ciągle zmagają się i giną.
Adwent to nie statyczne czekanie. To wezwanie do drogi. Jezus lubi przyłączać się do ludzkiej wędrówki – choćby jeżeli jest nią ucieczka do Emaus.
Przeczytaj też: Duchowość wyjścia w nieznane

52 minut temu












![Klimat zimowej baśni! Oświetlone fontanny we Wrocławiu [GALERIA]](https://www.wroclaw.pl/cdn-cgi/image/w=1200,h=630,fit=crop,f=jpeg/beta2/files/news/928361/main/fontanny-podwietlone-wroclaw.jpg)



